Foto: Uwe Hiksch/Mehr Demokratie/Flickr/Creative Commons

Niemcy przeciw TTIP

Piotr Trzaskowski
11 lutego 2016

Rdzeniem niemieckiej kampanii przeciw planowanym porozumieniom UE z Kanadą i USA jest mało znana na świecie organizacja Campact. Jak to się stało, że licząca tylko 30 pracowników organizacja zdołała uruchomić w Niemczech energię 1,5 miliona osób sprzeciwiających się TTIP i CETA?

Kiedy w 2013 r. Campact po raz pierwszy publicznie podniósł kwestię ryzyka związanego z przyjęciem umowy TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) mało kto w Niemczech słyszał o tym porozumieniu. Najważniejsze partie oraz media nie mówiły o TTIP wcale lub ślepo powtarzały opinię, że handel międzynarodowy zawsze jest dla wszystkich korzystny.

Campact był jednak w wygodnym położeniu i nie musiał polegać na sposobie komunikacji opartym o tradycyjne media. Założona w 2004 r. organizacja prowadziła w swojej historii dziesiątki kampanii: walki z GMO, ochrony klimatu, sprzeciwu wobec inwigilacji w Internecie oraz wielu innych. Każda osoba, która kiedykolwiek wzięła udział w działaniach zorganizowanych przez Campact, czyli podpisała petycję, wysłała e-mail do polityka, przyszła na pikietę czy demonstrację, przekazała tym samym Campactowi swój adres e-mail. W przeciwieństwie do większości tradycyjnych organizacji pozarządowych Campact nigdy nie ograniczał się do jednego tematu. To dało mu wielki zasięg. Na koniec 2004 r. e-maile organizacji wzywające do kolejnych działań docierały do miliona osób.

Pomysł na polityczną mobilizację założyciele Campactu podpatrzyli w amerykańskim MoveOn, który rozpoczął działalność w 1998 r. i do tej pory korzysta z nowych technologii skutecznie mobilizując do politycznego działania miliony Amerykanek i Amerykanów. W przypadkach obu organizacji nie chodzi wyłącznie o pobudzanie aktywności obywatelskiej, ale także o zmianę świata w określonym kierunku, w stronę sprawiedliwości ekonomicznej, ochrony praw człowieka poszanowania środowiska naturalnego.

Właśnie za pomocą e-maili od Campactu informacje o TTIP po raz pierwszy dotarły do tysięcy Niemców i Niemek. Usłyszeli o zmierzającym na niemieckie stoły amerykańskim jedzeniu pełnym GMO, o zakusach korporacji zza oceanu, ostrzących sobie zęby na tak istotną dla Niemców prywatność w internecie, i o sądach arbitrażowych pozwalających korporacjom podważać z trudem wywalczone standardy ekologiczne i pracownicze.

Campact na początku wziął na cel niemieckich socjaldemokratów – SPD. Pomysł był taki, aby przy okazji wyborów do Europarlamentu wynieść TTIP do statusu istotnego tematu narodowego i zmusić Martina Schulza, kandydata SPD na szefa Komisji Europejskiej, do przyjęcia stanowiska krytycznego wobec planowanego porozumienia z USA. SPD miało być łatwiejszym celem niż druga część koalicji rządzącej, tradycyjnie bardziej sprzyjający biznesowi, chadecy. Punktem wejścia do debaty był najbardziej kontrowersyjny element umowy handlowej – sądy arbitrażowe pozwalające korporacjom pozywać państwa. Powodem pozwu może być każde działanie, które godzi w interesy biznesu, niezależnie jak bardzo byłoby istotne dla społeczeństwa, np. wzrost płacy minimalnej lub standardów produkcji żywności.

Foto:Mehr Demokratie/Flickr/Creative Commons
Foto:Mehr Demokratie/Flickr/Creative Commons

Przemyślana analiza polityczna i możliwość bezpośredniej komunikacji z milionem osób zainteresowanych tematami, na które wpłynie TTIP, stworzyły wybuchową mieszankę. Zaczęło się od petycji, która szybko zgromadziła przeszło 100 tysięcy osób. Następnie wszystkim podpisującym Campact zaproponował inne formy zaangażowania. Kolorowe happeningi z udziałem wielkiego kurczaka wykąpanego w chlorze oraz gigantycznych strzykawek pełnych hormonów symbolizowały amerykańskie standardy podejścia do żywności. 25 tysięcy wolontariuszy i wolontariuszek rozdało 6 milionów ulotek. Wszystko to podparte było solidnymi analizami przygotowywanymi przez partnerów Campactu. Na spotkaniach z czołowymi politykami w trakcie kampanii wyborczej regularnie pojawiali się lokalni aktywiści i aktywistki Campactu. Zdjęcie przedstawiające Angelę Merkel w trakcie wiecu wyborczego, a przed nią kilkadziesiąt osób z plakietkami „Stop-TTIP”, stało się jedną z ikon kampanii.

Wszystkie działania wokół TTIP sfinansowano z darowizn zwolenników i zwolenniczek Campactu. Z niewielkich wpłat kilkudziesięciu tysięcy osób utrzymywana jest cała organizacja o budżecie 5,4 miliona euro. Daje jej to polityczną niezależność i buduje silną więź z członkami i członkiniami. Gdyby organizacja przestała działać dla ich interesu, finansowanie też skończyłoby się. Podobnie jak codzienne zaangażowanie tysięcy osób, które jest podstawą politycznej siły Campactu.

Po kilku miesiącach działań w sprawie TTIP zmasowany nacisk społeczeństwa nie mógł być dłużej ignorowany. Media podchwyciły temat (oraz wizualnie atrakcyjne materiały z akcji). Wypowiedzieli się też politycy. Na początku nieprzemyślanie. Każda próba bagatelizowania sprawy błyskawicznie wywoływała falę odzewu w mediach społecznościowych Campactu podgrzewając kampanię. W końcu SPD stopniowo przyjęło stanowisko sceptyczne wobec kontrowersyjnych elementów TTIP, tj. arbitrażu oraz obniżania europejskich standardów w sferach ekologii, zabezpieczeń społecznych i ochrony konsumentów.

Opór sił promujących wolny handel i czerpiących z niego profity nie ustał. Kontynuowana jest więc kampania przeciw TTIP i jej kanadyjskiemu odpowiednikowi CETA. Ostatnią jej kulminacją był październikowy finał trwającej rok ogólnoeuropejskiej zbiórki podpisów pod apelem przeciw tym porozumieniom. Oprócz Campactu brały w niej udział setki organizacji pozarządowych, grup nieformalnych i związków zawodowych. Wśród nich szczególną rolę odegrały organizacje zaprzyjaźnione z Campactem, zbudowane wokół tego samego modelu wielotematycznej progresywnej organizacji wykorzystującej nowe technologie do masowej mobilizacji politycznej. Są to brytyjskie 38 Degrees, szwedzki Skiftet, austriacki Aufstehn oraz rumuński De-clic. Spośród 3,2 milionów podpisów złożonych w całej Unii Europejskiej aż 40% zebrały właśnie te grupy.

We wrześniu b.r. do tego grona dołączyła polska organizacja Akcja Demokracja. Ona także bierze na celownik niesprawiedliwe umowy handlowe.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *