GMO to nie to!

Jak stałam się aktywistką

Katarzyna Jagiełło
28 sierpnia 2012

Rok temu podjęłam decyzję, która zmieniła moje życie. Wyszłam z mojego prywatnego raju bez telewizji, radia i wiadomości prasowych i zaangażowałam się w działalność publiczną.

Zaczęło się od odmowy. Zadzwoniła do mnie przyjaciółka, Klaudia Wojciechowicz: „Organizuję demonstrację. Przyjedź, pomóż. Wprowadzają do Polski GMO tylnymi drzwiami, w ustawie o nasiennictwie, w mediach cisza”. Wymówiłam się. Bo zimno, bo deszcz, bo daleko.

Klaudia umieściła w internecie zdjęcia: grupa osób, nieliczna, protestują w deszczu. Sprawdziłam, co napisano o ustawie w prasie. Żadnej wzmianki. Zastanowiło mnie to. Przeczytałam artykuł na stronie Międzynarodowej Koalicji na rzecz Ochrony Polskiej Wsi. Ponowny przegląd prasy. I wtedy zrozumiałam, że nie chcę biernie się temu przyglądać. Że mam dość. Coś we mnie pękło.

Często słyszę pytanie: czemu akurat GMO? Bo to świetny przykład problemu naszych czasów: zmiany myślenia o prawie własności, państwie i korporacjach. Świadectwo obrzydliwego niechlujstwa polskiego prawa. Układów, koneksji, samolubstwa i zaprzedania duszy Mamonie.

Włączyłam się w wir działań. To niezwykłe uczucie – uczestniczyć. Bez nagrody, ale z poczuciem słuszności i romantyzmu potencjalnie przegranej sprawy. Spałam po cztery godziny na dobę, ale nigdy przedtem nie miałam takiego poczucia sensu i przynależności. Zobaczyłam, jak wygląda świat mediów, z niedowierzaniem patrzyłam na moje wypowiedzi poszatkowane przez TV. Zaczęłam formułować je tak, żeby trudno było je pociąć i wypaczyć sens.

Zetknęłam się z niesamowitą radością wspólnej energii. Poznałam mądrych ludzi. Na naszych protestach pojawiali się zwykli ludzie, anarchiści, buddyści i słuchacze Radia Maryja. Pracownicy korporacji wpadali w przerwie na lunch. Poczułam, że istnieje szansa na przerzucenie mostów ponad podziałami. To uczucie uskrzydla, przywołuję je w słabszych momentach.

A te pojawiają się, gdy z niedowierzaniem czytam kolejny artykuł w popularnej prasie. Ton debaty nadawany przez opiniotwórcze gazety jest niedopuszczalny. Demagogia i manipulacja. Wypowiedzi tuzów polskiej biotechnologii, w których udowadniają, że umieją kłamać jak z nut (lub odznaczają się wyjątkową jak na ich pozycję naukową ignorancją). Pierwszy z brzegu przykład: jak „złoty ryż” mógł uratować miliony, skoro nie dopuszczono go do produkcji?

Przy obecnej kampanii medialnej łatwo przestraszyć się o własne IQ i zdrowy rozsądek. Zwolennicy GMO (często bardzo utytułowani) przekonują, że przeciwnicy GMO to sekciarze, a co najmniej niedouczeni idioci. Chciałabym, żeby dziennikarze chociaż próbowali być obiektywni. A naukowcy etyczni, szczególnie na styku z biznesem.

Zastanawiam się, czemu media i decydenci tak lekceważą w tej kwestii choćby przykład Niemiec? Czy aby na pewno Francja, Włochy i Austria nie chcą u siebie korporacyjnego GMO przez zabobon i ignorancję? Irytuje mnie, że media i politycy uparcie wałkują wyłącznie temat zdrowia i ekologii. Ja nie jestem ekologiem, jestem konsumentem. Interesują mnie aspekty gospodarcze i społeczne. O tym chciałabym usłyszeć w polskich mediach.

Miałam okazję spotkać polityków różnych opcji. Trudno o tych z pasją, rozumiejących temat – dziękuję tym, którzy nie odpuszczają. Tu nie chodzi o przekonania polityczne, tu chodzi o przejęcie przez oligarchię naszej żywności, najbardziej podstawowego obok wody dobra. O podbój gospodarczy, o brak wyboru. Poznałam też technokratów, kłamców, leni. I ignorantów opierających swe poglądy na strzępkach wiedzy. Niewiarygodne, jak słabo wygląda w Polsce kontakt z obywatelem. Większość instytucji i polityków nie ma nawet autorespondera. Nie wiadomo, czy email dotarł, czy został przeczytany. Obywatel to natrętny petent.

Co z tego mam? Poczucie sensu. Poczucie, że działając razem można zmienić rzeczywistość, i że nie jest to pusty slogan. Płakałam, słysząc oświadczenie Prezydenta o zawetowaniu tamtej ustawy (chociaż zgrzytałam zębami, słysząc, co mówi o samym GMO). Mała grupa zaangażowanych osób pociągnęła resztę i dokonaliśmy wielkiego czynu. Jeśli będę mieć wnuki, opowiem im o tamtym lecie. O tym, jak grupa troskliwych obywateli zmieniła świat.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

4 thoughts on “Jak stałam się aktywistką

  • 28 sierpnia 2012 at 11:42
    Permalink

    Poznałam Kasię na demonstracji przeciw GMO .Przez megafon czy bez -z wielką klasą i charyzmą przewodziła pod Sejmem i Pałacem Prezydenckim.Potrafi bez mrugnięcia okiem wdawać się w debaty z politykami- posiada wielką wiedzę, mocne argumenty i nikt jej w kozi róg nie zapędzi.Jest szczera,bezkompromisowa,prawdziwa i oddana na maxa sprawie. Gdyby została politykiem(już widzę jej sceptyczny uśmiech..ha ha)to głosowałabym na nią z zamkniętymi oczami i poszłabym jak w ogień.Też nie zapomnę tamtego lata…tej wspólnej, pięknej energii jaka się wyzwoliła w ludziach w obronie tego co słuszne..dla nas i dla tych co po nas..

    Reply
  • 29 sierpnia 2012 at 14:32
    Permalink

    Dzięki Katarzyno za twój wspaniały tekst. Myślę, że jest bardzo ważny, identyfikuję się z nim „do bólu”. Ja z tych samych powodów po powrocie z dłuugiej emigracji zapisałam się do partii Zieloni 2004. Nigdy nie działałam politycznie, uważam naszą politykę za karykaturę a naszą demokrację za parodię. Nie mogę na to biernie patrzyc. Może nie zmienię świata, ale zrobię co tylko w mojej mocy, aby w Sejmie znaleźli się ludzie dbający o dobro wspólne, dobro ludzi i zachowanie środowiska. Bo Ziemia do nas nie należy, wypożyczamy ją tylko od przyszłych pokoleń.

    Reply
  • Pingback: GMO to nie to! | Ekobuddyzm - buddyzm ekologiczny

  • 26 sierpnia 2016 at 13:06
    Permalink

    Przepraszam, ale zanim zaczęłaś walczyć było sprawdzić, czy są jakieś dowody na szkodliwość GMO. Bo tak się zdaje, że to niemal same korzyści, jedyne problemy to patenty (ale dzięki temu branża się rozwija), zmniejszenie różnorodności roślin i śmierć głodowa pasożytów, chorób i innych świństw na kyóre odporne jest GMO (to raczej zaleta, kto przejmuje się zmniejszeniem populacji bakterii, grzybów, chwastów, wirusów i pasożytów?). Nic strasznego. A wpływ na zdrowie nawet lepszy niż nie-GMO dzięki większej ilości witamin i mniej pestycydów i nawozów ze względu na większą odporność roślin GMO. W dodatku dzięki GMO spowalnia karczowanie lasów gdyż jest bardziej wydajne.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *