Think Tank Feministyczny

Sprzedawanie seksu i tlenu w Kostaryce

Iza Desperak
7 stycznia 2014

W tekście o znaczącym tytule „Kto płaci za protokół z Kioto? Sprzedawanie tlenu i seksu w Kostaryce” Ana Isla zwraca uwagę na pułapkę, jaką bogata Północ, a konkretnie elita ekomenadżerów zgotowała ubogim z globalnego Południu pod pretekstem dbałości o przyrodę.

Zatroskani o zmniejszenie efektu cieplarnianego, w którymś momencie globalni zarządcy środowiska wpadli na pomysł, że samo zmniejszanie emisji ma wartość, wyrażalną i mierzalną ekonomicznie. A więc tą wartością można zarządzać rynkowo, a nawet nią handlować. Stąd niedaleko już do pomysłu, by jedni odkupywali tę wartość od drugich. Zamiast inwestować w zmniejszanie emisji CO2, bogate kraje i firmy z globalnej Północy mogą odkupić certyfikaty emisji od tych, co emitują mniej, niż przewidziano.

Następnie pojawiła się teoria „carbon sinks” czyli zbiorników, które pochłaniają CO2. Taką rolę mogą pełnić południowoamerykańskie lasy deszczowe. I tak się stało. Lasy deszczowe uznano za niemal globalną wartość, a państwa, na których terenie się one znajdują, oddały je do dyspozycji koncernom lub zamieniły na zarządzane z zewnątrz rezerwaty.

Wszystko na pierwszy rzut oka wygląda dobrze, jednak gdy przyjrzymy się temu, co się dzieje np. w Kostaryce, odkryjemy, że zostaliśmy oszukani po raz kolejny, a pod płaszczykiem nowoczesnej polityki sprzedano nam zysk nielicznych beneficjentów i wyzysk nieco bardziej licznej ludności lokalnej.

W polityce liczą się wielcy właściciele, a nie mali. Zarząd lasów deszczowych premiuje i preferuje własność wielkopowierzchniową. Mieszkańcy, którzy nie posiadali niczego, lub drobni rolnicy, wynajmujący chaty (ranchos) stali się mieszkańcami slumsów (tugurios). Lasy deszczowe stały się przedsiębiorstwami, gdzie się sadzi, zbiera i zarabia – przy okazji ingerując w ekosystem. Ale kogo to obchodzi, skoro sadzenie obcych tam gatunków drzew generuje zysk z ich sprzedaży? Z jednej strony kapitalistyczne przewartościowanie zasobów przyrody w rynkowe dobra o mierzalnej wartości, z drugiej patriarchalne zarządzanie środowiskiem – godzą w lokalne społeczności.

Przy okazji sprzedaży tlenu bogatej Północy mieszkańcy biedniejszego Południa zostali wywłaszczeni bez odszkodowania czy alternatywnych źródeł dochodu. Ze świata, w którym tradycyjnie gospodarując, w oparciu o przyrodę i pracę opiekuńczą kobiet zapewniali sobie warunki do życia zesłani zostali do świata, gdzie liczy się pieniądz.

Eksmisja umieściła Kostarykanki na marginesie światowej ekonomii. Kobiety zaś okazały się tymi, które mogą swoim bliskim zapewnić przetrwanie w miejskich slumsach. Skoro sprzedawać to jedyna reguła, to np. kobiety sprzedają swoje ciała, bo nie mają nic innego. Ich klienci pochodzą z krajów, gdzie mieszczą się siedziby instytucji współodpowiedzialnych z lokalnymi decydentami za dług Kostaryki.

Co szczególnie uderza, za zjawiska te obok państwa i patriarchalnego kapitalizmu są odpowiedzialni ekolodzy i potężne północne ekologiczne organizacje pozarządowe, przyczyniające się do wyzysku lokalnej ludności. Dominacji kredytodawców nad dłużnikami towarzyszy dominacja nad kobietami. Wyzysk przybiera także postać handlu ludźmi – kobietami i dziećmi. Zyski z tego handlu – oskarża Ana Isla – trafiają do kredytodawców. Zadłużenie zaś Kostaryki w instytucjach finansowych przypomina zadłużenie kobiet u ich alfonsów.

Ten argument powinien wystarczyć, by poddać krytycznej rewizji koncepcję i praktykę czynienia z południowoamerykańskim lasów deszczowych zbiornika tlenu dla Północy, jak i ideę „handlowania” zasobami naturalnymi, która służy praktyce neokolonialnego wyzysku. Na pozorność korzyści wynikających z handlowania tlenem wskazują kolejne okoliczności. Przedsiębiorstwa, które działają na terenie lasów deszczowych, bynajmniej nie zachowują tej odgrodzonej od tradycyjnych jej współmieszkańców przyrody w stanie nienaruszonym, co by może mogło służyć jakimś absurdalnym uzasadnieniem „kosztów ludzkich” tych inwestycji. Zajmując się produkowaniem mierzalnego zysku, wydobywają z ziemi surowce, korzystają z zasobów bioróżnorodności, zastępują tradycyjne gatunki bardziej „ekonomicznymi”, co prowadzić może, pod wciąż szczytnymi hasłami, do destrukcji lasów deszczowych w imię zysku – jedynej wartości, jakiej służą.

Ana Isla, „Who pays for the Kyoto Protocol? Selling Oxygen and Selling Sex in Costa Rica”, w: „Eco-Sufficiency and Global Justice. Women write political ecology”, red. Ariel Salleh, London – New York 2009 oraz „The Tragedy of the Enclosures: An Eco-Feminist Perspective on Selling Oxygen and Prostitution in Costa Rica”.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *