Polska może się stać zielonym tygrysem Europy

Beata Maciejewska , Dariusz Szwed
4 grudnia 2008

Z DARIUSZEM SZWEDEM, przewodniczącym partii Zieloni 2004, o politycznym liderstwie, współodpowiedzialności i globalnej solidarności rozmawia Beata Maciejewska

Beata Maciejewska: Unia Europejska zmienia swoje oblicze – staje się globalnym liderem w podejmowaniu inicjatyw na rzecz ochrony klimatu i środowiska. Jak ocenia Pan na tle Unii politykę klimatyczno-energetyczną Polski?

Dariusz Szwed: Polityka rządu ogranicza się do blokowania pakietu energetyczno-klimatycznego UE i targowania się o kwoty emisji przyznane Polsce. Rząd nie realizuje żadnej długofalowej strategii ograniczenia emisji i związanej z tym modernizacji gospodarki.

B. M.: W dniu rozpoczęcia Szczytu Klimatycznego premier Tusk powiedział, że najbardziej interesują go możliwości wytwarzania energii bez skazywania węgla na śmierć. Można z tego wysnuć wniosek, że modernizacja polskiej gospodarki nie jest możliwa, a ekologia jest dość kłopotliwa.

D. S.: Alternatywa: albo rozwój, albo ekologia, jest z gruntu fałszywa. To dzięki wysokim standardom w ochronie środowiska gospodarka może się rozwijać znacznie lepiej. Przykładem może być program docieplenia budynków zrealizowany w 2001 roku w Niemczech, który przyczynił się do utrzymania i stworzenia 140 tys. miejsc pracy. Z kolei z najnowszego raportu Worldwatch Institute wynika, że inwestycje w termorenowację budynków mogą przynieść 2 – 3,5 miliona nowych miejsc pracy w Europie i Stanach Zjednoczonych do 2030 roku. Barack Obama już o tym mówi w przededniu objęcia prezydentury – i to jest tak potrzebne polityczne liderstwo, którego brakuje w naszym kraju.
Polska będąc w Unii Europejskiej otrzyma z budżetu UE około 85 miliardów Euro, które mogą zostać wykorzystane na zieloną modernizację kraju. Nie ma zresztą sensownej alternanty dla działań proekologicznych, bo zaniechania w dziedzinie ochrony klimatu mogą nas słono kosztować. Wskazuje na to w swoim raporcie Nicholas Stern, były główny ekonomista Banku Światowego, który zaleca, by już dziś inwestować rocznie 1-2 proc. światowego PKB w walkę ze zmianami klimatu po to, by nie płacić za zaniechania, co może nas za 20 lub 30 lat kosztować 5-20 proc. PKB. Walka ze zmianami klimatycznymi jest więc słuszna także – choć oczywiście nie tylko – ze względu na czysty rachunek ekonomiczny.

B. M.: Czy może Pan podać konkretne przykłady kumulacji kosztów wynikłych z zaniechania przeciwdziałania zmianom klimatu?

D. S.: Zmiany klimatyczne oznaczają, że coraz trudniej nam będzie przewidzieć, co zdarzy się jutro czy pojutrze. Nagłe zmiany temperatury, intensywne opady powodujące powodzie, niszczący grad, huragany, plagi suszy – to są konkretne przykłady skutków zmian klimatycznych. Silny przymrozek w środku maja może „wykosić” wszystkie kwitnące drzewa, kilkudziesięciostopniowe wahania temperatury w krótkim okresie czasu – a mamy z tym coraz częściej do czynienia – to ogromne koszty leczenia ludzi i naprawy np. dróg, domów, kolei itd. Żadne społeczeństwo i żadna gospodarka na dłuższą metę tego nie wytrzymają. Ziemia poradzi sobie bez nas, my bez niej – nie.

B. M.: I co Pan proponuje?

D. S.: Ponad rok temu zaproponowałem premierowi Tuskowi dziesięć konkretnych rozwiązań prowadzących do tego, by nasz kraj rozwijał się zgodnie z konstytucyjną zasadą zrównoważonego rozwoju, który pozwala na ochronę środowiska i klimatu, spójny rozwój społeczeństwa i trwały rozwój gospodarki. To dawałoby szansę, by Polska stała się zielonym tygrysem Europy. Ta szansa nie została dotąd wykorzystana. Zbyt często nadal bardziej opłaca się w Polsce niszczyć środowisko, niż je chronić.

B. M.: Proszę wskazać na konkretne działania, które zalecałby Pan polskiemu rządowi.

D. S.: Jest wiele do zrobienia, np. w budownictwie, transporcie, energetyce. Jeśli pyta Pani o przykłady, to należałoby zmienić normy budowlane tak, by doprowadzić do lepszej termoizolacji budynków, a co za tym idzie – do zmniejszenia emisji zanieczyszczeń. Zmienić politykę transportową, by opierała się w większym stopniu o kolej i miejską komunikację zbiorową. Zainwestować w nowe linie przesyłowe, bo przez obecną, przestarzałą sieć tracimy w niektórych regionach kraju nawet do 13 proc. energii elektrycznej. Niezwykle ważne jest też wprowadzenie udogodnień dla rozwoju sektora energii odnawialnych, bo wciąż napotyka on na przeszkody przy podłączaniu do sieci zmonopolizowanej przez duże węglowe przedsiębiorstwa energetyczne. Inwestycje w energooszczędność i zwiększenie konkurencji na rynku energetycznym (np. dzięki rozbudowywaniu potencjału lokalnych źródeł odnawialnych) dodatkowo przyczynią się do obniżenia rachunków konsumentów.

B. M.: Czy te inwestycje nie są dla Polski za drogie?

D. S.: To są inwestycje, które się opłacają, bo dzięki nim moglibyśmy mieć państwo oszczędne i efektywne, a nie tanie.

B. M.: Tanie nie znaczy oszczędne?

D. S.: Oczywiście, że nie. Szybki i tani rozwój, nie uwzględniający np. kosztów zewnętrznych jest po prostu szkodliwy. Greenpeace przestawił kilka dni temu raport nt. światowych kosztów zewnętrznych emisji dwutlenku węgla ze spalania węgla, które wynoszą co roku około 360 miliardów euro. Jakie to koszty? Leczenie chorób dróg oddechowych, oczyszczanie skażonych rzek, straty w rolnictwie i leśnictwie wynikające z opadów zanieczyszczeń itd. – lista jest bardzo długa. I jeśliby się te koszty do gospodarki wliczyło, to okazałoby się, że gospodarka ledwo „zipie” – tego typu niezrównoważony „rozwój” jest kompletną fikcją. To „rozwój”, a w zasadzie „zwój”, którego prawdziwe koszty ponosimy częściowo my, ale w coraz większym stopniu nasze dzieci. Dlatego polski rząd musi zaangażować się w działania na rzecz wspólnej polityki klimatycznej Unii Europejskiej i globalnego porozumienia na rzecz ochrony klimatu. Zmiany klimatyczne nie znają granic i nie da się ich powstrzymać otwierając parasol nad własnym ogródkiem. Potrzebne jest globalne, perspektywiczne myślenie i współodpowiedzialność.

B. M.: Termin globalnej odpowiedzialności zawsze pojawia się w kontekście dyskusji o zmianach klimatycznych.

D. S.: Odpowiedzialność wymaga sprawiedliwości, a w zasadzie jej trzech aspektów. Pierwszy z nich to solidarność wewnątrzpokoleniowa, czyli solidarność z ludźmi, którzy żyją np. na południowej półkuli Ziemi i już dziś toczą wojny o dostęp do wody, o zasoby naturalne, nie mają dostępu do energii. Jednocześnie w innych krajach globalnej Północy prowadzi się rabunkową politykę. Przykładowo, gdybyśmy wszyscy dziś zaczęli funkcjonować i konsumować tak, jak robią to Amerykanie, potrzebowalibyśmy 9 planet – tak wysokie jest tam tempo zużycia zasobów i energii na mieszkańca. Kolejna perspektywa to solidarność międzypokoleniowa, czyli konieczność zapewnienia wysokiej jakości życia przyszłym pokoleniom. My już dziś okradamy je z możliwości rozwoju, konsumując więcej, niż Ziemia jest w stanie wyprodukować. To nasze dzieci i wnuki będą płacić, i to słono, nasze „klimatyczne długi”. I w końcu trzecia perspektywa: to sprawiedliwość międzygatunkowa: musimy zostawić przyrodzie należne jej miejsce, żeby mogła „produkować” dla nas czyste powietrze, różnorodność biologiczną, czystą wodę, żywność. Z tych wszystkich powodów potrzebna jest już dziś „zielona globalizacja” – światowe starania o powstrzymanie rabunkowej eksploatacji Ziemi.

B. M.: To wszystko bardzo pięknie i dumnie brzmi. Ale co ma z tym wspólnego, że tak powiem, „przeciętny Kowalski?” Jak wytłumaczyć obywatelom i obywatelkom Polski, że np. wymiana żarówek na droższe, energooszczędne jest w ich interesie? Że zmiany klimatyczne, które brzmią jak domena jakichś odległych ekspertów, mogą ich dotknąć – dosłownie?

D. S.: Polska polityka od lat charakteryzuje się tym, że jest doraźna i w ten sposób jest przekazywana społeczeństwu. Liczy się szybki zysk, wyszarpnięcie kasy z Unii – oby jak najwięcej i jak najszybciej. Nieważne po co, ważne żeby było. Tymczasem zielona polityka nigdy nie ograniczała się do „tu i teraz”. I to jest nasz, Zielonych, najważniejszy przekaz: że nie możemy myśleć tylko o sobie. Co się z tego ma? Bardzo wiele. Świadomość, że swoim działaniem kształtuje się coś wartościowego, a nie po prostu produkuje śmietnik. Zielony zysk to jest zysk długofalowy. I coraz więcej ludzi to rozumie. Wbrew obecnej polityce polskiego rządu.

B. M.: Dziękuję za rozmowę.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *