Przyszłość pracy, praca przyszłości

Bartłomiej Kozek
9 października 2015

O pracy i jej przemianach można napisać całkiem sporo. Niektórzy jednak sądzą, że właśnie nadchodzi jej koniec. Czy warto wierzyć w te przepowiednie?

Od kilku miesięcy w audycjach radiowych i telewizyjnych – szczególnie w krajach anglosaskich – coraz więcej mówi się na temat robotyzacji i jej skutków. Jej pierwsze echa zaczynają powoli docierać również do Polski.

Ewolucja pracy

Zaczęło się od drukarek trójwymiarowych. Już dziś są one w stanie stworzyć drona czy wybudować dom. Wykorzystuje się je do tworzenia żywności, a nawet… naprawiania ciała. Fantazjuje się nawet, jak czyniła to jedna z audycji brytyjskiego radia BBC, nad ich przyszłym wykorzystywaniem do drukowania dawno wymarłych gatunków. A przynajmniej ich komórek rozrodczych…

W modzie jest dziś przywoływanie ducha luddystów, którzy na początku XIX wieku niszczyli maszyny, których wykorzystywanie w przemyśle tekstylnym pozbawiało ich zatrudnienia. Przed wiekami tkacze cieszyli się sporymi przywilejami w pracy, które po rewolucji przemysłowej odeszły do lamusa. Proces mechanizacji próbowano powstrzymać po rewolucji francuskiej, ale ostatecznie także i nad Sekwaną praca maszyn wygrała z ludźmi.

Część analityków historycznych trendów gospodarczych uważa, że nie mamy się czego obawiać. Być może rosną dziś moce obliczeniowe komputerów i mogą już one tworzyć np. proste artykuły na temat notowań giełdowych, ale jak do tej pory z każdą zmianą technologiczną przychodziło zapotrzebowanie na zupełnie nową pracę. Nie pracujemy już w tkalniach, ale za to programujemy i pilotujemy samoloty.

Era odpoczynku?

A jeśli tym razem tak nie będzie? Amerykańska sieć radia publicznego, NPR, w swoim magazynie ekonomicznym „Planet Money” sugestywnie opisywała program komputerowy, służący za pomoc psychoterapeutyczną dla straumatyzowanych żołnierzy. Wielu z nich deklarowało, że wolało go od żywego człowieka – nie mieli bowiem poczucia, że poddawani są ciągłemu osądowi.

Powstają już nawet słuchowiska radiowe o świecie po pracy. Pracuje w nim góra 10% populacji, reszta zaś zajmuje się działalnością społeczną czy sztuką.

Nie wszyscy w nim wytrzymują (jak słusznie zauważono w BBC odejście od etyki pracy w świecie protestanckim będzie olbrzymim wyzwaniem mentalnym) i decydują się na nielegalną, podziemną produkcję niezestandaryzowanych, niedoskonałych przedmiotów. Zjawisko przyjmować ma w tym scenariuszu tak szeroką skalę, że potrzebne są specjalne komórki policyjne, walczące z nią tak jak dziś walczy się z przemytem.

W wypadku ziszczenia się tego scenariusza staniemy przed koniecznością zredefiniowania pracy i podziału dochodów z jej tytułu. Konieczne może się okazać wprowadzenie pensji obywatelskiej czy skupienie się na działaniach redukujących koszty życia, takich jak bezpłatny transport publiczny czy nawet… drzewa owocowe w miastach, zapewniające dostęp do witamin również dla osób o mniej zasobnym portfelu.

Wyzwania na dziś i jutro

To jednak tylko jeden ze scenariuszy przyszłości. Innym jest rozkwit zielonych miejsc pracy.
Ochronę środowiska zbyt często przedstawia się jako obciążenie dla gospodarki. Choć to prawda, że ekopolityczna wizja pracy daleka jest od dążenia do maksymalizacji zysku, to jednak nie da się nie zauważyć, że ekologiczna transformacja gospodarek może stworzyć nowe zatrudnienie. Wystarczy przywołać jedną liczbę – niemal 400 tysięcy miejsc pracy w zielonej energetyce u naszego zachodniego sąsiada – by zdać sobie sprawę z potencjalnej skali korzyści z jej upowszechniania.

Nie tylko ilość, ale i jakość miejsc pracy ma jednak znaczenie. Myśląc o dobrym starcie w dorosłość osób młodych albo o zachowaniu osób starszych na rynku pracy trudno oferować im tanią pracę i śmieciowe zatrudnienie. Gospodarkę niskich kosztów pracy musi zastąpić gospodarka innowacji – najlepiej w kolorze zielonym. A tu potencjału nie brakuje – coraz większe śmigła turbin wiatrowych, pomysły na turbiny poziome (testowane zresztą swego czasu w naszym kraju), przezroczyste panele fotowoltaiczne, wykorzystanie grafenu… Z roku na rok lista ta robi się coraz dłuższa.

Myśląc o pracy zarobkowej i jej przyszłości nie powinniśmy również zapominać o podstawach, na których opiera się gospodarka i społeczeństwo. Podstawach, które przez ostatnie dziesięciolecia podmywały tendencje do deregulacji, komercjalizacji i prywatyzacji kolejnych dziedzin życia.

Poza środowiskiem naturalnym liczy się tzw. ekonomia opieki, opierająca się o często niepłatną pracę, wykonywaną głównie przez kobiety. Praca to słabo doceniania, o czym świadczą chociażby wieloletnie boje pielęgniarek o podwyżki płac czy nieustająca debata na temat dostępności opieki żłobkowej. To także, jak widać, kluczowe usługi publiczne, np. zdrowie i edukacja.

Póki zatem roboty nie odeślą nas wszystkich na emeryturę – jest o czym pisać. Stąd pomysł na zbliżający się wielkimi krokami numer naszego pisma, poświęcony zielonym miejscom pracy. Już wkrótce dostępny do darmowego pobierania oraz w dystrybucji papierowej. Numer, którego powyższy tekst jest krótką zapowiedzią.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *