Zielone miasto

Neoliberalizacja i opór w polityce miejskiej

Bartłomiej Kozek
23 listopada 2012

W jaki sposób polityka lokalna zmienia się w postpolityczne zarządzanie? Jak przy ograniczonych zasobach realizować politykę sprzyjającą sprawiedliwości ekologicznej i społecznej? Na te pytania poszukiwano odpowiedzi podczas prowadzonego przez Ewę Charkiewicz warsztatu o ekonomizacji polityki miejskiej, który odbył się 17 listopada w Zielonym Centrum Marszałkowska 1.

W siatce pojęć

Współtwórczyni Think Tanku Feministycznego przypomniała uczestniczkom i uczestnikom siatkę pojęciową, która dziś dominuje w politykach miejskich. Miernikami ich sukcesu stały się takie kategorie, jak przedsiębiorczość, efektywność czy elastyczność. Zmienia się język, w jakim mówimy – dobra wspólne stają się usługami publicznymi, do których świadczenia coraz częściej stosowane są narzędzia rynkowe. Taki zwrot stymulują również instytucje unijne, promujące, np. za pomocą Strategii Lizbońskiej, integrację kontynentu wokół ekonomicznej konkurencyjności.

Język ten, choć deklaratywnie sprzyja prowadzeniu biznesu, w praktyce wyklucza małe i średnie przedsiębiorstwa. Punktem odniesienia nie jest już dziś dla władzy przedsiębiorca, ale przede wszystkim wielki inwestor. Szermując hasłem „wolnego rynku”, w praktyce realizuje się politykę sprzyjającą koncentracji kapitału w rękach pojedynczych podmiotów – zapomina się, że rynek nigdy nie istniał w oderwaniu od instytucji publicznych i stanowionego przez nie prawa. Takie podejście kolonizuje wyobraźnię, a w efekcie coraz trudniej nawet jego krytykom zaproponować alternatywną siatkę pojęciową.

Przykładów użycia języka urynkowienia nie brakuje – chociażby w artykułach prasowych. Prywatyzacja usług opiekuńczych dla osób starszych przedstawiana jest jako okazja do rozbudzenia wzrostu gospodarczego i „zmniejszenia ilości beneficjentów”, nie zaś w kategoriach dbałości o odpowiednią jakość wykonywanej pracy czy o prawa człowieka. Edukacja ma służyć produkowaniu pracowników dla firm, nie zaś poszerzaniu wiedzy. Dominują czysto ilościowe wskaźniki, które nie sprawdzają się w takich dziedzinach, jak edukacja czy ochrona zdrowia – jak można bowiem redukować uczenie jedynie do ilości godzin, spędzonych przez nauczyciela przy tablicy? Krytyka Karty Nauczyciela, pod pozorem wdrażania rynkowych norm zarządzania, zataja fakt, że pogarszanie warunków pracy nie przyczyni się do poprawy jakości kształcenia.

Problemy społeczne, jak podkreśla polityczka Zielonych Ewa Sufin-Jacquemart, rozwiązuje się poprzez prywatyzację odpowiedzialności – winę za problemy pojedynczej osoby zrzuca się na nią samą. Sęk w tym, że – jak zauważyła redaktorka naczelna „Zielonych Wiadomości” Beata Nowak – wkład jednostki w dobro społeczne nie jest w ogóle możliwy do wyliczenia, jako że większość pracy ludzi na rzecz społeczności wykonywana jest nieodpłatnie.

Krytyka neoliberalizacji

Charkiewicz zwróciła uwagę na praktyczne konsekwencje wdrożenia modelu rynkowego do polityk publicznych. W polityce ekologicznej oznacza to przesunięcie środka ciężkości od regulacji i kontroli w stronę tworzenia nowych rynków (np. handlu emisjami), zarządzanie skupia się na tworzeniu budżetów zadaniowych – regulacje dostępu, celów i sposobów alokacji środków w połączeniu z centralizacją kontroli nad przepływem środków finansowych. Przykładem zarządzania tego typu jest podwyższenie wieku emerytalnego – reforma skupiała się nie na efektach społecznych jej wprowadzenia, ale głównie na skutkach dla budżetu.

Optykę neoliberalną można krytykować z różnych perspektyw. Dla społecznie zakorzenionego liberalizmu będzie ona niedopuszczalna z powodu lekceważenia dla praw człowieka i likwidacji podziału na rynek, państwo i społeczeństwo. Krytyka w kategoriach Foucaulta skupia się na tym, jak w praktyce model przedsiębiorstwa kolonizuje kolejne obszary życia i polityki, a rynek staje się „permanentnym trybunałem ekonomicznym”. Krytyka foucaultowska przygląda się również migracji suwerenności z państwa do kapitału, czemu towarzyszy upowszechnianie takich pojęć, jak „kapitał ludzki”. Neomarksizm zauważa zjawisko „akumulacji przez wywłaszczenie” i wskazuje, że trwa właśnie nowa runda grodzeń – wywłaszczania ludzi z dóbr wspólnych (np. z przestrzeni miejskiej, jak zauważa David Harvey). Istnieją również krytyki feministyczne, operujące pojęciem „gospodarki opieki”, a także ekologiczne.

Proces neoliberalizacji wygląda różnie w różnych kontekstach społecznych – jest inny np. w Szwecji, a inny w Polsce. Bez jego krytyki, jak zauważa Charkiewicz, nie można będzie zmniejszyć własnego uwikłania w dyskurs neoliberalny. Brak takiej krytyki skutkuje trudnością w budowaniu aliansów między różnymi „ruchami jednej sprawy”. Sprawę utrudnia fakt, że neoliberalizm ma dziś dwa odcienie: prawicowy i lewicowy. Ten ostatni afirmuje narzędzia rynkowe pod płaszczykiem „troski o wykluczonych”.

Walki miejskie

Praktyka miejskiego zarządzania za swe główne narzędzie obiera sobie budżet samorządowy. W optyce rządzących wydatki na „usługi komunalne” są uznawane za koszt – wymusza to legislacja centralna, a dokładnie reforma administracyjna Buzka, która doprowadziła do tworzenia kierujących się logiką rynkową spółek do świadczenia tychże usług. Realizację części z nich zrzuca na organizacje pozarządowe, pozbywając się za nie odpowiedzialności. Jednocześnie – mimo deklaracji – konsultacje społeczne nadal nie przyczyniają się do zmian w działaniach samorządów.

Inne działania – jak w wypadku polityki mieszkaniowej – oddaje się w ręce rynku, co doprowadziło do zdominowania budownictwa przez prywatnych deweloperów i do erozji publicznego zasobu komunalnego. Nawet jeśli jakiś samorząd chciałby realizować inną politykę, jest spętany przez różnego rodzaju regulacje centralne, jak np. planowana krajowa polityka miejska, która w swej obecnej formie będzie utrwalać dominację myślenia o przestrzeni miejskiej nie jako przestrzeni społecznej, lecz przede wszystkim inwestycyjnej.

Przykład prywatyzacji SPEC (Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej) – jak zwrócił uwagę redaktor naczelny „Zielonych Wiadomości” Adam Ostolski – pokazuje, że przy prywatyzacji miejskich spółek dla władz miasta nie liczą się ani argumenty ekonomiczne jej przeciwników, ani aspekty społeczne, ani szacunek dla prawa i transparentności. Na żądania ujawnienia treści analizy przedprywatyzacyjnej miasto odpowiadało negatywnie, zasłaniając się „tajemnicą handlową” prywatyzowanej spółki i pomijając milczeniem fakt, że to przecież miasto było właścicielem tej spółki. Z kolei Beata Nowak wskazała, że wraz z siecią ciepłowniczą sprzedano infrastrukturę światłowodową, którą można by wykorzystać np. do dostarczania w Warszawie darmowego Internetu.

PO próbowała zalegitymizować swoje działania pokazując, że w poprzedniej kadencji radni SLD zgodzili się na przeprowadzenie analizy przedprywatyzacyjnej. Opór przeciwko prywatyzacji, prowadzony przez niechcące ze sobą współpracować ośrodki, skończył się niepowodzeniem – nie udała się ani inicjatywa referendalna Zielonych i SLD, ani inicjatywa PiS-u. To lekcja na przyszłość, jeśli miałoby dojść do podobnych działań, np. w przypadku sprzedaży miejskich wodociągów. Wypracowania wymagają narzędzia umożliwiające krytykę ekonomizacji polityk miejskich, takie jak audyty budżetów samorządowych czy opracowanie kryteriów Oceny Oddziaływania na Społeczeństwo zarówno inwestycji, jak i sprzedaży miejskiego majątku.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

4 thoughts on “Neoliberalizacja i opór w polityce miejskiej

  • 23 listopada 2012 at 08:14
    Permalink

    Proszę nie pisać bzdur, że wolny rynek prowadzi do akumulacji kapitału w rękach dużych podmiotów. Wstyd czytać taką nieprawdę i kompromituje się Pan po całości. Myśleć! Myśleć! Myśleć! jak radził słynny Zwierzak z Muppet Show.

    Reply
  • 23 listopada 2012 at 09:39
    Permalink

    Polecam Panu ten artykuł, a właściwie komentarz pod nim użytkownika o nicku farmer_mendoza. Może dozna Pan olśnienia i zrozumie, jak nieprawdziwe rzeczy Pan wypisuje:

    http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,12910117,_DGP___Budowlancy_ugrzezli_w_asfalcie.html

    W skrócie dla Pana:

    1. W Polsce istnieje niepisany monopol na drogi asfaltowe, którego beneficjentem są korporacje – do tego państwowe
    2. Szeregiem zapisów i regulacji (innymi słowy zapewne łapówkarstwa i lobbingu) „wywalczyły” one sobie ten monopol.
    3. Skoro są takie zapisy i regulacje, znaczy to, że wolny rynek jest tu ograniczany i właściwie nie istnieje
    4. Gdyby wolny rynek był, byłby wybór, przynajmniej alternatywa: robić autostrady z betonu, czy asfaltu
    5. Gdyby była taka alternatywa, kapitał w tej branży rozproszyłby się; przynajmniej trochę, bo pomiędzy producentów asfaltu i betonu, podczas gdy teraz jest w rękach monopolistów asfaltowych
    6. Wierzę, że Pan zrozumiał, choć jednocześnie w to wątpię.

    Reply
    • 23 listopada 2012 at 09:53
      Permalink

      Ale czy przeczytał Pan uważnie relację z warsztatów? Bo mam wątpliwości. Prowadząca wyraźnie wskazała na fakt, że ideologia wolnego rynku – bardzo intensywnie promowana przez wielkich graczy rynkowych, w tym korporacje, w praktyce prowadzi do rezultatów sprzecznych z założeniami, czyli – np. w skali globalnej – do tego, że istnieją podmioty, których wartość rynkowa jest wyższa niż PKB niejednego państwa, a wraz z tą wartością idzie wzrost władzy politycznej. Nie mówiąc o tym, że autorka pisała o polityce miejskiej i instytucjach publicznych poddawanych tak rozumianemu „urynkowieniu”, nie zaś o samej gospodarce.

      Nie doznam olśnienia po przeczytaniu dwóch komentarzy od Pana, bo nie doznaję olśnień ze strony osób, które korzystając z internetowej anonimowości głoszą prawdę objawioną obrażając adwersarza. W historie „jak byłoby pięknie, gdyby tu był PRAWDZIWY wolny rynek” zwyczajnie nie wierzę.

      Reply
  • 24 listopada 2012 at 19:14
    Permalink

    Polecam lekture artykulu Saskii Sassen, o tym jak neoliberalny kapitalizm niszczy tradycyjny kapitalism

    http://www.cultural-tech.org/wp-content/uploads/2012/02/A-1-SavageSorting-copy-3.pdf

    Jesli poczytamy taki dokument jak Polska 2030, to tam otwartym tekstem, ze cel rozwoju to dogonienie najbogatszych krajow (na FOrum w Krynicy nawet przedstawili date 2037)przez przyspieszona akumulacje kapitalu. Zostanie to osiagniete przez skierownie inwestycji tam, gdzie najwieksza wartosc dodana. W tej optyce panstwo jest menedzerem wzrostu gospodarczego, legitymizuje sie przez wzrost PKB (miernik przeplywu pieniadza przez gospodarke), ludzie i sfera spoleczna to pasywa, gdzie wydatki trzeba minimalizaowac, zeby przekierowac srodki na inwestycje (ale tylko te, gdzie najwieksza wartosc dodana). W ramach takiej praktyki nowym politycznym podmiotem panstwa nie jest obywatel/ka czy nawet nie przedsiebiorca, ale investor… co widac w tzw empirycznym konkrecie

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *