Uprawa ziemi, usuwanie lasów i rozwój koncesjonowanej plantacji oleju palmowego przez firmę PT Megakarya Jaya Raya (PT MJR). Papua. Foto: :© Ulet Ifansasti / Greenpeace

Pięć faktów o lasach i klimacie

Izabela Zygmunt
13 grudnia 2018

Polskie Lasy Państwowe zrobiły wiele, by ośmieszyć kwestię roli lasów w walce ze zmianami klimatu. Jednak bez lasów i ich zdolności pochłaniania dwutlenku węgla nie mamy szans na sukces w tej walce. Oto pięć rzeczy, które musicie wiedzieć o lasach i klimacie.

Na szczycie klimatycznym w Katowicach mają zostać przyjęte trzy deklaracje, z których jedna dotyczy roli lasów w przeciwdziałaniu zmianom klimatu. Mówi ona wiele o znaczeniu lasów i ich zdolności do pochłaniania i wiązania dwutlenku węgla, a sygnatariuszy zobowiązuje do współpracy na rzecz zachowania i poprawy tego leśnego potencjału.

W Polsce przyjęcie tej deklaracji przez COP24 zapewne posłuży leśnikom jako potwierdzenie słuszności zaproponowanej przez Jana Szyszkę koncepcji leśnych gospodarstw węglowych. Koncepcja ta z realnym działaniem na rzecz klimatu nie ma nic wspólnego i można ją rozpatrywać wyłącznie w kategoriach PR-owej ściemy, o czym za chwilę. Jednak popełnilibyśmy błąd, gdybyśmy wkładając ją między bajki, jednocześnie stracili z pola widzenia rolę lasów w walce o klimat. Lasy są bardzo ważne. Oto dlaczego:

1. Wszystkie scenariusze, w których ocieplenie klimatu udaje się zatrzymać na poziomie 1,5 st. C, zakładają negatywne emisje w drugiej połowie wieku

Negatywne emisje to, mówiąc prosto, usuwanie dwutlenku węgla z atmosfery. Zdaniem badaczek i badaczy, którzy podsumowali całą naszą obecną wiedzę o klimacie w opublikowanym w październiku br. raporcie specjalnym Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), wyemitowaliśmy już do atmosfery zbyt dużo gazów cieplarnianych, by możliwe było zatrzymanie ocieplenia na w miarę bezpiecznym poziomie półtora stopnia, chyba że zastosujemy jakiś sposób pochłaniania dwutlenku węgla. Poszczególne scenariusze analizowane w raporcie IPCC różnią się co do przewidywanej trajektorii ograniczania emisji, ilości CO2, jaka zostanie jeszcze wyemitowana, zanim emisje zaczną spadać, i momentu, w którym osiągniemy zero-emisyjność. Im szybciej uda się wejść na ścieżkę obniżania emisji, i im bardziej będzie ona ambitna, tym mniej CO2 trzeba będzie usunąć z atmosfery. Ale tak czy inaczej konieczne będzie pochłonięcie do końca wieku między 100 a 1000 gigaton (dla porównania, w 2017 jako ludzkość wyemitowaliśmy 41 gigaton CO2).

2. Na razie nie znamy lepszego sposobu na usuwanie CO2 z atmosfery niż pochłanianie przez lasy

Mimo że Unia Europejska i wiele innych rządów zainwestowało spore pieniądze w rozwój technologii wychwytywania i przechowywania CO2 (CCS, czyli carbon capture and storage), do tej pory nie udało się opracować rozwiązania, które nadawałoby się do opłacalnego wdrożenia. Warto przy tym pamiętać, że poszukiwano technologii usuwania CO2 ze spalin, którą traktowano jako potencjalne wybawienie dla branży paliw kopalnych – innymi słowy, technologii, na której dałoby się zarobić. Szanse na opracowanie CCS służącego po prostu oczyszczaniu atmosfery z CO2 są jeszcze mniejsze bo, mówiąc brutalnie, nikt nie zainwestuje w technologię, której nie ma jak spieniężyć. Dlatego w raporcie IPCC jest mowa o bioenergii z CCS (BECCS), czyli spalaniu biomasy na cele energetyczne z wychwytywaniem i przechowywaniem CO2. Tyle że ta technologia ma jeszcze bardziej spekulatywny charakter, to znaczy nikt jej jeszcze nie wymyślił i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wymyśli.

Na ten moment zostajemy więc z jedyną znaną ludzkości metodą usuwania CO2 z atmosfery, czyli z pochłanianiem go przez rośliny.

3. Tyle że w ograniczonym czasie, jaki mamy, lasy są w stanie pochłonąć ograniczoną ilość dwutlenku węgla

Właśnie z tego powodu koncepcja leśnych gospodarstw węglowych nie ma sensu jako główny sposób ograniczenie emisji. Polska emituje rocznie ok. 400 mln ton CO2, a lasy, zajmujące w Polsce ponad 9 mln ha, pochłaniają między 15 a 20 proc. tej wartości. W tej sytuacji stworzenie leśnych gospodarstw węglowych, czyli obsadzenie lasem dodatkowych 12 tys. ha, jest wyłącznie PR-owym gestem bez istotnego znaczenia dla bilansu emisji. Nie rekompensuje nawet wpływu zwiększonych w ostatnich latach wycinek, z powodu których w 2016 r. pochłanianie przez lasy w Polsce spadło(!) o 5 mln ton.

Wróćmy jednak do raportu IPCC i negatywnych emisji. Większość scenariuszy prowadzących do zatrzymania globalnego ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia przewiduje, że konieczne będzie zarówno zalesianie, jak i zastosowanie BECCS, przy czym im później emisje zaczną spadać i im więcej CO2 dostanie się do atmosfery, zanim się całkowicie zdekarbonizujemy, tym więcej dwutlenku węgla trzeba będzie stamtąd wyciągnąć z powrotem. Powierzchnia gruntów, które da się zalesić, jest i pozostanie ograniczona, więc im więcej dwutlenku węgla będzie do usunięcia, tym więcej BECCS będziemy potrzebować – a jak pamiętamy, póki co jest to nieistniejąca, spekulatywna technologia i równie spekulatywny model biznesu, który w dodatku konkurowałby o ziemię z rolnictwem i lasami. Dlatego bezpieczniej jest pójść ścieżką szybkich redukcji emisji CO2, przy której potencjał lasów wystarczy, by zapewnić niezbędną wielkość negatywnych emisji.

Taka ścieżka istnieje: jej kluczowym elementem jest istotne ograniczenie zapotrzebowania na energię do 2050 r., dzięki czemu możliwa byłaby szybka dekarbonizacja sektora energii i redukcja emisji w stosunku do poziomu z 2010 r. o prawie 60 proc. do 2030 r. i o 93 proc. do 2050 r. Przy mniej ambitnych trajektoriach redukcji emisji energetyczne spalanie biomasy z wychwytywaniem CO2 staje się niezbędne, jeśli mamy nie przekroczyć poziomu półtora stopnia. W ścieżce, w której wzrost gospodarczy i globalizacja prowadzą do upowszechnienia się obecnych energo- i zasobochłonnych stylów życia państw rozwiniętych, których elementem jest duża konsumpcja mięsa i duży popyt na podróże, emisje zamiast spadać, wzrastają jeszcze przez kilkanaście lat, co skutkuje tak dużym zapotrzebowaniem na BECCS, że plantacje biomasy energetycznej wypierają zalesienia, na które nie starcza już miejsca (co nie będzie bez konsekwencji dla bioróżnorodności), a celu półtora stopnia i tak nie udaje się osiągnąć.

Widać zatem, że jeśli chcemy niezbędne negatywne emisje osiągnąć wyłącznie z pomocą lasów, bez polegania na hipotetycznych przyszłych rozwiązaniach technicznych, musimy bardzo, ale to bardzo szybko zacząć ograniczać emisje z energetyki, transportu i rolnictwa.

4. Niestety, na razie na świecie w zastraszającym tempie postępuje deforestacja

Główną przyczyną postępującego wylesiania jest rolnictwo. Ziemia jest w stanie wyżywić 8 miliardów ludzi i wcale nie musi to oznaczać ogołocenia jej z lasów, pod warunkiem, że ludzie będą jedli mięso w rozsądnej ilości (czyli mało lub wcale) i nie będą używać biopaliw produkowanych w miejscach po wyciętym lesie równikowym.

Niestety, ten warunek nie jest spełniony. Unijne regulacje nadal wspierają produkcję biopaliw z oleju palmowego, a spożycie mięsa na świecie rośnie. W rezultacie w Brazylii Puszcza Amazońska jest wycinana w coraz szybszym tempie pod uprawy pasz i pastwiska dla bydła. Od lipca sierpnia 2017 r. do lipca 2018 r. wycięto tam rekordowo duży obszar prawie 8 tys. km2, o ponad 13 proc. więcej niż w poprzednich dwunastu miesiącach. Nowo wybrany prezydent Bolsonaro zapowiada dalsze ustępstwa wobec lobby hodowców bydła i całkowite podporządkowanie ochrony przyrody (oraz praw rdzennych mieszkańców lasu) interesom rolnictwa. Efekty tego są już widoczne: w trakcie trzech miesięcy kampanii wyborczej wycięto w Brazylii kolejne 1600 km² Puszczy, przede wszystkim pod pastwiska. Wskutek znikania lasów emisje CO2 Brazylii szybko idą w górę – o prawie 9 proc. w 2016 r.

Drugi największy las deszczowy świata położony w Kotlinie Konga również znika w przerażającym tempie, chociaż z innych przyczyn. Las w Kongu wyrębują przede wszystkim drobni rolnicy, których popycha do tego ubóstwo wynikające z niestabilności politycznej i konfliktów, które wyniszczają Demokratyczną Republikę Konga. Skutkiem tego jest jednak proces, który może doprowadzić do całkowitego zniknięcia lasu równikowego w Kotlinie Konga do końca wieku.

Sytuacja wygląda równie źle w prawie wszystkich dużych kompleksach leśnych świata. W Indonezji las znika szybko ustępując miejsca plantacjom palmy olejowej, uprawianej, żeby zaspokoić ogromne potrzeby przemysłu spożywczego i branży biopaliw. Tajgę na wschodzie Rosji nielegalnie wyrębują na masową skalę chińskie firmy. Globalne tempo deforestacji rośnie. W 2017 r. utraciliśmy 29,4 mln ha lasów, czyli niewiele mniej, niż wynosi powierzchnia Polski, i nic nie wskazuje, że uda się ten trend szybko odwrócić.

5. Lasy są nie tylko niezbędnym sojusznikiem obrońców klimatu, ale również ofiarą globalnego ocieplenia

Puszczy Amazońskiej zagrażają nie tylko piły i harwestery, ale w coraz większym stopniu także odczuwalne już skutki zmian klimatu, takie jak susze, powodzie i coraz częstsze pożary. Gigantyczny pożar w 2015 roku strawił 2 mln ha lasu na Borneo. W maju tego roku obserwowane były gigantyczne pożary lasu na Syberii, z których dym zasnuł niebo aż w Kanadzie. W listopadzie tego roku tragiczny pożar lasu w Kalifornii pochłonął życie ponad 80 osób – mimo że pożary lasu są tam naturalnym zjawiskiem, ich zasięg i niszczycielska siła rośnie z każdym rokiem ze względu na coraz wyższe temperatury i coraz bardziej dotkliwe susze. W Polsce pożary lasów nie przybierają jeszcze tak katastrofalnych rozmiarów, jednak zdarza się, że całe połacie lasu zostają zniszczone przez wichury i huragany, tak jak stało się to w Borach Tucholskich w 2017 r., gdzie nagła wichura spowodowała „największą katastrofę w historii Lasów Państwowych” i pochłonęła życie kilku osób. Zmiany klimatu zaburzają też równowagę biologiczną w lasach – wysokie temperatury i susze oznaczają wyższe ryzyko gradacji szkodników i nieuniknione zmiany składu gatunkowego. Nasi sojusznicy są w niebezpieczeństwie.

Reasumując: bez lasów nie damy rady zatrzymać globalnego ocieplenia na poziomie 1,5º C, ale jeśli chodzi o pochłanianie CO2, nie możemy oczekiwać od nich cudów – tak czy inaczej musimy sami bardzo szybko obniżyć emisje, schodząc do niemal zera w 2050 r. Jednak jeśli lasy mają pomóc nam, najpierw my musimy pomóc im. Najpilniejszym zadaniem jest wyeliminowanie głównej przyczyny deforestacji, czyli presji ze strony rolnictwa. To oznacza mniej mięsa i oleju palmowego w diecie, a także znalezienie innego niż biopaliwa sposobu na ograniczanie emisji z transportu. Drugie zadanie to walka o dobry stan ekologiczny lasów, które w dobie wyższych temperatur, mniejszych opadów i gwałtowniejszych wichur musimy chronić przynajmniej przed dodatkowymi obciążeniami wywołanymi działalnością człowieka, czyli sztucznym osuszaniem, fragmentacją powodowaną przez budowę dróg i intensywną gospodarką leśną. Musimy również za wszelką cenę chronić przed ludzką ingerencją pozostałe jeszcze na Ziemi lasy naturalne takie jak Puszcza Białowieska, bo – jak zwraca uwagę szef PAN prof. Jerzy Duszyński, tylko dzięki obserwacji zachodzących w nich naturalnych procesów mamy szansę zrozumieć, co dokładnie dzieje się w lasach wskutek zmian klimatu jak natura radzi sobie z suszami, powodziami i wyższymi temperaturami. Ponieważ nasza przyszłość zależy od stanu lasów, ta wiedza może okazać się bardzo cenna.

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.