Foto: Oxfam International/Flickr/Creative Commons

Klimat a dobra wspólne

Marcin Wrzos
17 lutego 2016

Zmiany klimatu są skutkiem pewnego sposobu myślenia, które leży u podstaw gospodarki neoliberalnej. Wiara w ciągły rozwój i niewyczerpalność zasobów właśnie dogorywa i nie jest właściwie do obrony, gdy do tego zagadnienia podejdzie się globalnie.

Trwanie w ułudzie jest możliwe, jeśli zawęzi się perspektywę do jednego kraju lub kilku wskaźników ekonomicznych. Ulega jej wielu, ponieważ pragnienie utrzymania dotychczasowego modelu wzrostu jest niestety silniejsze od odpowiedzialności za wspólną przyszłość. Globalizacji uległa gospodarka, nadal niestety nie widać, by to samo stało się z odpowiedzialnością za losy planety i jej mieszkańców.

Klimat głupcze!

Zrozumienie zagrożeń i w konsekwencji podjęcie adekwatnych działań nie będzie możliwe, tak długo jak w debacie o zmianach klimatu będzie dominowała dotychczasowa szkoła ekonomii. W 1992 roku Bill Clinton wygrał hasłem „Gospodarka głupcze!” wybory prezydenckie. Wydawało się wtedy, że można gospodarkę i ekologię traktować autonomicznie. Wyrazem tego sposobu myślenia było wynegocjowanie Protokołu z Kioto. Dziś wiemy, że nie powstrzymało to zmian klimatycznych. Nie mamy wyboru, musimy zacząć patrzeć na Ziemię jako ekosystem. Zielone ruchy postulują to już od dziesięcioleci. Tylko wtedy zaczniemy dostrzegać niekorzystne zjawiska z właściwej perspektywy.

Zasoby planety, które należą do wszystkich jej mieszkańców dziś są grabione w imię opacznie rozumianej wolności ekonomicznej. Beneficjenci tego systemu zapewniają, że nieposkromiona konsumpcja surowców może stać się udziałem wszystkich. Tym kłamstwem uzasadniają okradanie nas z dóbr, które od zawsze należały do nas wszystkich. Tymczasem wbrew zapewnieniom współczesnych proroków wolnego rynku nierówności na świecie ciągle się pogłębiają. W tej chwili 4,3 miliarda ludzi żyje za mniej niż 5 dolarów dziennie. Jak wyliczyła organizacja charytatywna ActionAid w swoim raporcie z 2013 roku, bardziej realistyczną granicą ubóstwa byłoby 10 dolarów. Od 1990 roku liczba osób żyjących poniżej tego poziomu wzrosła aż o 25%.

Kurczy się za to katalog dóbr wspólnych, korporacje wchodzą aktywnie wszędzie tam, gdzie można wycisnąć chociaż odrobinę zysku. Dzieje się tak zarówno w państwach globalnej Północy jak i globalnego Południa. Oczywiście ich sytuacja jest dramatycznie odmienna. Globalna Północ zużywa coraz więcej surowców by utrzymać dotychczasowy standard życia. Jednocześnie tworzy coraz więcej tego, co John Ruskin nazywał „antybogactwem”. Określał on tym mianem niezmierzone i niezamierzone szkody wyrządzane przez rynki. Koszty „antybogactwa” przenoszone są na dobra wspólne. Korporacje zarabiają coraz więcej pieniędzy a my wszyscy mamy coraz brudniejsze powietrze, wodę i to, co dziś najistotniejsze: gwałtowne ocieplanie się klimatu.

Rozmywanie odpowiedzialności

Globalne Południe w takim samym stopniu ponosi koszty „antybogactwa”, ale niemal nie uczestniczy w podziale uzyskanego w „brudny” sposób bogactwa. Wzajemne relacje ciągle bardziej przypominają czasy kolonializmu niż równoprawne stosunki. Bogate państwa łatwiej sobie radzą z globalnym ociepleniem i czerpią z emisji CO2 niewspółmiernie większe korzyści. Na razie ignorują fakt, że ich działania prowadzą do destabilizacji sytuacji w innych częściach świata. Znacznie chętniej chcą budować mury, by odgrodzić się od problemów, niż stawić im czoło. Musimy zrozumieć, że nasz rozwój ma negatywne skutki dla państw globalnego Południa. Gwałtowne zmiany klimatu hamują ich rozwój, pogłębiają nierówności i prowadzą do problemu migracji. W ten sposób rozbiciu ulegają lokalne wspólnoty a pustkę po nich wypełniają ekstremizmy.

Państwa globalnej Północy, których działania prowadzą do zmian klimatu muszą zrozumieć, że aktualnego systemu nie da się dłużej utrzymać. Doskonale ilustruje to kryzys migracyjny, który w ostatnim czasie dotyka Europę. Ocieplanie się klimatu jest powodem suszy, która dotknęła wiele państwach afrykańskich i rejon Żyznego Półksiężyca. Był to jeden z najważniejszych powodów wybuchu wojny domowej w Syrii. Susza trwająca w latach 2006-2010 doprowadziła do dużych migracji ze wsi do miast, które nie potrafiły wchłonąć przybyszów. Z tego powodu doszło do wojny domowej i migranci pojawili się również u nas. Podobne scenariusze możliwe są również w innych państwach regionu. Migracji spowodowanych zmianami klimatu będzie znacznie więcej. Musimy być świadomi, że tak jak jej powody nie mają tylko lokalnego charakteru, tak i skutki nie mogą go mieć.

Zmian klimatu nie da się już cofnąć

Klimat będzie się przez najbliższych kilka stuleci nadal ocieplał i będzie to czynił coraz szybciej. Rachunek za dzisiejszy irracjonalny konsumpcjonizm przyjdzie nam dopiero zapłacić. Dziś jesteśmy w sytuacji, w której nie mamy już możliwości uniknięcia zmian klimatu. Badania naukowców nie pozostawiają wątpliwości. Wszystko wskazuje, że rok 2015 będzie najgorętszym rokiem w odkąd prowadzone są pomiary. Dotąd cieplej było tylko w  2014 roku…  Globalna i uśredniona temperatura na całej Ziemi w tym roku będzie wyższa od tej, z epoki przedprzemysłowej o 1 stopień. Niedługo przekroczymy również inną granicę i nie będzie to jedynie zmiana symboliczna. Stężenie CO2 w powietrzu nie będzie już spadać poniżej 400 ppm. Wszystko to oznacza, że czeka nas, co najmniej kilkaset lat ocieplania się klimatu, tego procesu nie da się już zatrzymać. Jedyne, co możemy w tej sytuacji zrobić, to zadbać by przebiegał ona jak najłagodniej. By tak się jednak stało, potrzebne jest nowe porozumienie klimatyczne.

Niestety niewiele wskazuje na to, by wystarczyło wszystkim woli politycznej na bardziej radykalne kroki. Zamiast o próbie rozwiązania niezwykle ważnego problemu, możemy mówić bardziej o festiwalach egoizmu. Bardzo dużo energii wkłada się w pomniejszanie znaczenia zmian klimatu, lub negowanie udziału w nich człowieka. Naciski korporacji, w których interesy porozumienie klimatyczne godzi najbardziej robią swoje. Politycy bardziej wsłuchują się w głosy przedstawicieli biznesu niż społeczeństwa. Dobrym przykładem jest firma Exxon, w której o negatywnym wpływie spalania paliw kopalnych na klimat wiedziano już na przełomie lat 60- tych i 70-tych. Naukowcy pracujący dla tej firmy już trzydzieści lat temu w wewnętrznej korespondencji ostrzegali przed katastrofą. Mimo tego, Exxon płacił organizacjom zajmującym się negowaniem globalnego ocieplenia i aktywnie lobbował przeciwko jakimkolwiek regulacjom w tej materii. Największe korporacje, które zarabiają na eksploatacji paliw kopalnych od wielu lat prowadzą bardzo kosztowną, ale i bardzo skuteczną politykę dezinformacji. Dlatego istnieje obawa, że nowe porozumienie klimatyczne może być tylko listkiem figowym, który ukryje rzeczywiste zagrożenia i zapewni im funkcjonowanie na dotychczasowych zasadach na wiele lat.

Egoizm nie jest dobry!

W Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej zrozumienie dla potrzeby walki z globalnym ociepleniem jest mniejsze, niż gdzie indziej. Dopiero od niedawna cieszymy się w tej części Europy z uroków społeczeństwa konsumpcyjnego. Każda przeszkoda w „pomnażania bogactwa” postrzegana jest  jako zagrożenie dla wolności. Dlatego w polskim Sejmie nie ma dziś właściwie żadnego ugrupowania, które nie chciałoby budować przyszłości kraju na węglu i innych paliwach kopalnych. Taki „zdrowy egoizm” nie jest czymś zaskakującym w regionie, w którym neoliberalne wartości podzielane są powszechnie.

W systemie, w którym wszystko ma swoją cenę, najbardziej deficytowym towarem jest demokracja. Żyjemy w świecie ekonomicznych konieczności. Nasze wybory mają być uzasadniane przez krótkoterminowe korzyści. Tylko w ten sposób zdaniem polskich elit politycznych możemy zbudować nowoczesne społeczeństwo. W energetyce inwestujemy w paliwo XIX wieku, jakim jest węgiel, blokując jednocześnie rozwój innowacyjnych technologii opartych o źródła odnawialne. Niechętnie wprowadza się zmiany, które mają ograniczać CO2. Przez lata zaniedbywany był transport publiczny, za to z wielkim rozmachem budowano infrastrukturę drogową. Cały czas przy planach na przyszłość ocieplanie się klimatu nie jest brane pod uwagę. Problem jest ignorowany, a odsetek deklarujących „niewiarę” w globalne ocieplenie ciągle rośnie. Panuje zasadniczo piękny konsensus wśród rządu, opozycji, elit ekonomicznych, kościelnych a nawet naukowych. Tylko niektóre organizacje pozarządowe głośno o tym mówią i starają się przekazać, jak groźnym zjawiskiem jest ignorowanie rzeczywistości.

Czas się obudzić!

Odejście od gospodarki opartej na paliwach kopalnych nie rozwiąże wszystkich problemów. Daleki jestem również od wiary w technologię, która ocali dotychczasowy model życia. To w nim należy szukać przyczyn zmian klimatu. Zbliżamy się do granic wytrzymałości planety, niektóre już przekroczyliśmy. Świat się zmieni na mniej przyjazne do życia miejsce. To już pewne. Trwanie w modelu, który przynosi ogromne korzyści nielicznym a którego koszty ponoszą wszyscy mieszkańcy planety byłoby nonsensem. Nie mamy wyjścia, musimy zmienić nasz sposób życia. Im wcześniej zrozumiemy, że odpowiadamy za całą Ziemie, a nie tylko małych kawałek, który wyszarpujemy innym z całą zaciekłością, na jaką nas stać, tym łatwiejsze będą zmiany. I tym szybciej skorzystamy na tym wszyscy. Klimat daje nam lekcję pokory. Ziemia jest naszym dobrem wspólnym. Od nas zależy, czy się czegoś nauczymy.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *