Słoneczny dylemat Unii Europejskiej

Łukasz Moll
31 lipca 2013

Dyskusja wokół wprowadzenia przez Unię Europejską cła na import produkowanych w Chinach paneli fotowoltaicznych wiele mówi o uwarunkowaniach geopolitycznych i gospodarczych, z którymi będzie musiała liczyć się Europa, jeśli poważnie myśli o rozwoju energetyki odnawialnej. Komentarz Łukasza Molla.

Wet za wet?

Część europejskich przedsiębiorstw produkujących panele fotowoltaiczne żądała od Komisji Europejskiej podjęcia politycznych działań skierowanych w konkurencję z Chin. Ich zdaniem chińscy producenci dopuszczają się dumpingu cenowego, co ma katastrofalny wpływ na rozwój przedsiębiorstw w Europie. Tym sposobem upadałaby jedna z najbardziej kuszących obietnic, jakie ma nieść ze sobą zmiana energetyczna w kierunku rozproszonej energetyki odnawialnej: tworzenie zielonych miejsc pracy w fotowoltaice. Zdaniem Komisji Europejskiej chiński import zagraża bezpośrednio 25 tys. istniejących miejsc pracy w tej branży.

W związku z tymi apelami Komisja Europejska postanowiła w czerwcu nałożyć na chińskie panele dwumiesięczne cło (wynoszące 11,8% ceny towaru), dając stronie chińskiej sygnał do rozpoczęcia negocjacji mających na celu polubowne rozstrzygnięcie tej kwestii. Jeśli do 6 sierpnia strony nie uzyskałyby porozumienia, to cło miało wzrosnąć do 47,6%.

Chiny stały się w ostatnich latach atrakcyjnym miejscem do produkcji najnowocześniejszych technologii, w tym instalacji produkujących energię ze źródeł odnawialnych. Obecnie w Chinach powstaje 65% światowej produkcji paneli. Z tego aż 80% – w wyniku unijnej polityki wspierania energetyki odnawialnej – trafia do państw członkowskich, co przekłada się na 45-procentowy udział chińskich komponentów na rynku UE. W tej sytuacji „wolny handel” na globalną skalę uniemożliwia przedsiębiorstwom europejskim czy amerykańskim sprostanie konkurencji ze strony firm azjatyckich, których przewaga bazuje na taniej sile roboczej.

Ryzykowna gra

Obłożenie chińskiej produkcji cłem antydumpingowym jest ryzykowne z co najmniej kilku powodów.

Po pierwsze jednym z celów unijnego polityki energetyczno-klimatycznej jest to, aby wspólnota europejska w całości, jak i każde z państw członkowskich osiągnęły do 2020 r. 20-procentowy udział zużycia energii pochodzącej z odnawialnych źródeł energii. Argumentuje się, że cło na chińskie wyroby podniesie ceny usług związanych z montażem technologii solarnych w Europie, przez co zainteresowanie nimi spadnie i ich rozwój będzie wolniejszy.

Drugi argument, który wiąże się z pierwszym, to obawa, że w związku ze spadkiem popytu na te usługi wiele przedsiębiorstw upadnie lub przynajmniej zredukuje zatrudnienie. Europejskim firmom, które zajmują się świadczeniem usług montażowych, zależy na niskich cenach instalacji solarnych, a te gwarantuje właśnie import z Chin.

Kolejne ryzyko, na jakie Unia Europejska naraziłaby się sięgając po środki protekcjonistyczne, to możliwość podjęcia dotkliwych kroków odwetowych ze strony Chin. Wskazuje się, że Chiny mogą obłożyć cłem importowany z UE polikrzem, który służy do produkcji baterii słonecznych – uczyniły to już zresztą względem USA, właśnie po tym jak Amerykanie wprowadzili cło na chińskie „solary”. Pamiętać trzeba i o tym, że minerały ziem rzadkich, z których produkuje się komponenty do energetyki odnawialnej, są nierówno rozsiane po globie i tak się składa, że natura najhojniej obdarzyła nimi Chiny. Rozjuszenie Państwa Środka regulacjami celnymi rodzi zatem ryzyko wojny celnej, w której Chińczycy mieliby po swojej stronie potężny atut.

Mozaika sprzecznych interesów

Konflikt wokół importowanych z Chin komponentów do produkcji energii ze słońca jest także, na głębszym poziomie, konfliktem między interesami producentów instalacji produkujących energię a podmiotami, które ją konsumują. Tym pierwszym zależy na tym, by ich produkty były konkurencyjne na rynku i znajdowały popyt. Wiąże się z tym argument, którzy rzecznicy zielonej energetyki podnoszą względem branż związanych z „brudną” energetyką (np. węglową): obietnica zielonych miejsc pracy. Jeżeli stopniowemu przechodzeniu Europy z energetyki konwencjonalnej (węgiel, gaz) na odnawialną będzie towarzyszyła kolejna już faza dezindustrializacji i odpływu miejsc pracy, to trudno będzie przełamać inercję, jaką wobec zmian wykazują grupy zawodowe, których byt uzależniony jest od produkcji energii z paliw kopalnych.

W interesie konsumentów energii leży natomiast to, by była ona jak najtańsza. A zatem „wolny handel”, ślepy na dumping cenowy i wyzysk siły roboczej, stanowi odpowiedź na to zapotrzebowanie. Jednak praktyka oznacza – poza przyzwoleniem na łamanie prawa człowieka (na które w innych obszarach handlowych względem różnych państw Unia niestety przymyka oko) – także sposób na podtrzymanie uzależnienia obecnego modelu społecznego od taniej energii, która ma napędzać wzrost gospodarczy. A przecież przechodzenie na zieloną energetykę nie miało polegać li tylko na zastąpieniu kominów elektrowni węglowych wiatrakami czy panelami słonecznymi, albo na wymianie samochodów spalinowych na hybrydowe czy elektryczne, ale na zmianie jakościowej. Chodzi o upowszechnienie innego, bardziej zrównoważonego stylu życia, a w przypadku Europy także o zielonej reindustrializację, stworzenie nowej bazy przemysłowej dla rozwoju na najbliższych kilkadziesiąt lat.

Unia Europejska stoi więc przed trudnym wyborem: czyje interesy są w tym momencie ważniejsze? A kiedy już go dokona, to pozostaje kwestia rozważenia optymalnej strategii wspierania tych interesów. Zagrożenia związane z konkurencją z Azji, odpływem miejsc pracy, upadkiem rodzimych przedsiębiorstw, wzrostem cen energii, zahamowaniem rozwoju energetyki odnawialnej itp. będą z pewnością notorycznie wracać. Wygląda na to, że bezlitosne realia geopolityczne będą Unię Europejską zmuszać do tego, by rezygnować z jednego celu i akceptować jedno z wymienionych zagrożeń po to, by móc zrealizować inny, ważniejszy cel. Rynkowa ścieżka przemian w energetyce, na jaką zdecydowała się Unia, roi się od rozstajów dróg, na których drogowskazy stawiane przez różne grupy interesu wskazują odmienne kierunki.

Na razie Komisja Europejska ogłosiła, że osiągnęła porozumienie z Chinami. I chociaż zdaniem europejskich przedsiębiorstw solarnych minimalna cena, jaką udało się z Chinami wynegocjować jest zbyt niska, to cło zostanie zniesione.

zp8497586rq

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

2 thoughts on “Słoneczny dylemat Unii Europejskiej

  • 1 sierpnia 2013 at 22:19
    Permalink

    Bardzo ciekawy artykuł, tak samo jak ciekawy jest ten spór. Tylko zwracam uwagę na błąd faktograficzny w kwestii unijnych celów z pakietu energetyczno-klimatycznego. Otóż cel 20% dla całej Unii jest faktem, lecz nie jest on równoznaczny z 20% dla każdego z państw z osobna. Polska zobowiazała się do osiągnięcia poziomu 15% OZE w energii finalnej w 2020 roku. Szczegóły w Aneksie I do dyrektywy OZE.

  • 3 sierpnia 2013 at 20:55
    Permalink

    Cła powinny wynosić 140%, a nie 40%, z przykrością czytam jak co niektórzy „zieloni” bronią globalizacji, czy was ktoś opłaca z banku światowego, czy co. chińskie panele są tańsze nie dlatego, że tam jest tańsza siła robocza, ale dlatego, że są dotowane przez państwo, z tym się nie da konkurować.

Comments are closed.