Miejskie rzeki kwiatów

Marta Jermaczek
9 grudnia 2014

Łąki w mieście, wśród blokowisk, między ulicami? Trawniki, klomby – owszem, ale łąki?! Wydaje się, że to nie ich miejsce. A jednak łąki w mieście pełnią wiele ważnych funkcji.

Łąki i pastwiska to efekt współpracy człowieka z naturą. W ekologii mówi się o nich „ekosystemy półnaturalne” – dlatego, że złożone są z rodzimych gatunków, tworzących spontaniczne kompozycje, ale powstają i utrzymują się dzięki umiarkowanej gospodarce człowieka, takiej jak koszenie i wypas. Można powiedzieć, że leżą pomiędzy ekosystemami naturalnymi, takimi jak las, jezioro, torfowisko, a antropogenicznymi – jak pola uprawne i związane z nimi układy chwastów polnych.

Łąki i pastwiska – skojarzenia są jednoznaczne: dolina rzeki, wieś, może gdzieś w górach albo we wschodniej Polsce, pasące się krowy czy konie, sianokosy, kopki siana w jesiennej mgle… Ale łąki w mieście, wśród blokowisk, między ulicami? Trawniki, klomby – owszem, ale łąki?! Wydaje się, że to zupełnie nie jest ich miejsce. A jednak w miastach były i są łąki, a nawet pastwiska – i coraz więcej miast stawia na ich ochronę i odtwarzanie. Bo łąki w mieście pełnią wiele ważnych funkcji.

Kwitnące, szumiące…

Łąki przede wszystkim są piękne. O ile na trawniku ma rosnąć przede wszystkim trawa, a wszelkie inne gatunki to po prostu trawnikowe chwasty, które tępi się różnymi sposobami, łąka jest zawsze kolorowa i różnorodna. Potrzebuje koszenia, żeby nie zarosnąć ziołoroślami czy krzakami, ale nie co tydzień czy dwa, ale raz lub dwa razy w roku. Wtedy będzie na niej nie kilka gatunków roślin, ale nawet kilkadziesiąt. Ostatnio w niektórych miastach widać tendencję do nieco rzadszego koszenia trawników, chociaż może to wynikać po prostu z niższych nakładów finansowych na pielegnację zieleni. Wtedy oprócz trawy na trawniku pojawiają się białe i różowe kwiaty koniczyny, żółte brodawniki, stokrotki, mniszki, złocienie…

Bioróżnorodność i zapylacze

Łąki w mieście to nie tylko kwestia estetyki. Na całym świecie powstają w ostatnim czasie projekty ochrony i odtwarzania łąk na terenie miast. Łąki powstają w Amsterdamie, Nowym Yorku, Berlinie czy Tokio. Niektóre z projektów skupia inicjatywa River of Flowers (http://www.riverofflowers.org/). Ludzie wysiewają nasiona dzikich kwiatów w parkach, na osiedlach, a nawet na przystankach autobusowych albo dachach budynków… Oprócz poprawy krajobrazu i jednoczenia lokalnych społeczności wokół łąkowych inicjatyw, łąki poprawiają miejski klimat, ale przede wszystkim zwiększają różnorodność biologiczną w miejskim ekosystemie, dzięki czemu jest on bardziej stabilny i bardziej odporny na niekorzystne czynniki.

Trend zakładania miejskich łąk zbiega się z powrotem tradycji miejskich ogrodów – nie tylko w kompleksach ogródków działkowych, ale coraz częściej także na osiedlach, na balkonach i dachach. Okazuje się, że jednym z problemów miejskich ogrodników jest brak owadów zapylających, które w mieście, wśród betonu i równo przystrzyżonych trawników, nie mają bazy pokarmowej. Właśnie dla zapylaczy, m.in. dzikich pszczół, buduje się też w miastach specjalne domki z gliny, drewna, trzciny czy porowatych cegieł. Problem wymierania pszczół dotyczy obecnie niemal całego świata, a szczególnie terenów o dużym uprzemysłowieniu rolnictwa oraz terenów zurbanizowanych. Łąki w mieście to wsparcie dla owadów zapylających, bez których upadłoby światowe rolnictwo.

Zamiast chaszczy i śmieci

Prawie każde miasto położone nad rzeką ma takie tereny – dzikie, niedostępne, często zaśmiecone, zarośnięte, gdzieś na międzywalu, na terenie zalewowym… Odwiedzają je bezdomni, czasem wędkarze. Ogólnie przyroda lubi takie miejsca, enklawy spokoju w środku miasta. Jednak bywa, że te zaniedbane miejsca zarośnięte są przez kilka obcych, inwazyjnych gatunków zawleczonych przez człowieka i nie mają wiele wspólnego z naturalnymi czy półnaturalnymi ekosystemami. Nawłoć, przymiotno, klon jesionolistny to bardzo ekspansywne rośliny, pod którymi nie ma wiele miejsca na jakiekolwiek inne gatunki, trudno też w tak ubogim środowisku mówić o różnorodności owadów czy ptaków.

Rewitalizacja takich miejsc powinna uwzględniać zarówno potrzeby rekreacyjne mieszkańców miasta, jak i zachowanie lub zwiększenie różnorodności biologicznej ekosystemu miejskiego. Rzeki to korytarze migracyjne wielu gatunków, dla których miasto zawsze jest dużą barierą – właściwe zagospodarowanie terenów nadrzecznych pozwala zminimalizować jego negatywne działanie. Jak mogłyby wyglądać tereny nad rzeką, gdzie przyroda spotyka się z człowiekiem? Optymalny wydaje się półotwarty krajobraz, gdzie oprócz lasów łęgowych, zarośli i tzw. elementów kultury materialnej znajdzie się miejsce na otwarte przestrzenie łąk. Badania wykazują, że właśnie taki mozaikowy krajobraz jest nie tylko korzystny dla wielu gatunków zwierząt, ale również okazuje się atrakcyjny dla człowieka – dobrze wpływa na psychikę, regeneruje siły, pozwala wypocząć.

Łąki od zera

Żeby przywrócić łąkę na jakimś terenie, najlepiej po prostu zacząć go kosić – nie za często, zwykle raz czy dwa razy w roku, jeśli jest dużo gatunkow inwazyjnych, to przez pierwsze lata można częściej. Ale bywa tak, że teren, na którym chcemy odtworzyć łąkę, jest już zbyt mocno przekształcony – gatunki inwazyjne zagłuszają wszystko, co tylko próbuje wykiełkować, gleba jest zdegradowana i zanieczyszczona, a w glebowym banku nasion nie ma już gatunków łąkowych.

Wtedy można próbować odtworzyć łąkę bardziej radykalnymi metodami. Nasiona dzikich kwiatów łąkowych można zebrać na dobrze zachowanych, bogatych gatunkowo łąkach – im bliżej znajdują się łąki źródłowe, tym lepiej. Następnie wysiewa się je na powierzchniach odtwarzanych. Jednak wcześniej należy przygotować glebę – czasem wystarczy orka i bronowanie, jednak jeśli wierzchnia warstwa gleby jest zbyt zanieczyszczona, konieczne może się okazać zerwanie jej ciężkim sprzętem i wywiezienie.

W tym roku w Warszawie wystartował projekt pt. „Restytucja łąk zalewowych na warszawskim odcinku OSOP Natura 2000 Dolina Środkowej Wisły (PLB 140004)”. Realizuje go miasto we współpracy z Uniwersytetem Warszawskim. W ramach projektu odtwarzane będzie kilkadziesiąt hektarów nadwiślańskich łąk, m.in. na Golędzinowie, Gocławiu, Wilanowie, Żeraniu. Nasiona dzikich kwiatów będą pochodziły z łąk nad Pilicą, Bugiem i Narwią. Jest szansa, że za kilka lat będziemy cieszyć się w Warszawie pięknem kwitnących łąk zalewowych, na którymi zaroi się od dzikich zapylaczy, pojawi się więcej gatunków ptaków, owadów, a także… ludzi, mieszkańców miasta.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

2 thoughts on “Miejskie rzeki kwiatów

  • 9 grudnia 2014 at 13:14
    Permalink

    Brawo marcie Jarmaczek za ten fantastyczny artykuł. Tak, utrata bioróznorodności w dzisiejszym świecie jest tak wielka (wwf donosi o 40% wymarłych gatunków kręgowców w ciągu niecałych 50 lat), że nie tylko obszary wiejskie, ale także miasta mają obowiązek się przyłożyć do ochrony bioróżnorodności. We francuskich gminach i miastach „szerzy” się zakaz używania pestycydów do utrzymania publicznych terenów zielonych. W Luksemburgu już od wielu lat zieleń wzdłuż dróg to nie wystrzyżone krzaczki i kwiatki ogrodowe tylko dzikie trawy, na dodatek objęte tzw. „fauchage tardif” czyli późne ścinanie, aby jak najdłużej służyć owadom i małym żyjątkom.

    Reply
  • 16 lipca 2015 at 11:09
    Permalink

    Wreszcie ktoś pisze, że powinno się zachować różnorodność, a skrawki zieleni porośnięte rumiankiem, mniszkiem, dziurawcem są nie tylko bardziej różnorodne, ale piękniejsze niż zwykły trawnik. Wreszcie ktoś mówi o koszeniu 1-2 razy w sezonie zamiast co 2 tygodnie, kiedy to dokonuwany jest gwałt na przyrodzie – znikają piękne kwiaty, znikają świerszcze a trawa a raczej to co po niej zostało jest wysuszona.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.