Banknoty

Rząd wycenia przyrodę

Krystyna Słodczyk
17 marca 2011

Państwo zachowuje się jak zubożała hrabina, która wyprzedaje rodowe klejnoty, aby zjeść posiłek w barze mlecznym.

Najpierw Minister Skarbu zdecydował o wyprzedaży Austriakom kolejki na Kasprowy Wierch. Wprawdzie Tatry to dobro narodowe, ale zysk ważniejszy. Sprzeda się kolejkę i teren górnej stacji, zyska się trochę grosza na podtrzymanie przy życiu PKP. Potem Ministerstwo Środowiska nakazało dyrekcjom parków narodowych podać wartość ich terenów. Nie wiemy dlaczego, podobno to taki  rytuał, ale wiadomo, że jak coś ma wycenioną wartość, to może być przedmiotem transakcji. Uznać więc można taką wycenę jako wstęp do komercjalizacji polskiej przyrody. Dwadzieścia trzy parki narodowe muszą określić, ile warte są ich tereny, Morskie Oko na przykład, albo Krutynia czy Trzy Korony.

Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego jest przeciwny w obu tych przypadkach,  nie chce sprzedać Kasprowego i nie chce wyceniać Doliny Pięciu Stawów. Upatruje w tych przedsięwzięciach – słusznie! – końca ochrony przyrody. Tak czy siak wycenę robić trzeba, bo za jej brak grozi odpowiedzialność karna. Najwyższa Izba Kontroli  przypomniała o konieczności wyceny narodowego  dobra, jakim jest niewątpliwie polska przyroda, chroniona w enklawach zwanych parkami narodowymi. Z przedstawionego przez NIK raportu wynika, że dyrekcje parków narodowych nie podjęły działań, mających na celu zapewnienie przestrzegania przepisów w zakresie ustalenia wartości gruntów pozostających w trwałym zarządzie parków narodowych i ich ujęcia w ewidencji księgowej. Parki nie zrobiły też bilansów parków narodowych, brak też  i bilansu łącznego Ministerstwa. Oczywiście potem przyjdzie czas na wycenę  parków krajobrazowych, użytków ekologicznych, rezerwatów itp. Wycenę trzeba powierzyć ekspertom, a ci nie pracują za darmo, a wręcz przeciwnie, cenią sobie  swoją pracę.

Czy w ogóle jest możliwa wycena wartości przyrody, a więc roślin, zwierząt, skał, potoków i strumieni, a także  piękna krajobrazu, doznań estetycznych itd? Na pewno nie wystarczy sama wycena zasobów: zsumowanie wartości rynkowej jagód, mięsa z dzika i drewna dębowego. Na wartość przyrody składają się przecież także jej niewymierne walory, jak kojący szum wiatru, cudowny krajobraz oraz korzyści pośrednie, takie jak np. ludzkie zdrowie. Wycena (określenie ceny) jest rzeczywiście niezbędna w szczególnych przypadkach, np. gdy trwa spór o własność.

W pozostałych przypadkach nie należy mówić w ogóle o cenie, lecz o wartości, którą umownie wyraża maksymalna kwota pieniędzy, jaką ludzie byliby gotowi zapłacić za korzystanie z danego dobra przyrody, gdyby było ono dostępne tylko odpłatnie. Analogicznie z dobrami kultury: Mona Lisa nie jest na sprzedaż; nie ma ceny, za którą dałoby się ją kupić i w tym znaczeniu Mona Lisa jest bezcenna. Ale przecież przez to nie staje się bezwartościowa! Wręcz przeciwnie: nie wyznacza się na nią ceny właśnie dla tego, że przedstawia wartość bezcenną.  Dla mnie  polska przyroda jest bezcenna. Nie sądziłam, że rząd zacznie jej wyprzedaż od klejnotów Tatrzańskiego Parku, pierwszego narodowego parku w Polsce.

Obecnie nauka zna metody wyceny obiektów takich jak elementy przyrody, czy  atrakcje turystyczne, ale są to metody niedoskonałe.  Do najpopularniejszych metod wyceny należą:  metoda oddziaływanie-skutek,  metoda substytucyjna, metoda odtworzeniowa, metoda prewencyjna,  metoda kompensacji, metoda utraconych możliwości. Już same nazwy tych metod sugerują, że są to metody pośrednie. Sugerują też, co jest meritum danej metody, np.  ile kosztowałoby odtworzenie danego ekosystemu, ile stracimy, jeśli dany obiekt zniszczymy itp. Oto przykład: młody naukowiec z Zamościa dokonuje próby oszacowania wartości parku w Zamościu [1] przy pomocy dwóch metod:  metody kosztów podróży oraz  metody deklarowanych preferencji (MDP). Do każdej z tych metod potrzebne są wstępne badania społeczne: trzeba zapytać osoby korzystające aktualnie – lub mogące korzystać potencjalnie – z danego obiektu ich preferencje co do kontaktu tym obiektem lub o gotowość ponoszenia wydatków na rzecz tego kontaktu.

  • Metoda kosztów podróży jest oparta na spostrzeżeniu, że człowiek chcąc odwiedzić dane miejsce musi odbyć do niego podróż, co wiąże się z określonymi kosztami. Koszt ten (związany np. z odległością dojazdu, jaką jesteśmy skłonni pokonać) jest miarą atrakcyjności danego dobra dla nas (ile realnie zapłacił za dojazd statystyczny turysta zwiedzający Wielki Kanion, a ile – statystyczny turysta zwiedzający Wąwóz Homole?). To metoda bezpośrednia, bo mierzy koszt faktycznie poniesiony.
  • Metoda deklarowanych preferencji badana gotowość ludzi płacenia za korzystanie z określonych walorów środowiska oraz gotowość akceptacji pewnej kwoty wydatku dla ocalenia jakości środowiska (ile „podatku ekologicznego” byłby gotów zapłacić respondent dla ocalenia przed zniszczeniem Wielkiego Kanionu, a ile – Wąwozu Homole?). To metoda pośrednia, bo bada ona zadeklarowaną gotowość płacenia.


Oszacowane wartości parku w Zamościu przy pomocy obu metod okazały się wprawdzie zbliżone (wynoszą odpowiednio:  5 007 600 zł oraz 5 280 600 zł), co mogłoby świadczyć o względnym obiektywizmie i względnej dokładności obu metod. Jednak zwracam uwagę, że wartość oszacowana obiema metodami różni się o – bagatela – ćwierć miliona z okładem,  co może okazać się bardzo korupcjogenne.

Dlatego: ręce precz od parków narodowych! Bo – jak mawiali  wodzowie indiańscy – prawdą jest, że te wszystkie skały, lasy, zwierzęta strumienie są niepowtarzalne i bezcenne, bo stworzyła je Natura.
*********************************
[1]: A. Malinowski: Wycena środowiska przyrodniczego. Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie, Wydział Nauk Rolniczych, Międzywydziałowe Studium Pedagogiczne

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *