Co nas grzeje?

Ewa Charkiewicz , Radosław Gawlik , Maciej Nowicki
25 kwietnia 2011

Debata „Zielonych Wiadomości”: „Co nas grzeje? Energia, demokracja i przyszłość Polski” odbyła się 18.03.2011 r. w warszawskim Centrum Kultury Nowy Świat. W debacie wzięli udział: prof. MACIEJ NOWICKI, ekolog, były minister środowiska, dr. EWA CHARKIEWICZ, interdyscyplinarna badaczka, członkini Zielonych 2004 i RADOSŁAW GAWLIK, działacz ekologiczny, b poseł i wiceminister środowiska, członek Zielonych 2004. Debatę moderowała Agnieszka Grzybek.

Bezpieczeństwo

MACIEJ NOWICKI: Zacznę od przypomnienia, że 1990 roku, kiedy byłem wiceministrem, a potem ministrem środowiska, razem z obecnym tu Radkiem Gawlikiem (wówczas posłem działaczem ekologicznym; przyp. red.) obaj walczyliśmy o to, żeby nie powstała elektrownia w Żarnowcu, gdzie technologia była radziecka, bardzo niebezpieczna. Wtedy nam się to udało.

RADOSŁAW GAWLIK: Na pytanie o bezpieczeństwo ostatnio otrzymujemy cały czas bardzo ciekawe odpowiedzi, oglądając telewizję. Bo oto występują osoby z tytułami profesorskimi i – na tle płonących reaktorów, na które zrzucane są tony wody z helikopterów – twierdzą, że to jest najbezpieczniejsza technologia. Ja bym powiedział: koń jaki jest, każdy widzi.
Teraz słyszymy o nowoczesnej technologii III generacji, która już ma być bezpieczna. To jest właśnie dosyć ciekawe, bo tej nowoczesnej technologii generacji III+ (czytaj: trzeciej plus – przyp. red.) – bo mówimy o takiej technologii, o trochę poprawionej generacji reaktorów trzecich – jeszcze nikt nie widział. Dwa pierwsze reaktory, które są budowane w tej chwili w świecie – jeden we Flamanville we Francji, drugi w Olkiluoto w Finlandii – jeszcze nie powstały. Więc co do bezpieczeństwa tej technologii tak na dobrą sprawę nic nie wiemy… Ma być to bezpieczniejsze… A ta generacja III+ na dobrą sprawę ma już w tej chwili 30 lat, bo 20 lat koncern AREVA zabiega o ich wybudowanie, więc prawdopodobnie na deskach projektantów musiało to stanąć jeszcze wcześniej. Czyli te reaktory to konstrukcje mocno przestarzałe.

EWA CHARKIEWICZ: Przykład bułgarskiej elektrowni Belene, ktora jest właśnie w budowie. Firmy, które się w tę budowę angażowały, francuskie i niemieckie, wycofywały się. W tej chwili na placu boju został rosyjski Atomstrojprojekt. Udział tej firmy budzi z kolei wątpliwości Unii Europejskiej.

RG: Chcę to wyraźnie powiedzieć, ze to nie jest tak, ze wydarzył się Czarnobyl i później było wszystko bezpiecznie, aż dopiero teraz się jakiś przypadek wydarzył ze względu na tsunami. Mamy szereg – rocznie zdarza się około kilkuset – incydentów, awarii, wydarzeń w tych elektrowniach jądrowych, odbiegających od normy. A w tym część wydarzeń – mogę je tutaj wymienić – nosi znamiona katastrof, które dobrze że się skończyły jak się skończyły, ale mogły się skończyć powtórką Czarnobyla. To jest elektrownia jądrowa Paks na Węgrzech w 2003 roku stopienie prętów paliwowych, już wyprowadzonych poza reaktor i ucieczka ludzi poza halę, pracowników, robotników którzy to obrabiali… stopienie się tych prętów, chmura radioaktywna poszła w powietrze… To są awarie elektrowni Krümehl koło Hamburga, 2007 i 2009, nad Łabą, pożar i długotrwałe wyłączenie reaktora, i trudność właściwie przez ekspertów określenia, co się wydarzyło… znaleziono tam opiłki żelaza pod kopułami bezpieczeństwa i w samych reaktorach… To była trudność wyjaśnienia w ogóle, skąd te opiłki pochodzą, eksperci nie mogli się tutaj zgodzić… Były pożary w Hiszpanii, wycieki we Francji, no i słynna awaria też, o której mało kto wie, w elektrowni w Szwecji, gdzie na 22 sekundy wyłączyło się światło na skutek zewnętrznego przepięcia, padły generatory, które awaryjnie powinny zadziałać i powodować działanie obiegu chłodzenia, i dopiero technik przytomnie się zachował i uruchomił dwa generatory, i dzięki temu wznowiono chłodzenie, i z ekipy która sterowała tą elektrownią pewnie gęsia skórka zeszła pomału. Ale to – jak to nazwano wówczas – to był lot po omacku. I szereg takich wypadków potwierdza jasno, że to jest technologia, która jednak podlega albo błędom ludzkim, albo zewnętrznym katastrofom, jest nie do końca przewidywalna, a więc ryzykowna. Z tego punktu widzenia różne zaklęcia, że to jest najbezpieczniejsza, proekologiczna technologia, po prostu nie powinny mieć miejsca. One są właściwie bezczelne, wciskają ludziom nieprawdę.

ECh: Na bezpieczeństwo i ryzyko zdrowotne warto też patrzeć szerzej. Jeśli spojrzymy na energetykę atomową całościowo, od wydobycia surowców do zabezpieczenia odpadów, to wówczas te ryzyka i koszty zdrowotne są ogromne! Jedna z firm, która stara się o kontrakt na budowę pierwszej elektrowni atomowej w Polsce, francuska AREVA, ma koncesję i kopalnie uranu w Nigrze; ludzie, którzy tam pracują, są uzależnieni zarówno od pracy, dochodów, mieszkania, dostępu do opieki zdrowotnej, od firmy. Kiedy w 2009 roku wszedł tam GREENPEACE z niezależnymi badaniami, okazało się, że promieniotwórczość jest przekroczona 10-krotnie, tam na początku tych inwestycji AREVA po prostu wykorzystywała odpady do budowy dróg i domów. Ludzie chorują, ale ponieważ kontrolowany jest dostęp do opieki zdrowotnej i informacji na temat stanu zdrowia, to tak jak to bywa w bardzo nierównym stosunku sił między ludźmi a potężną firmą czy państwem, wina jest przerzucana na nich: nie chorują dlatego, że pracują w niebezpiecznych warunkach, ale chorują dlatego, że nie dbają o swoje zdrowie.
Jeśli AREVA wygra ten kontrakt, będziemy mieli paliwo z Nigru, jeśli wygra inna firma – podobne warunki produkcji uranu są we wszystkich kopalniach na świecie – i o tym musimy pamiętać.

Ekonomika

MN: Mam dane, które podał pan profesor Graczyk, dziekan wydziału ekonomicznego Uniwersytetu w Łodzi, co do kosztów inwestycji poszczególnych rodzajów elektrowni. Jak tu już wspomniano, koszty budowy elektrowni jądrowej to jest na obecny czas 4,5 do 5,4 mln €/MW, elektrowni węglowej: 1,7 mln €/ MW, wiatrowe elektrownie: 1,3 do 1,7 mln €/MW, z tym że tutaj możemy już czas pracy, czyli na MWh możemy to już sobie przeliczyć, mniej więcej to będzie wtedy równo. To jeśli chodzi o koszty inwestycyjne. A koszty eksploatacyjne też nie są takie małe, bo wszyscy, którzy promują elektrownie jądrowe, mówią tylko o koszcie paliwa uranowego – coś koło 130 dolarów za kg – natomiast nie mówią o kosztach eksploatacyjnych. A przecież zabezpieczenia, obsługa, energia własna, zabezpieczenia antyterrorystyczne, monitorowanie – to wszystko kosztuje i dane z amerykańskiej elektrowni, po przeliczeniu na złotówki, to mniej więcej 150 zł/MWh, a więc to wcale nie jest mało.

RG. No właśnie. Widać to na tych dwóch jedynych na świecie reaktorach generacji III+, które są teraz budowane: oba powstają w olbrzymich bólach, jeden i drugi są opóźnione, jeden rozpoczęto w 2005, drugi w 2007 roku. ten w Finlandii miał powstać w ciągu trzech czy czterech lat, i już jest opóźniony o 3 lata i koszt jego wzrósł o 80%, miał kosztować 3 mld euro, to kosztuje o 80% więcej. Po fukushimie z całą pewnością te koszty znów wzrosną.

ECh: W tej debacie koszty budowy elektrowni atomowej są bardzo mocno zaniżane właśnie na poziomie metodologicznym, tzn. przy wyborze metody, jaką są liczone. W momencie, kiedy zaczniemy to liczyć w rachunku ciągnionym, to znaczy i koszty budowy, i koszty eksploatacji, i koszty obsługi finansowej, tzn. obsługi długu, który firmy i Państwo zaciąga na finansowanie tego typu inwestycji, to okazuje się, że energia atomowa wcale nie jest energią tańszą.
W takich szacunkach, które słyszymy, mówi się o tym, że ta elektrownia będzie kosztować 28 mld złotych. Część tych kosztów ma być finansowana przez firmy prywatne, tak z resztą zakłada polski rząd, natomiast spółka, która została stworzona do budowy pierwszej elektrowni atomowej przez PGE, ma być – tak jak mówi nam rząd – w 49% własnością publiczną. Warto tu się odwołać znów do przykładu budowy bułgarskiej elektrowni Belene, gdzie rozpoczynając wznawiając w 2002 roku budowę tej elektrowni, jej koszt oceniono wówczas na 2 mld euro. W tej chwili rząd bułgarski ma zobowiązania w wysokości 10 mld euro. Może ponosić również koszty potencjalnie utraconych zysków prywatnych firm, kolejne banki nie chciały ubezpieczać tych kredytów – i bardzo jest realne, że taki sam scenariusz czeka nas w Polsce .

Koszty społeczne, koszty środowiskowe

RG: Koszty zdrowotne i środowiskowe awarii w Fukushimie mogą być większe niż koszty Czarnobyla, jeszcze tego nie wiemy ale wykluczyć się tego nie da. Kiedy wyobrazimy sobie te tysiące ton wody lane bezpośrednio na rozgrzane pręty paliwowe, które rozrzucił wybuch wodoru, ciarki chodzą po plecach. Ta woda przetwarza się natychmiast w radioaktywną parę lub spływają jako radioaktywny wyciek do morza.
A koszty społeczne są niewyobrażalne. Wystarczy spojrzeć, jak wyszacował je w tej chwili rynek: amerykańska ekspertyza mówi o 155 miliardach USD oczekiwanych odszkodowań!

ECh: Jeżeli budowa elektrowni jądrowej zostanie rozpoczęta w Polsce, będą w nią wtopione olbrzymie pieniądze publiczne i to będzie kosztem rozwoju społecznego, wydatków na edukację, na ochronę zdrowia, na ochronę środowiska, na inwestycje proekologiczne, bo budżet państwa ma ograniczone zasoby, więc coś jest zawsze za coś. Warto zobaczyć proporcję: 28 mld zł na atom, a dla porównania: 8 mld wydaje się rocznie na emerytury, ponad sześć do siedmiu – na ochronę zdrowia dla wszystkich Polaków, więc to są koszty w ogromnej społecznej skali. Ale mówiąc o kosztach społecznych, nie można też mówić tylko o utraconych kwotach pieniędzy, które mogłyby trafić na cele społeczne. Myślę, że bardzo ważne jest też mówienie o tych bezpośrednich kosztach społecznych, które nie wyrażają się w przepływach pieniądza: pogorszenie jakości życia, osłabienie demokracji, wyjęcie kolejnej dziedziny spod kontroli obywateli…
Jest też sprawa kosztów społecznych lokalnych społeczności w Polsce, pierwsza polska elektrownia atomowa będzie budowana przypuszczalnie w okolicach Żarnowca na Pomorzu, czyli w specjalnej strefie ekonomicznej – oznacza to, że firmy będą mogły być zwolnione z podatków lokalnych i oznacza to przy większym zapotrzebowaniu na rozmaite inwestycje i usługi ze strony gospodarki regionalnej czy lokalnej, utratę potencjalnych dochodów dla gmin czy miast, i wiemy, że kończy się to wówczas brakiem środków na zabezpieczenie ludzi.
Wreszcie przypominam kwestię naszej odpowiedzialności za problemy społeczne w Nigrze, skąd pośrednio zamierzamy czerpać uran. Tam cały czas toczy się – jak nazwała to jedna z przywódczyń protestów przeciwko rozwojowi wydobycia uranu w Nigrze – wojna z ludźmi. I o tych kosztach, o krwi na rękach wszystkich, którzy korzystają z uranu wydobywanego w ten sposób, trzeba pamiętać.

Co zamiast atomu?

MN: W Polsce w tej dyskusji, która się przetacza teraz, chciałbym, żeby ją sprowadzić do rzeczywistych wielkości. Często używa się takiego argumentu, że bez energii jądrowej po prostu będzie kryzys energetyczny. Ten kryzys energetyczny już nas trafi koło roku 2015, bo będą musiały być wyłączane konwencjonalne bloki, które mają ponad 40 lat i dozór nie pozwoli, żeby pracowały dłużej. Musi być rekonstrukcja energetyki polskiej. I teraz ta rekonstrukcja musi się odbywać wielotorowo. I być może, że energia jądrowa też – te 3000 MW – będzie w tym nowym miksie energetycznym potrzebna. Ale trzeba to sprowadzić do właściwych proporcji: ona może dać około 10 % prądu w skali roku, pracując w podstawie. Czy to uzdrowi całą polską energetykę? Nie!
I jeszcze jeden element jest tutaj – polska energetyka, ponieważ jest oparta na węglu, jest niesłychanie ciężka, ma bardzo dużo elektrowni w podstawie, natomiast piki energetyczne są bardzo trudne do pokrycia. Brakuje nam tej flexibility. I tutaj potrzebne nam są z jednej strony elektrownie gazowe, lekkie elektrownie gazowe, które można w ciągu jednej minuty włączać, w ciągu kilku minut daje pełne obciążenie do sieci, właśnie na te piki.

ECh: Mamy cały szereg alternatywnych możliwości zabezpieczenia potrzeb energetycznych naszej gospodarki i ludności w Polsce, które w sumie okazują się o wiele tańsze. I tutaj chciałam odesłać państwa do bardzo ciekawego raportu na ten temat, na stronie Fundacji Heinricha Bölla?, o kalkulacji właśnie tych kosztów energii. Raporty rządowe zakładają stuprocentowy wzrost zapotrzebowania na energię, w sytuacji, kiedy od 2006 roku u nas to zapotrzebowanie de facto się zmniejsza o 6%.
MN: Mamy możliwość produkcji prądu z biomasy. Elektrociepłownie na biomasę, a również instalacje biogazowni mogą przecież produkować prąd elektryczny. Elektrociepłownia na biomasę jest i tania, korzysta z lokalnego rynku paliwa, daje zatrudnienie bardzo wielu ludziom, daje dochód rolnikom, a co daje elektrownia jądrowa? Ile osób będzie ona zatrudniała po wybudowaniu?

Demokracja energetyczna

MN: Dochodzimy tu do bardzo ważnego pytania: czy iść w kierunku wielkich, potężnych, pojedynczych inwestycji, czy też inwestycji rozproszonych po całym kraju? Tysiące małych inwestycji, których suma może dać tą samą ilość energii, ale w sposób bezpieczny, to jest energetyka XXI wieku. Jeżeli mówimy o bezpieczeństwie Polski, to paliwem które mamy na miejscu, na lokalnych rynkach i w sposób całkowicie bezpieczny możemy je wykorzystywać, jest biomasa. W tej chwili w Niemczech w sektorze odnawialnych źródeł energii pracuje 260 tys. osób – więcej, aniżeli w przemyśle samochodowym. My w Polsce sobie często nie zdajemy sprawy, jak się zmienia świat wokół nas! W Niemczech w tej chwili w fotowoltaice jest zainstalowanych 16 tys. MW; ponad 500 tysięcy małych instalacji na dachach! W samej fotowoltaice w Niemczech zatrudnionych jest 80 tys. osób, działa ponad 10 tys. małych firm lokalnych. To bardzo dobrze, dlatego że to jest technologia przyszłości! My mamy w Polsce 1,5 MW zainstalowanej mocy w instalacjach fotowoltaicznych; to mniej, niż jeden promil tego, co w Niemczech. Takie jest zapóźnienie Polski,
Rząd widzi tylko jedno panaceum na problemy energetyczne Polski: energię jądrową, natomiast cały świat idzie w kierunku rozproszonej energetyki odnawialnej.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *