Klimat i metafory. O języku papieża Franciszka

George Lakoff
24 sierpnia 2015
Foto:Creative Commons: Martin Schulz, 2014
Foto:Creative Commons: Martin Schulz, 2014

Na początku mojej książki z 1996 r. „Moral Politics” (rozdz. 3) dowodziłem, że kwestie ekologiczne są kwestiami moralnymi. Dokonałem tam przeglądu i krytyki charakterystycznego dla światopoglądu konserwatywnego, metaforycznego ujmowania natury jako zasobu, własności i jako przeciwnika, którego należy pokonać.

Przekonywałem, że zamiast tego potrzebujemy opowieści o naturze jako dawczyni wszelkiego życia, żywicielce, jako samoistnej wartości, wymagającej odpowiedzialności i zasługującej na wdzięczność, miłość, uwielbienie i oddanie.

Zaproponowałem alternatywne metafory natury jako matki, boskiej istoty, żywego organizmu, domu, ofiary, którą trzeba się zaopiekować oraz jedności, której jesteśmy cząstkami, nieodłącznymi zarówno od natury, jak i od siebie nawzajem.

W swojej encyklice papież Franciszek użył wszystkich z nich, a następnie poszedł o wiele dalej. Po pierwsze, to co napisał, było zgodne z nauką – nie jest to łatwe zadanie. Od pewnego czasu piszę o związkach przyczynowo-skutkowych między globalnym ociepleniem a stanem środowiska. Papież nie tylko przedstawił we właściwy sposób skutki ekologiczne, ale poszedł o wiele dalej, łącząc wpływ na środowisko naturalne z konsekwencjami dla tych, którzy są na naszej planecie najbardziej udręczeni z powodu biedy, katastrof pogodowych, chorób, podnoszenia się poziomu oceanów, braku wody pitnej, degradacji rolnictwa oraz braku podstawowego estetycznego i duchowego kontaktu z nieskażoną naturą. Co więcej, mówił o naszej moralnej odpowiedzialności wobec zwierząt.

Franciszek pisze, używając metafor, które mogą brzmieć dziwnie w tekście naukowym czy politycznym, lecz w jakiś sposób wydają się całkiem naturalne w przypadku papieża. Tytuł encykliki brzmi: „O trosce o nasz wspólny dom”. Ten prosty zwrot od samego początku ustanawia najważniejszą ramę interpretacyjną. Używając metafory „Ziemi jako domu”, papież uruchamia schemat, w którym wszyscy ludzie na świecie są rodziną żyjącą we wspólnym domu.

Rama ta pociąga za sobą wiele założeń. Jako jedna rodzina powinniśmy dbać o siebie nawzajem i brać za siebie nawzajem odpowiedzialność. Dom jest czymś, od czego jesteśmy zależni, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Dom jest z natury rzeczy miejscem zasługującym na opiekę i ochronę.

…pojawiła się tendencja, by pojmować ziemię jako ojczyznę, a ludzkość jako naród zamieszkujący wspólny dom. (164)

…ma miejsce wielka degradacja naszego wspólnego domu. (61)

Ludzkość jest jeszcze zdolna do współpracy w budowaniu naszego wspólnego domu. (13)

Papież Franciszek otwarcie wyraża to, o czym większość postępowców jest skrycie przekonana, ale rzadko mówi to głośno: „Klimat jest dobrem wspólnym, należącym do wszystkich i przeznaczonym dla wszystkich”. Rama interpretacyjna „Dobro wspólne” wskazuje na współzależność, wspólną odpowiedzialność i wspólne korzyści.

Ludzka ekologia jest nierozerwalnie związana z pojęciem dobra wspólnego. Zasada ta odgrywa centralną i jednoczącą rolę w etyce społecznej. (156)

Całe społeczeństwo – a w nim w sposób szczególny państwo – ma obowiązek bronienia i promowania dobra wspólnego. (157)

Krytycy papieża twierdzą, że jego rozumienie ekonomii jest naiwne, oskarżają go również o to, że jest przeciwnikiem rozwoju technologii i zaprzecza tzw. produktywnej roli działania dla własnej korzyści. Ale on robi o wiele więcej, sugerując, że biznes i technologia mogą i powinny kierować się moralnością, szczególnie w obliczu nadciągającej ogólnoświatowej katastrofy globalnego ocieplenia. Następnie pokazuje, zgodnie z prawdą, że katastrofa ta i inne straszliwe zagrożenia zostały spowodowane przez kompleks biznesowo-technologiczny, dążący do zysków za wszelką cenę, nie biorąc pod uwagę dobra wspólnego.

Przedsiębiorczość, będąca szlachetnym powołaniem zmierzającym do wytwarzania bogactwa i udoskonalania świata dla wszystkich, może być bardzo owocnym sposobem promowania regionu, w którym zlokalizowane są jej działania, zwłaszcza jeśli przyjmuje, że tworzenie miejsc pracy jest nieuniknioną częścią jej służby na rzecz dobra wspólnego. (129)

Sojusz między ekonomią a technologią prowadzi do odcinania się od wszystkiego, co nie należy do ich doraźnych interesów. (54)

Papież oczywiście zdaje sobie sprawę z wyzwania. Alternatywna religia fundamentalizmu rynkowego zdominowała zarówno debatę publiczną, jak i umysły pojedynczych członków społeczeństwa – tak bardzo, że trudno wyobrazić sobie zmianę w czasie wystarczającym, by można było zapobiec katastrofie.

Trudno sobie wyobrazić, aby możliwe było obstawanie przy innym paradygmacie kulturowym oraz posługiwanie się techniką jedynie jako zwykłym narzędziem. (108)

Faktycznie, fundamentalizm rynkowy stał się rodzajem alternatywnej religii, z własną ideą tego co jest naturalne (supremacja własnej korzyści) i moralne (w konserwatywnej wersji metafory Niewidzialnej Ręki, jeśli każdy będzie dążył do własnego zysku, zwiększą się zyski wszystkich). Papież słusznie zauważa, że te metafory wymknęły się spod kontroli, co skończyło się wytworzeniem gigantycznego bogactwa dla niektórych, klęską dla wielu i terrorem globalnego ocieplenia dla ziemi.

Fundamentalizm rynkowy zna tylko „odpowiedzialność indywidualną”, nie ma w nim miejsca na wspólną odpowiedzialność za wspólne dobro. Bez takiej wspólnej odpowiedzialności nie będzie zaś możliwości oddalenia nadchodzących klęsk na skutek zmiany klimatu, która została spowodowana przez fundamentalizm rynkowy, i nadal będzie przezeń utrwalana, chyba że zostanie on zakwestionowany.

W fundamentalizmie rynkowym miarą dobra jest bogactwo: ogólny wzrost bogactwa pieniężnego jest triumfem moralnym. Ale podczas gdy uprzemysłowienie Chin zwiększyło majątki chińskich kapitalistów, amerykańskich firm świadczących usługi outsourcingowe w Chinach oraz chińskiego rządu, zwykli Chińczycy doświadczyli spustoszenia ekologicznego i społecznego – ogromnych kosztów, których nie da się zmierzyć pieniędzmi. Popatrzcie na zanieczyszczenie powietrza w Pekinie i pustynnienie w Chinach zachodnich. Poprzez globalne ocieplenie narzucają teraz te koszty całemu światu, podobnie jak industrializacja Zachodu w przeszłości.

Papież Franciszek rozszerza swój pogląd na moralność używając powszechnej metafory ekonomicznej – „moralnej rachunkowości” (Moral Accounting), w której istnieją długi, koszty, dłużnicy, wierzyciele i oczekiwanie, że długi powinny zostać spłacone. Pokazuje, że nikt nie bogaci się sam – ludzie materialnie zamożni stali się nimi dzięki istniejącym już wcześniej zasobom, często odebranym innym, i dzięki pracy innych ludzi. Wszyscy mamy długi. Mamy także podstawowe prawa, np. do ludzkiej godności. Kiedy fundamentalizm rynkowy przekazuje zasoby i owoce pracy innych w ręce bogatych, okradając biednych z ich prawa do godności, bogaci zaciągają dług, dług moralny.

Ten świat ma poważny dług społeczny wobec ubogich, którzy nie mają dostępu do wody pitnej, gdyż jest to odmawianie im prawa do życia zakorzenionego w ich niezbywalnej godności. Dług ten częściowo może być częściowo spłacony poprzez większą pomoc finansową, by zapewnić czystą wodę i usługi kanalizacyjne ludom najuboższym. (30)

Istnieje bowiem prawdziwy „dług ekologiczny”, w szczególności między Północą a Południem, związany z mającym konsekwencje w dziedzinie ekologii brakiem równowagi handlowej oraz z nieproporcjonalnym wykorzystywaniem zasobów naturalnych, jakiego niektóre kraje dopuszczały się w dziejach. (51)

Portugalscy biskupi wezwali do podjęcia tego obowiązku sprawiedliwości: Środowisko mieści się w logice przyjęcia. Jest to pożyczka, którą każde pokolenie otrzymuje i powinno przekazywać następnym pokoleniom”. (159)

To tylko kilka przykładów z wielu metafor i ram interpretacyjnych użytych z potężnym efektem w tym dokumencie. Mają one jedną cechę wspólną, którą dzielą także z progresywnym systemem wartości: zakorzenione są w światopoglądzie opartym na współodczuwaniu. To współodczuwanie przekracza znacznie jednostkową empatię: jest to globalne współczucie dla całej ludzkości i całego życia – zwierząt, ryb, roślin i natury, która umożliwia życie.

Czego w encyklice nie ma, to – bardzo niestety powszechnego – wąskiego postrzegania religii jako dziedziny odnoszącej się jedynie do poszczególnych jednostek, w którym kwestia duchowa dotyczy tego, czy Ty dostaniesz się do nieba, i jest to sprawą indywidualnej odpowiedzialności. Jesteś odpowiedzialny za siebie, nie za innych, nie za całe życie i to, co je umożliwia.

Ten ograniczony pogląd o indywidualnej, nie zaś społecznej czy powszechnej odpowiedzialności, jest całkowicie nieobecny w przesłaniu papieża. Umieszcza on moralność na poziomie globalnym, poziomie duchowości ekologicznej. Jest to przesłanie szczególnie odpowiednie dla demokracji amerykańskiej, która zaczyna się od idei jedności – obywateli dbających o siebie nawzajem i biorących za siebie odpowiedzialność, pracujących poprzez swój rząd na rzecz zapewnienia zasobów społecznych dla wszystkich, zarówno w celu prowadzenia działalności gospodarczej, jak i dla życia osobistego, przy zapewnieniu wolności i godności dla każdego – jako niezbywalnych praw.

Cała encyklika jest warta przeczytania. Jest to niezwykły dokument, który powinni sobie wziąć do serca nie tylko katolicy na całym świecie, ale wszyscy ludzie na naszej planecie, teraz i na wiele lat w przyszłości.

Jestem zwolennikiem oddzielenia kościoła od państwa. Nie mam papieża. Nigdy nie stosowałem się do edyktów papieża tylko dlatego, że napisał je papież. I tutaj również tego nie robię.

Jest niezwykle ważne, aby uświadomić sobie, że ta encyklika nie dotyczy jedynie doktryny kościoła. Wszystko, co zawiera się w domenie politycznej, jest kwestią moralną. Każdy polityk, który proponuje jakąkolwiek strategię, czyni to ponieważ uważa ją za właściwą, a nie błędną bądź nieistotną z punktu widzenia moralności. Ta encyklika w otwarty sposób odnosi się do polityki i roli, jaką powinna odgrywać w niej globalna moralność.

Od dawna twierdzę, że globalne ocieplenie jest główną kwestią moralną naszych czasów. Prezydent Obama powiedział to samo. Jestem zachwycony, że papież Franciszek, duchowy i moralny przywódca miliarda dwustu tysięcy katolików, nie tylko się z tym zgodził, ale poszedł jeszcze dalej, wyrażając ten problem w tak potężny sposób, często przy użyciu słów, które brzmią naturalnie u papieża, a jednocześnie mają tak wielkie znaczenie moralne, niezależnie czy jesteś katolikiem, czy też nie, osobą religijną czy też nie.

Problemy moralne nie są tym samym, co problemy praktyczne. Lecz los ziemi w obliczu globalnego ocieplenia jest problemem tak bardzo praktycznym, że staje się dylematem moralnym. I z takiej właśnie perspektywy powinniśmy czytać papieską encyklikę.

Artykuł Why Pope Francis Killed It on Addressing Climate Change ukazał się na witrynie AlterNet. Przeł. Jan Skoczylas.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *