Boom energetyki obywatelskiej w Niemczech

Karolina Jankowska
6 czerwca 2013

W latach 90. w modzie była prywatyzacja sieci energetycznych, dziś w całych Niemczech przejmują je firmy komunalne i spółdzielnie. W Hamburgu i Stuttgarcie odbędą się jesienią referenda w tej sprawie, inicjatywa referendalna zawiązała się także w Berlinie.

Najbardziej nielubiane przedsiębiorstwo w Berlinie

Do lat 90. w całych Niemczech sieciami oraz zaopatrzeniem w energię elektryczną zarządzały miejskie przedsiębiorstwa energetyczne. Wówczas to rozpoczął się proces prywatyzacji infrastruktury energetycznej. W 1997 r. senat Berlina sprzedał miejskie przedsiębiorstwo energetyczne Bewag za (po przeliczeniu) ok. 1,17 mld euro. Wraz z siecią elektroenergetyczną sprzedano również elektrownię i elektrociepłownię oraz sieć centralnego ogrzewania. Infrastrukturę tę zakupiło konsorcjum dwóch niemieckich koncernów Veba (PreussenElektra) oraz Viag (Bayernwerk) wspólnie z amerykańskim koncernem Southern Company. Veba i Viag połączyły się w 2000 r. w E.ON i w efekcie tej fuzji musiały sprzedać swoje udziały w Bewag. Zakupił je HEW (Hamburgische Elektrizitäts-Werke), który wówczas należał do Vattenfall. W grudniu 2001 r. Vattenfall porozumiał się z Southern Company (obecnie Mirant) w sprawie sprzedaży reszty udziałów w Bewag. W efekcie Bewag należy obecnie w całości do szwedzkiego koncernu Vattenfall i został 1 stycznia 2006 r. przemianowany na Vattenfall Europe Berlin.

Obecnie Vatenfall działa w Berlinie poprzez spółki-córki we wszystkich obszarach elektroenergetyki, do których należy wytwarzanie, dystrybucja oraz sprzedaż energii. Przesyła i sprzedaje prąd nie tylko pochodzący z własnych elektrowni, ale również np. od producentów energii odnawialnej, jako że od 1998 r. odbiorcy mogą samodzielnie wybrać sprzedawcę energii. W Berlinie funkcjonuje obecnie ok. 250 sprzedawców. Wcześniej miejskie przedsiębiorstwo energetyczne Bewag było monopolistą w obszarze wytwarzania, dystrybucji oraz sprzedaży energii elektrycznej. W latach 90. rozdzielono te trzy obszary w następstwie liberalizacji rynku energii elektrycznej. Nie zmienia to faktu, że Vattenfall jest głównym sprzedawcą energii w Berlinie, co tylko ułatwia fakt bycia operatorem sieci elektroenergetycznej poprzez spółkę-córkę. Jako operator sieci Vattenfall zgarnia również spore zyski z opłat za jej wykorzystywanie. Są one w większości zawarte w rachunkach za energię elektryczną berlińczyków.

Można śmiało powiedzieć, że Vattenfall jest najbardziej nielubianym przedsiębiorstwem w stolicy Niemiec. Nie dość, że regularnie podnosi ceny energii elektrycznej, to jeszcze pozwał rząd o odszkodowanie za każdy dzień wyłączenia elektrowni atomowej Brokdorf, w której posiada udziały, a także ogłosił likwidację 1500 miejsc pracy. Pod ostrzałem jest też strategia koncernu: rozwija on energetykę wielkoskalową i scentralizowaną, opartą na węglu brunatnym, którego wydobycie zmusza ludność do przesiedleń oraz powoduje ogromne szkody środowiskowe. Vattenfall był do 2012 r. spółką akcyjną, której podstawowym celem było zwiększanie zysków swoich akcjonariuszy. Już to samo w sobie stoi w sprzeczności z realizacją celów ekologicznych i społecznych w energetyce. Jednak w międzyczasie Vattenfall przyjął inną formę działania – obecnie jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, w związku z czym w razie np. awarii swojej niemieckiej elektrowni atomowej byłby jedynie w ograniczonym stopniu odpowiedzialny za skutki.

Energia, ubóstwo i demokracja

Pod koniec 2014 r. wygasa koncesja Vattenfalla na bycie operatorem sieci elektroenergetycznej na terenie miasta i landu Berlin. W następnych miesiącach władze Berlina muszą zdecydować, kto będzie operatorem sieci od 2015 r. przez następne ok. 20 lat.

Sytuacja ta jest postrzegana przez wiele aktywistów, ekspertów oraz obywateli zaangażowanych w proces transformacji energetycznej (Energiewende) jako niepowtarzalna szansa na odzyskanie możliwości zarządzania przez miasto i obywateli siecią elektroenergetyczną, a także zbudowania własnego, komunalnego przedsiębiorstwa energetycznego. Uważają oni, że tylko w ten sposób można przyspieszyć znacząco Energiewende na poziomie miasta, landu oraz regionu, wykorzystując lokalny i regionalny potencjał odnawialnych, rozproszonych źródeł energii i jednocześnie walcząc z ubóstwem energetycznym. Tylko w ten sposób można również na powrót zwiększyć transparentność funkcjonowania systemu zaopatrzenia miasta w energię elektryczną, dając obywatelom możliwość współdecydowania o jego kształcie. I tylko tak można sprawić, że to miasto i jego obywatele będą zarabiać na wykorzystaniu swojej infrastruktury, a nie międzynarodowe koncerny.

W zasadzie nikt nie wierzy w to, że Vattenfall jako operator sieci elektroenergetycznej, opierając swoją produkcję energii na systemie dużych, scentralizowanych elektrowni konwencjonalnych, mógłby być zainteresowany wykorzystaniem lokalnego potencjału odnawialnych energii. A już na pewno nie wsparciem dla gospodarstw domowych zagrożonych ubóstwem energetycznym.

W Wielkiej Brytanii o ubóstwie energetycznym gospodarstwa domowego mówi się, gdy ponad 10% jego dochodu jest wydawane na energię. W Niemczech nie ma oficjalnej definicji ubóstwa energetycznego. Jednak wedle Centrali Konsumentów NRW ok. 20% ludności przeznacza ponad 13% swoich dochodów na energię. W 2012 r. Vattenfall odciął prąd 18 978 gospodarstwom domowym w Berlinie, a do 1,8 mln wysłał ponaglenia w związku z nieopłaconymi rachunkami. Liczby te wskazują na rozmiar ubóstwa energetycznego w stolicy Niemiec. Rozwiązaniem problemu nie wydaje się być praktykowane przez Vattenfall ograniczanie dostępu do energii elektrycznej, będącej przecież dobrem podstawowym każdego człowieka.

Jednakże sama rekomunalizacja sieci elektroenergetycznej oraz stworzenie własnego komunalnego przedsiębiorstwa energetycznego nie musi oznaczać, że będą one służyć dobrze realizacji Energiewende oraz celów społecznych. Koncepcja koalicji rządzącej w Berlinie (SPD i CDU), krytykowana jest jako niewystarczająca. Główne powody krytyki to: nieuwzględnienie kryteriów socjalnych, zbyt słabe możliwości demokratycznego współdecydowania mieszkańców, a także brak konkretnych planów odnośnie do rekomunalizacji sieci oraz struktury finansowej komunalnych przedsiębiorstw sieciowego i energetycznego. Proponowane w projekcie koalicyjnym przedsiębiorstwo energetyczne miałoby sprzedawać jedynie energię wyprodukowaną przez siebie, co jest sporym ograniczeniem, przynajmniej na początku. Koncepcja SPD i CDU nie przewiduje również wykorzystania potencjału efektywności energetycznej oraz oszczędzania energii, a także zwiększenia wykorzystania energii z lokalnych odnawialnych źródeł. Wiele wskazuje na to, że jest to tylko niewiążący apel, bez szansy na realizację.

Obywatele chcą decydować

Dlatego mieszkańcy Berlina postanowili wziąć sprawę w swoje ręce. Wśród zaangażowanych w berlińską kampanię na rzecz rekomunalizacji energetyki panuje przekonanie, że Energiewende jest procesem inicjowanym oddolnie, dlatego potrzebuje on jak największej transparentności, udziału obywateli oraz demokratycznej kontroli.

W Berlinie zawiązały się dwie inicjatywy, które mają podobne cele i współpracują ściśle ze sobą, choć są formalnie niezależne. Pierwsza to Berliner Energietisch – otwarta, ponadpartyjna platforma i szerokie porozumienie lokalnych organizacji i inicjatyw działających na rzecz zrównoważonego, sprawiedliwego społecznie oraz kontrolowanego w sposób demokratyczny zaopatrzenia w energię w Berlinie. Celem Berliner Energietisch jest przeprowadzenie obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej, która zobowiązać ma land Berlin do stworzenia własnego komunalnego przedsiębiorstwa energetycznego oraz rekomunalizacji berlińskiej sieci elektroenergetycznej. Sformułowano projekt ustawy, która określa szczegółowo obowiązki oraz zadania takiego przedsiębiorstwa oraz przedsiębiorstwa sieciowego, dzięki którym realizowane byłyby cele ekologiczne oraz socjalne, a także związane z demokratyzacją energetyki na terenie landu.

Berliner Energietisch chce zmusić koalicję rządzącą do polepszenia pierwotnie przedstawionej koncepcji lub uchwalenia proponowanego przez inicjatywę projektu ustawy. Do 10 czerwca Berliner Energietisch ma czas, by zebrać 173 000 podpisów (dla bezpieczeństwa planuje zebrać 200 000) wśród pełnoletnich mieszkańców Berlina obywatelstwa niemieckiego, aby w wypadku odrzucenia przez parlament landu obywatelskiego projektu ustawy zorganizować w ciągu 4 miesięcy referendum w tej sprawie. Berliner Energietisch planuje referendum przeprowadzić wraz z wyborami do Bundestagu jesienią br., aby zwiększyć szanse jego powodzenia. Aby projekt ustawy został przyjęty, musi się za nim opowiedzieć połowa głosujących, stanowiąca 25% mieszkańców Berlina uprawnionych do głosowania.

Co konkretnie zawiera ten projekt? Podstawowym celem komunalnego przedsiębiorstwa energetycznego miałoby być zmniejszanie zapotrzebowania na energię elektryczną (przede wszystkim poprzez termomodernizację budynków) oraz zaopatrzenie miasta w energię elektryczną pochodzącą w 100% z odnawialnych, rozproszonych źródeł z Berlina oraz Brandenburgii, częściowo także z innych landów. W okresie przejściowym przedsiębiorstwo to mogłoby dodatkowo wykorzystywać efektywne (współczynnik 80%) rozproszone instalacje kogeneracyjne z jak największym udziałem odnawialnych energii. Wykluczone będzie finansowanie oraz zakup energii z elektrowni atomowych oraz węglowych.

Głównym celem przedsiębiorstwa sieciowego miałoby być wspieranie procesu przechodzenia na stuprocentowe zaopatrzenie miasta w energię z odnawialnych źródeł poprzez rozbudowę i modernizację sieci (tak, aby umożliwić przyłączanie odnawialnych źródeł) oraz inteligentne zarządzanie popytem. To ostatnie jest bardzo istotne w przypadku sieci, do której przyłączona jest duża ilość rozproszonych źródeł odnawialnych. Śmiało można wyjść z założenia, że takie przedsiębiorstwo jak Vattenfall nie będzie zainteresowane rozwojem sieci wspierającej przejście na stuprocentowe zaopatrzenie w odnawialne energie tak długo, jak długo jego spółka-matka będzie produkować energię elektryczną w dużych, scentralizowanych elektrowniach konwencjonalnych.

Jeśli chodzi o cele socjalne przedsiębiorstwa, należałoby do nich po pierwsze przeciwdziałanie ubóstwu energetycznemu. Zakazano by odłączania odbiorców od dostaw prądu. Ubogie gospodarstwa domowe miałyby otrzymać wsparcie w celu modernizacji swoich budynków oraz zakupu energooszczędnych urządzeń. Stworzono by dla nich specjalne oferty taryf na zakup energii elektrycznej. Wszystkie pracownice i pracownicy Vatenfall mieliby otrzymać ofertę zatrudnienia w komunalnym przedsiębiorstwie sieciowym, z zachowaniem wszelkich dotychczasowych ustaleń płacowych oraz układów zbiorowych. Liczba pracowników miałaby być utrzymana na stałym poziomie przez cały czas trwania koncesji.

Bardzo ważne aspekty działania komunalnego przedsiębiorstwa energetycznego oraz sieciowego dotyczą jego demokratycznej kontroli i transparentności działania. Najważniejsze dokumenty dotyczące funkcjonowania tych przedsiębiorstw mają być upubliczniane w internecie, aby wszyscy mieszkańcy Berlina mieli wgląd w ich działanie oraz sposób obliczania cen energii elektrycznej. Zarząd przedsiębiorstw byłby kontrolowany przez radę, pełniącą również funkcję doradczą. Ma się ona składać z sześciu bezpośrednio wybranych członków, siedmiu przedstawicieli pracowników oraz dwóch senatorów. Oprócz corocznego zgromadzenia głównego rady miałyby odbywać się przynajmniej raz w roku zgromadzenia dzielnicowe, podczas których mieszkańcy mieliby dyskutować z przedstawicielami rady o kwestiach bieżących. Dzięki prawu inicjatywy mogliby oni zobowiązywać radę do zajęcia się postulowanymi kwestiami w przeciągu trzech miesięcy. W ten sposób urzeczywistniona miałaby być idea dialogu przedsiębiorstwa z mieszkańcami Berlina, gwarantując tym samym możliwość demokratycznego udziału w podejmowaniu decyzji.

Bardzo istotne jest, że wszelkie zyski z działania tych przedsiębiorstw komunalnych mają zostawać w regionie, czyli wracać z powrotem do miasta i jego mieszkańców – poprzez efektywnościowe i energooszczędne inwestycje, dalszą rozbudowę rozproszonych źródeł i możliwości ich optymalnego wykorzystania poprzez inteligentnie zarządzaną sieć.

Firma komunalna czy spółdzielnia?

Praktycznie identycznie cele propaguje druga aktywna w mieście kampania, a mianowicie BürgerEnergie Berlin, choć ona skupia się jedynie na kwestii zarządzania siecią elektroenergetyczną. Zdecydowała się jednak na zupełnie inną drogę realizacji tego celu. Chce włączyć bezpośrednio mieszkańców Berlina w proces zakupu sieci, a w przyszłości zarządzać obywatelskim przedsiębiorstwem sieciowym. W tym celu założono spółdzielnię, BürgerEnergie Berlin eG (skrót oznacza: zarejestrowana spółdzielnia), której każdy członek posiada jeden głos, niezależnie od wielkości wkładu finansowego. Każdy może zostać członkiem tej spółdzielni, jeśli nabędzie przynajmniej 5 udziałów o wartości 100 euro każdy. BürgerEnergie zbiera w ten sposób potrzebne fundusze w celu nabycia sieci elektroenergetycznej Berlina (lub udziału w nowym komunalnym przedsiębiorstwie sieciowym).

Jednocześnie spółdzielnia złożyła w landzie Berlin wniosek o koncesję operatora sieci. BürgerEnergie eG jest jednak także gotowa na ewentualne połączenie swojej spółdzielni z komunalnym przedsiębiorstwem sieciowym względnie z niezależnymi partnerami w celu wspólnego zarządzania siecią. Jeśli Berliner Energietisch odniesie ze swoim referendum sukces, to BürgerEnergie włączy się w proces rekomunalizacji sieci przez land Berlin. Z tego względu obywatelska inicjatywa ustawodawcza Berliner Energietisch nie jest postrzegana jako konkurencja dla Bürger Energie.

Wszystko wskazuje na to, że do 10 czerwca zostaną zebrane podpisy niezbędne do tego, by na jesieni przeprowadzić referendum (na dzień 6 czerwca Berliner Energietisch zebrał już 176 602 podpisy). Wiele wskazuje również na to, że w referendum tym mieszkańcy Berlina opowiedzą się za powstaniem komunalnych przedsiębiorstw (energetycznego i sieciowego). Na prawdopodobny sukces wskazuje nie tylko ogromne zaangażowanie mieszkańców Berlina w obu inicjatywach (Berliner Energietisch i BürgerEnergie), ale również ogromne poparcie dla ogólnokrajowego projektu Energiewende, który może się nie powieść, jak przekonuje się coraz więcej osób, z takimi koncernami jak Vattenfall u boku. Umiejętność i wolę mieszkańców Berlina zaangażowania na rzecz dobra wspólnego pokazało udane referendum w sprawie upublicznienia umów częściowej prywatyzacji miejskiego przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego z 1999 r., w których zapisana była gwarancja zysku dla prywatnych udziałowców. Fakt ten był ostatecznym argumentem na rzecz odkupu przez land Berlin od RWE udziałów w przedsiębiorstwie. Dziś miasto posiada ich 75%.

Całe Niemcy rekomunalizują energię

Na duży potencjał sukcesu oddolnych inicjatyw obywatelskich na rzecz rekomunalizacji i uspołecznienia energetyki w Niemczech wskazują również przykłady z całego kraju. W kolejnych latach wygasają koncesje wielkich koncernów energetycznych na zarządzanie sieciami elektroenergetycznymi w wielu gminach i miastach w Niemczech, i coraz większa ich liczba zaczyna poważnie myśleć o lub aktywnie działać na rzecz ich rekomunalizacji, aby nie wiązać się na kolejne 20 lat z jakimś przedsiębiorstwem, które będzie myśleć głównie o zyskach, a nie o ich wykorzystaniu na rzecz lokalnych społeczności. Trendem ogólnokrajowym stały się również dążenia do tworzenia własnych komunalnych przedsiębiorstw energetycznych.

Na przykład w Hamburgu zawiązała się ponadpartyjna inicjatywa o nazwie „Unser Hamburg – Unser Netz” (Nasz Hamburg – Nasza Sieć), której celem jest rekomunalizacja nie tylko sieci elektroenergetycznej, ale również grzewczej oraz gazowej, niejako „wydostanie“ ich spod kontroli Vattenfall i E.ON. W sumie 116 197 mieszkanek i mieszkańców Hamburga podpisało się pod inicjatywą ustawodawczą rekomunalizacji sieci. W ten sposób już w czerwcu 2011 r. udało się zebrać wystarczającą liczbę podpisów w celu przeprowadzenia referendum w sprawie rekomunalizacji – odbędzie się ono łącznie z wyborami do Bundestagu jesienią br. Także w Stuttgarcie zawiązała się inicjatywa na rzecz rekomunalizacji sieci elektroenergetycznych, grzewczych oraz gazowych – Aktion Stadtwerke Stuttgart. Konieczna liczna podpisów została już zebrana, w związku z tym również w Stuttgarcie odbędzie się wkrótce referendum w sprawie rekomunalizacji.

Istnieją również przykłady inicjatyw w dziedzinie komunalnej energetyki, które zakończyły się sukcesem, i które tym samym pokazują, że komunalne przedsiębiorstwa energetyczne i sieciowe są nie tylko możliwe, ale że przynoszą ogromne korzyści dla rozwoju regionu i jego mieszkanek i mieszkańców. Należy do nich Stadtwerke München (Energetyczne Przedsiębiorstwo Komunalne Monachium), które jest szóstym pod względem wielkości przedsiębiorstwem zaopatrującym w energię w Niemczech i należy w całości do miasta. Monachijska rada miasta jest uprawniona do wpływania na działalność tego przedsiębiorstwa. W 2008 r. rada przyjęła uchwałę pt. „Ofensywa rozwoju odnawialnych energii“, w której zobowiązała Stadtwerke do 2015 r. zaopatrywać wszystkie gospodarstwa domowe, a do 2025 r. dodatkowo przedsiębiorstwa i przemysł oraz transport publiczny w energię elektryczną z odnawialnych źródeł. Cele rozwoju odnawialnych źródeł w Monachium są imponujące, gdyż w 2006 r. ich udział wynosił zaledwie 4% w sektorze energii elektrycznej. Wprawdzie przyzwolono jednocześnie na budowę nowych elektrowni węglowych, ale wycofano się z tego niedługo potem pod naciskiem organizacji ekologicznych. Obecnie niechętnie wspomina się ten „incydent“ w historii Stadtwerke München.

Przykładem udanej rekomunalizacji sieci i infrastruktury sieciowej jest utworzenie w 1994 r. Elektrizitätswerke Schönau GmbH (sp. z o.o.), w skrócie EWS, przez mieszkańców Schönau. Gdy koncesja miejscowego operatora sieci wygasła i rada gminy podjęła decyzję o jej przedłużeniu, rozpoczęto zbierać podpisy pod inicjatywą ustawodawczą przeciwko tej decyzji (trzeba dodać, że wobec braku obowiązku rozdziału dystrybucji od wytwarzania i sprzedaży energii ówczesny operator sieci był jednocześnie sprzedawcą energii w Schönau) oraz na rzecz rekomunalizacji sieci energetycznej. Celem było zagwarantowanie zaopatrzenia w energię opartego na odnawialnych źródłach energii. Mieszkańcy Schönau opowiedzieli się w referendum za tymi postulatami. Od czasu liberalizacji rynku energii elektrycznej EWS sprzedaje energię elektryczną z odnawialnych źródeł z powodzeniem w całych Niemczech, zaopatrując ponad 100 000 odbiorców w „zielony“ prąd.

Pozostałe przykłady ukazują ciekawe formy zwiększenia zaangażowania obywateli na rzecz lokalnej, zrównoważonej energetyki. W Wolfhagen rada miasta przyjęła w 2011 r. uchwałę umożliwiającą lokalnej spółdzielni BüergerEnergie-Genossenschaft udział finansowy w komunalnym przedsiębiorstwie energetycznym. Tym samym odbiorcy energii stali się współposiadaczami Stadtwerke w Wolfhagen. Do 2015 r. Wolfhagen planuje pokrycie swojego całkowitego zapotrzebowania na energię z odnawialnych źródeł. W tym celu miasto wykupiło sieć od dotychczasowego operatora i planuje różne projekty w odnawialne źródła energii, w tym tzw. Bürgerwindpark (obywatelski park wiatrowy), który mogliby współfinansować mieszkańcy. Aby ich zaangażować w proces planowania Bürgerwindpark powołano grupę ds. rozwoju projektu.

Innym ciekawym przykładem jest Fundusz Herten, poprzez który mieszkańcy Herten mogli nabyć udziały w komunalnym przedsiębiorstwie energetycznym, co miało zastąpić ich sprzedaż jakiemuś koncernowi energetycznemu. Z możliwości zakupu udziałów skorzystało ok. 1000 osób, co przeniosło się na wartość kapitału rzędu ponad 10 mln euro. Środki z Funduszu Herten przeznaczane są wyłącznie na projekty rozwoju odnawialnych energii. Z kolei Wioska Bioenergetyczna Jühnde jest pierwszą tego typu w Niemczech, która w całości zaspokaja swoje zapotrzebowanie na energię elektryczną oraz ciepło przy wykorzystaniu lokalnych surowców. Głównym źródłem energii są biogazownie, z których produkowane jest dwa razy tyle energii elektrycznej, ile potrzebuje Jühnde. Nadwyżka jest sprzedawana, a zyski wpływają do budżetu wioski. Biogazownie są zarządzane przez spółdzielnię Bioenergiedorf Jühnde eG, której członkami są mieszkańcy przy minimalnym wkładzie kapitału wynoszącym 1500 euro.

Niemcy mawiają, że Energiewende żyje zaangażowaniem obywatelskim. Dobrze to rokuje temu obecnie najbardziej ambitnemu projektu transformacji energetycznej na świecie. Bo Niemcom nie brakuje woli angażowania się na rzecz wspólnego dobra, jakim jest czyste środowisko, związana z nim wysoka jakość życia, bezpieczeństwo energetyczne oraz transparentny i demokratyczny system energetyczny, który nie ogranicza dostępu najmniej zamożnym, a generowane zyski reinwestuje w tym systemie dla dobra jego użytkowników.

zp8497586rq

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

5 thoughts on “Boom energetyki obywatelskiej w Niemczech

  • Pingback: Poznaj atom | Zielone Wiadomości: Boom energetyki obywatelskiej w Niemczech

  • 9 lipca 2013 at 14:45
    Permalink

    @autorka
    Pisze Pani, że „celem komunalnego przedsiębiorstwa energetycznego miałoby być […] zaopatrzenie celem miasta w energię elektryczną pochodzącą w 100% z odnawialnych, rozproszonych źródeł”
    Czy dysponuje Pani obliczeniami wykazującymi, że jest to możliwe? Czy możliwe jest zaspokojenie potrzeb energetycznych kilkumilionowej aglomeracji miejskiej ze źródeł odnawialnych? Biorąc pod uwagę, że zapotrzebowanie może zmaleć (termomodernizacja [choc o ile wiem ogrzewanie w Berlnie często jest olejowe, więc termomodernizacja nie zmniejszy zapotrzebowania na energie elektryczną], oszczędne oświetlenie), ale będą też procesy które zapotrzebowanie powiększą (wzrost liczby ludności, zwiększone zapotrzebowanie na klimatyzację z racji globalnego ocieplenia, wprowadzenie samochodów elektrycznych)?

    Wydaje mi się to też sprzeczne z artykułem http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/mity-i-fakty/ który mówi, że Niemcy mają zamiar skoncentrować się na wykorzystaniu gazu ziemnego, przyczyniając się do globalnego ocieplenia (zamiast korzystać z czystej i bezpiecznej energii jądrowej).

  • 10 lipca 2013 at 12:53
    Permalink

    Witam,

    nie widze sprzecznosci z artykulem Morrisa, choc trzeba zauwazyc, ze ja pisalam o celach, jakie sformulowala obywatelska organizacja Berliner Energietisch dla Berlina, natomiast Morris – o celach polityki energetycznej Niemiec, sformulowanych przez rzad federalny tego kraju. Choc roznica jest w sumie nie az tak wielka: cel Berliner Energietisch to dlugofalowo 100% energii elektrycznej z odnawialnych zrodel dla Berlina, cel rzadu federalnego dla Niemiec to 80% energii elektrycznej w calym kraju z odnawialnych zrodel do 2050 roku. Cel federalny jednak nie oznacza bynajmniej, ze 100% w pozniejszym (a nawet wczesniejszym) czasie nie jest mozliwe.

    Zarowno Berliner Energietisch w przypadku Berlina jak i rzad federalny w przypadku calego kraju uwzgledniaja rowniez wykorzystanie gazu ziemnego, choc Berliner Energietisch robi to bardzo ostroznie, wspominajac o gazie tylko w przypisie swojego projektu ustawy (napisano tam, ze kogeneracja moze byc wykorzystywana przez przedsiebiortwo komunalne, jednak przy jak najwiekszym udziale energii z odnawialnych zrodel), podczas gdy rzad federalny wskazuje na gaz jako potencjalny przejsciowy nosnik energii na drodze transformacji od paliw kopalnych i atomu do energii odnawialnych. Nie okreslalabym tego jednak jako „koncentrowanie sie na wykorzystaniu gazu”, to zdecydowanie za duzo powiedziane. Tym bardziej, ze nic nie wskazuje na to, ze trzeba bedzie na szeroka skale korzystac z gazu jako paliwa przejsciowego, tak szybko rozwijaja sie bowiem odnawialne zrodla energii. A gazu na swiecie coraz mniej, wiec i tak predzej czy pozniej 100% energii z odnawialnych zrodel stanie sie rzeczywistoscia (choc im predzej, tym lepiej).

    Prosze zauwazyc, ze nawet wlaczanie gazu do bilansu w okresie przejsciowym, kiedy to coraz wieksza role odgrywaja w nim odnawialne energie, zastepujac odchodzace do lamusa wegiel i rope, nie powoduje wzrostu emisji CO2. Tym bardziej, ze gaz powoduje mniejsze emisje niz wegiel czy ropa (z tej samej ilosci paliwa).

    Co do termodernizacji – podkreslic nalezy, ze dobra termomodernizacja moze rowniez (ba, wrecz powinna!) zmniejszyc zapotrzebowanie na wentylacje pomieszczen.

    Co do mozliwosci wykorzystywania w Niemczech energii elektrycznej pochodzacej w 100% z odnawialnych zrodel polecam np. raport SRU (rada ekspercka rzadu Niemiec ds. srodowiska): „Pathways towards a 100 % renewable electricity system” (do pobrania z tej strony: http://www.umweltrat.de/EN/TheGermanAdvisoryCouncilOnTheEnvironment/thegermanadvisorycouncilontheenvironment_node.html).

    Jezeli 100% energii z odnawialnych zrodel jest mozliwe (a nawet, co rownie wazne, pozadane i konieczne!) dla calych Niemiec, dlaczego nie mialoby to byc mozliwe dla Berlina? A nawet jesli nie uda sie w 100%, to warto i trzeba probowac chocby zblizac sie do tego celu.

    Pozdrawiam,
    Karolina

  • 11 lipca 2013 at 01:03
    Permalink

    Dziękuję za linka. Z tego co czytam w powyższym opracowaniu (i wiem skądinąd), scenariusze całkowitego przejścia na energię odnawialną borykają się z inherentną niestabilnością najbardziej wydajnych rodzajów energii odnawialnej: słoneczną i wiatrową. W tej chwili sytuacja wygląda tak, że w słoneczny dzień występuje nadmiar energii, a tradycyjne elektrownie w ogóle nie mogą jej sprzedać, bo „odnawialni” mają pierwszeństwo w dostępie do rynku. Nie można się jednak „tradycyjnych” pozbyć, bo kiedy nie ma słońca ani wiatru, system opiera się na nich. Ponieważ jednak „tradycyjni” są odcinana od rynku przez znaczną cześć czasu, koszta rosną, tradycyjni szukają więc oszczędności i zamiast w stronę gazu kierują się w stronę źródeł najtańszych i najbrudniejszych, jak węgiel brunatny. W 2012 roku emisja CO2 przez Niemcy wzrosła w porównaniu z rokiem poprzednim, prawdopodobnie po części z tego powodu.

    Rozwiązanie tego problemu wymaga magazynowania energii, problem w tym, że takiej możliwości praktycznie nie ma, w każdym razie nie w potrzebnej skali. Jest trochę elektrowni szczytowo-pompowych, ale nie ma warunków by zbudować ich więcej. Pozostaje magazynowanie wodoru i magazynowanie energii pod postacią sprężonego powietrza. Scenariusze w opracowaniu opierają się głównie na sprężonym powietrzu, mimo że – jak czytamy w tymże samym opracowaniu – tej infrastruktury po prostu nie ma, a oceny możliwości zainstalowania są palcem na wodzie pisane. Nie wiadomo jakie byłyby rzeczywiste koszta, bo prognozy kosztu nowej technologii są zawsze zaniżone.

    Znaczące jest, że o ile widzę, magazynowanie energii jest w opracowaniu analizowane tylko w kontekście optymistycznych scenariuszy „a” (całkowite zużycie energii spadnie do 2050), a nawet nie próbuje się zestawić tych (hipotetycznych) możliwości magazynowania energii ze scenariuszami „b”, które zakładają m.in. całkowitą elektryfikację samochodów do 2050 roku (moim zdaniem całkiem prawdopodobne) i w konsekwencji wzrost całkowitego zużycia energii do 700 TWh.

    Widzę więc w tych planach nadmierny optymizm, opieranie się na niesprawdzonych i nieistniejących rozwiązaniach, i podejście ideologiczne – w szczególności dość wstrząsające są prognozy produkcji energii z emitujących CO2 paliw kopalnych, w tym z brudnego węgla brunatnego, znacznie dłużej niż z ekologicznie czystych elektrowni atomowych.

  • 11 lipca 2013 at 10:32
    Permalink

    Hmm… Infrastruktury nie ma… Przeciez scenariusze obrazuja cos, co dopiero moze nastapic w przyszlosci, jesli odpowiednie warunki zostana spelnione, przy czym warunki te moga ulec modyfikacjom. Pytal Pan, czy 100% energii z odnawialnych zrodel jest mozliwe, wiec przeslalam jeden z dostepnych scenariuszy, ktory wskazuje, czy i pod jakimi warunkami jest to mozliwe. Gdyby wszystkie te warunki bylyby spelnione juz teraz, prawdopodobnie nie musielibysmy sie zastanawiac, co robic, by zblizyc sie do naszego celu 100% energii z odnawialnych zrodel.

    Trzeba jednak zauwazyc, ze w przypadku magazynowania energii elektrycznej mozna juz teraz mowic o posiadaniu przez Niemcy odpowiedniej infrastruktury. Pisal o tym przeciez Morris, o ktorego artykule Pan wspomnial w swoim pierwszym komentarzu. Chodzi o siec gazowa. Co do samochodow elektrycznych, to sa one rowniez sposobem na magazynowanie energii elektrycznej.

    Jesli chodzi o nadmierny optymizm, to predzej przypisalabym te pozytywna ceche Panu niz Berliner Energietisch, rzadowi federalnemu Niemiec czy tez naukowcom z SRU. Odnosze bowiem wrazenie, ze odpowiada Panu obecny „tradycyjny” system, gdyz ten „business as usual” jest tani, stabilny, nie podparty zadna ideologia, „ekologicznie czysty”, jak w przypadku atomu, a co najwazniejsze – sprawdzony. O tym, ze tak nie jest, mozna sie jednak dowiedziec z calej masy, glownie zagranicznych publikacji naukowych, z ktorych najwazniejsze dane przytacza i analizuje polski autor Marcin Popkiewicz w swojej bardzo aktualnej ksiazce „Swiat na rozdrozu”.

    Pozdrawiam,
    Karolina

Comments are closed.