Kopać i spalać węgiel – wizja Tuska na XXI wiek

Radosław Gawlik
29 lipca 2014

Komisja Europejska pod koniec stycznia 2014 r. opublikowała Białą Księgę dotyczącą polityki energetyczno-klimatycznej. Zawarto w niej dwa cele, które mają zostać osiągnięte do 2030 r.: redukcja CO2 do 40% oraz wzrost udziału OZE w rynku energii do 27% w stosunku do poziomu z 1990 r. Warto przypomnieć, że rząd Polski – poprzez trzykrotne zgłoszenie weta – przyczynił się do opublikowania dokumentu w obecnym kształcie. Dokumentu, który pierwotnie był proponowany jako „Mapa drogowa” do 2050 r.

W dyskusji zabrała głos Koalicja Klimatyczna, związek 23 znaczących polskich organizacji ekologicznych, wskazując, że te cele Komisji Europejskiej i tak są bardzo mało ambitne. Koalicja wskazuje na dane pochodzące od samej Komisji, mówiące, że w sytuacji kontynuowania już przyjętych rozwiązań w Europie w 2030 r. udział OZE będzie wynosił 24%. To oznacza, że Komisja poprzez wdrożenie nowych działań proponuje zwiększenie udziału OZE o zaledwie 3 punkty proc. To raczej niewiele! Podobnie wygląda sytuacja redukcji CO2. Utrzymanie obecnego trendu gospodarki i polityki energetyczno-klimatycznej w Europie przyniesie w 2030 r. redukcję dwutlenku węgla o 32% w stosunku do 1990 r. Zatem Komisja proponuje efektywne, dodatkowe działania oznaczające redukcję CO2 o następne 8 punktów proc. Taki postęp wydaje się dość skromny.

Stać nas na więcej

Koalicja Klimatyczna proponowała podniesienie powyższych wielkości do 55%, jeśli chodzi o redukcję CO2, oraz 45% w przypadku udziału OZE. Dodatkowo sugerowała, aby Unia przyjęła wiążący cel dotyczący efektywności energetycznej, określający jej poprawę o 40% (podwojenie tego, co planujemy na 2020 r.).

Podkreślić tu należy, ze względu na nasze doświadczenia, sformułowanie „cel wiążący”. Polska ustawa o efektywności energetycznej, która pełni obecnie funkcję wyłącznie edukacyjną, jest martwa, jeśli chodzi o konkretne rozwiązania. Nie przynosi żadnego postępu w kraju, którego energochłonność gospodarki jest niemal cztery razy większa niż Niemiec i dwa razy większa w stosunku do pierwszych 15 państw członkowskich UE. Kraju, którego rząd nie tak dawno zadeklarował wsparcie budowy węglowej elektrowni Opole oraz pierwszej elektrowni atomowej ze środków podatników!

Proponowane przez Komisję i naszą Koalicję cele stanowią średnie wielkości dla całej UE. To oznacza, że w rzeczywistości jedne kraje przyjmą i uzyskają lepsze, a inne gorsze rezultaty. Związane to będzie np. ze strukturą energetyczną danego kraju, jego zamożnością i możliwościami wsparcia ze wspólnego unijnego budżetu.

W oparciu o dostępne ekspertyzy naukowe Koalicja Klimatyczna wyliczyła, jakie są realne cele dla Polski na 2030 r. Warto zauważyć, że ani rząd, zgłaszając weto wobec unijnej polityki klimatycznej, ani niektórzy naukowcy i publicyści, apelujący o jego zgłoszenie, nigdy nie pokazują podobnych wyliczeń, mówiąc jedynie, że taka polityka „jest dla nas nierealna”.

Otóż w odniesieniu do redukcji emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych badania wykonane przez Instytut Badań Strukturalnych wykazały, że Polska do 2030 r. może zmniejszyć emisję do poziomu 210 Mt CO2eq, co oznacza ograniczenie emisji o 53% w stosunku do roku 1990. W odniesieniu do rozwoju OZE w perspektywie 2030 r. możliwe jest natomiast osiągnięcie 28,4-procentowego udziału OZE w zużyciu energii finalnej.

Jeśli chodzi o poprawę efektywności, to – według szacunków Fundacji Efektywnego Wykorzystania Energii – do 2030 r. można osiągnąć zmniejszenie zużycia energii finalnej o 25%, i to bez wprowadzania dodatkowych działań, a jedynie kontynuując obecną politykę w tym zakresie.

Te dane świadczą, iż spokojnie możemy się włączyć we wspólną politykę klimatyczną UE, bo redukcje i tak mają miejsce. Możemy negocjować i wynegocjować wielkości tych redukcji. Po co nam samotne weto i skazywanie się na rolę „skamieliny” w UE?

Kto naprawdę stawia na efektywność?

Warto w tym miejscu skomentować raport Climate Strategies, zarejestrowanej w Londynie organizacji pozarządowej skupiającej ekspertów z różnych krajów, zajmujących się ekonomiczną i polityczną analizą europejskiej i światowej polityki klimatycznej. W raporcie stwierdzono, że to innowacyjność i efektywność energetyczna, a nie ceny energii decydują o konkurencyjności Unii Europejskiej.

Autorzy zauważają, że w 2013 r. już w 66 państwach świata funkcjonowały taryfy gwarantowane na sprzedaż prądu z energii odnawialnej (coś, co przeraża nasz rząd i państwowe monopole energetyczne), tj. sprawdzony sposób dający stabilne podstawy do rozwoju tego sektora. W niektórych krajach zaczął się boom w przemianie gospodarki na niskowęglową.

Przykładowo Indie, Tajlandia czy Chiny stały się liderami w zmniejszaniu energochłonności produkcji cementu, która w skali świata odpowiada aż za 5% emisji CO2. W 2012 r. aż 70% nowych mocy w elektrowniach wiatrowych zainstalowano poza Unią. Liderami w sprzedaży samochodów elektrycznych są Stany Zjednoczone, Japonia i Chiny.

Wydatki na energię w stosunku do PKB są w Europie na podobnym poziomie co w Stanach Zjednoczonych czy w innych gospodarkach będących głównymi konkurentami UE. W przypadku Niemiec dla 92% przedsiębiorstw koszty energii stanowią średnio tylko 1,6% wszystkich kosztów. W Polsce te koszty są niewątpliwie większe, bo nasz „liberalny” rząd, w przeciwieństwie do Niemiec, podtrzymuje swoich monopolistów energetycznych.

Dlatego straszenie biznesu wzrostem cen energii w Polsce to straszenie samych siebie. Podtrzymujemy monopol węglowy i terytorialny czterech koncernów, mamy drogie (nie)bezpieczeństwo energetyczne i nie dopuszczamy dopłat do OZE, bo wzrosną nam ceny energii. Ta logika jest bałamutna, szczególnie w kontekście sankcjonowania tzw. współspalania węgla i biomasy przez państwowych monopolistów. W ostatnich latach podatnicy zasponsorowali im dotacje w wysokości 12 mld zł w formie „zielonych certyfikatów”.

Nie uchwalamy ustawy o OZE, nie rozwijamy tego sektora, który wszędzie dookoła już się rozwija, ale wspieramy państwowe monopole węglowe w aferalnym procederze współspalania. To kwintesencja polityki klimatycznej rządu, która ma być kontynuowana. W nowej ustawie o OZE zręcznie podtrzymuje się współspalanie – polski „wynalazek”, niestosowany nigdzie indziej w Europie.

Tymczasem eksperci Climate Strategies przekonują, że Unia powinna nadal przodować w walce ze zmianami klimatu, gdyż zwiększy to jej bezpieczeństwo energetyczne, przyciągnie długofalowe inwestycje i zapewni wzrost innowacyjności, która z kolei przełoży się m.in. na wzrost zatrudnienia.

Jest lipiec 2014…

Rząd nie powiedział otwarcie „Nie” celom UE. Ale nie zmienił też ani trochę swojej polityki energetycznej. Gorzej – premier oficjalnie mówi o subwencjonowaniu z kieszeni podatników górnictwa i budowy elektrowni węglowych. W strategii solidarności energetycznej, którą lansuje Tusk w Europie, nie istnieją odnawialne źródła energii. Kopać węgiel z narażeniem życia górników na głębokości 1000 m i spalać go – dobrze, korzystać z bezpłatnych, nieograniczonych zasobów słońca i wiatru – źle. Można zadawać sobie pytanie: czy to głupota, czy sabotaż?

Ponownie pojawia się kwestia, jak długo rząd RP może prowadzić swoją politykę energetyczną dyktowaną przez monopole energetyczne, opartą na węglu, a jednocześnie blokować lub pozorować działania na rzecz oszczędzania energii, uchwalenia ustawy o OZE oraz polityki klimatyczno-energetycznej W ten sposób zaczniemy coraz bardziej odstawać, stając się skansenem i tracąc konkurencyjność. Kiedy władza to usłyszy?

Artykuł pierwotnie opublikowany w „Przeglądzie Komunalnym” w kwietniu 2014 r. Wersja zaktualizowana.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *