Fair trade

Sprawiedliwy handel i ekologia

Jeremy Piercy
17 października 2011

Mogłoby się wydawać, że budowa zielonego społeczeństwa wymaga rezygnacji z importu towarów. Niekoniecznie. Sprawiedliwy handel (fair trade) może przyczynić się do wyciągnięcia ludzi z biedy, a także do lepszej ochrony środowiska.

Bogactwo mieszkańców Europy i Ameryki Północnej zostało w znacznej części nabyte wskutek wyzysku pracy ludzi w naszych byłych koloniach. Czy powinniśmy oddać ten dług? Można tworzyć rozbudowane teorie wyjaśniające dotychczasowy kierunek rozwoju świata oraz przyczyny różnic w rozwoju gospodarczym między różnymi krajami. Pewne rzeczy są jednak oczywiste i bez takich teorii. Kiedy ludzie pracują długie godziny w straszliwych warunkach za nędzne wynagrodzenie, podczas gdy firmy sprzedające wytworzone przez nich produkty zarabiają miliardy, to nie jest sprawiedliwe. Nie jest też sprawiedliwe, gdy większość z nas, mieszkańców Wielkiej Brytanii, stać na to, by kupić sobie więcej ubrań, niż są w stanie zużyć, a ceny odzieży są niskie, bo wytwarza się ją w fabrykach, w których harują dzieci. To jest nasz dług do spłacenia wobec Trzeciego Świata. Mamy obowiązek dopilnować, by to się zmieniło.

Bieda nie jest koniecznością. Tak jak nie był nią wyzysk dzieci w Wielkiej Brytanii w XIX w. Można by ją łatwo wyeliminować praktycznie we wszystkich częściach świata, gdyby handel międzynarodowy był prowadzony w sposób bardziej sprawiedliwy. Nie wymagałoby to wielkiego osobistego poświęcenia. Przeciętne gospodarstwo domowe w Wielkiej Brytanii wyrzuca żywność wartą 400 funtów rocznie. To ogromna strata! To więcej niż wynoszą roczne dochody większości rodzin w wielu krajach rozwijających się. Gdybyśmy ukrócili to marnotrawstwo i przeznaczyli zaoszczędzone środki na produkty wytwarzane według zasad fair trade, byłaby to jedna z wielu rzeczy, jakie można zrobić w celu poprawy doli producentów żywności, którą jemy.

Trzecia co do wielkości w Wielkiej Brytanii sieć hipermarketów Sainsbury pokazała, że możliwa jest sprzedaż żywności pochodzącej z fair trade po zwykłych cenach. Ich banany są często tańsze niż te sprzedawane na pobliskim targu. To inspirujący przykład tego, co może zrobić jedna sieć sklepów, zachowując przy tym wzrost sprzedaży i zysków. Ponadnarodowe korporacje osiągają ogromne zyski kosztem producentów żywności, którym należy się sprawiedliwszy podział dochodów uzyskanych ze sprzedaży ich produktów.

Jako jednostki możemy głosować portfelem, decydując się na zakup produktów fair trade. Politycy to wiedzą i powinni liczyć się z naszym głosem. Przecież nikt z nas nie chce, aby ludzie w innych krajach głodowali. Popierając żywność z fair trade pokazujemy, że jesteśmy gotowi zapłacić nieco więcej. Ale to wszystko odbywa się na poziomie indywidualnym. Aby zwalczyć biedę, potrzebne są działania na poziomie rządów. Potrzebne jest prawodawstwo, które doprowadzi do tego, że handel między krajami biedniejszymi a bogatszymi będzie przebiegał według sprawiedliwszych zasad.

Na szczęście w coraz większym stopniu stajemy się świadomi związków między sprawiedliwym handlem a zieloną polityką. Dobrze wiadomo, że zamożne kraje zużywają więcej zasobów niż nasza planeta jest w stanie odtworzyć. Ale także bieda jest szkodliwa dla środowiska. Gdy ludzie nie mają poczucia bezpieczeństwa, decydują się na więcej dzieci, aby ktoś zajął się nimi gdy będą starzy lub niezdolni do pracy. To z kolei prowadzi do wzrostu liczby ludności i większego zapotrzebowania na żywność i ziemię. Wielu ludzi mieszka w slumsach, dzielnicach nędzy lub wioskach bez elektryczności – potrzebują więcej drzew na opał. Ponieważ globalne zasoby się kurczą, jest to coraz poważniejszy problem.

To zaklęty krąg. Zwiększona konsumpcja zasobów przyczynia się do globalnego ocieplenia, które z kolei zwiększa biedę. Nie ma sensu szukać ludziom pracy, czy to godziwie płatnej czy nie, jeśli ziemia, na której stoi ich dom, zostanie zalana przez powódź. Cyklony, tsunami i inne ekstremalne zjawiska pogodowe stają się coraz powszechniejsze. Susze niszczą uprawy, a wskutek podnoszenia się poziomu wód morskich ludzie zamieszkujący regiony nisko położone tracą domy.

Na dodatek presja na coraz większą ilość terenów pod zabudowę, jak również rosnące ceny ropy także podnoszą koszty produkcji żywności. Jeśli dotyka to nawet mieszkańców Wielkiej Brytanii, gdzie na żywność wydaje się tylko nieznaczną część dochodów, to jak musi to wyglądać w krajach Trzeciego Świata? Miliard ludzi jest zmuszonych przeżyć za jednego dolara dziennie, wydając więcej niż połowę swoich dochodów na żywność. Dla nich rosnące ceny żywności to katastrofa.

Rozwiązanie jest proste. Rynek produktów fair trade jest jeszcze ciągle niewielki. Ale im więcej konsumentów będzie upierać się przy fair trade, tym więcej zamówień można będzie skierować do krajów rozwijających się. I tym więcej powstanie miejsc pracy opartych o zasady sprawiedliwego handlu.

Wielu producentów sprzedaje jedynie niewielką część swoich towarów według zasad fair trade. Może 20, może 30%. Reszta jest sprzedawana na normalnych komercyjnych zasadach handlowcom oferującym o wiele gorsze warunki finansowe i płacącym dopiero po realizacji zamówienia. To z kolei zmusza producentów kupujących surowce do pożyczania pieniędzy po zawyżonych stawkach. Ponadto handlowcy nie dają wystarczająco dużo czasu na produkcję. A jeśli klient odwoła zamówienie, przerzucają całą odpowiedzialność na producenta, mówiąc „Przykro mi, ale to nie nasz problem. Nasz klient zmienił zdanie”. To powoduje, że rzemieślnik nie otrzymuje zapłaty za poniesiony trud i zostaje z towarem, którego sprzedaż może być trudna lub niemożliwa.

Pewnego razu w Dilli Haat (wielki bazar w New Delhi z żywnością i rzemiosłem z różnych rejonów Indii – przyp. tłum.) natknąłem się na stoisko z ręcznie robionymi na drutach wełnianymi swetrami, podobnymi do tych, jakie sprowadzane są do Europy z Nepalu czy Peru. Chwilę targowałem się ze sprzedawczynią i kiedy uzgodniliśmy cenę – w ostatniej chwili – pomyślałem, że powinienem go chyba najpierw przymierzyć. To był dobry pomysł, bo okazało się, że sweter ledwo przechodził mi przez głowę.

Schowałem więc pieniądze do kieszeni i już miałem odchodzić, sprzedawczyni nie dała jednak tak łatwo za wygraną. „Nahi, nahi” – zawołała. – „Nie, nie!”. Po czym zaczęła coś szybko mówić w hindi, podeszła do mnie, okręciła mi ręce wokół szyi i zaczęła mocno ściskać.

W pierwszej chwili myślałem, że próbuje mnie udusić. Usiłowałem się wyswobodzić, ale po ciężkim dniu mój czas reakcji był już mocno spowolniony. Po chwili zdałem sobie sprawę, że kobieta próbuje mi powiedzieć, że ten sweter ma za ciasny otwór na głowę – co oczywiście już wiedziałem. Pokazała na swój nadgarstek – nie miała zegarka, ale zorientowałem się, że o nim mówi – i unosi w górę dłonie, pokazując dziesięć palców. Potem wzięła do ręki parę drutów i uśmiechnęła się kiwając głową.

Zrozumiałem, że chciała mi powiedzieć, że może powiększyć otwór swetra w dziesięć minut. Pokiwałem głową i uśmiechnąłem się do niej, po czym odwróciłem się, aby odejść. Nie spodobało jej się to. Wyciągnęła prawą rękę i wykonała znaczący gest, jakby mówiła „Proszę najpierw zapłacić!”. Nie chciała pozwolić mi odejść bez zapłaty. Dziesięć minut później wróciłem i sweter był gotowy. Pasował idealnie.

Możecie sobie wyobrazić taką sytuację w Wielkiej Brytanii? Ilu sprzedawców umiałoby w ogóle robić na drutach?? Dawno minęły czasy, kiedy na każdej ulicy znajdowało się kila warsztatów krawieckich, zegarmistrzowskich czy kowalskich. Żyjemy w społeczeństwie jednorazowego użytku, gdzie produkt, który ulegnie awarii lub zużyciu łatwiej jest zastąpić nowym, niż go naprawić.

Sprawiedliwy handel jest nierozerwalnie związany z troską o środowisko. W ruchu na rzecz sprawiedliwego handlu musimy się uwrażliwić na to, jak globalne ocieplenie i inne kwestie środowiskowe dotykają ludzi, którym staramy się pomóc. Kwestie z ochroną środowiska musimy postawić na pierwszym miejscu, np. przez analizę naszych sposobów działania i zmniejszenie emisji CO2. Musimy lepiej rozumieć tę problematykę, propagować zwiększenie świadomości i ściśle współpracować z ruchem ekologicznym.

Ekolodzy muszą z kolei uwrażliwić się na kwestie ubóstwa i jego wpływ na środowisko, a także na związek handlu z tym wszystkim. Zasoby planety wyczerpują się wskutek naszego zapotrzebowania na coraz więcej produktów, wytwarzanych coraz dalej od miejsca, w którym żyjemy. Handel leży w samy środku tego splotu. Dlatego tak wielkie możliwości stwarza współpraca między ruchem ekologicznym a ruchem na rzecz sprawiedliwego handlu, poszukującym zrównoważonych alternatyw dla normalnego handlu komercyjnego.

Jak radzi sobie Shared Earth, brytyjska sieć sklepów oferująca detaliczną i hurtową sprzedaż przyjaznych ekologicznie produktów fair trade? Recesja jest oczywiście powodem do obaw. Wartość własności może się kurczyć, ale jestem przekonany, że sprawiedliwy handel rozwija się i wydaje mi się, że Shared Earth znalazło formułę, która działa. W ciągu ostatnich dwóch lat zwiększyliśmy liczbę sklepów z 5 do 8, w tym jeden w Stratford-upon-Avon, otwarty w październiku 2008 r.

Nasze wysiłki skupiają się obecnie na odnalezieniu się w trudnych czasach recesji. Ale popełnilibyśmy błąd, gdybyśmy zdecydowali się stać w miejscu. Jeśli cokolwiek rośnie w szybszym tempie niż poparcie dla sprawiedliwego handlu, to jest to troska o środowisko. Moją kolejną ambicją jest stworzenie „ekosklepu”, w którym dostępne byłyby zarówno produkty fair trade, szczególnie wykonane z materiałów uzyskanych z recyklingu, jak i urządzenia energooszczędne, ekologiczne AGD itd. itp. Większość produktów sprzedawanych w sklepach Shared Earth już dziś wykonywana jest z materiałów ekologicznych i pochodzących z recyklingu. Ale środowisko jest priorytetem i chcemy pójść o krok dalej.

Jak w ciągu ostatnich lat zmieniło się nastawienie handlowców stosujących idee fair trade do środowiska? Dwadzieścia lat temu pewna klientka weszła do sklepu One World („jeden świat” – przyp. red.) w Edynburgu i złożyła reklamację na zakupiony wcześniej zestaw przyborów do pisania wykonanych z materiałów z recyklingu. Handel zawsze wiązał się z szerokim wyborem i dystrybucją produktów fair trade do wielu sklepów. Ale tej klientce wydawało jej się, że one w ogóle nie powinny się tam znaleźć.

„Ten sklep powinien nazywać się raczej Trzeci Świat”, żaliła się. „Jeśli będziecie dalej wciskać te buble, przestanę u was kupować”.

Taka reakcja byłaby dziś mało prawdopodobna. Zaczynamy wreszcie dostrzegać, jak blisko łączą się ze sobą kwestie biedy i środowiska. Sprawiedliwy handel może zarówno stać się częścią tego problemu, jak i częścią rozwiązania.

Jako importerzy i konsumenci towarów fair trade, mamy coraz lepiej sprecyzowane wymagania dotyczące tego, co chcemy kupować. Mamy dobry powód, żeby pytać producentów o stosowane przez nich praktyki, jako że przepisy związane z ochroną środowiska są zwykle surowsze i z większym rygorem wprowadzane w życie w krajach rozwiniętych niż w Trzecim Świecie. Jednak problemy środowiska, z którymi musimy się zmierzyć, są w dużym stopniu spowodowane nadmierną konsumpcją i jesteśmy za to odpowiedzialni. Zarówno koszty środowiskowe, jak i ekonomiczne kupowanych przez nas produktów powinny być wliczone do rachunku. I powinniśmy być przygotowani, by sprawiedliwie za nie zapłacić.

Artykuł ukazał się na stronie magazynu Green World. Przekład Mateusz Urban.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Sprawiedliwy handel i ekologia

  • 17 października 2011 at 07:23
    Permalink

    Ciekawe jak autor zapatruje się na dylemat sprawiedliwy handel vs. konsumowanie lokalne w kwestii skutków środowiskowych transportu dóbr. Ideologia lokalności jest w zasadzie z ekologicznego punktu widzenia nieskazitelna, ale zawiera w sobie pierwiastek ukrytego protekcjonizmu/merkantylizmu i lekką nutę „zielonego nazizmu” (np. w wydaniu niemieckim) – stawianie na „naszość” ponad obcością. Z drugiej strony, fair trade jest socjo-ekonomicznie godny pochwały, ale jego relacje z ekologią nie są tak jasne, jak przedstawia powyższy artykuł. Aby racjonalnie i obiektywnie ocenić fair trade w jego obecnej formie trzeba wyzbyć się post-kolonialnego kompleksu i fetyszu „indigenous people”. Mówię to jako konsument, który póki co kiedy tylko ma wybór miedzy produktem normalnym a FT wybierze FT – kiedy jednak wybór dotyczy produktu z eko-certyfikatem a FT, zastanowi się dwa razy.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *