Zielona energia dla Europy

Bartłomiej Kozek
4 kwietnia 2014

Zmiana władzy na Ukrainie oraz rosyjskie działania na Krymie po raz kolejny rozpoczęły debatę na temat tego, w jaki sposób Europa powinna realizować własną politykę bezpieczeństwa. Wśród pomysłów pojawiają się najczęściej mało „zielone” postulaty – zwiększanie wydatków zbrojeniowych, import gazu łupkowego z USA czy odejście od ambitnej polityki klimatycznej na rzecz powrotu węgla i atomu.

Czy zwolenniczki i zwolennicy zrównoważonego rozwoju mają inne pomysły? Tak – i to od dawna przemyślane, o czym świadczy powstała jeszcze w r. 2008 koncepcja Europejskiej Agencji Energetyki Odnawialnej – ERENE, mającej być podstawą wspólnej unijnej polityki energetycznej oraz uniezależniania się m.in. od dostaw ropy i gazu z Rosji.

Przeciwnicy Zielonego Nowego Ładu często twierdzą, że jeden z jego elementów – pełne przejście na odnawialne źródła energii – jest niewykonalny. Na potwierdzenie swych tez podają przykład naszego kraju, w którym przy obecnym poziomie technologicznym jedynie 68% energii mogłoby być czerpane z takich źródeł, jak biomasa, energia wiatrowa, geotermia czy fotowoltaika.

Zapomina się o tym, że jesteśmy częścią Unii Europejskiej, a solidarność energetyczna, mogąca być remedium na uzależnienie od dostaw ropy i gazu z Rosji, może być zrealizowana na wiele sposobów. Jednym z nich jest ERENE – idea powołania Europejskiej Wspólnoty Energii Odnawialnej, w szczegóły której wtajemnicza nas < href='http://www.pl.boell.org/downloads/ERENE_studium_PL.pdf ' target='_blank'>publikacja Fundacji im. Heinricha Bölla.

Na czym zatem miałby opierać się ta idea? Z grubsza rzecz biorąc na tym, na czym EURATOM – powstała w latach 50. XX w. wspólnota europejska, służąca skoordynowaniu i promowaniu rozwoju energetyki jądrowej w Europie. Jak piszą autorzy publikacji, Michaele Schreyer i Lutz Mez, nadszedł już czas na nowe spoiwo integracji europejskiej.

Pokazują oni, że zróżnicowane warunki produkcji energii na kontynencie skłaniają do stworzenia narzędzi, ułatwiających produkcję i handel energią odnawialną. Dla przykładu – Hiszpania, mająca kolosalne możliwości rozwoju energii fotowoltaicznej dzięki inwestycjom w przebudowę sieci energetycznych i poprawie ich jakości mogłaby eksportować swoje nadwyżki do Francji, która takich nadwyżek mieć nie będzie.

Ten długofalowy plan musi iść w parze z ograniczaniem zużycia energii i podnoszeniem efektywności energetycznej. Wiązać się to będzie z poprawą jakości życia (obniżenie cen energii w dłuższym okresie) bez wyrzeczeń co do jakości życia.

Autorka i autor sugerują ponadto, że energetyczna samowystarczalność Europy może być wzmocniona poprzez ściślejszą kooperację z państwami regionu śródziemnomorskiego. Nakłonienie ich do instalacji fotowoltaiki na Saharze i eksportu energii do UE pozwoliłoby im otrzymać kolejne, pewne źródło dochodów, które mogłyby zostać przeznaczone na zrównoważony rozwój społeczny, ekologiczny i ekonomiczny tych krajów.

Ważnym pytaniem dotyczącym tego pomysłu jest to, w jaki sposób wprowadzić go w życie. Najbardziej spektakularnym, ale i najtrudniejszym do zrealizowania scenariuszem byłoby zastąpienie EURATOMU przez ERENE. Bardziej prawdopodobne byłoby jednak bądź to wydzielenie osobnej wspólnoty europejskiej, bądź też przygotowanie tego typu programu w ramach samej Unii. Być może na samym początku nie wszystkie państwa członkowskie byłyby nim zainteresowane, jednak wraz z osiągnięciem pewnej „masy krytycznej” i pierwszych sukcesów do tej pory sceptyczne państwa zaczęłyby wchodzić w ten projekt.

Na czym polegałaby jego atrakcyjność? Opierałby się na zasadach subsydiarności, a więc wspierałby działania nakierowane bądź to na współpracę transgraniczną, bądź też takie, które nie są opłacalne z punktu widzenia wspólnoty lokalnej lub inwestycji pojedynczego państwa. Większość przychodów tego projektu nie pochodziłaby bezpośrednio z budżetów państw w niego zaangażowanych, ale z zysków z tytułu handlu emisjami.

Im więcej dane państwo włożyłoby do wspólnego worka, tym większą miałoby szansę na większe finansowanie projektów. Wsparcie dla sektora badań i rozwoju, prawo do tworzenia jednolitych standardów prawnych, instalacji demonstracyjnych czy też podnoszenia jakości sieci energetycznej – to tylko niektóre z narzędzi, w które powinna zostać wyposażona ERENE.

Do urzeczywistnienia tego projektu niezbędna jest debata publiczna w państwach członkowskich UE. Obywatelki i obywatele tych państw w wielu sondażach wypowiadają się na rzecz zwiększenia roli energetyki odnawialnej i zmniejszania udziału energetyki jądrowej w miksie energetycznym.

Wybory do Parlamentu Europejskiego są dobrą okazją do poruszania tego tematu oraz do naciskania na instytucje krajowe i europejskie odpowiedzialne za politykę energetyczną.

Zaktualizowana wersja artykułu, który ukazał się pierwotnie na blogu Zielona Warszawa.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Zielona energia dla Europy

  • 4 sierpnia 2015 at 18:09
    Permalink

    ok. to ja w tej debacie mówię swoje społeczne NIE. co z tego, że jest EURATOM, skoro jest nieefektywny. Powinien faktycznie ułatwiać budowę elektrowni jądrowych bo to najefektywniejszy instrument w energetyce do walki z globalnym ociepleniem. Stworzenie nowego ciała to tylko mnożenie europejskiej biurokracji. Poza tym niedobrze mi juz sie robi jak patrzę, że jedyny prąd intelektualny jaki tutaj widać to imitacja i naśladownictwo Fundacji Heinricha Boella. Przeciez podchwytujecie wszystko jak leci. Zero samodzielnego myślenia tylko tępe naśladownictwo. I dlatego Zieloni w PL to będzie zawsze partia kanapowa.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.