Więźniowie nienawiści

Marek Nowak
20 stycznia 2016

Nienawiść to emocja, która potrafi przesłonić nam realne walki. Jej siłę Quentin Tarantino pokazuje w swym najnowszym filmie.

Amerykański reżyser, który w marcu obchodzić będzie swe 52. urodziny, od dawna już przestał być jedynie „niegrzecznym chłopcem” Hollywood, który to serwuje widzom (przeważnie „grzecznym chłopcom”) bardzo „niegrzeczną rozrywkę”.

Dziś to twórca dużo poważniejszy, niż na początku swojej kariery. Obecnie jest jednym z najbardziej wnikliwych obserwatorów społecznych nierówności panujących w Ameryce.

Prywatnie nie boi się angażować w sprawy ważne. Tak jak wówczas, kiedy nie bacząc na krytykę poparł akcję „Rise Up October”, włączając się w protest przeciw agresji służb mundurowych skierowanych w stronę czarnoskórych w całych Stanach Zjednoczonych.

Dawno temu na zachodzie

Jego nowy film, „Nienawistna ósemka”, to opowieść o dwójce łowców głów, którzy wioząc więźniarkę muszą zatrzymać się w zajeździe z powodu śnieżycy. Film nawiązuje do książki „Dziesięciu małych Murzynków” Agathy Christie, jednakże jego akcję reżyser osadza w realiach Dzikiego Zachodu. Dzieje się ona w iście tarantinowskim stylu.
Mówi się, że na plany zdjęciowe Tarantino zawsze przywodzi cysternę sztucznej krwi – na ten plan zdjęciowy wziął ze sobą dwie.

Jednak w istocie najnowsze dzieło twórcy „Pulp Ficion”, to opowieść o podziałach społecznych, które są tak silne, że wystarczy tylko iskra, by wybuchł pożar. Bohaterowie jego najnowszego dzieła różnią się od siebie kolorem skóry, pochodzeniem, statusem społecznym, poglądami politycznymi i płcią.

W zdrowym społeczeństwie różnice w najgorszym wypadku byłyby przyczynkiem do ostrych dyskusji. Jednak bohaterowie Tarantino nie prezentują zdrowej społeczności. W ich świecie, w którym „sprawiedliwość od samosądu różni się tym, że w tym pierwszym wypadku wyrok śmierci wykonuje osoba bezstronna” – czyli kat (jak deklaruje jeden z bohaterów), wszelkie różnice powodować mogą jedynie wzajemną nieufność. Ta zaś bardzo szybko przechodzi w nienawiść.

Tarantino idzie tropem wybitnego filmu Paula Haggisa „Miasto gniewu”. Pokazuje, że najgorsza nienawiść jest zawsze podszyta strachem. Jedyną cechą, która łączy tytułową „ósemkę” jest właśnie nienawiść. Ma ona różne podłoża (rasa, chęć zemsty, poglądy polityczne), jednak w konsekwencji zawsze prowadzi do przemocy.

To uczucie pozostające nie tylko motorem działania bohaterów. To także pułapka, w której wszyscy są uwięzieni. U Tarantino u źródeł rasizmu są słowa, dopiero za nimi podążają czyny.

Gniew zastępczy

O takiej właśnie nienawiści myślę, gdy czytam informacje o kolejnych zamieszkach z udziałem uchodźców – zarówno wtedy, gdy są oni agresorami, jak w grudniu zeszłego roku w Niemczech i innych krajach, jak i wtedy, gdy to oni są ofiarami, jak we wrześniu zeszłego roku na Węgrzech.

Fora internetowe pełne są nienawistnych, podszytych strachem, komentarzy nawołujących do „rozwiązana problemu muzułmańskiego” (zgodnie z najgorszymi wzorcami tego jak się w Europie takie problemy kiedyś „rozwiązywało”).
Ta nienawiść powoduje, że młodzi ludzie zamiast buntować się przeciw niesprawiedliwości systemu, w którym żyją, przeciw temu, że pracują na umowach śmieciowych bez prawa do płatnego urlopu i choćby minimalnej pensji w przypadku choroby, upatrują wroga w uchodźcach.

W świecie rządzonym przy pomocy budzonego w społeczeństwie strachu wywołującego wśród ludzi nienawiść, winien niesprawiedliwości nie jest dla nich przedsiębiorca łamiący prawo pracy, lecz sprzedający kebaby uchodźca z Syrii – na ogół biedniejszy niż klasy społeczne, które przeciw temu uchodźcy protestują.

W zdrowym społeczeństwie ludzie skorzystaliby z odpowiednich procedur, które powinny istnieć w demokratycznym państwie i postawiliby takiego przedsiębiorcę przed sądem pracy, a ludziom uciekającym przed wojną udzieliliby schronienia zamiast poddawać się nienawiści.

Kinowe odpowiedzi

Czy jest jakaś szansa na wyjście z tego zaklętego kręgu nienawiści? Wskazuje ją sam Tarantino. Nawet w kreślonym przez twórcę „Bękartów wojny” świecie zła, gdzie, wszyscy bez wyjątku, są ciężkimi grzesznikami, istnieje możliwość zbawienia.

Pojawia się ona, gdy nienawiść zmieni się w gniew społeczny. W filmie dwójka nie znoszących się bohaterów ostatecznie jednoczy siły, gdy dochodzi do wniosku, że mimo dzielących ich różnic, łączy ich coś tak banalnego, jak poczucie sprawiedliwości.

Jeśli działamy kierowani nienawiścią to pchamy świat w odmęty chaosu, gdy jednak naszą złość dobrze ukierunkujemy i zmienimy w usprawiedliwiony gniew społeczny, wtedy mamy szansę świat uporządkować – zdaje się podpowiadać Tarantino.

Choć film „Nienawistna ósemka” jest głównie obrazem współczesnej Ameryki, to myślę, że warto by obejrzeli go również Europejczycy. Świat zbudowany na silnych nierównościach zawsze będzie niesprawiedliwy. W takim świecie zawsze będzie rodzić się nienawiść. Jeśli pozwolimy, by uczucie to nami zawładnęło, będziemy chcieli jedynie, niczym bohaterowie „Nienawistnej ósemki”, pozabijać się nawzajem. Europejczycy będą nienawidzić uchodźców, uchodźcy Europejczyków, biedni bogatych, a bogaci biednych, katolicy ateistów itd., itd…

Jeśli jednak zrozumiemy, że niezależnie od koloru skóry, pochodzenia czy wyznanych wartości są rzeczy, które nas łączą, to będziemy mogli stać się prawdziwą, zintegrowaną społecznością.

Wszyscy (a przynajmniej większość z nas) pragniemy sprawiedliwości i nie godzimy się na niesprawiedliwość. Jeśli to nas połączy, to będziemy potrafili, tak jak bohaterowie Tarantino, wznieść się ponad uprzedzenia i wspólnie walczyć w jednym celu.

Walczyć pokojowo, ale równie skutecznie – czasy Dzikiego Zachodu są już na szczęście za nami.

Zdj. Angielski plakat „Nienawistnej ósemki” na zasadzie dozwolonego użytku

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *