Z naturą czy przeciw naturze?

Francesco Ajena , Andrzej Nowakowski
25 lipca 2018

Reputacja glifosatu, systemicznego herbicydu o szerokim spektrum zastosowań -najpopularniejszego na świecie środka przeciw chwastom, używanego też jako środek osuszający – podupadła w r. 2015 po publikacji raportu Międzynarodowej Agencji Badań nad Nowotworami (International Agency for Research on Cancer – IARC) należącej do Światowej Organizacji Zdrowia. Raport ten postawił serię pytań dotyczących bezpieczeństwa glifosatu oraz praktyk badawczych jego producenta, giganta chemicznego Monsanto.

Czy obecna debata nad zatwierdzeniem glifosatu, wywołana zaklasyfikowaniem tej substancji przez IARC jako „prawdopodobnie rakotwórczej u ludzi”, zapoczątkuje przejście do lepszego modelu rolnictwa? Modelu nieopartego na śmierci, jednorodności i jałowości spowodowanej stałym używaniem pestycydów w rodzaju glifosatu, lecz takiego, który bazowałby na życiu, bioróżnorodności i samorodnych procesach naturalnych, dzięki którym zapewniłby żyzność i produktywność w długiej, a nie krótkiej perspektywie?

Czym jest glifosat, jak się go używa i czemu go nie potrzebujemy?

Glifosat jest aktywnym składnikiem działającego niewybiórczo herbicydu Roundup, stosowanego do kontroli chwastów wieloletnich. Opracowała go w 1971 r. korporacja Monsanto, a w r. 1974 wypuściła na rynek. Wykorzystanie glifosatu na świecie wzrosło gwałtownie wraz z wprowadzeniem genetycznie zmodyfikowanej, odpornej na glifosat soi (w r. 1997) i kukurydzy (1998). W r. 2000 glifosat stał się najpowszechniej używanym herbicydem na świecie. [1]

Bezpieczeństwo glifosatu – lub jego brak – wciąż podlega sporom. Liczne agencje, łącznie z Europejską Agencją Bezpieczeństwa Żywnościowego (European Food Safety Authority – EFSA) i amerykańską Agencją Ochrony Środowiska (Environmental Protection Agency -EPA) wyraziły zdanie odmienne niż międzynarodowa agencja nowotworowa, bagatelizując obawy związane kancerogennością. Podczas gdy sprawa w sądzie federalnym w San Francisco rzuca cień na ocenę EPA – bazującą na badaniach przypisywanych Monsanto, z wykorzystaniem autora-widma – od ponad roku, po uznaniu przez EFSA glifosatu jako niepowodującego raka u ludzi, grupa Europejskich Zielonych (Greens-EFA)) domaga się, by EFSA upubliczniła badania, na których oparła swoją opinię, aby można było zweryfikować, czy bazowała ona na solidnych naukowych podstawach.

Debata naukowa pozostaje otwarta, jednak pytania wykraczają daleko poza sporną rakotwórczość glifosatu. Jak już wspomnieliśmy, glifosat jest sprzedawany jako herbicyd nieselektywny. Stosowany jest do eliminacji chwastów, zwłaszcza corocznie pojawiających się roślin i traw, które konkurują ze zbożami. Pierwotnie jednak został opatentowany jako antybiotyk, więc oprócz roślin zabija także bakterie, glony i grzyby. Jest ponadto coraz częściej używany jako osuszacz i środek przyspieszający dojrzewanie: jeśli zastosować go na prawie dojrzałe uprawy, roślina umiera od środka, co przyspiesza dojrzewanie rozwijających się w niej nasion. Dla roślin takich jak rzepak oznacza to też, że wszystkie są tak samo dojrzałe, co ułatwia zbiory.

Przede wszystkim należy zaprzestać stosowania herbicydów jako środków osuszających i przyspieszających dojrzewanie; przy pryskaniu łodyg, na których rosną dojrzewające nasiona czy owoce, przedostanie się podwyższonych poziomów resztek pestycydów do końcowych produktów spożywczych jest nieuniknione. EFSA odkryła, że ponad 97% jedzenia w UE zawiera pozostałości pestycydów „w granicach limitów prawnych”. Niezależnie od tego, jak ustalane są te „limity prawne”, niewiele wiadomo o długoterminowym zagrożeniu, jakie stanowi dla ludzi i innych zwierząt stałe i wielokrotne narażenie na kontakt z pozostałościami pestycydów.

Wreszcie, istnieją dowody [2], że obecność chwastów wpływa ujemnie na plony tylko w niektórych warunkach i że pola całkowicie wolne od chwastów nie są potrzebne. Wiele dzikich roślin tworzy warunki, które pozwalają przeżyć innym dobroczynnym gatunkom, chroniącym uprawy przed szkodliwymi owadami. Co więcej, rośliny nazywane „chwastami”, kwitnące w różnych momentach, zapewniają na cały sezon źródło pożywienia dla zapylaczy, co z kolei pozwala zwiększyć plony w całym agroekosystemie.

Kontrowersyjny proces autoryzacji

UE ma dość restrykcyjny system oceny pestycydów. Unia zatwierdza substancję aktywną tylko na ograniczony czas (do 15 lat), po którym zgodę trzeba odnowić. Co do glifosatu, był on przedmiotem oceny od r. 2012, w celu możliwego zatwierdzenia na kolejny okres. Zgoda UE na stosowanie substancji aktywnej pozostawia decyzję co do autoryzacji produktu końcowego (którego częścią jest dany składnik aktywny) w rękach państw członkowskich. Niemniej jednak w przypadku odrzucenia substancji aktywnej na poziomie UE, państwa członkowskie są zobowiązane do wprowadzenia zakazu do swoich systemów prawnych.

W październiku r. 2015, po tym jak EFSA – w sprzeczności z oceną IARC – uznała, że glifosat „najprawdopodobniej nie powoduje raka u ludzi”, Komisja Europejska tymczasowo zatwierdziła glifosat do czerwca 2016 r.. W lecie r. 2016, po długiej kampanii setek tysięcy Europejczyków, Komisja Europejska nie była w stanie zatwierdzić glifosatu na pełne 15 lat, zgodziła się więc jedynie na 18-miesięczne odnowienie licencji.

Obecnie przyjęto wydłużenie terminu na określony czas, dopóki Europejska Agencja Chemiczna (European Chemical Agency – ECHA) – odpowiedzialna za zarządzanie procesem zharmonizowanej klasyfikacji (CLH) groźnych substancji chemicznych – zakończy swoje dochodzenie w kwestii kancerogenności glifosatu.

W styczniu 2017 r. do Komisji Europejskiej wpłynęła Europejska Inicjatywa  Obywatelska – petycja stworzona przez obywateli UE, by „zaproponować państwom członkowskim zakaz stosowania glifosatu, zreformować procedurę akceptacji pestycydów i ustalić cele obowiązkowej redukcji wykorzystania pestycydów na poziomie całej UE”.

Poza obecną debatą publiczną

Choć debata publiczna związana z ponownym zatwierdzeniem glifosatu skupiła się głównie wokół tematu rakotwórczości, stopniowo stało się jasne, że problem daleko wykracza poza pytanie, czy glifosat powoduje raka. Ostatnie dyskusje na poziomie narodowym i ponadnarodowym ujawniły obawy dotyczące obecnego  modelu naszego rolnictwa – bazującego na nadużywaniu zabójczych substancji chemicznych – i potrzebę przejścia do zrównoważonej produkcji żywności, w tym do zrównoważonej ochrony i nawożenia roślin.

Przyszłość jedzenia i zdrowego środowiska leży we współdziałaniu z naturą i naturalnymi procesami, a nie na walce z nimi, z naciskiem na ograniczenie zależności rolników od coraz droższych nakładów rolniczych i skupienie się na żywej, zdrowej glebie. Należy rozwijać dobroczynny wpływ funkcji ekosystemów, aby chronić i wspierać rośliny uprawne i dostarczać im wartości odżywczych.

Przyjęcie paradygmatu agroekologicznego sprawiłoby, że pestycydy stałyby się przestarzałe, ponieważ cały agroekosystem gospodarstwa byłby tak zaprojektowany, by kontrolować rozrost chwastów. Istnieją liczne techniki zapobiegania zbytniej konkurencji ze strony chwastów, używane w różnych systemach produkcyjnych – ściółkowanie, płytka orka lub drapanie podłoża w celu usunięcia chwastów z trudnymi do uchwycenia i płytkimi korzeniami, płodozmian przerywający cykl reprodukcyjny oraz niepozwalanie chwastom na rozsiewanie się – które, jak wykazano, są co najmniej równie ekonomiczne jak stosowanie glifosatu i nie powodują negatywnych konsekwencji dla bioróżnorodności, jakie stwarza długotrwałe stosowanie pestycydów. Takie agroekologiczne podejście, z powodzeniem stosowane w rolnictwie organicznym, nazwane zostało „metodą wielu małych młotków”, jako alternatywą dla pestycydowego buldożera.

Fundamentalny problem związany z podejściem metodologicznym EFSA do zatwierdzania substancji polega na tym, że znaczące znaleziska naukowe nikną w masie licznych badań, nie uwzględniających całościowego oglądu. Skupianie się w dyskusji na złych konsekwencjach użycia glifosatu oznacza, że interesujemy się tylko skutkami, a nie przyczynami problemu.

Pozytywne skutki odejścia od glifosatu

Rolnicy organiczni dowiedli, że produkcja rolna bez pestycydów jest możliwa i potrafi osiągać zbliżone plony. Pierwszym krokiem do uzyskania produkcji organicznej może być Zintegrowana Kontrola Szkodników (Integrated Pest Management – IPM). Wydajność IPM zależy od bioróżnorodności, osiąganej np. poprzez dobroczynne gatunki żerujące na szkodnikach w glebie i w szerszym agroekosystemie. Jednak te gatunki albo też źródło ich pokarmu bądź siedlisko podlegają działaniu oprysków glifosatem. Dzięki zmniejszeniu zależności od pestycydów, a zatem zwiększeniu bioróżnorodności i procesów naturalnych w glebie i na powierzchni, na polach i wokół nich, pestycydy mogą stać się przestarzałe i niepotrzebne.

Mniejsza zależność od nakładów chemicznych i dbanie, by szkodniki i chwasty nie stały się problemem, oznacza większą autonomię dla rolników. Ceny nakładów rosną w ostatnich dziesięcioleciach i przyczyniają się do wzrostu kosztów produkcji rolnej. Jednocześnie spadające ceny, za które rolnicy mogą sprzedać swoje produkty, stawiają pod znakiem zapytania opłacalność produkcji rolnej, a w niektórych sektorach koszty produkcji przekraczają dochody. Agroekologiczne alternatywy dla pestycydów i herbicydów nie tylko są bardziej ekologiczne i długoterminowo wydajniejsze, mogą też być bardziej dostępne cenowo w sektorze, gdzie producenci muszą płacić coraz więcej za nakłady i materiały i nierzadko dopłacać do interesu z powodu niskich cen skupu.

Wspomagając bioróżnorodność, pozwolimy również rolnictwu odegrać rolę w walce ze zmianami klimatycznymi. Przywrócenie gleb do życia, z głębszą, żywą warstwą urodzajną oraz większą ilością próchnicy, nie tylko pomoże zwiększyć ich zdolność magazynowania węgla. Systemy rolnicze będą dzięki temu lepiej chronione przed powodziami i suszami, które w związku ze zmianami klimatycznymi występują coraz częściej.

Co więcej, zabijanie wszystkich chwastów i dzikich kwiatów oznacza mniej pożywienia przez cały rok dla pszczół i innych dziko żyjących zapylaczy, co skutkuje mniej wydajnym zapylaniem w okienku czasowym, gdy uprawy zapylane przez owady zaczynają kwitnąć, w związku z czym spadają plony. Zapylanie krzyżowe wspomaga co najmniej 30 procent światowych upraw i 90 procent dzikich roślin. A zatem przywracając bioróżnorodność, zwiększylibyśmy także produktywność upraw.

Co musimy zrobić w zamian

Po pierwsze, glifosatu trzeba zakazać wszędzie, gdzie się da. W roku 2016 Francja zrobiła pierwszy krok w dobrym kierunku, zakazując użycia glifosatu na publicznej przestrzeni zielonej, jednocześnie uniemożliwiając nieprofesjonalnym ogrodnikom zakup pestycydów w wolnym obrocie. To samo wydarzyło się w Walonii (Belgia): od 1 czerwca 2017 konsumenci prywatni nie mają już dostępu do tego produktu. Pokazuje to, że niezależnie od decyzji Komisji Europejskiej, państwa i regiony europejskie mogą podejmować własne działania.

Po drugie, musimy wspierać efektywną wymianę wiedzy i porad. Jest to konieczne, by nauczyć rolników, jak implementować alternatywne techniki i osiągnąć transformację w rolnictwie, np. poprawne stosowanie płodozmianu czy wprowadzanie metod ze zbioru „wielu małych młotków”. Wielu technik radzenia sobie z chwastami, stosowanych, zanim zaczęto systematycznie, na szeroką skalę wykorzystywać glifosat i inne pestycydy, trzeba się będzie nauczyć ponownie, trzeba też będzie dzielić się innowacjami nieopartymi na chemikaliach. Na szczęście odpowiednie po temu struktury już istnieją, a wszystkie państwa członkowskie mają możliwość skorzystania z drugiego filaru Wspólnej Polityki Rolnej (Common Agricultural Policy, CAP), żeby finansować takie usługi doradcze.

Po trzecie, przejście do nowego modelu trzeba sfinansować. Rolnicy nie powinni być narażeni na ryzyko finansowe związane z kosztami transformacji, np. uczeniem się i wdrażaniem alternatyw dla chemii; ten ciężar powinny wziąć na siebie finanse publiczne, jako że osiągnięcie zrównoważonego i zróżnicowanego biologicznie rolnictwa jak najbardziej leży w interesie publicznym. Dobra wiadomość jest taka, że już istnieje struktura i programy, skłonne wziąć na siebie koszty w ramach filaru Rozwoju Obszarów Wiejskich CAP.

Po czwarte, musimy z entuzjazmem podejść do agroekologii. Ona istnieje, działa, jest open-source. Czemu nie mielibyśmy po prostu wykorzystać koniunktury? Prawdziwa alternatywa oznacza nie tylko zmianę produktu, ale całego paradygmatu, wybór urodzaju, różnorodności i długotrwałej żyzności zamiast jednorodności i jałowości – podejście, które jest już z powodzeniem stosowane w rolnictwie organicznym. Taka zmiana została właśnie zarekomendowana w najnowszym raporcie Międzynarodowego Panelu Ekspertów ds. Zrównoważonych Systemów Żywnościowych (International Panel of Experts on Sustainable Food Systems – IPES), koordynowanego przez byłego sprawozdawcę ONZ ds. prawa do żywności, Oliviera de Schuttera.

Kiedy rolnicy przyjmują metody bazujące na agroekologii, pojawiają się liczne korzyści dla środowiska, rolników, dla upraw, a nie tylko większa odporność na zmiany klimatyczne, co jest największym wyzwaniem, jakie stoi dziś przed rolnictwem. Pokazują to nie tylko badania naukowe, ale też społeczności z doświadczeniem w dzieleniu się pomysłami i wiedzą pomiędzy rolnikami. Co więcej, te przyjazne dla środowiska metody są wydajne ekonomicznie i wystarczająco produktywne, by wyżywić nas wszystkich.

Tak samo jak wtedy, gdy Rachel Carson opublikowała „Milczącą Wiosnę” w r. 1962, nie chodzi tu o konflikt między polityką naukową i „antynaukową”, ale o konflikt wewnątrz nauki: pomiędzy chemią – oraz interesami korporacji, które kontrolują infrastrukturę i, co zrozumiałe, bronią swojego modelu biznesowego – oraz ekologią. Ostatecznie sprowadza się to do wyboru między walką przeciw naturze a współdziałaniem z nią dla wzbogacenia naszego życia i diety.

Przypisy

[1] Baylis, A.D., 2000. Why glyphosate is a global herbicide— strengths, weaknesses and prospects: Pesticide Management Science, wydanie. 56, nr 4, str. 299–308.

[2]Andreasen, C. et al., 1996: Decline of the flora in the Danish Arable field. J. Appl. Ecol. 33, str. 619-626. Duńskie badania nad gatunkami dzikich roślin od roku 1970 do 1990 pokazują, że na chwasty rosnące na polach uprawnych składa się ok. 200 gatunków dzikich roślin, lecz ok. 80% z nich nie jest w stanie konkurować z uprawami i nie wpływa znacząco na plony w żadnych dobrze zarządzanych gospodarstwach. A zatem tylko pozostałe 20% gatunków chwastów jest tak żywotne, że potrafi wyraźnie wpłynąć na plony.

Artykuł „Working With Nature or Against It?” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Wojciech Żakowicz

Zdj. Ewald Schnug na licencji CC BY-SA 4.0

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.