Od internetu do nasion

Jakub Biernat
20 czerwca 2012

Biorąc pod uwagę, że losy ACTA wciąż ważą się w Europarlamencie, a także mając w pamięci sytuacje z ubiegłego roku związane z próbami przyjęcia ustawy o nasiennictwie, warto zastanowić się nad związkiem między ACTA a GMO, a także samym procesem patentowania technologii rolniczych.

Internet, leki, nasiona

Wiosenne protesty przeciw podpisaniu przez Polskę ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) wywołały debatę publiczną dotyczącą wpływu prawa chroniącego własność intelektualną na nasze życie. Najwięcej obaw wzbudziła możliwość nakładania ograniczeń na użytkowników internetu, dyskutowano też o ewentualnym wpływie ACTA na dostępność leków generycznych. Wśród haseł pojawiających się na manifestacjach przeciwko ACTA trudno było dopatrzeć się takich, które odnosiłyby się do związku między ochroną własności intelektualnej a globalną polityką żywnościową. Tymczasem patentowanie technologii rolniczych to zjawisko, nad którym warto się zastanowić nie tylko w odniesieniu do ACTA, ale także w kontekście przyszłości upraw żywności genetycznie modyfikowanej.

Tym bardziej, że przepisy ACTA dotyczą „towarów podrabianych”, te zaś zostały w umowie zdefiniowane bardzo szeroko. Dobrem podrobionym mogą być także nasiona genetycznie zmodyfikowane, zasiane przez rolnika bez wiedzy koncernu posiadającego na nie patent, ale także przeniesione na jego pole przez wiatr z sąsiednich pól. Nie jest żadną tajemnicą, że w procesie negocjacji ACTA uczestniczyli z głosem doradczym przedstawiciele największych amerykańskich korporacji. Dyplomacja amerykańska była też głęboko zainteresowana tym, jak przebiega proces przystąpienia przez Polskę do ACTA, wypytując pracowników kancelarii Sejmu o szczegóły głosowań.

Amerykańskie interesy

Przywołuje to skojarzenia z wydarzeniami, które miały miejsce w naszym kraju w ubiegłym roku, kiedy toczyły się losy ustawy o nasiennictwie. Wówczas Wikileaks ujawniło depesze ambasady USA w Warszawie, z których mogliśmy się dowiedzieć o strategii rządu amerykańskiego wobec naszego państwa. Wprawdzie jest rzeczą naturalną, że ambasada USA w Polsce realizuje politykę swojego państwa, ale już fakt, iż nasi politycy i media włączają się w tę propagandę, nie powinien być odbierany jako coś normalnego.

W ujawnionej przez Wikileaks korespondencji między rządem USA a ambasadą w Polsce jak na dłoni widać strategię, jaką powszechnie stosują międzynarodowe korporacje. Przede wszystkim liczy się dobry PR: „kwestia GMO jest obecnie regulowana przez nastawienie opinii publicznej i dlatego potrzeba taktyki politycznej i socjologicznej, aby wygrać z decydentami i opinią społeczną”. W Polsce próbowano przekonać opinię publiczną zapewnieniami, że GMO niesie dla konsumentów same zyski: „Naukowcy stwierdzili, że kampania skupiona na potencjalnie mniejszych kosztach żywności otrzymanej z GMO przemówi do przeciętnego Polaka” lub podnosząc argumenty, że w Polsce od dawna mamy GMO w postaci pasz, więc protesty nie mają żadnego sensu.

Lobbing USA w sprawie GMO trwał w Polsce co najmniej od 2005 r., ale z depesz ujawnionych przez Wikileaks wyłania się pełny obraz działań, jakie w stosunku do państw UE, a także Watykanu prowadzą za pomocą amerykańskiej dyplomacji globalne koncerny. Działania te nie powinny dziwić, jeżeli spojrzymy na nie z szerszej perspektywy.

Europa się broni

Mimo że proces monopolizowania rynków żywności w USA czy Kanadzie stale postępuje (największe koncerny opanowały niemal cały rynek żywności w USA oraz znaczną większość rynku w Kanadzie), w Europie koncerny biotechnologiczne nie mają już tak lekko. W UE do tej pory można było uprawiać dwie rośliny GMO: kukurydzę MON 810 (opatentowaną przez Monsanto) oraz ziemniaka Amflora (BASF). Część państw europejskich do niedawna zezwalała na obecność roślin genetycznie zmodyfikowanych, ale obecnie kolejne państwa zakazują takich upraw (niedawno zrobiła to Francja), a koncerny Monsanto oraz BASF stopniowo wycofują się ze sprzedaży żywności modyfikowanej w Europie. Taka sytuacja bez wątpienia nie jest na rękę największym międzynarodowym korporacjom, które od dawna próbowały zwiększyć swoje wpływy na rynku żywnościowym UE. Ponadto koncernom biotechnologicznym coraz częściej zarzuca się łamanie praw człowieka. Ostatnio Permanent Peoples’ Tribunal – międzynarodowy trybunał społeczny – oskarżył Monsanto, Dow, Bayer, Sygenta, DuPont oraz BASF o promowanie niebezpiecznych pestycydów.

Tymczasem w Polsce trwają prace nad prezydenckim projektem ustawy o nasiennictwie. 18 kwietnia odbyło się publiczne wysłuchanie w sprawie projektu, który dotyczy również roślin genetycznie modyfikowanych (pierwsze czytanie projektu w Sejmie miało już miejsce 28 lutego). Być może zapowiedzią wprowadzenia regulacji zabezpieczających Polskę przed uprawami żywności genetycznie modyfikowanej są ostatnie deklaracje ministra Marka Sawickiego, który zapowiedział, że będzie dążył do wprowadzenia całkowitego zakazu uprawy transgranicznej kukurydzy MON 810. Póki co projekt rozporządzenia ministra przejdzie etap konsultacji społecznych, a następnie rozporządzenie trafi do Komisji Europejskiej, która może go nie zaakceptować rozporządzenia, gdyż przepisy unijne zezwalają na uprawę kukurydzy MON 810. Na efekty działań podjętych przez ministra przyjdzie nam więc jeszcze trochę poczekać.

Jak się rodzi monopol

Praktyki stosowane w USA, ale również w państwach rozwijających się, przez międzynarodowe koncerny biotechnologiczne ukazują, w jaki sposób dochodzi do monopolizowania w rękach kilku korporacji dostępu do technologii rolniczych.

Prym w tej dziedzinie wiedzie Monsanto, które wykupuje udziały innych koncernów i tym samym kumuluje patenty przysługujące mniejszym przedsiębiorstwom biotechnologicznym i chemicznym prowadzącym produkcję na potrzeby rolnictwa. Agracetus, Seminis Inc., G.D. Searle & Company to tylko pojedyncze przykłady przedsiębiorstw kontrolowanych przez Monsanto. Dzięki takim posunięciom Monsanto posiada obecnie blisko 700 patentów na rośliny modyfikowane genetycznie oraz ok. 30% udziałów we wszystkich badaniach i osiągnięciach w tej dziedzinie. (Więcej pisze o tym Jeffrey M. Smith, Nasiona kłamstwa, Poznań 2007). Koncern ma również m.in. wyłączność na produkcję genetycznie modyfikowanej fasoli sojowej występującej pod nazwą Roundup Ready (dzięki 100% udziałów w przedsiębiorstwie Agracetus) a także kontroluje ok. 70-90% rynku zmodyfikowanego ziarna siewnego.

Na przykładzie Monsanto widać zatem wyraźnie, że prawa patentowe, umożliwiające prawne ściganie osób, które wykorzystują wynalazek bez zgody właściciela, często przysługują pojedynczym koncernom, które dzięki skupieniu w swoich rękach patentów mniejszych przedsiębiorstw, zdobywają pozycję monopolisty. Jednak jeśli tym „opatentowanym przedmiotem” staje się jedno z najbardziej niezbędnych dóbr, jakim jest żywność, powinno to budzić niepokój.

Podstawowe pytania

Biorąc pod uwagę, że losy ACTA wciąż ważą się w Europarlamencie, a także mając w pamięci sytuacje z ubiegłego roku związane z próbami przyjęcia ustawy o nasiennictwie, warto zastanowić się nad związkiem między ACTA a GMO, a także samym procesem patentowania technologii rolniczych. Czy podstawowe dobra, takie jak żywność, powinny podlegać patentowaniu i rygorystycznej ochronie prawnej? Mając na uwadze, że w ciągu niespełna dwudziestu lat kilka międzynarodowych korporacji zgromadziło patenty na zmodyfikowane nasiona, rośliny i techniki inżynierii genetycznej, mogą pojawiać się uzasadnione obawy, że międzynarodowa kontrola może przyczynić się do skutecznej ochrony interesów kilku korporacji.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

4 thoughts on “Od internetu do nasion

  • 20 czerwca 2012 at 11:16
    Permalink

    Cały tekst jest napisany tak jakby nasiona nie-GMO używane obecnie na co dzień przez rolników nie miały ochrony prawnej. Warto się przyjrzec GMO od strony ustawodawstwa antymonopolowego, ale czy na rynku nie-GMO nie ma w ogóle takich zagrożeń?

    Reply
  • 20 czerwca 2012 at 23:40
    Permalink

    Naturalnie zarówno jeden jak i drugi rodzaj nasion podlega ochronie prawnej, jak choćby u nas na podstawie ustawy o ochronie prawnej roślin z 23 czerwca 2003 r, która określa m.in sposób uzyskiwania przez hodowców wyłącznego prawa do danej odmiany rośliny. W tekście starałem się zwrócić uwagę nie tyle na samą podstawę prawną, ale praktyki monopolistyczne największych koncernów biotechnologicznych, które wydały mi się znacznie groźniejsze niż ma to miejsce w przypadku hodowców nasion niemodyfikowanych genetycznie. Choć myślę że w tej sytuacji największe znaczenie miałaby opinia rolników, którzy zetknęli się w praktyce zarówno z jednym jak i drugim rodzajem nasion i mogliby na własnym przykładzie ocenić zakres i sposób ochrony.

    Reply
  • 25 czerwca 2012 at 13:48
    Permalink

    Dyskusja o GMO powinna sprowadzać się do wymuszenia na producentach żywności odpowiedniego oznakowania produktów. W Polsce uprawia się rośliny GMO. Nie tylko kukurydze ale tez inne produkty. Nasiona trafiają do nas ze wschodu ale tez z WB. Postępu nie da się prawnie zakazać. Tyko trzeba pomyśleć jak zminimalizować ewentualne szkód. Zastanowić się jak GMO może pomóc w zwalczaniu głodu. Obecnie prawi połowa upraw jest niszczona przez choroby i szkodniki.
    Monsanto nie jest jedynym który pracuje nad GMO. Duże osiągnięcia maja Indie, Chiny, Japonia i szereg innych krajów w tym Europa. Trzeba przypomnieć ,ze GMO to nie tylko rolnictwo ale tez różne dziedziny życia. Bakterie które zjadają plastik czy przerabiają odpady na ropę itd. . Japończycy maja duże sukcesy w badaniach nad „sztucznym mięsem” Może nie długo będą fabryki produkować befsztyki. Dzięki GMO powstają nowe lekarstwa,produkuje się sztuczną skórę itd Prowadzone są badania nad organami na przeszczepy których organizm ludzki nie będzie odrzucał.
    Czytałem wypowiedz ekologa ze nie będą zgadzać się na GMO dopóki nie będzie 100% pewności. To jest lekka przesada. Nikt nikomu nie może dać 100% pewności. Nawet jak szanowny ekolog przechodzi przez ulice.
    Ostatnio ekolodzy eksponują roślinkę, chwast jako produkt GMO. Podobno jest trująca. Tylko nie podają jak ten stwór znalazł się na terenie Polski. Myślę ze historia tej rośliny jest inna Odkąd statki zaczęły pływać jest problem z przemieszczaniem się rożnych organizmów zamieszkujących w rzekach . Pobrane wody balastowe zawierają tysiące tego. Następnie wyrzucane ileś tysięcy kilometrów dalej trafiają na lepsze warunki jakie miały u siebie. Ostatnio w Kanadzie pokazały się glony które zaczęły niszczyć miejscowa roślinność, Czy też ryby w rzekach Stanów rodem z Tajwanu. Dużym problemem są turyści którzy przywożą egzotyczne rośliny jak i zwierzęta . Tu historia się powtarza. Znajdujemy w rzekach egzotyczne ryby czy na łąkach nieznane rośliny podobne do tej eksponowanej.

    Reply
  • 27 czerwca 2012 at 00:55
    Permalink

    Jacku, twoja wypowiedź jest bez ładu i składu.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *