Foto: Nikola Jones/flickr/cc

Głęboki żal: Jak poradzić sobie ze stratą naszego świata

Stoknes Espen
9 stycznia 2016

Aby zareagować we właściwy sposób, najpierw możemy potrzebować okresu żałoby.

Przytłaczająca większość klimatologów mówi, że w najbliższych latach będziemy mieli do czynienia z bezprecedensowym ociepleniem ziemskiego klimatu. Ci sami naukowcy – tak jak ty czy ja – borykają się z emocjami wywołanymi przez te fakty i złowieszcze przewidywania. Moje dzieci – które mają teraz 12 i 16 lat – mogą żyć w świecie cieplejszym niż kiedykolwiek przedtem w ciągu ostatnich 3 milionów lat, i stanąć w obliczu wyzwań, które dopiero zaczynamy sobie uświadamiać, i na wiele sposobów być pozbawione bogatego, różnorodnego świata, w którym dorastało nasze pokolenie. Jak się do tego odnieść, i jak żyć z tą ponurą wiedzą?

Badając różne populacje , psychologowie udokumentowali długą listę konsekwencji zmiany klimatu dla zdrowia psychicznego: trauma, szok, stres, niepokój, depresja, powikłana żałoba, problemy w relacjach, nadużywanie substancji psychoaktywnych, poczucie beznadziei, fatalizm, apatia, utrata autonomii i poczucia kontroli, jak również utrata tożsamości osobistej i zawodowej.

Ten więcej-niż-osobisty smutek jest tym, co nazywam „Wielkim Żalem” – uczuciem, które wzbiera w nas, tak jakby pochodziło z samej Ziemi. Być może niedźwiedzie i delfiny, wycięte lasy, zatrute rzeki, i coraz bardziej zakwaszone, wypełnione plastikiem oceany również mają w środku uczucie żalu, zupełnie tak jak my. Każda nowa wiadomość dotycząca klimatu coraz częściej wywołuje poczucie strachu: Czy jest już za późno, żeby to odwrócić? Myśl, że nasz indywidualny żal i poczucie straty emocjonalnej mogą w rzeczywistości być reakcją na pogarszanie się jakości naszego powietrza, wody i stanu całego środowiska, rzadko pojawia się w rozmowach czy mediach. Może wypłynąć jako lęk o to, na jakim świecie będą zmuszeni żyć nasi synowie i córki. Ale co z tym robimy? Niektórzy zanoszą to prywatnie do terapeuty. Jest tak, jakby był to temat, o którym nie należy dyskutować publicznie.

Odczułem ostatnio ponownie Wielki Żal, kiedy czytałem informacje o tym, że koralowce są na skraju wymarcia na skutek ocieplenia zaśmieconych plastikiem oceanów i przełowienia antara patagońskiego. Czy ta nagła fala żalu przybywa z głębin oceanów w reakcji na bezwzględność i smutek trwającej destrukcji? A może jest to tylko osobisty kaprys? Jako psycholog nauczyłem się nie lekceważyć takich reakcji czy poruszeń duszy, lecz traktować je z szacunkiem.

Dysponujemy dużą ilością dowodów pochodzących z coraz liczniejszych badań, przeprowadzanych zarówno w formie zogniskowanych wywiadów grupowych, jak i wywiadów z osobami dotkniętymi suszami, powodziami i erozją obszarów przybrzeżnych. Ich uczestnicy wyrażają głęboki ból z powodu strat spowodowanych zaburzeniami klimatu. Jest on pogłębiony również przez to, co postrzegają jako nieadekwatną i fragmentaryczną reakcję – na poziomie lokalnym, narodowym i globalnym. W badaniu przeprowadzonym przez Susanne Moser, jeden z typowych uczestników mówi: „I to naprawdę się dzieje, to, co próbujemy tutaj powstrzymać staje się rzeczywistością. Wygląda na to, że wszystko to nie przynosi prawie żadnych rezultatów , z tymi wszystkimi rządowymi agencjami, które tylko szkodzą… a przy tym pomyśl o kosztach – wydaje się to beznadziejne. Jest to przygnębiające, bo kocham to miejsce”. W innym badaniu zrealizowanym przez socjolożkę Kari Norgaard, jeden z uczestników, który mieszka nad rzeką, mówi z poruszeniem: „To jest tak jakby… chcesz być dumny z tego, kim jesteś i twoja tożsamość związana jest z rzeką, więc kiedy rzeka ulega degradacji, odbija się to na tobie”. Jeszcze inna osoba, cierpiąca z powodu długotrwałej suszy , wyjaśniła zespołowi kierowanemu przez profesora Glenna Albrechta, że nawet jeśli „masz tam basen, nie chcesz tak naprawdę wychodzić na zewnątrz, na zewnątrz jest obrzydliwie, nie chcesz wychodzić”.

Ostatnia ankieta Yale Project on Climate Change Communication i George Mason University Center for Climate Change Communication przyniosła następujące zdumiewające statystyki: “Większość Amerykanów (74%) powiedziała, że „rzadko” albo „nigdy” nie rozmawia o z rodziną lub przyjaciółmi o globalnym ociepleniu, liczba ta znacznie wzrosła od roku 2008 (60%)”. Emfaza pochodzi ode mnie.

Te cytaty i statystyki oddają rzeczywistość, której wielu woli unikać lub nie pozostawać w niej zbyt długo – jest to podobna do Mordoru kraina ekologicznego niepokoju, złości, rozpaczy i depresji. Jedną z podstawowych poprawiających samopoczucie funkcji zaprzeczenia jest zapewnianie nam większego komfortu poprzez wymazanie tej wewnętrznej, lodowatej ciemności.

Ankieta dotycząca klimatu zawiera jednak również wyniki, które napawają pewnym optymizmem: „Amerykanie są dziewięć razy bardziej skłonni przychylić się do poglądu, że dbanie o Ziemię i jej zasoby jest naszym obowiązkiem (62%), niż do przekonania, że mamy prawo do używania Ziemi i jej bogactw dla swojej własnej korzyści (7%)”.

A co by się stało, gdybyśmy zamiast unikać tego bólu, żalu i rozpaczy, albo obwiniania za wszystko ICH – korporacji, polityków, agrobiznesu, drwali czy skorumpowanych biurokratów, mogli pochylić się nad tymi uczuciami i je zaakceptować? Moglibyśmy docenić je za to, czym są, zamiast je odrzucać jako coś niewłaściwego, osobistą słabość bądź winę kogoś innego. Z jakiegoś powodu wydaje się ważne, żeby nie ustawać i skontaktować się z tą rozpaczą, która wzbiera w nas w reakcji na degradację natury. Jako kultura możemy odkryć kilka prawd, kryjących się za uczuciami, które na ogół poddajemy w wątpliwość, uważając je ze depresyjne. Te emocje dokładnie odzwierciedlają stan środowiska naturalnego naszego świata. Według „wskaźnika żyjącej planety” (Living Planet Index), w ciągu ostatnich czterdziestu lat odeszła ponad połowa wszystkich zwierząt. Zgodnie z Milenijnym Sprawozdaniem Oceniającym Ekosystemy (Millennium Ecosystem Assessment Report), większość ekosystemów ulega degradacji bądź jest wykorzystywana w sposób niezrównoważony. Wielu biologów twierdzi, że żyjemy w okresie masowego wymierania, lecz prawie tego nie zauważamy.

Aby zareagować we właściwy sposób, najpierw możemy potrzebować okresu żałoby. Niewystarczająca żałoba sprawia, że pozostajemy w stanie otępienia lub grzęźniemy w gniewie na NICH, co tylko napędza polaryzację kulturową. Ale żeby mogło się to stać, potrzebujemy wsparcia. Akceptacja trudności i rozpaczy, i przeżywanie żałoby są o wiele trudniejsze bez otwartego potwierdzenia i zrozumienia ze strony innych ludzi.

Jednakże kontakt z bólem świata przynosi nie tylko żal, lecz może także otworzyć nasze serce i sprawić, że obejmie wszystkie rzeczy, które jeszcze żyją. Ma potencjał przełamania psychicznego odrętwienia. Możliwe, że znajdziemy również wspólnotę wśród ludzi, którzy czują podobnie, tych, którzy również przyznają, że zostali dotknięci przez ten „Wielki Żal”, czując smutek Ziemi, każdy na swój własny sposób. Potrzebna jest nie tylko indywidualna żałoba, lecz wspólny proces prowadzący do ponownego publicznego zaangażowania w szukanie kulturowych rozwiązań. Znajdowanie naszych własnych odpowiedzi , tak uczciwie jak tylko możemy, jako jednostki i społeczności, staje się gwałtownie wymogiem zdrowia psychicznego.

Aby poradzić sobie ze stratą naszego świata, musimy zejść poprzez gniew do żałoby i smutku, i przeżyć te uczucia w pełni, nie pomoże nam szybkie obejście ich i wprowadzenie się w stan koniunkturalnego hurra- optymizmu, ani ucieczka w obojętność. Jeśli zejdziemy tak głęboko, pojawią się troska i wdzięczność, które mogą nas otworzyć na to, co jeszcze tu jest, i wreszcie na właściwe działanie.

Per Espen Stoknes

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Artykuł został opublikowany na podstawie licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 License.

źródło: Common Dreams

Per Espen Stoknes jest psychologiem, ekonomistą i przedsiębiorcą, współzałożycielem przedsiębiorstw działających w sektorze czystej energii. Napisał trzy książki, w tym „What We Think About When We Try Not To Think About Global Warming”, z której zaadaptowany został powyższy artykuł. Mieszka w Oslo w Norwegii.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Głęboki żal: Jak poradzić sobie ze stratą naszego świata

  • 10 stycznia 2016 at 04:20
    Permalink

    Głęboka prawda wyziera z tego artykułu. Osobiście tak to właśnie odczuwam, jako Wielki Żal.
    Martwię się jak nieprzyjazny i wrogi może być świat jeszcze za życia moich dzieci. Świata +4st.C nawet sobie nie jestem w stanie wyobrazić. Czy przyroda jest sobie w ogóle w stanie z takim zjawiskiem poradzić? Upały nie do wytrzymania, przede wszystkim susze. Czy nasza kultura dobrobytu, ale i złości i wrogości, jest w stanie żyć z wydzielanymi racjami wody, tak, żeby ludzie się nie pozabijali? Przeżyłam wielką wichurę we Francji w 1998 roku. Taką, która położyła wielką część lasów. Np. lasy bukowe zamieniły się w wielkie przestrzenie sterczących dwumetrowych kikutów. Ale nawet w naszym podparyskim mieszkaniu też bardzo się baliśmy. Szczelnie zamknęliśmy metalowe zewnętrzne story, ale odgłosy, które słyszeliśmy, z powodu latających mebli ogrodowych naszych i sąsiadów, łamanych gałęzi, wyjącego wiatru, trzeszczących złowieszczo targanych wiatrem stor, były przerażające. Rano znaleźliśmy wokół nas straszny widok. W naszym pięknym parku Parc de Sceaux, po kilku dniach gdy już zaczęto wpuszczać ludzi po uprzątnięciu potencjalnie niebezpiecznych elementów, odkryliśmy obraz nędzy i rozpaczy: cały rząd starych topoli wzdłuż kanałku leżał co do jednego drzewa równiutko położony w tym samym kierunku z wyrwanymi korzeniami, a piękne dostojne cisy nie miały czubków. Podobny lęk przeżyłam 28 lutego 2010 roku. Była wielka wichura rosnąca od Atlantyku wgłąb kontynentu, a ja leciałam do Luksemburga z przesiadką we Frankfurcie. Tego lotu nie zapomnę do końca życia. Nie wiadomo dlaczego wieża kontrolna dała nam polecieć. W każdym razie w Luksemburgu nie mogliśmy się nawet ustawić równo nad pasem startowym, na szczęście dolecieliśmy na resztce paliwa do Brukseli, gdzie jakoś wylądowaliśmy. A co będzie gdy takie wichury będą na porządku dziennym, na zmianę z ulewami, ekstremalnymi upałami, powodziami, inwazjami nowych owadów, znikaniem znanych nam gatunków, milionami włóczących się z kraju do kraju, z kontynentu na kontynent uchodźców klimatycznych. Co się będzie działo w miastach? Do jakiego poziomu zdziczenia dojdą ludzie? Patrząc już dziś na rosnącą nienawiść i wrogość trudno sobie wyobrazić świat za 50 lat. Te biedne zwierzęta. Arktykę bez lodowców, góry bez lodowców, całe miliony ludzi bez wody z topniejącego na wiosnę lodu. Mój żal jest wielki ale wokół mnie tylko kilka świadomych ekologów o tym rozmawia i się martwi. Nasz cichy głos się nie przebija. Nadal młodzież uczy się w szkołach, że zmiany klimatu to kontrowersja naukowa, a publiczne media ten drażliwy temat po prostu ignorują. I ta sytuacja się nie poprawi w mediach PISu, nie ma na co liczyć. Pozostaniemy z naszym żalem jeszcze długo osamotnieni w kręgu garstki zainteresowanych przyszłością planety ludzi.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *