Londyn na ludzką kieszeń

Jenny Jones , Bartłomiej Kozek
20 kwietnia 2012

O polityce mieszkaniowej, wyciąganiu policjantów zza biurka i jakości miejskiego powietrza opowiada Jenny Jones, kandydatka Zielonych na burmistrza Londynu, w rozmowie z Bartłomiejem Kozkiem.

Bartłomiej Kozek: Jesteś kandydatką Zielonych na burmistrza Londynu w wyborach, które odbędą się 3 maja. Jakie cele stawiają sobie Zieloni w tych wyborach?

Jenny Jones: Oczywiście najlepiej, gdybym została burmistrzem… ale naszym głównym priorytetem jest zwiększenie obecności Zielonych w radzie miasta. Aktualnie mamy dwoje radnych, co pozwoliło nam walczyć o takie sprawy jak zmniejszanie zanieczyszczeń, ułatwienia dla rowerzystów czy lepsze regulacje dotyczące mieszkań. Gdybyśmy mieli troje lub czworo radnych, nasz wpływ na sprawy Londynu byłby dużo silniejszy.

BK: A jakie są główne tematy waszej kampanii?

JJ: Chcemy zmniejszyć różnice w zarobkach między bogatymi a biednymi, wyciągnąć więcej rodzin z ubóstwa, uporać się z wykorzystywaniem dłużników. Ważne jest też dla nas przywrócenie równowagi gospodarce Londynu, stworzenie nowych miejsc pracy na wszystkich poziomach kwalifikacji oraz wspieranie odrodzenia małych firm. Zamierzamy ustabilizować koszty mieszkań, wzmocnić uprawnienia lokatorów i zwiększyć ich kontrolę nad wynajmowanymi mieszkaniami, a także wyremontować domy o niskiej jakości. Inna ważna sprawa to policja, musimy odbudować zaufanie do policjantów, wyciągnąć oficerów policji zza biurek, zwiększając ich obecność na ulicy, a także chronić przed cięciami prewencję opartą na współdziałaniu policjantów ze społecznością lokalną.

Mamy też dość rozbudowany program transportowy. Nasze pomysły na poprawę w tej dziedzinie obejmują zmniejszenie ruchu samochodowego, zapewnienie, że transport publiczny będzie tańszy niż poruszanie się własnym autem, zadbanie o to, aby ulice były przyjazne dla pieszych i rowerzystów. Zadbamy o to, by Londyn był zdrowszym miastem. Będziemy chronić służbę zdrowia przed prywatyzacją, podnosić jakość powietrza i dostępność zdrowej żywności. Poza tym zwiększymy obszar terenów zielonych, będziemy recyklizować większą część odpadów niż obecnie i sprowadzimy emisję gazów cieplarnianych do zrównoważonego poziomu, tak aby również w przyszłości Londyn nadawał się do życia.

BK: Czy polityka krajowa, zwłaszcza wprowadzane przez kierowany przez konserwatystów rząd cięcia budżetowe, będzie miała znaczenie w tych wyborach? Jak może wpłynąć na ich wynik?

JJ: Stan gospodarki bez wątpienia będzie miał duży wpływ na te wybory. Dlatego szczególnie ważne są takie kwestie jak zmniejszanie rozwarstwienia dochodowego i wydobywanie ludzi z ubóstwa. Mamy pomysły na to, jak zmniejszyć przepaść między bogatymi a biednymi i wzmocnić pozycję zwykłych pracowników w miejscu pracy. Musimy zapewnić, że pracownicy będą zarabiać co najmniej London Living Wage, ponieważ ogólnokrajowa płaca minimalna jest dla osoby mieszkającej w Londynie zbyt niska. Obecnie jeden na dziesięciu pracowników zatrudnionych na pełny etat i dwóch na pięciu zatrudnionych na część etatu zarabia mniej, niż potrzeba, aby cieszyć się minimalnym poziomem godnego życia.

BK: Jednym z ważniejszych wątków twojej kampanii jest jakość powietrza w Londynie. Dlaczego przywiązujesz do tego tak dużą wagę?

JJ: Każdego roku ponad 4 tys. londyńczyków umiera przedwcześnie z powodu kiepskiej jakości powietrza w mieście. Zajęcie się tym jest bardzo pilne, zwłaszcza, że na zagrożenia związane z zanieczyszczonym powietrzem najbardziej podatni są najsłabsi członkowie społeczeństwa: dzieci i osoby starsze. Zamierzamy dopilnować, żeby jakość powietrza była monitorowana we właściwych miejscach i systematycznie nagłaśniać przypadki szkodliwego wpływu zanieczyszczeń, aby zwiększyć publiczną świadomość problemu. Zaostrzymy też standardy Strefy Niskiej Emisji, zaopatrzymy autobusy w napęd hybrydowy i dostarczymy taksówkarzom niskoemisyjne auta, aby zmniejszyć skalę zanieczyszczeń powodowanych przez transport.

BK: Czy twoim zdaniem opłata za wjazd samochodów do centrum pomaga poprawić jakość powietrza? A może to tylko swego rodzaju uprzywilejowanie bogatszych właścicieli samochodów? Czy transport publiczny jest w Londynie realnie dostępną alternatywą dla mniej zamożnych?

JJ: Opłata za wjazd do centrum może się sprawdzać, ale mamy inny pomysł. Chcemy zastąpić ją opłatą za przejechane kilometry z wyższą stawką dla szczególnie paliwożernych pojazdów. Dzięki temu znajdą się środki na obniżenie opłat za transport publiczny i remonty infrastruktury. Pozwoli to zmniejszyć nie tylko zagęszczenie samochodów w centrum, ale także ogólny poziom ruchu samochodowego w mieście. Będzie to oznaczało poprawę konkurencyjności Londynu, niższe zanieczyszczenie powietrza i niższą emisję CO2. Przeciętny londyńczyk wyraźnie skorzysta na tym, że wybierze spacer, rower lub transport publiczny.

Chodzi nam o to, aby każdy mieszkaniec i mieszkanka Londynu mogła dotrzeć do pracy, lokalnych sklepów czy szkoły za pomocą transportu publicznego. Zaczniemy od poziomu społeczności lokalnych, którym transport publiczny powinien umożliwić dotarcie do podstawowych usług w okolicy. Pilne jest również zwiększenie liczby autobusów na przepełnionych trasach i dopilnowanie, aby liczba autobusów nadążała za popytem, aby w przyszłości nie dochodziło do przepełnienia. Transport publiczny w Londynie wciąż nie jest w pełni dostępny dla niepełnosprawnych. Jako Zieloni chcemy, aby do 2018 r. wszystkie przystanki autobusowe i przynajmniej 1/3 stacji metra były dostępne dla osób poruszających się na wózkach.

BK: Jako radna od wielu lat zajmujesz się kwestiami policji i bezpieczeństwa w mieście. W Londynie na każdym kroku są kamery przemysłowe, a konserwatyści ogłaszają politykę „zero tolerancji”. Jak wygląda zielona alternatywa wobec takiego podejścia?

JJ: Można wyciągnąć policjantów zza biurek na ulice, sprawić, że lokalni policjanci będą ściślej współpracować z mieszkańcami i sklepikarzami obecnymi w danej okolicy, którzy mają informacje od sąsiadów. Bardzo ważne jest, aby policja wspierała tych, którzy chcą porzucić drogę przestępstwa, a była twarda wobec tych, którzy nie chcą się zmienić. Dlatego będziemy chronić przed zamknięciem lokalne posterunki, zwiększymy liczbę policjantów związanych z lokalną społecznością. Wprowadzimy w życie rekomendacje HMIC (Królewski Inspektorat Policyjny – przyp. red.), wskazujące na możliwość oszczędności w dziedzinach takich jak nadzór i zalecające przesunięcie tych środków na działalność prewencyjną.

BK: W Polsce wiele mówi się o kwestii mieszkaniowej. Czy brak mieszkan daje się we znaki mieszkankom i mieszkańcom Londynu?

JJ: Największym problemem są wysokie ceny mieszkań. Potrzebujemy więcej zdrowych domów na kieszeń przeciętnego londyńczyka, a nie placów zabaw dla bogaczy i właścicieli gruntu. Miasto powinno przeznaczać pieniądze i ziemię wyłącznie na takie mieszkania, na które stać zwykłego mieszkańca. Planujemy także zwiększyć kontrolę najemców nad domami i termorenowację ponad miliona domów. Będziemy naciskać na rząd, by wprowadził radykalne reformy obniżające ceny gruntu i chroniące lokatorów. W sercu naszej polityki mieszkaniowej postawimy spółdzielnie.

BK: Żyjemy w epoce głębokiego kryzysu gospodarczego, który dotknął również Wielką Brytanię. Czy władze lokalne mogą zrobić coś, aby zmniejszyć negatywny wpływ kryzysu na życie ludzi o niskich i średnich dochodach?

JJ: Władze lokalne mogą zmniejszać rozwarstwienie dochodowe i zadbać o to, aby pracujący londyńczycy mogli utrzymać się ze swoich zarobków. Są też inne sposoby wspierania ludzi o niskich i średnich dochodach. Naprawdę możemy sprawić, by Londyn stał się miastem, w którym żaden rodzic nie musi wybierać między spędzeniem wieczorem czasu z dziećmi a pracą na drugi etat, która ma je chronić przed biedą. Możemy pomóc rodzicom obniżając koszty żłobków i przedszkoli, zapewniając dostateczną liczbę miejsc, inwestując w place zabaw i świetlice na okres ferii. Będziemy też wspierać spółdzielnie i kooperatywy oraz przekonywać przedsiębiorców do lepszego współdziałania ze związkami zawodowymi, aby pracownicy mogli domagać się bardziej wyrównanych płac.

BK: A jak mówić w kampanii o kwestiach ekologicznych, kiedy ludzie zaaferowani są przede wszystkim gospodarką i cięciami w usługach publicznych?

JJ: W Londynie środowisko to bardzo ważny temat. Cieszymy się naturalnym bogactwem parków, drzew na ulicach oraz rzek, które wzbogacają życie milionów londyńczyków i stanowią siedliska setek chronionych gatunków. Lecz jednocześnie produkujemy ogromną ilość śmieci i zanieczyszczeń i konsumujemy mnóstwo zasobów naturalnych. Jako zieloni radni Londynu skutecznie zabiegaliśmy o fundusze na programy termorenowacji domów i biur czy na największe od czasów wiktoriańskich nowe parki i programy ochrony siedlisk zwierząt. Byliśmy też w czołówce kampanii na rzecz regulacji chroniących przydomowe ogródki od strony ulicy. Jako Zieloni proponujemy dodatkowe inwestycje w recykling odpadów i efektywne zużycie energii, i będziemy naciskać na rząd, aby dał miastu niezbędne do tego kompetencje i środki. Do 2030 r. możemy uczynić Londyn miastem, które nie produkuje odpadów, emituje o 90% mniej CO2 i ma o 2/3 mniejszy ślad ekologiczny niż obecnie.

Jenny Jones jest archeolożką, polityczką Partii Zielonych Anglii i Walii, wieloletnią radną miasta, członkinią Komisji ds. Policji Metropolitalnej. W wyborach 3 mają kandyduje na urząd burmistrza miasta. W głosowaniu mogą uczestniczyć także obywatele i obywatele Polski, jeśli mieszają na stałe w Londynie i zarejestrują się na stronie Aboutmyvote.co.uk.

Fot. Wikipedia

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *