Zielony jestem

Tomasz Kłusek
20 grudnia 2011

                                                    Schowaj się za listek –
                                                    cisza w dygotaniu
                                                    w ich oczach z diamentu
                                                    pieni się żółć
                                                    [……………………………….]
                                                    wyciągnęli ramię cisza
                                                    ważą wyrok tak palec nie
                                                                        dźwignia
                                                    przesuwa się w dół

                                                    Kazimierz Hoffman

Na początku grudnia odbył się kongres partii Zieloni 2004, w którym uczestniczyłem jako delegat koła lubelskiego. Było to dla mnie duże przeżycie. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, którym jeszcze na czymś zależy, którym przyświecają jakieś ideały, którzy w życiu nie kierują się prymitywnie rozumianym pragmatyzmem. Z niektórymi z nich zgadzam się niemal całkowicie, z innymi trochę różnię się w poglądach, ale najważniejsze, żeby być razem i choćby w niewielkim stopniu przyczyniać się do zmiany tego naszego świata na lepsze. W związku z tym chciałbym podzielić się paroma refleksjami na temat tego, jak pojmuję zielony światopogląd.

Mottem moich rozważań jest fragment wiersza Kazimierza Hoffmana W ich oczach z diamentu. Wiersz ów pochodzi z maleńkiego rozmiarami, ale wielkiego głębokością przemyśleń zbioru Zielony jesteś, który ukazał się w 1964 r. w Wydawnictwie Morskim. Kazimierz Hoffman to jeden z moich najulubieńszych poetów, który swoimi wspaniałymi tomikami poezji (Trzy piętra domu, Rousseau, Drzewo obiecane, Zielony jesteś), przyczynił się do ukształtowania mojego ekologicznego światopoglądu. Piszę o nim, bo jest poetą, o którym nikt właściwie nie mówi, a jednocześnie w podręcznikach szkolnych i wystąpieniach tzw. autorytetów wmawia się domniemaną wielkość różnym drugorzędnym pisarzom. To jest jednak temat na inną okazję.

Wielkim admiratorem twórczości Kazimierza Hoffmana był Artur Sandauer, który w szkicu Samotność z dalekopisem tak pisał o Hoffmanie: „W latach 60. człowiek ląduje na księżycu, kosmiczne sondy docierają do planet. Technika święci tryumfy; zarazem jednak dla życia na globie stanowi to coraz bardziej oczywiste niebezpieczeństwo. I nie o ewentualne zrzucenie bomby atomowej już chodzi, lecz o niewątpliwe a bezustanne zatruwanie przyrody przez przemysł; groźba, którą dopiero ta generacja w pełni sobie uświadamia. Inny rodzaj zagrożenia tworzą – czy może fingują – wiadomości o lądowaniu na Ziemi pojazdów kosmicznych; każą one przeczuwać możliwość techniki doskonalszej niż ludzka. Dwa te niebezpieczeństwa – zatrucia przyrody oraz zagrożenia Ziemi od strony kosmosu – tworzą nowe poczucie solidarności – nie międzynarodowej już, lecz międzygatunkowej – z innymi mieszkańcami planety. Sytuacja jest bezprecedensowa. Po raz pierwszy człowiek czuje się – już nie, jak dawniej, na zasadzie hinduskiego «To jesteś ty», lecz na zasadzie wspólnego niebezpieczeństwa – spokrewniony z przyrodą. «Zielony jesteś» – mówi do siebie debiutant 1964 r. – zielony niczym pełznąca po ziemi i narażona na wypatrzenie przez jakieś czyhające z góry «oczy z diamentu» liszka”.

Niech ten przydługi cytat z najwybitniejszego powojennego krytyka literackiego będzie wyjaśnieniem motta, którym posłużyłem się pisząc ten artykuł, a jednocześnie upomnieniem się o pamięć o tym najwspanialszym polskim poecie ekologicznym, jakim był niewątpliwie Kazimierz Hoffman.

Ktoś kiedyś powiedział, że pierwszym elektronikiem był Tales z Miletu. Ów grecki filozof stwierdził, że potarty bursztyn przyciąga skrawki materii, ale nie potrafił oczywiście poprawnie wyjaśnić tego zjawiska. Gdyby jednak nie Tales i jemu podobni, to nie byłoby zapewne później Popowa, Marconiego i Edisona. W 1907 r. ludzkość wkroczyła na ścieżki nowoczesnej elektroniki. Lee De Forest skonstruował trójelektrodową lampę elektronową. W końcu powstał laser i człowiek nauczył się sterować ruchem fotonów. Elektronika kwantowa, fotonika, sterowanie strumieniami neutrin i mezonów! Wszystko to niesie ze sobą mnóstwo udogodnień, ale kto wie, czy nie jeszcze więcej zagrożeń. Człowiek staje na rozdrożu, na którym jedna droga wiedzie do przyprawiającego o zawrót głowy rozwoju, ale druga jest drogą do katastrofy, do zagłady człowieka i przyrody.

Jerzy Surdykowski w książce Groźba, wyzwanie, nadzieja w latach 70. XX wieku przestrzegał: „Przecież laser może być zarówno świetnym kanałem łączności, przewyższającym znane i stosowane linie mikrofalowe, idealnym narzędziem mierniczym o niezwykłej dokładności, jak też narzędziem niszczenia. Może wzniecać na odległość pożary, niszczyć samoloty i sztuczne satelity, naprowadzać bomby i rakiety. Może wreszcie służyć jako niedrogi i sprawny zapalnik do bomby wodorowej. Wszak właśnie dzięki niemu nawet Izrael, nawet Południowa Afryka, nawet choćby Andora będzie mogła zafundować sobie poręczną, tanią bombę termojądrową, pomijając kosztowny i pracochłonny etap rozbijania atomu”.

Gdy myślę teraz o tych wszystkich szaleństwach ludzkości, o tej całej drodze człowieka do samounicestwienia, o czym tak przejmująco pisał Konrad Lorenz w Regresie człowieczeństwa, to nie wyobrażam sobie ratunku bez pamiętania o kilku najprostszych zasadach. Cały szereg takich właśnie fundamentalnych zasad znajduję w dziełach wielkiego polskiego humanisty Stanisława Ossowskiego. Na mój światopogląd składa się z jednej strony świadomość wyzwań ekologicznych, a z drugiej socjalistyczny humanizm. Tutaj moim nauczycielem jest Stanisław Ossowski, który w pracy Ku nowym formom życia społecznego pisał: „Otóż musimy zdać sobie jasno sprawę, że realizacja demokratycznych postulatów nie da się pogodzić z zachowaniem ucisku względem jakichkolwiek grup. Przy próbach pogodzenia demokracji z jakąś formą ucisku musi się w życiu społecznym rozpanoszyć zakłamanie. Uciskana grupa staje się ropnym miejscem, z którego sączy się jad, zatruwający cały organizm. Nie można wychowywać ludzi na rzetelnych obywateli kształcąc ich równocześnie w tolerowaniu upośledzenia, tolerowaniu krzywdy jakichś obywateli drugiej klasy”.

Humanizmu nie zdeprecjonował ani XIX-wieczny pozytywizm, ani XX-wieczne ideologie przemocy. Potrzeba nam dziś wielkiej humanistycznej idei, która uśmierzy szaleństwa cywilizacji wielkoprzemysłowej i technologicznego sposobu myślenia oraz przywróci wiarę w człowieka. Sprawi też, że człowieczeństwo znów będzie uznawane za wartość nadrzędną. Taką wielką humanistyczną ideę odnajduję w myśli międzynarodowego ruchu Zielonych.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *