Jak szkoły idą pod nóż. Historia z Krakowa

Justyna Drath
10 grudnia 2012

Prolog: krakowska Thatcher

Rok temu na stanowisko wiceprezydentki Krakowa powołana została związana z oświatą niepubliczną Anna Okońska-Walkowicz, przewodnicząca Społecznego Towarzystwa Oświatowego. Już w jednym z pierwszych wywiadów („Gazeta Wyborcza” 17.10.2011) stwierdza, że „będzie jak Margaret Thatcher”. Zapowiada m.in. „racjonalizację sieci szkół”, co ma polegać na likwidacji niektórych placówek i przekazywaniu szkół stowarzyszeniom. Sama deklaruje, że to ostatnie rozwiązanie uważa za najlepsze… Retorykę „zaciskania pasa” ochoczo podchwytuje lokalna prasa z „Gazetą Wyborczą” na czele.

Odsłona pierwsza: bitwa o MDK-i

Pierwszy pomysł „krakowskiej Thatcher” to likwidacja Młodzieżowych Domów Kultury, które pani wiceprezydent określa mianem „reliktów przeszłości”. Odwołuje się przy tym do argumentu… sprawiedliwości społecznej: MDK-i nie działają we wszystkich dzielnicach miasta, więc dostęp do nich jest do pewnego stopnia ograniczony. I dlatego jej zdaniem trzeba pozbyć się tych placówek, a przynajmniej przekazać w ręce stowarzyszeń lub przekształcić w częściowo samofinansujące się ośrodki kultury. Taka polityka wywołuje niespodziewaną dla władz burzę. Dla dyrektorów i rodziców szybko staje się jasne, że obie wersje „przekształceń” są prostą drogą do ich zamknięcia. A Kraków dotąd słynął z pokaźnej, na tle innych polskich miast, sieci placówek wychowania pozaszkolnego.

W dwa tygodnie po ogłoszonej wojnie z MDK-ami pani wiceprezydent odbiera przyznaną miastu nagrodę Samorządowego Lidera Edukacji. Podobne sytuacje będą się zresztą powtarzać. Groteska osiągnie szczyty, gdy na posiedzeniu Rady Miasta będzie się fetować jubileusz jednego z MDK-ów, by chwilę później głosować nad jego likwidacją.

Wojna o MDK-i nabiera tempa, mnożą się facebookowe strony, które gromadzą przeciwników likwidacji i scalają działania pracowników MDK-ów i rodziców. W grudniu opór przybiera kształt imponującego jak na krakowskie warunki protestu pod Urzędem Miasta. Obecni są rodzice, dzieci, pracownicy MDK-ów, a także związki zawodowe i niektórzy lokalni politycy. Na transparentach hasła: „Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, „Nie podcinajcie naszym dzieciom skrzydeł” i „Na stadiony są miliony, a na MDK-i?”. Na poświęcone MDK-om posiedzenie komisji edukacji przychodzą zagniewani dyrektorzy i mnóstwo zainteresowanych, na sali brakuje miejsc, a dyskusja między radnymi i stroną społeczną jest niesamowicie burzliwa. Sprawa cichnie przed świętami i rozwiąże się dopiero w czerwcu, gdy pomysł likwidacji i przekształceń MDK-ów zostanie ostatecznie odrzucony przez Radę Miasta.

Odsłona druga: szkoły idą pod nóż

Tymczasem miasto przygotowuje następną, rozładowaną nieco przez świąteczną atmosferę bomb(k)ę – listę kilkunastu szkół do likwidacji. Opór narasta powoli, kolejne szkoły przygotowują się do walki osobno, nie mając na tyle zapału organizacyjnego, żeby działać razem. Dopiero na kolejnej komisji edukacji okazuje się, jak wielki jest to ruch. Ludzie nie mieszczą się w sali, na obrady przychodzą także uczniowie przeznaczonych do likwidacji szkół. Jedna z uczennic z Gimnazjum nr 3, małej szkoły z krakowskiego Kazimierza, czyta wzruszający apel do radnych (szkoła zostanie zresztą zlikwidowana niemal jednogłośnie i jako pierwsza przestanie istnieć). Dyrektorzy zagrożonych szkół po kolei zabierają głos, przedstawiając dane dotyczące możliwych skutków likwidacji ich placówek. W styczniu odbywa się demonstracja zorganizowana przez anarchistów wspólnie z częścią rodziców pod hasłem „Szkoła to nie firma, uczeń to nie klient”. Przy kilkunastostopniowym mrozie demonstruje garstka, ale pod wpływem oporu i protestów rodziców, pracowników szkół oraz związków zawodowych zlikwidowane zostają ostatecznie tylko 3 szkoły z 11 planowanych.

Odsłona trzecia: uroki cięć budżetowych

Po feriach do szkół trafia rozporządzenie prezydenta Majchrowskiego dotyczące budżetów szkół i przedszkoli. Cięcia budżetów na poziomie 10-20% dotykają niemal wszystkie placówki i są przeprowadzane już bez szerokiej kampanii medialnej. Jednocześnie zwiększeniu ulega autonomia dyrektorów w dysponowaniu środkami, a wkrótce dyrektorzy zostają uhonorowani premiami, co ma zmotywować ich do posłusznego zwalniania pracowników. Szkoły zastanawiają się, jak związać teraz koniec z końcem, dyrektorzy piszą listy protestacyjne i z oburzeniem przyjmują informację o podwyżce. Jednocześnie wzrasta gniew rodziców przedszkolaków, zmęczonych już od jakiegoś czasu koniecznością przynoszenia do przedszkola wszystkich możliwych sprzętów (m.in. papieru toaletowego, środków czyszczących i zabawek). Wiedzą, że konsekwencją kolejnych cięć będzie brak bezpieczeństwa dzieci i komfortu pracy opiekunek i opiekunów. Na zebraniu z udziałem związkowców i tłumu rodziców zawiązuje się Stowarzyszenie Przyjaciół Szkół Samorządowych. W tym samym czasie władze miasta zapowiadają prywatyzację szkolnych stołówek.

Odsłona czwarta: opór i rozładowywanie oporu

W marcu i kwietniu wszystkie puzzle zaczynają się układać. Pod urzędem miasta ma miejsce największa do tej pory demonstracja, która gromadzi ok. 1000 uczestników. Są na niej pracownicy przedszkoli, szkół i MDK-ów, związki zawodowe, aktywiści oraz przypadkowi mieszkańcy i mieszkanki. Zaraz potem odbywa się specjalna sesja Rady Miasta poświęcona edukacji, na którą tłumnie przychodzą wszyscy zainteresowani. Przez pierwsze kilka godzin władze próbują zmęczyć uczestników pokazem nudnych slajdów przygotowanych przez urzędników. Kiedy na salę wchodzi przedstawiciel firmy cateringowej, przedstawiciele strony społecznej wychodzą spontanicznie z sali.

Jednym z postulatów strony społecznej jest powołanie Okrągłego Stołu Edukacyjnego. Pomysł zostaje oficjalnie przejęty przez PO i podchwycony przez władze, by potem stać się sposobem na rozładowanie protestów. Informacje o posiedzeniach i warunkach uczestniczenia w pracach okrągłego stołu pojawiają się w maju. Do obrad nie zostają zaproszone ani związki zawodowe, ani SPOS, czyli najbardziej krytycznie nastawieni przedstawiciele strony społecznej. (Związki zawodowe dostaną zaproszenie do uczestnictwa w OSE dzień przed rozpoczęciem pierwszego posiedzenia, gdy zagrożą władzom miasta bojkotem obrad). Do udziału w OSE zostaną natomiast dopuszczeni przedstawiciele Społecznego Towarzystwa Oświatowego, którego prezesem jest pani wiceprezydent. OSE od samego początku jawi się zatem jako marna atrapa demokratycznej debaty o polityce edukacyjnej, na którą wszyscy czekali. Przy okazji pozorowanego, bo ustawionego na warunkach władzy dialogu, powstaje zespół, złożony z dyrektorów szkół niezagrożonych likwidacją, który tworzy diagnozę szkolnictwa w Krakowie. Urząd Miasta stwierdzi później, że kryteria likwidacji szkół wypracował okrągły stół… W ten sposób władzom udaje stworzyć się pozory partycypacji i przekierować gniew społeczny.

Mimo że ruch edukacyjnego oporu przygasł, kilka rzeczy udało się wywalczyć. MDK-i głosowaniem czerwcowym zostały ocalone, choć cięcia budżetowe sprawiły, że niektórzy dyrektorzy zwolnili część pracowników. Opór przed prywatyzacją stołówek jest wciąż ogromny. Tymczasem miasto szykuje kolejną listę szkół do likwidacji. Merytorycznej dyskusji o niżu demograficznym i kryzysie wciąż brakuje, bo te czynniki przedstawia się w prasie i w przeróżnych raportach jako obiektywne i niepodlegające dyskusji. O demokratyczną debatę o mieście – nie tylko o polityce edukacyjnej – wciąż musimy walczyć.

Czytaj też: o likwidacji szkół w Poznaniu i w Wałbrzychu oraz analizę sytuacji w kraju.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

6 thoughts on “Jak szkoły idą pod nóż. Historia z Krakowa

  • 10 grudnia 2012 at 08:37
    Permalink

    nie brakuje dyskusji o niżu demograficznym, bo wiadomo, że jest i żadna dyskusja tego nie zmieni.

    a propos cięć budżetowych – są skutkiem braku refomy w MDK’ach między innymi. I nie mam to nic wspólnego z demokracją, czy jej brakiem. 2+2 zawsze =4 nie inaczej…

    Reply
  • 10 grudnia 2012 at 15:56
    Permalink

    Oczywiście, a najlepiej zlikwidować od razu wszystkie szkoły. Bo przecież nikt nie zaprzeczy, że 2 – 2 = 0.

    Reply
    • 10 grudnia 2012 at 18:06
      Permalink

      wszystkie nie, tylko niektóre Adam.

      Reply
  • 10 grudnia 2012 at 22:41
    Permalink

    Sprawa z niżem demograficznym jest dużo bardziej skomplikowana, niż przedstawiają to władze Krakowa. Po pierwsze, program likwidacji szkół nie uwzględnia prognoz GUS, które wskazują na wzrost liczby uczniów o 11 tysięcy do 2020 roku. Po drugie, zamiast likwidować szkoły na dużą skalę, można pomyśleć o działaniach (właściwie wystarczy zarządzenie Prezydenta z ograniczeniem do np. 25 uczniów w klasie licealnej) na rzecz zmniejszenia średniej liczebności klas w różnych szkołach (w niektórych liceach mamy w tej chwili klasy 40-osobowe). Po trzecie, polityka cięć w publicznej edukacji działa na zasadzie samospełniającej się przepowiedni – jeśli mamy np. za mało żłobków i przedszkoli, a do tego warunki w nich są coraz gorsze, to trudno się spodziewać, że ludzie będą chcieli „mieć” dzieci w Krakowie.

    Jeśli natomiast chodzi o MDK-i, to nie wiem, o jakiej reformie mówisz. Władze miasta chciały je skomercjalizować (czego skutkiem byłoby ograniczenie dostępu do zajęć i mniejsza oferta), a teraz będą im co roku obcinały budżety i wykończą w ciągu 1-2 lat.

    Reply
  • Pingback: Kongres Ruchów Miejskich » Kraków walczy o szkoły

  • Pingback: Justyna Drath: Jak szkoły idą pod nóż | Partia Zieloni w Krakowie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *