Filozofia, ekologia, miasto

Mikołaj Spodaryk
17 grudnia 2013

Niedługo minie 25 lat od opublikowania zbioru esejów Gernota Böhmego „Für eine ökologische Naturästhetik”, wydanego po polsku w 1992 r. przez Oficynę Naukową pod tytułem „Filozofia i estetyka przyrody”. Książka Böhmego jest szczególnie interesująca nie tylko ze względu na krytykę klasycznej i modernistycznej estetyki oraz historycznych antropologii, określających miejsce człowieka w świecie przede wszystkim według racjonalistycznych kartezjańskich kategorii, lecz ze względu na projekt zielonej polityki i nowej ekologii, w której głównym punktem odniesienia jest człowiek i jego samopoczucie.

Centralnym punktem myśli Böhmego jest stosunek człowieka do przyrody i człowieka do własnego ciała. Niemiecki filozof wskazuje na paradoksy naszego stosunku do środowiska, pokazując pewne historyczne wyobrażenia roli przyrody, przede wszystkim jako elementu do przetworzenia i wykorzystania, a także przyrody „dzikiej” jako miejsca romantycznego powrotu. Traktowanie przyrody jako pewnej zewnętrzności jest, zdaniem filozofa, m.in. wynikiem myśli kartezjańskiej i kantowskiej, której ofiarą padło także ludzkie ciało. W sposobie traktowania przyrody (jako opozycji kultury) i ciała (jako opozycji ducha) zachodzi więc pewna symetria. Böhme dąży do reintegracji człowieka z przyrodą poprzez przypomnienie – wydawałoby się oczywistego faktu – przynależności człowieka do przyrody przez własną organiczność.

Nie chciałbym w tym króciutkim artykule skupiać się na źródłach myśli Böhmego, ani streszczać jego filozoficznych wywodów. Zobowiązany jednak jestem wyjaśnić kwestię estetyki. Dla Böhmego wiąże się ona z przewartościowaniem dotychczasowych projektów z estetyką kantowską na czele. Zasadza się ona na usytuowaniu człowieka w świecie, przede wszystkim jako cielesnego podmiotu w przyrodzie, w której jako organizm żywy jest zanurzony, stanowi jej część. Uznanie cielesności człowieka przynosi zwrot ku bezpośredniemu doświadczeniu, które w klasycznych estetykach – będących w dużej mierze teoriami poznania – było dewaluowane na różne sposoby, czego koronnym przykładem jest sąd smaku Imanuela Kanta, zakładający bezinteresowność i dystans wobec przedmiotu postrzeganego.

Zdaniem Böhmego podmiot postrzega z pozycji swojego usytuowania w otoczeniu, nie zaś „spoza świata”; jego zmysły są zaangażowane w poznanie świata wokół. Odczuwanie zmysłowe otoczenia wiąże się z przypisaniem mu – nie na drodze intelektualnej, lecz właśnie odczucia – odpowiedniego nastroju. Jak pisze Böhme, pod wpływem krajobrazu możemy odczuć melancholię, radość czy piękno, przypisując taką wartość nie własnemu subiektywnemu doświadczeniu, lecz quasi-obiektywnemu charakterowi otoczenia, zaś taki sąd o otoczeniu z reguły ma charakter intersubiektywny i jest potwierdzany przez innych postawionych w podobnej sytuacji; przypisanie nastrojów przedmiotom jest reakcją na nie i ich ułożenie. Jest to oczywiście skrócone i upraszczające przedstawienie koncepcji niemieckiego filozofa.

Gdzie znajduje się potencjał społeczny myśli Böhmego?

Estetyka Bömego jako zmysłowe doświadczenie własnego usytuowania stanowić może punkt wyjścia dla teorii ekologii społecznej. Ekologia ta zajmuje się nie tyle ratowaniem dzikiej „nieskażonej” przyrody – która skądinąd jest też pewnego rodzaju konstruktem ideowym – lecz kształtowaniem i ochroną przyrodniczych przestrzeni miejskich posiadających określone wartości estetyczne. Odpowiednie wykorzystanie nastrojów jest jednym z elementów zapewniających komfort i dobre samopoczucie mieszkańców różnych struktur ekologicznych. Teoria Böhmego przede wszystkim posiada potencjał emancypacji codziennego – pozornie wydawać by się mogło subiektywnego – doświadczenia, które może stanowić głos mieszkańców miast pragnących, mieć wpływ na kształtowanie najbliższego otoczenia i stanowić oręż w walce z kapitalistyczną przedsiębiorczością, rządzoną przez racjonalne wskaźniki, o najbardziej fundamentalne prawa obywatelskie.

Oddajmy głos autorowi „Filozofii i estetyki przyrody”:

Uznanie faktów związanych z ludzkimi stanami ma ogromne znaczenie dla kształtowania struktur ekologicznych i dla polityki dotyczącej ochrony środowiska. W ten sposób głos zainteresowanych, tj. tych ludzi, którzy muszą żyć w określonej strukturze ekologicznej, nabiera całkiem innej wagi. Głos zainteresowanych uwzględniany jest wprawdzie w dyskusjach politycznych na temat środowiska naturalnego, kiedy jednak chodzi o uzyskanie odpowiedzi na konkretne problemy, to dokonuje się to na płaszczyźnie naukowej, tj. decydujący głos mają eksperci. Inicjatywy obywatelskie muszą odwoływać się do ekspertów i mierzalnych danych, aby ich problem mógł w ogóle być postawiony na płaszczyźnie faktów. Decydujące nie jest to, jak się czują, czy dobrze śpią, czy mogą swobodnie oddychać, lecz to, jak wielkie jest obciążenie powietrza w ppm czy poziom hałasu w decybelach. Ekologiczna estetyka przyrody wysuwa zatem polityczny postulat, aby za ekologiczny fakt uznać stan zainteresowanych osób, a tym samym, aby ich głos stał się jedynym autentycznym źródłem informacji.

Przytoczony tutaj fragment książki, mógłby stać się mottem wszystkich walczących o obywatelskie prawo w kwestii wpływu na otoczenie, w którym żyjemy. Ekologia jest tu tylko jednym z elementów poruszanego problemu, w dodatku nie jest rozumiana jako dążąca do ścisłego zachowania pewnego „pierwotnego” stanu przyrody. Człowiek w myśli Böhmego jest częścią natury, w tym sensie, w jakim odczuwa swoje bycie w najbliższym mu otoczeniu.

To czy jest szczęśliwy – dobrze się czuje na swoim podwórku, może swobodnie oddychać czystym powietrzem, usiąść na ławce by cieszyć się słońcem i bawić na polu z dziećmi, wyspać nie będąc przez cokolwiek niepokojonym – jest przedmiotem tej ekologii, oraz kwestią ochrony środowiska które go otacza i ma na niego bezpośredni wpływ – ale jednocześnie – jest przez niego kształtowane. Wreszcie myśl Böhmego stanowi wyzwanie dla urbanistów, którzy powinni traktować swoją pracę jako misję społeczną, włączając do procesu planowania opinie mieszkańców. Taki rodzaj planowania znany jest na świecie i nosi nazwę planowania partycypacyjnego. W Polsce ustawa o planowaniu przestrzennym zezwala na zgłaszanie własnych uwag do planów i studiów zagospodarowania, brak jednak szeroko zakrojonych konsultacji społecznych, czego przykładem mogą być kontrowersje dookoła studium zagospodarowania przestrzennego miasta Krakowa.

Prawo do kształtowania własnego otoczenia, w zgodzie z najbardziej podstawowymi odczuciami jest często naruszane, obywatele miast nie są często traktowani jako pełnoprawni uczestnicy dialogu z władzami, a ich potrzeby nie są traktowane poważnie. Nie chodzi tu o blokowanie każdej inwestycji, którą pragnie przeprowadzić miasto – te są częstym wynikiem potrzeb urbanistycznych i modernizacyjnych – ale o uwzględnienie realnych potrzeb mieszkańców, ich prawa do zdrowia i życia w przyjaznym i sprawiającym radość otoczeniu.

Miasto służy do mieszkania, ma dać szansę zadomowienia się, nie zaś stawiać na eksploatację przestrzeni i jej mieszkańców, w celu zarobku lub oszczędności. Na kształt miasta powinni wpływać przede wszystkim jego obywatele. Walka o każdy cal przestrzeni dospołecznionej czy zielonej, spotyka się z niezrozumieniem ze strony władz, oddalających argumenty potrzebą ekonomicznego rozwoju miasta lub ochroną praw inwestora. Cieszyć mogą oddolne inicjatywy obywateli, którzy coraz częściej nie lękają się sygnalizować własnych potrzeb i wysuwać argumentów niemieszczących się w wąskiej ekonomicznej racjonalności.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *