Fot: kickitover.adbusters.org

Część ekonomistów nie chce zmiany

Jan Chudzyński , Hannah Dewhirst , Cahal Moran
29 września 2017
O studenckim ruchu na rzecz pluralizmu w ekonomii – z Hannah Dewhirst i Cahalem Moranem rozmawia Jan Chudzyński
Jan: Chudzyński: Czym jest grupa Post-Crash Economic Society i w jaki sposób jest ona związana z Rethinking Economics?

Cahal Moran: Post-Crash Economic Society jest kołem studenckim z Manchesteru, które powstało, żeby wesprzeć kampanię na rzecz zmian w edukacji ekonomicznej. To było trzy, cztery lata temu i w tym samym czasie pojawiły się też koła na innych uniwersytetach w Wielkiej Brytanii. Ich założyciele skończyli studia, po czym zdecydowali się stworzyć Rethinking Economics, która funkcjonuje dziś jako organizacja pożytku publicznego. Lobbują oni za zmianami w szkolnictwie wyższym i rozwiązaniami na rzecz wprowadzenia bardziej pluralistycznych programów studiów w dziedzinie ekonomii. Działają też jako wsparcie dla lokalnych grup, dbają o to, by pomimo ciągłej rotacji powodowanej ukończeniem studiów przez członków grup wiedza była zachowywana i przekazywana dalej.

Z kolei sieć ISIPE (Międzynarodowa Inicjatywa Studentów na rzecz Pluralizmu w Ekonomii) nie jest formalnie organizacją. To platforma dla międzynarodowego ruchu studentów i składa się z grup z całego świata, od Chile przez Wielką Brytanię, Ugandę, aż po Australię. Opublikowany na stronie ISIPE list podpisały nie tylko grupy studentów, ale też uznani wykładowcy, jak na przykład Thomas Piketty.

Z jakiego powodu zaczęły powstawać grupy takie jak PCES?

Hannah Dewhirst: Od początku chciano zmienić programy studiów na kierunkach ekonomicznych, uważano je bowiem za zbyt wąskie i oderwane od rzeczywistości. Z czasem pojawił się też postulat demokratyzacji ekonomii i przybliżenia jej opinii publicznej. Staramy się to robić poprzez zmianę używanego przez ekonomistów języka i nakłanianie ich do kontaktów z ludźmi spoza ich środowiska. W zeszłym roku udało nam się stworzyć portal internetowy Economy (www.ecnmy.org), gdzie można znaleźć artykuły i nagrania o tematyce gospodarczej dla osób, które nigdy nie studiowały ekonomii.

Udało wam się dotrzeć do szerszej grupy odbiorców?

Hannah Dewhirst: Mieliśmy wsparcie i byliśmy widoczni w mediach, udało nam się trafić do ogólnokrajowych gazet. To podnosi świadomość, ale teraz ważne jest by przekuć to na aktywność. A to już zadanie dla lokalnych grup na uniwersytetach, które powinny prowadzić kampanie i docierać do studentów i wykładowców.

 Czy studiowanie ekonomii wywołało kiedyś u was poczucie rozczarowania?

Cahal Moran: O tak. Pierwszy rok studiów nie jest wymagający i bardzo przypomina zajęcia z ekonomii w liceum. Za to na drugim, gdy zaczynają się już konkretne teorie i modele, przerabia się kolejne moduły bez sięgania do dowodów empirycznych. To po prostu abstrakcja. W czasie gdy byłem na studiach licencjackich, ani razu nie wspomniano o szalejącym wówczas kryzysie strefy euro. Wprawdzie o wcześniejszym kryzysie finansowym kilka razy napomknięto, ale i tak nie studiowaliśmy go zbyt szczegółowo na makroekonomii.

To właśnie czuli założyciele PCES. Byli zaskoczeni, czym jest ekonomia. Gdy szli na uniwersytet, spodziewali się, że będą w stanie rozumieć zdarzenia, o których słyszą w mediach. Tymczasem na studiach w ogóle się tym nie zajmujesz.

Hannah Dewhirst: W Manchesterze jestem na studiach magisterskich, a wcześniej zrobiłam licencjat w Oxfordzie. Kiedy szłam na ekonomię, chciałam uczyć się historii społecznej i dowiedzieć się więcej na temat gospodarczych ruchów społecznych w przeszłości, jednak niczego takiego w programie moich studiów nie było. A gdy badając zagadnienia z obszaru ekonomii politycznej, byłam zmuszona zapisać się na przedmiot z wydziału nauk politycznych, nie mogłam uwierzyć, że takie zajęcia nie są ujęte w programie studiów na wydziale ekonomii.

Skoro już mówimy o wydziale ekonomii, z jakimi reakcjami spotykają się tam wasze działania? Jest opór?

Cahal Moran: Tak, wciąż natykamy się na opór. Opowiadamy się za pluralizmem i uwzględnieniem większej ilości perspektyw teoretycznych, na to jednak wielu ekonomistów się nie zgadza. Są też tacy, którzy nawet gdyby się zgodzili, to i tak nie mają wystarczającej wiedzy w tym zakresie, by wykładać poszerzony materiał. Zresztą takie zmiany nie dokonały się jeszcze ani w Manchesterze, ani na innych uniwersytetach. Ale wprowadzenie bardziej praktycznego i bliższego rzeczywistości podejścia, więcej historii gospodarczej i historii myśli ekonomicznej czy zajęć z komunikacji, to postulaty, które da się zrealizować, i to widać na przykładzie Manchesteru. Pojawił się bowiem nowy przedmiot dotyczący polityk publicznych, a część wykładów została odświeżona, tak by były bardziej interesujące, jednak jeśli chodzi o te poważniejsze kwestie, to wszystko pozostało po staremu. Trudno jest przeforsować zmiany na wydziale, jeśli mogą być zablokowane przez samotne veto. Poza tym tak naprawdę nigdy nie wiadomo, jakie opinie przeważają wśród wykładowców.

Ale chyba można znaleźć jakieś pozytywne przykłady? Słyszałem, że Uniwersytet Kingston pod tym względem radzi sobie całkiem nieźle…

Hannah Dewhirst: Poziom pluralizmu w nauczaniu ekonomii na brytyjskich uniwersytetach jest zróżnicowany. W Manchesterze wciąż dominuje nurt neoklasyczny, jednak niektóre uniwersytety przez ostatnie lata sporo się zmieniły. Tak się stało między innymi we wspomnianym przez ciebie Kingston. Z kolei grupy studentów na Goldsmiths czy SOAS (Szkoła Studiów Orientalnych i Afrykańskich Uniwersytetu Londyńskiego) biorą udział w kampanii jedynie w celu wsparcia działań ogólnokrajowych, bo na tych wydziałach ludzie są raczej zadowoleni z programu studiów.

Cahal Moran: Zmiany zaszły na uniwersytetach, które wcześniej i tak były już bardziej pluralistyczne w nauczaniu ekonomii. I dlatego nigdy nie doświadczyły większych protestów ze strony studentów.

Hannah Dewhirst: I właśnie dlatego sieciowanie grup z całego kraju ma sens. Ludzie z bardziej pluralistycznych uniwersytetów mogą dzielić się doświadczeniami z osobami, które nie mają takiego szczęścia. To dobry impuls do działania.

Ciekawi mnie, czy wiecie coś na temat podobnych grup działających w Polsce?

Hannah Dewhirst: Nie słyszeliśmy o żadnych grupach działających w Polsce, ale w ostatnim miesiącu otrzymałam kilka maili od Polaków, którzy chcą zostać członkami Rethinking Economics.

Cahal, jesteś jednym z autorów książki Ekonokracja (The Econocracy). Twierdzicie w niej, że pozostawianie ekonomii ekspertom jest nierozsądne..

Cahal Moran: Książka ma dwa ważne przesłania. Po pierwsze, przedstawiamy opinie ruchu studenckiego na temat wszystkich niedomagań ekonomii i dokonujemy przeglądu programów nauczania ekonomii na siedmiu najlepszych brytyjskich uniwersytetach. Po drugie, pokazujemy że te problemy z ekonomią są naprawdę istotne dla świata. Bo oczywiście paleontologia jako dziedzina też może mieć swoje problemy, ale nie jest to aż tak ważne dla świata, ponieważ to ekonomia dominuje w polityce i w mediach. Ekonomia jest językiem raportów think-tanków, używa się jej w zarządzaniu bankami centralnymi i instytucjami takimi jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Poprawa edukacji ekonomicznej z jednej strony sprawiłaby, że eksperci byliby lepsi, a z drugiej pomogłaby odzyskać ekonomię z ich rąk i zachęcić do społecznego dialogu.

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Część ekonomistów nie chce zmiany

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *