Mama-nifest

Marta Jermaczek-Sitak
8 marca 2012

Chcemy mieć dzieci. Kiedy chcemy i ile chcemy. Może dużo, a może dwójkę, a może tylko jedno albo wcale? Chcemy edukacji seksualnej i refundowanej nowoczesnej antykoncepcji. Chcemy wiedzieć. Chcemy badań prenatalnych, pełnej informacji o tym, co dzieje się w naszym wnętrzu. Chcemy bezpiecznej i legalnej aborcji, bo czasem nie ma innego wyjścia. Chcemy decydować o naszym macierzyństwie świadomie, z pełną odpowiedzialnością. Nie chcemy być matkami z przypadku, z niewiedzy albo z przymusu.

Chcemy rodzić po ludzku. Z partnerem albo partnerką, z przyjaciółką, z mamą, z doulą. Ze znieczuleniem albo bez, w wybranej pozycji, bez niepotrzebnych, rutynowych zabiegów. Bez poganiania, bez hormonów w żyłę, bo kończy się dyżur i trzeba przyspieszyć. Być może przez cesarkę, jeśli tak wolimy. A może w domu, we własnej wannie albo pod stołem. Chcemy się do tego dobrze przygotować i podjąć świadome decyzje. Chcemy nauczyć się rodzić od innych kobiet.

Chcemy być traktowane godnie, nawet jeśli coś pójdzie nie tak i dziecko w naszym brzuchu umrze. A może szczególnie wtedy.

Chcemy się przywitać. To ważniejsze niż ważenie, mierzenie i mycie. Chcemy wiedzieć o każdym zabiegu, naszym i naszego dziecka, mamy do tego prawo i musimy wyrazić na niego zgodę. Chcemy decydować, kiedy i czym będziemy szczepić nasze dziecko. Chcemy świadomie zadecydować o tym, jak będziemy je karmić. Mamy prawo karmić butelką i nikt nie może nas za to osądzać czy krytykować. Mamy też prawo karmić piersią. Mamy prawo znać wszystkie za i przeciw. Mamy prawo do pełnej informacji, nie tylko do propagandy firm produkujących mleko modyfikowane albo zdania pani położnej, która uzna, że mamy za mało mleka. Chcemy karmić piersią tak długo, jak uważamy za słuszne. Może trzy miesiące, a może trzy lata. Również na ulicy, w tramwaju, w muzeum, w metrze i na uczelni. Albo tylko w domu, jeśli tak wolimy.

Dzieci czasem chorują. Mamy prawo być traktowane z szacunkiem przez personel w przychodniach i szpitalach. Mamy prawo towarzyszyć naszym dzieciom przy badaniach i zabiegach. Mamy prawo pytać i wiedzieć.

Chcemy wyjść z domu. Do kina, do kawiarni, do sklepu, do galerii, do urzędu, gdziekolwiek. Nie walczyć co kilka kroków z wysokim krawężnikiem, stopniem w autobusie, wąską bramką w sklepie, schodami bez podjazdów. Chcemy przestrzeni miejskiej przyjaznej matkom i dzieciom. Przewijaków, miejsc do spokojnego karmienia, zieleni, parków, bezpiecznych i czystych placów zabaw. Samotne siedzenie w domu z wrzeszczącym dzieciakiem i stosem prania nie jest normalną sytuacją. Można zwariować. Potrzebujemy czasem pomocy psychologicznej, wsparcia. Czasem codziennego, ze strony rodziny, przyjaciół, a czasem specjalistycznego. Depresja ciążowa czy poporodowa dotyka coraz więcej z nas. Trzeba o tym mówić.

Chcemy, żeby ktoś nas czasem zmienił w tej trudnej roli. Przewinął, nakarmił, wstawił pranie, położył spać.

Chcemy czegoś więcej niż ochłap becikowego. Chcemy tanich, powszechnie dostępnych żłobków i przedszkoli, przyjaznych rodzicom i dzieciom. I nie na drugim końcu miasta. Chcemy wrócić do pracy, ale czasem też wolimy zostać z dzieckiem w domu. Chcemy różnorodnych, przyjaznych i elastycznych rozwiązań dostosowanych do różnych sytuacji. Może niania? Może telepraca? A może mama z niemowlakiem w chuście obsługująca klientów w banku, trzylatek bawiący się klockami w biurze? Absurd? Nie do pomyślenia? Dlaczego? Jeśli miejsce dzieci będzie w domu, będą tam tkwiły również matki.

Chcemy prawdziwego wyboru. Macierzyństwo nie musi być smutnym końcem kariery, matka nie musi uwsteczniać się, poświęcać, głupieć przy obiadach i serialach. Macierzyństwo może być nobilitacją, może rozwijać i uskrzydlać. W świecie przyjaznym matkom macierzyństwo to również wolność i samorealizacja. Stwórzmy sobie taki świat!

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *