Gaz łupkowy czy węgiel – fałszywa debata

Stefan Cramer
26 listopada 2013

Głównym argumentem, jakim posługują się rządy na całym świecie wspierające projekty poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego, jest to, że zmniejsza on nasze uzależnienie od węgla i z tego powodu pomaga ochronić planetę przed niebezpieczną zmianą klimatu. Gaz naturalny jest paliwem czystszym od węgla i podczas spalania wydziela mniej gazów cieplarnianych.

Ale czy to prawda? Fakty są takie: nikt tego nie wie, nie ma wiarygodnych danych, i nie będziemy tego wiedzieć przez kilka następnych lat. Jak na razie tylko w USA gaz zastępuje węgiel, którego nadmiar jest wysyłany do innych krajów, gdzie z kolei… zastępuje on gaz!

W istocie cała ta debata jest zwodnicza. Zarówno węgiel, jak i gaz przedłużają tylko naszą zależność od paliw kopalnych i odkładają w czasie przejście na odnawialne źródła energii, którego powinniśmy dokonać natychmiast. Nawet gdyby gaz był czystszy od węgla, powinien pozostać pod ziemią, jeśli naprawdę chcemy przetrwać na tej planecie. Przypomnieli nam o tym nie tak dawno naukowcy z Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). Im wcześniej dokonamy tej zmiany, tym mniej nas to będzie kosztować. Gaz łupkowy przedłuża tylko agonię świata zależnego od paliw kopalnych.

Wszystko to wyglądało zbyt dobrze, aby mogło być prawdziwe. Dzięki gazowi z łupków Polska miała się w końcu uwolnić od 75 mln ton węgla wydobywanego każdego roku z ziemi, którego 80% zużywane jest do produkcji prądu w elektrowniach węglowych. W wyniku tego do atmosfery uwalniana jest oszałamiająca ilość 200 mln ton dwutlenku węgla i powstaje ok. 40% energii elektrycznej wyprodukowanej z węgla w całej Europie! Przedstawiciele międzynarodowego przemysłu naftowego i gazowego twierdzą, że dzięki gazowi łupkowemu z czasem można zmniejszyć ilość emisji gazów cieplarnianych o połowę.

Ale czy to prawda?

Teoretycznie tak, ale tylko teoretycznie. Niestety rzeczywistość jest inna. Ponieważ jest jedna fundamentalna różnica między gazem a węglem – i wszyscy ją znają. Węgiel jest materiałem twardym, o stałej konsystencji. Nie ucieknie do atmosfery, jeśli nie zostanie spalony. Natomiast główny składnik gazu naturalnego, czyli metan, jest substancją lotną, lżejszą od powietrza, i kiedy tylko może, ucieka do środowiska. Jakiekolwiek drobne pęknięcie, porowaty materiał, poluzowany element instalacji i z łatwością rozpływa się w powietrzu.

Z tego właśnie powodu nie palimy w rafineriach i w pobliżu rurociągu – w końcu jest to materiał wybuchowy. Chociaż metanu nie możemy zobaczyć ani poczuć węchem, jest on szczególnie niebezpieczny dla naszej atmosfery. W przeciągu 100 lat – okres używany zwykle przy obliczeniach emisji gazów cieplarnianych – jest 25 do 30 razy bardziej niszczący od dwutlenku węgla. W krótszym okresie 20 lat jest w istocie do 100 razy bardziej szkodliwy. I to w tym tkwi problem. Jeśli nie ograniczymy naszych emisji w przeciągu następnych 20 lat, zmiana klimatu będzie bardzo poważna i katastrofalna w skutkach.

Lecz jak dużo tego lotnego gazu faktycznie ucieka? Nikt tego nie wie – wiele dotychczasowych studiów opartych było na mało obiektywnych danych dostarczonych przez przemysł lub na bardzo luźnych przypuszczeniach. Rzeczywiste pomiary (na poziomie odwiertu) wskazują na to, że prawdopodobnie 5% całego metanu ulatnia się w miejscu produkcji. Lecz następnie metan jest przesyłany rurociągiem, rafinowany, magazynowany, sprężany i dostarczany do końcowych odbiorców. Na wszystkich tych etapach małe ilości uciekają. Wiele materiałów, z których zbudowane są rury, szczególnie starsze domowe instalacje żeliwne, przepuszcza metan. Może to oznaczać, że nawet do 10% całości metanu ulatnia się, zanim dotrze do konsumenta.

Przy tym poziomie nawet spalanie węgla powoduje mniejsze emisje gazów cieplarnianych. Nowe badania pokazują, że przy wyciekach na poziomie tak niskim, jak 2%, samo zrównanie się z węglem pod względem emisji gazów cieplarnianych zajęłoby metanowi 50 lat.

Kramer_lupki

Skąd więc mamy wiedzieć, co jest prawdą i komu wierzyć? Instytucje nadzorujące nie są zbyt pomocne – i żadna z nich nie przeprowadziła, jak do tej pory, dogłębnego badania. Przeprowadzone przez rozmaite uniwersytety studia sponsorowane przez przemysł wykazały nieprawdopodobnie niskie poziomy ulatniania się metanu, 0,42% w ostatnim badaniu Uniwersytetu w Teksasie. Dla porównania naukowcy z National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA) ze zdumieniem stwierdzili poziomy metanu na pustyniach zachodniego Kolorado, wskazujące na ulatnianie się do 12% całości metanu. Dopiero bardzo niedawno zamówiony został kompletny zestaw wszystkich potrzebnych badań.

Jakiś rodzaj naukowego konsensusu może wyłonić się dopiero nie wcześniej, niż w drugiej połowie 2014 r., albo nawet później. W międzyczasie, mamy wszelkie powody, aby nie wierzyć przemysłowi chwalącemu się niskimi poziomami emisji. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) od 2015 r. będzie wymagała zerowej emisji od głowic otworów wiertniczych. Ale co z setkami tysięcy już wywierconych na całym świecie otworów wiertniczych?

W dodatku, nikt obecnie nie reguluje kumulujących się emisji z rurociągów i sieci dystrybucyjnych. Czy gaz łupkowy uratuje nas przed zmianami klimatu, tak jak próbują nas przekonać jego orędownicy? Nie znamy pełnego obrazu. Jednak mamy wszelkie powody, by sądzić, że nie dorówna on nawet w niewielkim stopniu krzykliwej reklamie przemysłu wydobywczego. W międzyczasie nie wolno nam dopuścić do tego zakrojonego na ogromną skalę eksperymentu z niepewnym rezultatem, mogącego zagrozić przyszłości naszej planety.

Przeł. Jan Skoczylas.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

2 thoughts on “Gaz łupkowy czy węgiel – fałszywa debata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *