Niewidzialni

Małgorzata Aulejtner
4 listopada 2014

Nie widać ich z okien wielkich apartamentowców, z urzędniczych gabinetów Miasta Stołecznego ani innych ważnych instytucji. Czasami – bezskutecznie – upomni się o nich Rzecznik Praw Obywatelskich. Od lat brak woli politycznej do rozwiązania problemu.

Bezdomni. Ludzie najbardziej wykluczeni. Bardzo często brudni, w zaniedbanych, zniszczonych ubraniach, nierzadko zawszawieni i zarobaczeni, z cuchnącymi ranami na nogach i innych częściach ciała. To ich widzimy w środkach komunikacji miejskiej, w parkach oraz na dworcach kolejek podmiejskich.

Tak bywa latem. Zimą nagle „znikają”. Pojawiają się wówczas za to głośne apele w mediach i nagły przypływ miłosierdzia ze strony władz miasta. Szukajmy bezdomnych, bo w okresie zimowym zdarza się im umrzeć z zimna i głodu.

Tymczasem, wbrew pozorom, bezdomni mają problemy nie tylko zimą, lecz przede wszystkim w miesiącach letnich. To głównie wtedy chorują i są stałymi, nierzadko codziennymi pacjentami izb przyjęć i szpitalnych oddziałów ratunkowych.

Częstym gościem szpitali jest wówczas bezdomny pacjent, który niedoleczony wraca na ulicę i po pewnym czasie powraca jeszcze bardziej chory, wymagając jeszcze większej opieki niż poprzednio. Rzadko który bezdomny zgadza się na przewiezienie ze szpitala wprost do schroniska.

Nikt nie potrafi ich policzyć. Czasami robią to streetworkerzy, czyli grupy zapaleńców, pomagające wyjść z bezdomności, narkomanii, prostytucji, a także działający z dziećmi w ich środowisku i na ulicach. Dużą rolę odgrywają również organizacje pozarządowe i pracownicy socjalni, bez których wielu bezdomnych nie znalazłoby żadnego oparcia i pomocy.

Gdzie w tym wszystkim są władze Warszawy? Na stronach miasta można przeczytać o dużych pieniądzach, przeznaczanych dla organizacji pozarządowych na organizację noclegowni, schronisk i jadłodajni.

Jednak pomimo istniejących schronisk, noclegowni oraz prężnie działających organizacji pozarządowych ludzie bezdomni nie są w stanie uzyskać dostatecznego wsparcia w zakresie higieny osobistej, odżywiania i przewlekłego leczenia ambulatoryjnego.

W każdej dzielnicy miasta powinny się znaleźć dedykowane im łaźnie z możliwością dezynsekcji, wymiany odzieży na nową oraz punktem konsultacyjnym, gdzie osoba bezdomna otrzymałby informacje dotyczące możliwości pobytu w schronisku czy pomocy psychologicznej. Streetworkerzy mogliby towarzyszyć jej w miejscach, w których przebywa.

Jedyną niosącą pomoc bezdomnym przychodnią w Warszawie jest działająca na Woli placówka Stowarzyszenia „Lekarze Nadziei”. Nie pytają tam o dowód osobisty czy przynależność do oddziału NFZ, tylko udzielają wsparcia i leczą bez względu na pochodzenie. Dlaczego nie stworzyć punktów opieki ambulatoryjnej dla bezdomnych, tak jak to było przed laty? Ich brak wynika z braku znajomości problemu przez władze miasta, żyjące od wyborów do wyborów.

Ze wspomnianych przeze mnie ośrodków konsultacyjnych mogliby przecież korzystać również ludzie mający swoje mieszkania, osoby o niższym statusie społecznym, zagrożone wykluczeniem. Do dzisiaj w Warszawie pełno jest miejsc, gdzie nie ma dostępu do bieżącej wody i toalet, co stanowi wstydliwy temat dla urzędników, szczycących się nowymi arteriami komunikacyjnymi, metrem i szklanymi wieżowcami.

Ktoś może zarzucić mi, że to bezsensowne działania. Że otoczenie opieką bezdomnego jest niepotrzebne, generuje za duże koszty i niewiele pożytku. Będę trwała przy swoim zdaniu. Dziś bezdomnym może zostać każdy. Brak mieszkań socjalnych, stabilizacji, pracy i możliwości uzyskania ogromnego kredytu pomimo braku zdolności kredytowej – to problemy, które mogą dotknąć nas wszystkich.

Nikt nie rodzi się bezdomny. Nikt na początku swojego życia nie wyobraża sobie, że nim zostanie. Pamiętajmy o tym.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

6 thoughts on “Niewidzialni

  • 5 listopada 2014 at 06:05
    Permalink

    Trafny artykuł Małgorzaty Aulejtner. Dodać należy jedno: do tego potrzebne są prawdziwe systemowe programy wsparcia do wychodzenia z bezdomności, a przede wszystkim polityka skierowana na jej zapobieganie. Bo mieszkanie jest prawem człowieka, nie towarem rynkowym.
    Bezdomnych być nie powinno, poza „poszukiwaczami pełnej wolności”, z wyboru.
    Dlatego potrzebna jest odpowiednia polityka mieszkaniowa z dużą ilością mieszkań socjalnych i komunalnych, zasiłki mieszkaniowe (dopłaty do czynszu), dla wszystkich osób o niskich dochodach, studentów, osób bez umów o pracę na okres nieokreślony. Oraz Komisje Nadmiernego Zadłużenia z odpowiednim systemem prawnym, w którym sędzia ma prawo długi umorzyć w całości lub częściowo czy rozłożyć na raty.
    A przede wszystkim w kraju, który jest „zieloną wyspą” i osiągnął poziom PKB na poziomie OECD, czas na najniższy dochód gwarantowany. Taki, aby pozwalał osobom żyjącym w prekariacie, nie tylko młodym, w kilka osób zamieszkać w tanim mieszkaniu i uniknąć bezdomności.
    A dzisiejsze noclegownie powinny zostać uzupełnione o rezydencje, zarządzane przez organizacje pozarządowe dotowane przez miasto, województwo i państwo (bo same samorządy tego nie uniosą), których rezydenci zajmują pokoje jak w hotelu, a wspólne przestrzenie kuchenne i sanitarne pozwalają obniżyć koszty i zachować standardy sanitarne. A do tego sale rekreacyjne z komputerami i społeczne ogrody pozwolą zapewnić ludziom zajęcie i pomóc się wyżywić i zapewnić warzywa i owoce.
    No i jeszcze potrzebne jest wsparcie, również poprzez lokale o niskich czynszach, dla różnych form ekonomii społecznej – spółdzielni społecznych, socjalnych i kooperatyw, aby pozwolić przeżyć i nie popaść w bezdomność ludziom wykluczonym z tradycyjnego rynku pracy i/lub odmawiającym kooperacyjno-eksploatacyjnej rzeczywistości. To taka moja wizja, miasta i kraju, w którym da się żyć i przeżyć.

    Reply
  • 7 listopada 2014 at 18:11
    Permalink

    Bezdomny też człowiek. Ja kłaniałbym sie tutaj naszemu kościołowi, oddaliśmy im majątki, mają domy, mieszkania, pałace. Ma swoje lata pamiętam jak z ambony za PRL-u księża krytykowali władzę, że nie zabezpiecza kazdej polskiej rodziny we własne mieszkania. Obecnie w Poznaniu pozbawili młodzież szkoły bo to ich budynek, a gdzie miłosierdzie, pomoc ubogim. Ci co własnie pierwsi powinni pochylić sie nad wykluczonymi odwracają się do nich plecami. Takie życie. Zawsze sie zastanawiam, jakby ktoś zrobił statystyke i policzył ludzi zabitych przez komunistów, a ludzi, którzy w wolnej polsce z powodów ekonomicznych popełnili samobójstwa, zamarzli na dworze lub zginęli jako bezdomni, kto wie która cyfra byłaby większa. wiem, mówią, że bezdomi to pijacy, alkoholicy, którzy wybierają taki tryb życia. Ale co zrobi nawet porządny człowiek jak straci pracę, rodzine dom, mieszkanie znajdzie się na ulicy. Wejdzie w środwisko bezdomnych i żyje tak jak oni niezauważony przez tych, którym sie powodzi. Jak napisaeł to też sa ludzie, tyle że potrzebują pomocy, wsparcia. Jakby mieli pracę, swoje mieszkanie, większośc z nich nie byłaby na ulicy. Wolna, niepodległa Rzeczypospolita, kraj katolicki nie potrafi zadbać o tych, którzy wymagają pomocy.

    Reply
    • 9 listopada 2014 at 20:45
      Permalink

      Zgadzam się z Leszkiem Gniezno. Jako konsulka miałam do czynienia z wieloma bezdomnymi Polakami. Niektórych obserwowałam jak stawali się bezdomnymi i powoli popadali w nałogi. Ulica, pozbawienie godności, ludzka pogarda, codzienna walka o przeżycie, nieuchronnie prowadzą do uzależnień – alkoholizmu lub narkomanii lub jednego i drugiego. Jednego młodego mężczyznę, dobrze wyglądającego, zdrowego, 32 lata, średnie wykształcenie, którego bezskutecznie namawiałam na powrót do Polski przewidując jego trudności w znalezieniu pracy bez znajomości języka, najpierw, mniej więcej po ośmiu miesiącach, wyciągałam z więzienia, gdzie znalazł się za kradzież wina w supermarkecie. Już był nie do poznania, trzęsły mu się ręce, widziałam, że był uzależniony od alkoholu. Znowu bezskutecznie namawiałam go do powrotu. Usłyszałam ponownie, że musi najpierw zarobić pieniądze, bo ma córkę. Kilka miesięcy później dostałam informację od policji, wraz z paszportem – chłopaka znaleziono martwego z przedawkowania narkotyków w noclegowni dla narkomanów – było to jedyne miejsce, gdzie mógł znaleźć nocleg, więc zaczął udawać narkomana, aż go jakiś dealer wciągnął w nałóg. Trwało to wszystko razem półtora roku. Przeżyłam wielki smutek i wyrzut, rozmawiając z matką i siostrą, którym wysyłałam syna i brata w trumnie. Nie miałam niestety narzędzi, aby go uchronić przed takim losem.

      Reply
  • 9 listopada 2014 at 20:45
    Permalink

    Zgadzam się z Leszkiem Gniezno. Jako konsulka miałam do czynienia z wieloma bezdomnymi Polakami. Niektórych obserwowałam jak stawali się bezdomnymi i powoli popadali w nałogi. Ulica, pozbawienie godności, ludzka pogarda, codzienna walka o przeżycie, nieuchronnie prowadzą do uzależnień – alkoholizmu lub narkomanii lub jednego i drugiego. Jednego młodego mężczyznę, dobrze wyglądającego, zdrowego, 32 lata, średnie wykształcenie, którego bezskutecznie namawiałam na powrót do Polski przewidując jego trudności w znalezieniu pracy bez znajomości języka, najpierw, mniej więcej po ośmiu miesiącach, wyciągałam z więzienia, gdzie znalazł się za kradzież wina w supermarkecie. Już był nie do poznania, trzęsły mu się ręce, widziałam, że był uzależniony od alkoholu. Znowu bezskutecznie namawiałam go do powrotu. Usłyszałam ponownie, że musi najpierw zarobić pieniądze, bo ma córkę. Kilka miesięcy później dostałam informację od policji, wraz z paszportem – chłopaka znaleziono martwego z przedawkowania narkotyków w noclegowni dla narkomanów – było to jedyne miejsce, gdzie mógł znaleźć nocleg, więc zaczął udawać narkomana, aż go jakiś dealer wciągnął w nałóg. Trwało to wszystko razem półtora roku. Przeżyłam wielki smutek i wyrzut, rozmawiając z matką i siostrą, którym wysyłałam syna i brata w trumnie. Nie miałam niestety narzędzi, aby go uchronić przed takim losem.

    Reply
  • 10 listopada 2014 at 17:24
    Permalink

    Witam. Dziękuję za te słowa. Ale wie pani co jest w naszym kraju najgorsze? Nie potrafimy wyciągac wniosków z historii. Polacy to mądry i inteligentny naród, ale władze to trwonią, panuje prywata i zapatrzenie w siebie – ostatnie wydarzenia z posłami PIS najlepiej to pokazują. Wielcy panowie zadufani w sobie nie zauważają już nie powiem pojedyńczego człowieka, oni nawet nie widzą już narodu. Niedawno wstapiłem do partii,ale wierzę i jestem przekonany, że wraz z Zielonymi z Zieloną Siłą, Zieloną Mocą zrobimy coś dobrego dla kraju. Polska może być potęznym liczącym sie krajem w Europie, świecie ale musi miec dobrego gospodarza. Ja pamiętam, rządy „czerwonyvh”, teraz sie mówi, że rządzą „czarni” Najwyższa juz pora na nas na Zielonych, aby zmienić to wszystko co widzimy wokoło, bezdomnych, wykluczonych społecznie też, bo dla mnie to sa chorzy ludzie, którzy tak jak alkoholicy potrzebuja pomocy nic więcej. Pozdrawiam

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.