Marsz Tyłem w Poznaniu

Hanna Gill-Piątek
30 czerwca 2010

Skończyliśmy pod Synagogą. To znaczy kiedyś to była synagoga, obecnie jest tam pływalnia. Wszyscy byliśmy trochę zmęczeni i bardzo szczęśliwi. Pewien siwy pan zaproponował żartem, żebyśmy poszli jeszcze dalej, do zboru ewangelickiego. Pani pod osiemdziesiątkę, którą przez całą trasę prowadziła córka, dziękowała nam uśmiechnięta. Moje przyjaciółki, Beata i Kasia, które przyjechały tu specjalnie na nasz marsz, lekko chwiały się próbując namówić błędnik do normalnej współpracy. Dziecko, ciągnięte tyłem w wózku, nagle odwróciło kurs na ten bardziej codzienny i z niezmienionym wyrazem osłupienia na twarzy pojechało dalej w kręte uliczki starego Poznania.

Kilka minut wcześniej kierowcy na ulicy Estkowskiego zwalniali urzeczeni niecodziennym widokiem. Grupa osób w bardzo różnym wieku szła tyłem po chodniku pod nieczynnym kominem, który od dwóch lat Joanna Rajkowska próbuje zamienić w symboliczny Minaret. Jej pomysł wyciągnął na światło dzienne wszystko, co my, Polacy, mamy w sobie najgorsze. Ksenofobię, rasizm, lęk przed obcym. Nawet architekci i poznańscy urzędnicy, ludzie wydawać by się mogło inteligentni, powtarzali wersy jak żywo wyjęte z antysemickich publikacji z lat trzydziestych, ale skierowane tym razem nie przeciw Żydom, a przeciw islamowi. Teraz, we wtorkowe letnie popołudnie ci, którzy myśleli odwrotnie, odwrotnie przemaszerowali pod nieistniejącym kominem-minaretem. Następnego dnia przeczytałam w gazecie fajną wypowiedź jednej z uczestniczek: „W Polsce to tylko tak można chodzić!”. Marsz nie był manifestacją entuzjastów pomysłu Joanny. Raczej wspólnym gestem otwarcia się na dialog, na myślenie o tym, co łączy.

Gdy idzie się tyłem, uważa się na każdy krok. Trzeba wtedy otworzyć się na pomoc ze strony innych osób, zaufać. Uwaga i świadomość są wyostrzone, w naszym umyśle powstaje zupełnie nowy wymiar, choć ani na chwilę nie opuszczamy rzeczywistości. W tym nowym wymiarze, poprzez przeżycie, zbudowaliśmy na chwilę połączenie. Połączenie nie tylko pomiędzy trzema wielkimi tradycjami. Także pomiędzy tym, co w nas dominujące, a tym, co wypierane i zniszczone. Gdy idzie się tyłem, nie wraca się myślą do triumfalnych marszy, do wojen krzyżowych. Raczej dba się o to, żeby nie wywinąć orła (białego) na najbliższym kwietniku. Zaskoczyła mnie spontaniczna radość wśród idących. I to, że bardzo szybko nauczyliśmy się, jak sobie radzić w tej niecodziennej sytuacji.

Marsz Tyłem rozpoczęliśmy kilka minut po osiemnastej z placu pod poznańską Katedrą. Obok kręcił się ksiądz, zdziwiony tłumem, jaki zebrał się na placu. Miałam ochotę go zaprosić, ale już trzeba było ruszać. Zatem po prostu stanęliśmy naprzeciw tysiącletnich wrót i zaczęliśmy się cofać. Także w czasie – bo przecież przed wojną czynna tu była synagoga, w stronę której kierowaliśmy pierwsze, nieporadne jeszcze kroki. Razem z nami szło trzech Palestyńczyków i jak się później okazało, wielu reprezentantów różnych wyznań (lub ich potomków) w tym także ateistów i – katolików… Przede wszystkim po prostu ludzi, którzy chcieli iść z nami tyłem. A myślałyśmy, ja i Rajkowska, że pomaszerujemy może w 5 osób. Przyszło około 70.

Na dobrą sprawę zaczęło się od sporu. Joanna po antyislamskich demonstracjach w Warszawie napisała na Krytyce Politycznej, że buddyści Diamentowej Drogi mają wiele wspólnego z Wszechpolakami. Fakt, facet inspirujący sprzeciwy wobec budowy centrum islamskiego na Ochocie należał do tych pierwszych. A mentalnie chyba i do drugich. Zostawiłam Rajkowskiej komentarz: „nie wkładaj mnie w nie moje gacie”, bo sama jestem buddystką a nie mam nic przeciwko normalnym muzułmanom. Mam za to wiele przeciwko niektórym nienormalnym buddystom. I dodałam, że już dawno chciałam zrobić taki marsz tyłem od jak najbardziej realnej katedry pod nieistniejącym jeszcze minaretem-kominem do zniszczonej synagogi-pływalni w Poznaniu, ale teraz to chyba na śmierć się obrażę. A ona odpisała, że to świetny pomysł (marsz, nie obrażanie) i żeby koniecznie go zrealizować. To dzięki niej, dzięki dziewczynom z teamu minaretowego, Dorocie, Wiktorii, Dominice, dzięki pomocy Malta Festival, udało się. I poszliśmy.

Marsz Tyłem odbył się 29 czerwca 2010 r. w Poznaniu, w ramach Malta Festival dzięki zaangażowaniu Joanny Rajkowskiej, Doroty Grobelny, Wiktorii Szczupackiej i Dominiki Pierunek. Hanna Gill-Piątek – jest graficzką, społeczniczką, członkinią Zielonych 2004.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *