Między kuchennym stołem a równością

Julia Kubisa
29 maja 2013

Czy istnieje różowa strefa gospodarki? „Różowa” może oznaczać coś infantylnego i niepoważnego. Coś jak kucyki i jednorożce. Coś kobiecego.

I rzeczywiście, w dużej mierze dotyczy kobiet, choć różowa strefa gospodarki wcale nie jest niepoważna. To podwalina życia społeczno-gospodarczego. Bez niej nie istniałaby gospodarka w potocznym sensie. Różowa strefa gospodarki to innymi słowy termin określający obowiązki domowe i pracę opiekuńczą.

Pracą społeczeństwo nazywa te działania, które uznaje za pracę. Oznacza to, że mogą istnieć czynności, które wykonuje się tak jak pracę – a za pracę nie są uznawane. Zwykle mówi się, że tę pracę wykonuje się z miłości, która jest przecież najwyższą gratyfikacją. Obowiązki domowe i opiekuńcze są postrzegane jako część prywatnych relacji, intymnego układu między domownikami, jako wynik „ustaleń przy kuchennym stole”.

Czy jest to jednak układ zupełnie dowolny czy też może są zadania z góry przypisywane ze względu na płeć i wiek?

Odpowiedź jest dość prosta – domowe obowiązki i opieka nadal są domeną kobiet, jak wynika z raportu Feminoteki i badań Fundacji MaMa. O ile w badaniach nad podziałem obowiązków większość kobiet i mężczyzn coraz częściej deklaruje model partnerski, w praktyce panuje pewna dysproporcja.

Różowy kolor jako oznaka niepoważności pojawia się tu nieprzypadkowo: obowiązki domowe i opieka nie są uznawane za powód do dumy. Oczywiście możemy w ostatnich latach zauważyć pewną gradację – o ile mężczyzna może z dumą opowiadać o tym jak kąpie i układa do snu swoje dziecko, nie będzie tak skory do opowieści o zajmowaniu się starą i schorowaną matką.

Można rzecz jasna pracować nad dowartościowaniem pracy domowej i opieki i wyliczać ile jest ona warta, wychodząc z założenia, że stanowi istotną część krajowej gospodarki. Już ponad 10 lat temu obliczono, że wykonywanie obowiązków domowych warte jest średnią krajową.

Jednak nawet jeśli ustalenia przy kuchennym stole dadzą wynik absolutnie równościowy, to sedno problemu różowej strefy gospodarki nie zniknie. Aby była właściwie doceniona i nie stanowiła obciążenia dla rodzin, musi uzyskać wsparcie państwa. Warto zacząć od opieki – spędzanie czasu z własnym dzieckiem jest wspaniałym przeżyciem, jednak niekoniecznie wtedy gdy jest wymuszone przez brak żłobków i przedszkoli oraz niechętny młodym rodzicom rynek pracy. Rodziny z większą liczbą dzieci, co zwykle wymaga, by jedno z rodziców zajęło się opieką domową w pełnym wymiarze, są najbardziej zagrożone ubóstwem.

Jeszcze większym i niedostrzeganym w politycznych strategiach problemem jest opieka nad osobami starszymi. Państwo kompletnie nie wspiera osób, które same chcą zajmować się swoimi rodzicami. Oferta ośrodków opiekuńczych jest żadna, a sektorem prywatnym raz po raz wstrząsają skandale o wyzysku i zaniedbaniach. Ukoronowaniem tej listy jest sytuacja opiekunów osób niepełnosprawnych, którzy otrzymują mizerne zasiłki oraz niewielki zakres usług oferowanych w kontraktach z NFZ.

Polityka społeczna powinna wkraczać w różową strefę gospodarki po to, by kobiety i mężczyźni mogli dokonywać realnych wyborów dotyczących opieki.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Między kuchennym stołem a równością

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *