Nie zapomnieć o Fukushimie

Ewa Dryjańska , Barbara Henmi
5 sierpnia 2014

W dniach 21-23 marca 2014 r. gościł w Polsce były premier Japonii Naoto Kan, który sprawował urząd podczas katastrofy elektrowni atomowej w Fukushimie. O kulisach wizyty, jej najciekawszych momentach i reakcji na nią polskich mediów w rozmowie z redakcją „Zielonych Wiadomości” opowiadają jej organizatorki: Barbara Henmi i Ewa Dryjańska.

Zielone Wiadomości: Skąd się wziął pomysł zaproszenia do Polski byłego premiera Japonii?

Barbara Henmi: Poznałyśmy się z Ewą na organizowanej przez nią konferencji w drugą rocznicę trzęsienia ziemi w Fukushimie. Od tamtej pory udało się nam zrobić wspólnie kilka projektów. Dobrym przykładem jest pokaz w Warszawie filmu A2-B-C o dzieciach z Fukushimy. Nigdy nie planowałam zorganizowania przyjazdu do Polski byłego premiera Naoto Kana. Okazja pojawiła się niespodziewanie. Podczas rozmowy ze starym znajomym Pio d’Emilia, który jest włoskim dziennikarzem pracującym dla Sky TG24 i byłym szefem klubu dziennikarzy zagranicznych w Japonii, opowiadałam o organizacji kolejnej rocznicy Fukushimy i planach budowy elektrowni atomowej w Polsce. Zapytałam go o radę. Jego odpowiedź była natychmiastowa: „Przylatujemy z Premierem Kanem, co Ty na to?”. Moja odpowiedź mogła być tylko jedna.

Ewa Dryjańska: Skontaktowałyśmy się w tej sprawie z Andrzejem Sławińskim z Fundacji MuSES, a później także Dagmarą Olejarz, aktywistką z Pomorza. I tak się to zaczęło… Przyjechał nie tylko premier Kan, ale także trzej członkowie japońskiego Stowarzyszenia Badań nad Energetyką Odnawialną.

ZW: Zorganizowanie wizyty polityka takiego formatu nie jest czymś prostym.

ED: Oczywiście nie jest łatwo, ale ważna jest determinacja: szukanie różnych możliwości, zwrócenie się do wielu osób i organizacji… Jak łatwo się domyślić, wielokrotnie spotkaliśmy się z odmową i to zmuszało nas do tego, by szukać dalej. Musieliśmy wysłać setki maili, wykonać dziesiątki telefonów, ale udało się. Jest to dla nas źródłem olbrzymiej satysfakcji i dało to nam poczucie, że jeśli się chce, to można osiągnąć naprawdę wiele.

BH: Nasze wspólne działania okazały się skuteczne, ponieważ premier Naoto Kan jest podobnie jak my przekonany o wielkim zagrożeniu ze strony energetyki jądrowej. Łączy nas wspólny cel, którym jest wyeliminowanie energetyki jądrowej i szukanie alternatywnych źródeł energii.

ZW: Jaki przyświecał wam cel? Co chciałyście osiągnąć dzięki tej wizycie?

BH: Można śmiało powiedzieć, że trwa blokada informacyjna o sytuacji w Fukushimie. Większość ludzi zdążyła zapomnieć. Myślą, że wszystko wróciło do normy. Niestety tak nie jest, najgorsze jest dopiero przed nami. Sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Skutki będą odczuwalne setki i tysiące lat. Wycieki są codzienne i niemożliwe jest ich zatrzymanie. Cały Pacyfik jest skażony. Poprzez przyjazd Premiera Kana chciałyśmy zwrócić uwagę polityków i mediów na ten problem. Ludzie popierający rozwój energetyki jądrowej w Polsce są zazwyczaj niedoinformowani.

Początkowo przygotowując wizytę rozmawialiśmy tylko o energetyce jądrowej, kiedy jednak premier Kan dowiedział się o małym udziale OZE w produkcji energii w Polsce, do wizyty włączył japońskich ekspertów ze Stowarzyszenia Badań nad Energetyką Odnawialną.

ED: Premier Kan bardzo łatwo demaskował funkcjonujące w Polsce mity związane z atomem i OZE. To on się zmagał ze skutkami katastrofy w Fukushimie. Jako szef rządu rozważał możliwość ewakuacji 50 milionów obywateli zagrożonych pogarszającą się sytuacją w elektrowni atomowej. Cały czas podkreśla, że uniknięcie tego scenariusza było jedynie kwestią szczęścia. W reakcji na awarię zarządził zamknięcie innych elektrowni jądrowych, które zgodnie z podejrzeniami nie spełniały wymogów bezpieczeństwa. Wprowadził także prawo stymulujące rozwój odnawialnych źródeł energii.

ZW: Wizyta była bardzo intensywna…

ED: Plan wizyty był konsultowany z premierem Kanem. Wydało nam się oczywiste, że ważnym jej punktem powinno być spotkanie w Sejmie z parlamentarzystami. Premier się temu nie sprzeciwiał, ale podkreślał, że najbardziej zależy mu na spotkaniach ze zwykłymi ludźmi. Ucieszyliśmy się z tego podejścia i staraliśmy się spełnić jego oczekiwania. W programie znalazło się, więc zarówno spotkanie ze specjalistami od OZE, wykład w Szkole Głównej Handlowej, konferencja z mieszkańcami regionu w Wejherowie, jak i manifestacja przed ruinami elektrowni Żarnowiec.

ZW: Jak na wizytę premiera Naoto Kana reagowali politycy?

ED: Jak pewnie często się zdarza, gdy zwracaliśmy się do różnych osób o pomoc, to spotykaliśmy się z odmową lub obietnica- mi bez pokrycia. A gdy okazało się, że wizyta dojdzie do skutku, nagle pojawiło się wielu „ojców sukcesu” i destabilizujące próby ingerencji w jej przebieg. Na szczęście udało się jednak zrealizować zaplanowany scenariusz łącznie z istotnymi punktami w Sejmie: spotkaniem z Parlamentarnym Zespołem Surowców i Energii oraz konferencją prasową.

Było to możliwe przede wszystkim dzięki posłance Annie Grodzkiej, posłowi Andrzejowi Czerwińskiemu i marszałkini Wandzie Nowickiej. Liczyliśmy się z tym, że pomimo wysłanego zaproszenia przedstawiciele rządu nie przybędą na te spotkania. Cieszymy się jednak bardzo z tego, że wielu wpływowych parlamentarzystów z różnych partii, w tym także zwolennicy energetyki jądrowej, uczestniczyło w tych spotkaniach. Ja osobiście byłam bardzo zbudowana oglądając konferencję prasową, w której brał udział równocześnie zwolennik atomu – poseł Czerwiński, jak i przeciwna tej technologii marszałkini Nowicka. Nie przypominam sobie czegoś podobnego w Sejmie.

ZW: A wyjazd na Pomorze?

ED: Premier bardzo chciał się spotkać z mieszkańcami terenów zagrożonych budową elektrowni jądrowych. Jeżdżąc po świecie, opowiada nie tylko o tragicznych następstwach awarii w Fukushimie, ale także o alternatywie, jaką stwarzają odnawialne źródła energii. Bardzo mu zależało na tym, żeby tą wiedzą podzielić się z mieszkańcami regionu, a także lokalnymi władzami. Można powiedzieć, że punktem kulminacyjnym wizyty na Pomorzu była manifestacja przed ruinami Żarnowca, w której wzięli udział mieszkańcy Krokowej, Lubiatowa i Gąsek. Jedną z jej uczestniczek była także wójt gminy Mielno Olga Roszak-Pezała. Znamienne, że ochrona nie chciała dopuścić manifestantów pod ruiny samej elektrowni. Czyżby obawiano się symbolicznego wymiaru tego miejsca?

ZW: Czy było warto zdobyć się na tak duży wysiłek?

BH: Było warto, choć rzeczywiście wiązało się to z wieloma trudnościami. Największym problemem było pozyskanie funduszy. We współpracy z wieloma instytucjami barierą był administracyjny gorset, który ograniczał ich możliwość zaangażowania się w tę inicjatywę. Tym większa jednak satysfakcja z realizacji zamierzonego celu. Udało się dzięki bezinteresownej pomocy wielu osób, od których otrzymywaliśmy wszelkiego rodzaju wsparcie. Wśród nich była Fundacja Strefa Zieleni. Liczyłyśmy na większą pomoc polityków, którzy niestety trochę zawiedli. Odczuwamy wielką wdzięczność za pomoc i rady wielu osób tak w Warszawie, jak też na Pomorzu, gdzie wizyta kończyła się bardzo emocjonalnie i ciepło.

ZW: Spędziłyście z premierem Kanem dużo czasu. Czy są takie momenty tej wizyty, które zapamiętacie na długo?

BH: Niesamowite emocje zapanowały przed ruinami Żarnowca. Kiedy przybyliśmy na miejsce, nie wpuszczono nas na teren ruin. Nawet strażnicy byli całą sytuacją zażenowani. Gdy rozległ się ryk syreny i pojawili się przeciwnicy atomu, ogarnęły nas wszystkich bardzo silne emocje. Do moich oczu napłynęły łzy wzruszenia. 11 marca 2014 r., kiedy zatrzęsła się w Japonii ziemia, byłam w Tokio. W jednej chwili wróciły wspomnienia z tamtych przerażających dni. Premier Naoto Kan podczas wizyty w Polsce był niezmiernie szczęśliwy i wzruszony. Japońskie media nie znają go od tej strony. Pamiętam jego radość, kiedy dostał od polskich aktywistów koszulkę i antyatomowy żółty berecik. Atmosfera była bardzo miła, pamiętam jak rozluźniony Na- oto Kan nad jeziorem Żarnowieckim głaskał koty, a cała delegacja zachwycała się pięknem polskiej natury.

ED: Tak, było ich wiele. Dla mnie szczególnie poruszające było nabożeństwo w kościele poświęcone pamięci ofiar Hiroshimy, Nagasaki i Fukushimy. To było zapierające dech w piersiach przeżycie dla nas wszystkich. Brali w nim udział przedstawiciele różnych narodowości, różnych wyznań, którzy jednak w niezaprzeczalny sposób byli połączeni we współczuciu i współodczuwaniu wspólnoty wobec kwestii ważnych dla całej ludzkości. Mam nadzieję, że to odczucie znajdzie przełożenie na konkretne, pozytywne działania zarówno dla Japonii jak i Polski.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *