Między powodzią a suszą

Marta Jermaczek-Sitak
14 września 2015

Rolnictwo to jedna z dziedzin gospodarki zużywających najwięcej wody, a jednocześnie bardzo wrażliwych na wszelkie zmiany i zaburzenia w jej obiegu.

Problemy z wodą

W ciągu 50 lat światowe zapotrzebowanie na wodę wzrosło trzykrotnie, w ciągu 20-30 lat ma się jeszcze podwoić. Ziemia pustynnieje na ogromną skalę. W ciągu ostatnich 30 lat na całym świecie podwoiła się powierzchnia obszarów dotkniętych suszą. Ekstremalne susze i zjawisko pustynnienia to obecnie problem wszystkich kontynentów, nie wyłączając Europy czy Stanów Zjednoczonych.

Ogromne straty, jakie przynoszą w rolnictwie susze i powodzie, odbijają się zarówno na światowych rynkach, jak i na losach ludzi w skali lokalnej. Choć w Polsce nie grozi nam jeszcze zamiana w pustynię, w drugiej połowie XX w. wykazano zwiększoną liczbę dni suchych w roku w niemal wszystkich regionach kraju. Szczególne zagrożone suszą są Wielkopolska, Ziemia Lubuska i Kujawy, gdzie powoduje ona miliardowe straty w rolnictwie.

Jedną z przyczyn suszy jest osuszanie mokradeł pod uprawy, zajmowanie jak największej przestrzeni pod intensywną produkcję rolną, dla zysku, bez oglądania się na środowisko czy przyszłe pokolenia. Rolnictwo potrzebuje wody, ale jej nadmiar, szczególnie w postaci powodzi i podtopień, również nie jest korzystny.

Wszystko jest w porządku, jeśli rolnictwo zlokalizowane jest poza terenami zalewowymi, jednak doliny rzeczne należą często do obszarów najżyźniejszych, a apetyt na nowe ziemie rośnie wraz z wyjałowieniem gleb na obszarach bezpiecznych. Tereny, które zawsze były zalewowymi łąkami czy mokradłami, są zajmowane przez uprawy lub zabudowywane. Konieczne są kolejne prace regulacyjne i melioracyjne.

Jednostronna melioracja

Słowo „melioracje” oznacza „polepszanie”, poprawę stosunków wodnych, ale w praktyce, przynajmniej w naszym kraju, jest to zwykle osuszanie, a nie nawadnianie. Rolnicy zalewani przez rzekę domagają się odszkodowań i utrzymywania rowów oraz cieków w takim stanie, aby woda szybko i sprawnie odpływała z zagospodarowanych terenów. Utrzymywanie takie polega na regularnym odmulaniu, odpowiednim kształtowaniu koryta cieku w kształt trapezu, wykaszaniu roślinności, usuwaniu przeszkód.

Woda rzeczywiście spływa, jednak proste, gładkie koryto skutkuje często wzrostem jej energii i kiedy w czasie powodzi jest jej więcej, czyni większe szkody, zwłaszcza na terenach położonych niżej. Tereny zalane przez powódź szybko wysychają – bez retencyjnej funkcji mokradeł po klęsce wielkiej wody przychodzi klęska suszy.

Wpływ na przyrodę

Prace regulacyjne i utrzymaniowe, zarówno na rzekach górskich, jak i nizinnych, nie są obojętne również dla przyrody. Zróżnicowane koryto rzeki ze strukturami takimi jak ploso, rynna, bystrzyna, bystrze, kaskada, kociołek itp., typowe dla rzeki naturalnej, ale też kształtujące się z czasem w wielu ciekach dawniej uregulowanych, a nawet na sztucznych kanałach i rowach, to miejsce życia setek gatunków.

Warstwa mułu usuwana koparką z dna rzeki to tak naprawdę strefa życia – jej wyrzucenie na brzeg można porównać do usunięcia darni na łące czy runa i ściółki w lesie. To tutaj żyją liczne gatunki bezkręgowców, w tym małże, tutaj żyją ryby czy ukorzeniają się rośliny – choćby rzadkie, biało kwitnące włosieniczniki.

Wykaszanie roślinności wodnej i przybrzeżnej to niszczenie siedlisk kolejnych organizmów – ptaków, owadów, ryb związanych z szuwarami, w których ukrywają się, żerują czy odbywają tarło. Pogłębiony, wyrównany kanał z trapezowato ukształtowanym, pozbawionym żyznego mułu dnem jest martwy – zwierzęta i rośliny potrzebują wiele czasu, by go zasiedlić, a niektóre nie wrócą tu nigdy.

Jednak prace utrzymaniowe nie wpływają tylko na organizmy związane z ciekiem. Chociaż założeniem konserwacji cieków nie jest zwykle trwałe obniżenie poziomu wody, to jednak nawet przyspieszenie jej spływu powoduje pogorszenie stanu wielu ekosystemów typowych dla dolin rzecznych – torfowisk, lasów łęgowych, podmokłych łąk i szuwarów. Zdarza się, że wskutek zamulenia czy zarośnięcia starych systemów melioracyjnych dolina rzeki spontanicznie renaturyzuje się, wracają rzadkie gatunki i ekosystemy związane z dłużej utrzymującym się zalewem – remont rowów, choć teoretycznie jest tylko powrotem do stanu „na papierze”, może drastycznie zmieniać warunki wodne. Inny problem to urządzenia hydrotechniczne – jazy czy tamy, blokujące wędrówkę na tarło ryb migrujących, choćby łososiowatych – pstrąga, troci, łososia.

Ramy prawne

Z pomocą ekosystemom wodnym i zależnym od wody przychodzi prawo unijne, w tym Ramowa Dyrektywa Wodna. Jednym z jej założeń jest obowiązek utrzymania cieków naturalnych w dobrym stanie ochrony, którego kryteria są ściśle określone. Dotyczy to również cieków o znacznym stopniu przekształcenia, które wywodzą się z cieków naturalnych.

Instytucje zajmujące się gospodarką wodną coraz lepiej rozumieją, że współpraca z przyrodnikami jest niezbędna. 20 maja w Grębocinie koło Mińska Mazowieckiego w ramach projektu „Społęczna kontrola zarządzania ekosystemami wodnymi w Polsce” odbyło się spotkanie przedstawicieli Wojewódzkich Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych z przyrodnikami z organizacji pozarządowych, a także naukowcami oraz urzędnikami.

Dwie strony przedstawiły swoje punkty widzenia, opowiedziały o problemach, wyzwaniach, perspektywach. Początkowo wydawało się, że między meliorantami a przyrodnikami trudno będzie znaleźć porozumienie, pozbyć się uprzedzeń i wyjść poza wzajemne oskarżenia, jednak po całym dniu dyskusji powstał wspólny dokument z kilkunastoma postulatami zmian prawnych umożliwiających prowadzenie prac utrzymaniowych i regulacyjnych w taki sposób, aby jak najmniej szkodziły one przyrodzie.

Czy uda się je wdrożyć? Pewnie potrzeba na to czasu, ale dialog – częściowo wymuszony przez prawo – już się rozpoczął.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

3 thoughts on “Między powodzią a suszą

  • 17 września 2015 at 01:54
    Permalink

    Na pewno warto z tym dokumentem się zapoznać i wspierać jego realizację, bowiem nieczęsto jeszcze dochodzi u nas do konstruktywnego dialogu interesariuszy w interesie dobra wspólnego. Sprawa wody, stanu i bioróznorodności rzek jest niezwykle ważna, szczegolnie w dobie nagłych zmian klimatu, gdy coraz częściej będziemy mieli do czynienia zarówno z suszami jak i powodziami.

    Reply
    • 18 października 2015 at 10:10
      Permalink

      Dziękując Pani Ewie Sufin-Jacquemart za umożliwienie uczestnictwa w Seminarium „Woda – zagrożone dobro wspólne” – pragnę przedstawić przykładowe zagadnienia związane z tematem – WODA.
      Jak polubić bobry
      Coraz częściej w mediach nie tylko się mówi, ale i pokazuje bobry. Z jednej strony chronione gryzonie tak się rozmnożyły, że z czasem stały się udręką dla właścicieli terenów przyległych do siedlisk tych zwierząt. Bobry mają to w naturze, że w miejscach, gdzie żyją budują tamy. Warto obejrzeć ten film, aby przekonać się jak są pożyteczne http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/ile-jest-warta-praca-bobrow,85295.html Dlatego zamiast walczyć z mądrością przyrody, lepiej będzie jak polubimy ją i postaramy się wykorzystać dla pożytecznych celów. Ta połączona synergia – działań bobrów przy budowaniu tam i zmyślna działalność człowieka daje się pogodzić w sposób, iż jedni nie będą szkodzić drugim. Gdy woda zalewa pobliskie łąki – czyniąc ich bezużytecznymi, wystarczy poprzez tamę przerzucić odpowiednią rurę przelewową z tworzywa sztucznego lub więcej tych rur i wykorzystując zjawisko syfonu – można tak wyregulować poziom wody, że wszyscy będą zadowoleni. Jak zaciągnąć wodę w rurze, aby grawitacyjnie spływała? Wystarczy na odpływie puścić ją na chwilę do góry aby połączyć poziom górny z dolnym. Wystarczy pompka ręczna lub mechaniczna. Woda zacznie samoczynnie spływać w dół na zasadzie naczyń połączonych i różnicy poziomów. Przy tamach o większych wysokościach, można w taki obwód wstawić samoczynne działające urządzenie – tzw. taran wodny lub inaczej zwany – taran hydrauliczny. Co to spowoduje? – część wody może być ustawicznie przepompowana do wyżej położonych sztucznych zbiorników. Mając kontrolowany i darmowy zapas wody – łatwo przyjdzie pomysł do późniejszego jej wykorzystania. To brzmi niemal jak samograj. Ale nie tylko – po zastanowieniu i wykonaniu takiej instalacji – polubimy bobry jako naszych sprzymierzeńców. Ale sięgnijmy do spraw wcześniejszych.
      W grudniu 2014 r. – odbywała się kilkudniowa międzynarodowa Konferencja „Klimat dla rolników – współpraca z korzyścią dla rolników i klimatu”. Zostałem zaproszony przez Pana Łukasza Nowackiego z Fundacji Transformacja – jako hobbysta energii odnawialnych. Aby nie być biernym odbiorcą tego w czym uczestniczyłem – posłużę się obecnymi możliwościami multimedialnymi, których obejrzenie więcej przedstawi niż moje tysiące słów. Proszę obejrzeć ten animowany film https://www.youtube.com/watch?list=PLOZzgJWpFxEKJSVij1j_7ZN40nwKdWSFF&v=w4gSWjFqfvQ i zwrócić uwagę na przedstawiony tam obok malej elektrowni wodnej, tzw. – taran hydrauliczny. Oto zasada jego działania http://pl.wikipedia.org/wiki/Taran_hydrauliczny Gdy obejrzymy następny film zorientujemy się, jak w prosty sposób można wykonać model takiego urządzenia we własnym zakresie https://www.youtube.com/watch?v=QJC6U_tQyYM&list=PLOZzgJWpFxEKJSVij1j_7ZN40nwKdWSFF&index=3 Ale takie urządzenie można kupić w cenie około 350 zł o wydajności np. 2000 litrów pompowanej wody na wysokość np. 10 metrów. Można to zainstalować w swoim gospodarstwie, aby mieć prawie darmową wodę do celów gospodarczych lub podlewania upraw na polach. Mam namiary do producenta, aby nie zawracać sobie głowy w kłopotliwym poszukiwaniu elementów.
      Oto praktyczna ciekawostka – o taranie wodnym w Kajnach, który istnieje i działa ponad 100 lat, gdy nie było elektryczności w tym miejscu. Informacja ze strony http://pl.wikipedia.org/wiki/Kajny Można to miejsce nawet odwiedzić, aby przekonać się jak to działa. A dziś ludzi trawią problemy energetyczno – wodne i nie wiedzą, że dawniej potrafili budować tak genialnie proste urządzenia o sprawności porównywalnych z obecnymi solarami fotowoltaicznymi za wiele mniejszą cenę. Urządzenie hydrotechniczne, zaprojektowane przez Josepha Michaela Montgolfiera (1740-1810), wybudowane Kajnach około roku 1897 r. Pompa wodna zwana „taranem wodnym” (taran hydrauliczny), pompuje wodę ze źródełka do stojącej na wzgórzu wieży ciśnień i dalej rozprowadzana jest do zabudowań siedmioma rurami. Urządzenie jest konserwowane i działa do dzisiaj. W pompie wodnej wykorzystywana jest energia wypływającej ze źródeł wody. Kiedy zawór popychający tłok jest otwarty, wtedy zawór zasysania wody zamyka się. Następnie tłok zamyka zawór i zassana woda wpływa do kociołka ciśnieniowego (widoczny na zewnątrz cylinder żeliwny). Znajdujące się w nim powietrze wypycha wodę do rury idącej pod górę do wieży ciśnień. Cykl pracy tarana wodnego zamyka się. Widocznym efektem pracy jest rytmiczny stukot oraz pulsacyjnie wypływająca woda. Woda, zgromadzona w wieży ciśnień, rozprowadzana jest grawitacyjnie do gospodarstw. Przy urządzeniu ustawiono tablicę informacyjną ze schematem działania. W pobliżu sąsiadującej ze źródliskiem leśniczówki urządzono ścieżkę dydaktyczna z tablicami edukacyjnymi.
      Łączę pozdrowienia – Zbigniew Czarniakowski – Warszawa tel. 605 253 808

      Reply
  • 13 października 2015 at 09:52
    Permalink

    A czy jest jakiś dostęp do tego dokumentu?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *