Fot. Olga Nowak.

Gdy koń mówi „nie”

Ewa Krzakowska-Łazuka
7 listopada 2013

Zarówno w sporcie wyczynowym, jeździe rekreacyjnej, terapii osób niepełnosprawnych, koń i jeździec stanowią zgrany, rozumiejący się bez słów, zależny od siebie zespół.

Dobry instruktor jako znawca dusz

Hipoterapeuta czy instruktor jeździectwa ma w sobie bardzo wiele z psychologa. Musi umieć rozprawić się z waszymi lękami. Miałam szczęście do kilku mądrych ludzi, którym wiele zawdzięczam. Pamiętajcie, że nikt nie urodził się w siodle i oni, naprawdę, doskonale rozumieją wasze obawy. Kiedyś bardzo mi pomogło, gdy usłyszałam: „Ewo, nie ma osoby, która nie czułaby lęku przed pierwszym galopem”.

Uprawianie jeździectwa od wczesnego dzieciństwa ma tę zaletę, że dziecięca wyobraźnia, mimo iż szybuje w przestworzach, nie projektuje niepotrzebnych, groźnych sytuacji – szpital, gips, zwolnienie z pracy i tego typu historie. Strach w kontaktach z końmi jest waszym zdecydowanym wrogiem. Konie są bardzo wrażliwe na brak pewności z waszej strony.

Wgląd instruktora w waszą duszę polega także na tym, że powinien wam dobrać odpowiedniego konia. I nie chodzi tylko o dobór odpowiedniej do waszego wzrostu i wagi wielkości rumaka (co ważne jest nie tylko dla waszego komfortu, ale i bezpieczeństwa i zdrowia konia). Chodzi też o to, żebyście jako początkujący zamiast cierpliwego „konia profesora” nie dostali narowistego ogiera odpowiedniego dla kozaka lubiącego ostrą jazdę bez trzymanki. Kiedyś Robert, jeden z moich instruktorów dał mi wcale nie najłatwiejszego konia, którego w dodatku kiedyś ktoś bardzo skrzywdził (panicznie bał się bata, samego widoku). „To jest koń dla ciebie” – powiedział. To były moje początki, ale udało nam się razem sporo osiągnąć. Konie, tak jak ludzie czy psy, mają swoje charaktery i temperamenty. Ważne, by zaiskrzyło.

Komunikacja bez słów

Terapeutyczna, cudowna moc obcowania z końmi zasadza się na tym, że konie doskonale odczytują nasze emocje. Zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Znacie pewnie tę sytuację, kiedy myślicie o czymś, za czym nie przepada wasz pies (np. czyszczenie uszu) i już po chwili znajdujecie go ukrytego w najbardziej niedostępnym zakamarku mieszkania. Konie przewyższają wiele zwierząt pod tym względem. Z właściwości tych korzystają w swojej pracy tzw. „zaklinacze koni”.

Kiedy pierwszy raz usiłowałam osiodłać konia, i myślałam o nim jako o „tym przerażająco wielkim, silnym zwierzęciu, które może zrobić mi krzywdę” koń odwracał się zadem, uniemożliwiając mi zbliżenie się. Kładł po sobie uszy, co w języku koni oznacza: „Ostrzegam! Nie zbliżaj się!”, i zachowywał się dokładnie zgodnie z moimi ówczesnymi wyobrażeniami na jego temat.

Kiedy zbliżam się do konia, który mnie nie zna lub widzę u niego oznaki niepokoju, mówię do niego łagodnym głosem albo po prostu kieruję w jego stronę pozytywne, serdeczne myśli. Reakcja jest magiczna. Pat Parelli, jeden ze znanych amerykańskich twórców i popularyzatorów metody naturalnego jeździectwa, celnie to ujął: „Jeśli twój koń mówi nie – widocznie poprosiłeś go nie o to, o co chciałeś lub wyraziłeś swoją prośbę w nieodpowiedni sposób”.

Relacja z koniem bardzo rozwija inteligencję emocjonalną, uczy efektywnej komunikacji, zwłaszcza pozawerbalnej. Chodzi w niej o wzajemne zrozumienie języka ciała konia i jeźdźca, ale także o rodzaj telepatii, bo koń jest doskonały w odczytywaniu wewnętrznych sygnałów. Możliwości te wykorzystuje się w zdobywających coraz większą popularność organizowanych dla ludzi biznesu warsztatach rozwoju osobistego, których celem jest kształtowanie świadomego, empatycznego, opartego na partnerstwie przywództwa. (Często nie musi to być nawet sama jazda, ale szkolenie z ziemi, bez dosiadania konia.)

Zarówno w sporcie wyczynowym, jeździe rekreacyjnej, terapii osób niepełnosprawnych, koń i jeździec stanowią zgrany, rozumiejący się bez słów, zależny od siebie zespół. Nie ma tu mowy o przedmiotowym traktowaniu. Podmiotowy status konia w sporcie podkreśla określenie „para” (zawsze przy nazwisku zawodnika pojawia się imię rumaka). Jest to jeden z sympatycznych reliktów czasów, w których rycerstwo doceniając oddanie i waleczność swych koni, podnosiło ich rangę poprzez nadawanie im imion.

Kontakt z koniem uczy bardzo skutecznie odpowiedzialności (jest to szczególnie ważne w przypadku dzieci i osób niedostosowanych społecznie). Decydując się na współpracę, aspirując do harmonii, bierzemy za siebie wzajemną odpowiedzialność. Jest kilka czynności przed jazdą, które – jeśli nie wykonamy ich starannie – nie tylko mogą nas samych narazić na niebezpieczeństwo, ale także spowodować obrażenia konia. Nie martwcie się jednak, instruktor dokładnie wam wszystko wyjaśni i jeszcze długo, profilaktycznie będzie kontrolował, czy o niczym nie zapomnieliście.

Obcując z końmi uczymy się także opanowania i respektowania ich odrębności. Inaczej się po prostu nie da. Winston Churchill, który uważał, że godzina spędzona w siodle nigdy nie jest czasem straconym, powiedział kiedyś: „W wyglądzie i otoczeniu konia jest coś takiego, co dobrze wpływa na wnętrze człowieka”. Trener naturalnego jeździectwa Ray Hunt mawiał „Konie są zawsze szczere zawsze powiedzą ci, jak jest naprawdę. Niektórym ciężko to udźwignąć”. Wyznawał teorię, że reakcja koni na sygnały, które im dajemy, jest tak naprawdę sprawdzianem tego, jak radzimy sobie ze sobą, bo koń jest lustrem naszego wnętrza.

Stajnia: inny wymiar rzeczywistości

U mnie zaczęło się przez przypadek. Kolega, który zaczął równie późno jak ja, zastosował sprytny manewr, żeby mnie zachęcić. Udało się i do tej pory mu za to dziękuję. Miałam wówczas nienajlepszy moment w życiu. Bardzo szybko o tym zapomniałam. Konie w niezwykły sposób pomagają człowiekowi podnieść poczucie własnej wartości, siły i wewnętrznej harmonii. Kształtują hart ciała i ducha.

Koń nie pozwoli wam, żebyście do jego królestwa przynieśli złe emocje, nerwy i napięcie. Musicie to wszystko zdjąć z siebie i odłożyć przed wejściem do stajni. W przeciwnym razie wasza współpraca nie będzie owocna i koń szybko wam to zasygnalizuje. Konie w niezwykły sposób podnoszą poczucie sprawstwa, wzmacniają sferę motywacji. Chyba nigdzie postępy nie są tak widoczne i nie dają podobnej satysfakcji. Dlaczego? Kolejne bramy wtajemniczenia otwierają się, gdy przełamujemy nasze ograniczenia i lęki.

Dlatego tak niezwykle ważne jest to w przypadku osób upośledzonych, wykluczonych, cierpiących na depresję, niską samoocenę – koń nie ocenia, nie krytykuje i bezgranicznie akceptuje. Nieważne, czy będziemy cwałować i skakać przez wysokie przeszkody czy zadowoli nas przytulanie się, wyprowadzenie konia na padok i jazda stępem. Nikt was nie zmusi, żebyście robili rzeczy, na które nie macie ochoty. Wyznaczcie sobie własny pułap oczekiwań wobec siebie i postarajcie się temu sprostać.

Jazda konna to także budowanie wartościowych relacji międzyludzkich. Do koni przychodzą ludzie, którzy poszukują czegoś, czego nie oferuje świat na zewnątrz. Bardzo często pojawiają się osoby po przejściach, w trudnych życiowo sytuacjach, niewytrzymujące presji życia zawodowego. Przyjemnie jest widzieć, jak zaraz po wejściu, już na etapie przygotowywania koni do jazdy, rozpromieniają się.

Zawiązujące się w stajniach przyjaźnie przenoszą się często na pozastajenną sferę życia. Ludziom ze stajni nie trzeba tłumaczyć, dlaczego rozglądając się za miejscem na wakacje, nie szukam czegoś z dostępem do morza, jeziora, siłowni – ale z dostępem do koni. Może nas dzielić wszystko – ale tworzy się rodzaj bractwa wtajemniczonych. Fantastyczne jest to, że nie ma w nim absolutnie żadnych podziałów. Jeździ się z osobami w wieku dziadków, rodziców, z rówieśnikami i dziećmi. Z ludźmi wszelkich profesji. Nikogo nie interesuje, co ktoś robi na zewnątrz tego świata.

Zupełnie niezwykłą sprawą jest też wzajemna odpowiedzialność i solidarność w obrębie grupy. Mimo braku znaków drogowych i kodeksów wszyscy dbają o to, aby nie stworzyć zagrożenia dla współjeżdżących. Gdy o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że naturalność i płynność, z jaką to działa, mogłaby stanowić przykład dla innych sfer życia. Pomyślcie o zachowaniach kierowców, odgrodzonych od świata twardą blachą samochodów.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Gdy koń mówi „nie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *