Przyroda S.A.

Barbara Unmüßig
20 stycznia 2014

O ograniczeniach rynkowych narzędzi ochrony środowiska pisze Barbara Unmüssig.

Dzisiaj prawie nikt już się nie łudzi, iż ONZ-owskie konwencje, takie jak Ramowa Konwencja w Sprawie Zmian Klimatu czy Konwencja w Sprawie Bioróżnorodności, mogą powstrzymać zmiany klimatu, utratę bioróżnorodności, ziem uprawnych i wody. Również twarde pułapy emisji CO2 i ścisłe normy ograniczające zużycie surowców i chroniące robotników wyszły z mody, gdyż uważa się, że w dotkniętych kryzysem gospodarkach ograniczą one handel i inwestycje.

Podczas gdy stare metody polityki ekologicznej straciły swoje znaczenie, niektóre rządy, ekonomiści i międzynarodowe instytucje, takie jak Program Środowiskowy ONZ, przyjęły nowe podejście, opierające się na założeniu, iż przyroda jest dostawcą „usług ekosystemowych”. Przemieściły one tym samym ciężar rozwiązywania problemów ryzyka ekologicznego do sektora prywatnego i na rynkowe instrumenty polityki ekologicznej.

W tym nowym paradygmacie ochrona środowiska jest sprawą rynku, a środowisko naturalne jest zredukowane do zestawu towarów i usług, które są przedmiotem wymiany handlowej. Z logiki tej wynika, iż usługi ekosystemowi nie będą już dostarczane za darmo. Jak stwierdza Pavan Sukhdev, główny autor raportu Ekonomika Ekosystemów i Bioróżnorodności (TEEB), „używamy przyrody, gdyż jest cenna, tracimy ją, gdyż jest darmowa”.

W wycenie usług ekosystemowych chodzi rzecz jasna o coś więcej niż tylko o metkę z ceną. Podejście to może wesprzeć polityki ochrony środowiska, tak, by mogły się odnieść do efektywnej wartości bioróżnorodności i ekosystemów. W przeciwieństwie do PKB nowe modele księgowości zawierają narzędzia ilościowego pomiaru korzyści z usług ekosystemowych, jak również koszty ich niszczenia, tym samym dostarczając argumentów do działań politycznych i ekonomicznych.

Niebezpieczeństwo leży w łatwości, z jaką nowy paradygmat prowadzi do finansjalizacji przyrody. Procesy te już się zaczęły, a ich przykładem jest ONZ-owski program Redukcji Emisji z Wylesiania i Degradacji (REDD), wykorzystujący rynki i bodźce finansowe w celu redukcji emisji gazów szklarniowych.

Podobnie „banki habitatów” dają deweloperom możliwość handlu kredytami z tytułu ochrony, rekultywacji czy wzmacniania siedlisk lub bioróżnorodności, aby w ten sposób kompensować ekologiczne koszty rozwoju. Inny przykład to systemy handlu emisjami, które redukują wartość gleby i lasów do ich funkcji magazynowania (wchłaniania) CO2.

Wszystkie te rozwiązania zakładają prywatną własność usług ekosystemowych. Zachowane jeszcze w wielu krajach niezniszczone ekosystemy są gęsto zaludnione przez rodzimą ludność, co prowadzi do nieuniknionych konfliktów z lokalnymi społecznościami – i wewnątrz nich. Domagają się one prawa do informacji o tym, kto jest właścicielem usług i kto korzysta z powiązanych z nimi kredytów. Ktokolwiek to jest, będzie musiał przyjąć odpowiedzialność za prowadzenie skomplikowanego systemu rachunkowości oraz za wdrożenie wymaganych norm, w tym ograniczać ryzyko wykluczenia społecznego.

Zaangażowanie sektora prywatnego w finansowanie np. ochrony lasów zależy od integracji różnych kredytów w globalnym systemie handlu emisjami, co, zważywszy na stan globalnych negocjacji klimatycznych, jest wysoce nieprawdopodobne. Systemy handlu emisjami powielają w krajach uprzemysłowionych podejście znane jako „biznes jak zwykle”. Wzrost znaczenia instrumentów rynkowych w ochronie środowiska pozwoli przedsiębiorcom na manipulowanie zobowiązaniami, podczas gdy rządom łatwiej będzie wycofać się z odpowiedzialności za wprowadzenie skutecznej polityki ochrony środowiska.

Na przykład w ubiegłym roku (2012) potężne lobby brazylijskiego agrobiznesu wymusiło przyjęcie przez rząd nowego prawa leśnego, które wykorzystuje instrumenty rynkowe, dające producentom więcej swobody, jeśli chodzi o ochronę środowiska. Dzięki temu producenci, którzy oczyszczają z roślinności większe niż dopuszczone prawnie powierzchnie, mogą teraz zrekompensować przez zakup na Zielonej Giełdzie w Rio de Janeiro (Bolsa Verde) kredytów od tych, którzy posiadają zalesione obszary większe od wymaganego minimum.

Nowy system zachęcił inwestorów, którzy zajmują się sprzedażą kredytów offsetowych (kompensacyjnych) do grabieży ziemi na terenach, gdzie wycinka nie jest rentowna. Ta reakcja rynku wiązała się z naruszaniem praw człowieka. Doświadczenia z Brazylii zwracają uwagę na niebezpieczeństwa związane z taką polityką ekologiczną, w której ci, którzy mają pieniądze, mogą kupić sobie prawo do niszczenia kosztem narażonych na wykluczenie obywateli, a szczególnie drobnych rolników i rdzennych społeczności.

Globalny kryzys ekonomiczny ujawnił ryzyko, jakie wiąże się z regulowaniem aktywności ekonomicznej wyłącznie za pomocą instrumentów rynkowych. Biorąc pod uwagę, iż konsekwencje globalnego załamania ekologicznego byłyby o wiele bardziej dramatyczne, polityka ochrony środowiska polegająca wyłącznie na rynkowych instrumentach jest receptą na katastrofę.

Aby do niej nie dopuścić, ludzie na całym świecie muszą odrzucić koncepcję przyrody jako dostawcy usług ekosystemowych i wezwać politycznych decydentów do zaangażowania się w odnowę siedlisk i bioróżnorodności. Mechanizmy „kompensacji” za niszczące środowisko działania nie mogą odwracać uwagi od rzeczywistych celów, takich jak zapobieganie wylesianiu czy wycofanie się z paliw kopalnych.

Należy zatem wprowadzić zakaz finansjalizacji przyrody, w tym wykorzystania derywatów i innych produktów finansowych. Podczas gdy obecna wartość finansowa zasobów leśnych nie odpowiada wartości bioróżnorodności i surowców mineralnych, jakie znajdują się w lasach, to i tak wartość przyrody dla przetrwania ludzkości przekracza wszystkie te kryteria wyceny.

Rządy powinny ponadto stopniowo wycofać pomoc publiczną, jeśli przyczynia się do niszczenia klimatu i bioróżnorodności, np. dotacje, które wspierają karczowanie lasów na „produktywne” cele jak rolnictwo.

Nie oznacza to, iż instrumenty rynkowe nie mogą mieć swojego wkładu w ochronę i odnowę środowiska. Mogą (i mają), ale tylko wtedy, gdy są częścią wszechstronnej polityki ekologicznej, która bierze pod uwagę prawdziwą, niepoliczalną wartość przyrody.

(c) Copyright: Project Syndicate/Global Economic Symposium, 2013. Źródło: The Limits of Market-Based Environmental Protection.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *