Humbak

Ratując wieloryby, ratujemy siebie

Luke Rendell
21 grudnia 2011

Wieloryby zawsze miały dla ruchu ekologicznego znaczenie symboliczne. Jak się okazuje, są też ważniejsze powody, dla których trzeba je chronić. Nie chodzi tylko o groźbę, że ich pełne gracji, majestatyczne ciała znikną z powierzchni oceanów. Wieloryby mogą odegrać kluczową rolę w oczyszczaniu atmosfery z nadmiaru CO2.

Korzenie ruchu ekologicznego sięgają kampanii na rzecz zaprzestania przemysłowego połowu wielorybów, zagrażającego przetrwaniu niektórych gatunków. Kulminacyjnym momentem było wprowadzenie moratorium na komercyjny połów wielorybów w r. 1986. Dziś ruch ekologiczny mierzy się z ogromnym wyzwaniem zmian klimatycznych. Niedawne badania naukowe na temat roli wielorybów w ekosystemach wykazały, że ssaki te mogą odgrywać kluczową rolę w ratowaniu klimatu.

Oceany odpowiadają za 46% całkowitej produkcji pierwotnej netto. Chodzi o proces, w którym rośliny – w przypadku oceanów mikroskopijne rośliny zwane „fitoplanktonem” – w drodze fotosyntezy zamieniają rozpuszczony w oceanie dwutlenek węgla w węgiel i tlen. [Ściśle rzecz biorąc, węgiel pochodzi z CO2, ale tlen nie z CO2, tylko z wody – przyp. red.] Dzięki temu oceany magazynują ok. 4,8 mld ton węgla rocznie. To dużo, choć mogłoby być jeszcze więcej.

Rozmieszczenie roślinności oceanicznej odpowiedzialnej za przechwytywanie węgla z atmosfery jest ograniczane przez brak kluczowych składników odżywczych (podobnie jak ma to miejsce w naszych ogródkach). W niektórych częściach oceanu, w tym otaczającego Antarktydę Oceanu Południowego, głównym czynnikiem ograniczającym jest żelazo (choć nawet przy ograniczonej zawartości żelaza Ocean Południowy odpowiada za 1,9 mld ton rocznej produkcji pierwotnej).

Konsekwencją tej wiedzy jak nawożenie w postaci zrzucania siarczanu żelaza do Oceanu Południowego, co doprowadziło do znaczącego, ale jedynie czasowego zwiększenia rozrostu roślinności. Długoterminowy wzrost wchłaniania CO2 wymagałby ciągłego zrzucania składników odżywczych, czemu, jak sądzę, niewielu czytelników tego tekstu mogłoby przyklasnąć. Potrzebujemy zatem jakiegoś dużego zwierzęcia, które dokonywałoby swoistego procesu recyklingu żelaza znajdującego się w oceanie. Spożywałoby ono np. kryl (małe pływające skorupiaki z wyglądu przypominające krewetki) i wydalało żelazo na dużych obszarach, działając jak naturalny morski siewnik nawozu.

Z zaprezentowanych w ubiegłym roku badań naukowych wynika, że taką właśnie funkcję spełniają wieloryby.

Stephen Nicol z Australijskiego Oddziału Antarktycznego zmierzył ilość żelaza występującego w wielorybich odchodach. Okazało się, że jest go prawie 10 mln razy więcej niż w otaczającej wodzie! Skąd pochodzi to żelazo? Badane przez uczonych wieloryby – cztery gatunki fiszbinowca (płetwal błękitny, jeden z jego podgatunków zwany po łacinie Balaenoptera musculus brevicauda, finwal oraz długopłetwiec zwany też humbakiem) – przybywają do Oceanu Południowego, by żerować na wielkich ławicach znajdującego się tam krylu. Nicol szacuje, że kryl może zawierać do 24% żelaza występującego w Oceanie Południowym, lecz nie jest ono przydatne dla fitoplanktonu, ponieważ może być przyswojone dopiero po spożyciu i wydaleniu go przez wieloryby (w postaci tego, co naukowo nazywa się „kłączkami osadów fekalnych”).

Inny gatunek wieloryba, kaszalot, nurkuje głęboko – do ponad 800 m w głąb – i wydala żelazo zawarte w organizmach kałamarnic, którymi się żywi. Australijskiej naukowczyni Trish Lavery i jej kolegom udało się oszacować wkład kaszalota w to swoiste „przysposobienie” węgla, aby mógł być dalej przyswajany. Według jej badań, 12 000 kaszalotów w Oceanie Południowym mogłoby, dzięki zwiększeniu produkcji pierwotnej, doprowadzić do związania dodatkowych 200 000 ton węgla, już po uwzględnieniu CO2 wytworzonego przez nie w procesie oddychania. Może się wydawać, że to niewiele, zważywszy, że ludzkość emituje każdego roku miliardy ton CO2. Ale zwróćmy uwagę, że według aktualnych szacunków na świecie występuje 360 000 kaszalotów, co stanowi ok. 1/3 populacji z okresu sprzed masowych połowów. To oznacza, że odnowiona populacja kaszalota mogłaby przyczynić się do związania 18 mln ton węgla rocznie. A przecież mamy też inne gatunki wielorybów: płetwal błękitny, finwal, sejwal, płetwal karłowaty i humbak. Wszystkie one występują i, co ważniejsze, żerują w Oceanie Południowym. Wciąż niecierpliwie czekamy na badania dotyczące tego, jaki te wszystkie gatunki mogą mieć wpływ na nasz globalny obieg węgla.

Tragedia masowego połowu wielorybów polega na tym, że niektóre jego populacje zostały przez nas zdziesiątkowane, Np. pozostało ok. 5 000 osobników płetwala błękitnego, w porównaniu z 340 000 z okresu sprzed połowów przemysłowych. Dlatego ochrona wielorybów nigdy nie była zadaniem tak ważnym i pilnym, jak obecnie. Zastanówmy się tylko, jak wiele mogłyby one zrobić dla ratowania nas przed katastrofą klimatyczną, gdyby tylko odzyskały swą dawną liczebność.

Artykuł ukazał się w piśmie Green World. Fot. Whit Welles, Wikipedia. Przełożył Mateusz Urban.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *