Media kochają tsunami

Nina Brzozowska
5 czerwca 2013

Polskie media i proatomowi eksperci wypaczają i przemilczają istotne fakty o katastrofie jądrowej w Fukushimie.

Wydarzenia, które rozegrały się w Japonii 11 marca 2011 r., były na tyle tragiczne i spektakularne, że polskie media, mimo coraz mniejszego zainteresowania przedstawianiem informacji zza granicy, publikują czasami nowe materiały na ten temat. Druga rocznica katastrofy stanowiła ku temu kolejną okazję. Zastanawiające jednak, dlaczego polskie media ignorują istotne fakty związane z katastrofą jądrową, powtarzają nieprawdziwe informacje na ten temat i bezkrytycznie publikują wypowiedzi pracowników polskich instytucji atomowych, które w swoim statucie mają wpisaną promocję energetyki jądrowej. W ten sposób media bombardują nas dwoma fałszywymi informacjami. Pierwsza to od dawna obalony już mit, że katastrofę jądrową spowodowało tsunami. Druga dotyczy „nieszkodliwego” promieniowania, którego gorącymi orędownikami są pracownicy Narodowego Centrum Badań Jądrowych (prof. Andrzej Strupczewski, dr Jakub Ośko). Pracownicy NCBJ przekonują, że promieniowanie jest nieszkodliwe, ewakuacja w Fukushimie była niepotrzebna, a ewakuowani mieszkańcy mogą mieszkać niemalże pod samą elektrownią.

A jakie są fakty, o których nie wspominają media i pracownicy NCBJ?

1. Awaria w elektrowni była skutkiem zaniedbań człowieka – firmy TEPCO, co firma sama przyznała w zeszłym roku. Mimo że przeprowadzano symulacje, z których wynikało, że elektrownia nie przetrzyma wielkiej fali tsunami, nie zainwestowano w odpowiednie zabezpieczenia, bo wiązałoby się to z dużymi kosztami i wzbudzało wątpliwości co do bezpieczeństwa energetyki jądrowej.

To oświadczenie TEPCO padło już po tym, jak trzy komisje badające awarię (parlamentarna, rządowa i niezależnych ekspertów) ogłosiły, że katastrofa jest wynikiem ludzkich zaniedbań, a nie nieprzewidzianego kataklizmu.

O tych ustaleniach komisji polskie media poinformowały, choć oświadczenie TEPCO nie spotkało się z ich zainteresowaniem. Dlaczego w takim razie powtarza się, że przyczyną awarii było tsunami?

2. Elektrownia Fukushima Daiichi nadal stanowi poważne zagrożenie – naruszona została konstrukcja jednostki nr 4, która budzi największe obawy ekspertów z całego świata. W przypadku kolejnego trzęsienia ziemi lub tsunami grozi nam uwolnienie olbrzymich ilości substancji radioaktywnych.

Ostatnio natomiast stan zagrożenia w elektrowni był spowodowany przez wielogodzinną utratę zasilania na skutek pojawienia się… myszy. Gryzoń spowodował zwarcie instalacji i utratę prądu zapewniającego chłodzenie basenów ze zużytym paliwem. Obecnie elektrownia jest tak wrażliwa, że nawet mysz może spowodować kolejną katastrofę jądrową.

Niestety ta informacja również nie pojawiła się w polskich mediach głównego nurtu. Nie mogliśmy się z nich dowiedzieć także tego, że w marcu obecnego roku premier Japonii Shinzo Abe, który jest zwolennikiem atomu, przyznał, że sytuacja w obiekcie nie jest ustabilizowana. Tym samym zaprzeczył deklaracji swojego poprzednika Yoshihiko Nody, którego wypowiedź z grudnia 2012 r. była obliczona na uspokojenie opinii publicznej.

3. Eksperci nie są zgodni, która katastrofa wiążę się z emisją większych ilości substancji radioaktywnych, Czarnobyl czy Fukushima. Oba wydarzenia zostały zaklasyfikowane jako awaria siódmego, czyli najwyższego stopnia w międzynarodowej skali zdarzeń jądrowych i radiologicznych. W przypadku Fukushimy z emisją mamy do czynienia nieprzerwanie od 2 lat. Substancje radioaktywne uwalniają się do powietrza ze zniszczonych budynków, do Pacyfiku – przez wodę używaną do schładzania reaktorów, która ulega skażeniu, a być może także przez ziemię – przez stopienie rdzenia reaktorów.

4. Ponad 40% dzieci w Fukushimie ma już guzki i cysty na tarczycy. U 3 stwierdzono raka tarczycy, a pogłębione badania mają być przeprowadzone u kolejnych 200. W prefekturze znacznie wzrosła liczba zgonów na serce. Lekarze donoszą o zauważalnym i znacznym pogorszeniu się stanu zdrowia mieszkańców po 11.03. Dlaczego mielibyśmy przyjmować, że promieniowanie nie ma z tym nic wspólnego, skoro liczne badania po Czarnobylu, a nawet te przeprowadzone w okolicy normalnie działających elektrowni atomowych wskazują na coś kompletnie odwrotnego?

Problem dezinformacji i ignorancji w polskich mediach odnośnie do katastrofy jądrowej w Fukushimie najlepiej podsumował na swoim blogu dziennikarz Piotr Bernardyn, od lat pisujący dla polskich mediów z Japonii:

Mimo, że minęły dwa lata i tak dużo już wiadomo, w większości polskich mediów i na blogach wciąż powtarza się, że przyczyną awarii było rekordowe tsunami, że mimo to elektrownie atomowe są bezpieczne, że skażenie radioaktywne nie zagraża ludziom. A gdzie informacje: o wnioskach komisji parlamentarnej i rządowej, o latach uchybień i korupcji w japońskiej energetyce jądrowej? Naprawdę, nie trzeba być wrogiem atomu, «szalonym ekologiem», ani znać japońskiego, by te problemy dostrzec: wystarczy rzucić tylko okiem, co pisały i nadal piszą: „The New York Times”, „Guardian”, czy „Economist”. Celowo nie podaję niemieckich czasopism, bo mało tam o atomie dobrych informacji. Chodzi po prostu o bardziej wyważony obraz, o pokazanie drugiej strony problemu, czy choćby uznanie, że ona w ogóle istnieje.

zp8497586rq

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.