Czy GMO to monstrum?

Ludwik Tomiałojć
11 maja 2009

Czy kukurydza zmodyfikowana to monstrum? Zdaniem części laików, organizmy genetycznie zmodyfikowane (GMO) są straszliwymi chimerami powstałymi z wymieszania albo też „krzyżowania” cech dziedzicznych (genów). Nic więc dziwnego, że niektórzy obawiają się, iż tego typu zabiegi doprowadzą do powstania mitycznych syren czy centaurów albo zgoła potworów rodem z filmów science-fiction.

W rzeczywistości GMO nie są tak przerażające, choć – trzeba to przyznać – bywają bardzo różne: wiele ich form jest pożytecznych, jednak inne odmiany mogą stanowić zagrożenie. I to o te ostatnie toczy się spór. Niepokój wzbudzają chwalcy GMO lansujący bezkrytycznie wszelkie ich odmiany. Chcąc zakamuflować niewygodną prawdę, podciągają oni rewolucyjne techniki biotechnologiczne pod szyld tradycyjnego rolnictwa i tym samym powoli oswajają konsumentów z nowatorskimi uprawami. Jednak różnica między starym a nowym jest bardzo wyraźna: w tradycyjnych uprawach wzmacniano pożądane a eliminowano niepożądane cechy w obrębie poszczególnych gatunków, sporadycznie tylko krzyżowano gatunki spokrewnione. Natomiast biotechnologia lansuje coś zgoła innego, co rzadko zdarzało się w procesie ewolucji: przenoszenie cech (genów) pomiędzy bardzo odmiennymi grupami organizmów, np. między bakteriami i roślinami. O ile tego typu eksperymenty nie byłyby groźne gdyby odbywały się w zamkniętym laboratorium to uwalnianie genetycznie zmodyfikowanych roślin do środowiska może być bardzo niebezpieczne.

Ukrywana prawda
W Polsce nie ma symetrycznej, otwartej dyskusji na ten temat. Zwolennicy GMO twierdzą arbitralnie, że uprawy te nie pociągają za sobą negatywnych skutków ubocznych, a media kolportują to stanowisko, nie dopuszczając opinii odmiennych. Ukrywa się, że dysponujemy już dowodami na szkodliwość ekologiczną i zdrowotną niektórych form GMO. Mało kto zna alarmujące wyniki doświadczeń przeprowadzonych na zwierzętach laboratoryjnych, które karmiono takimi roślinami  – efekty wspomnianych doświadczeń znaleźć można w wypowiedziach: dr I. Chapeli, prof. J. Cumminsa, D. Quista, M. Konovalovej, R. Mazza, G.E. Seralini, I. Yermakowej, prof. Zenteka, także wielu innych. Jesteśmy w posiadaniu książek o ujemnych stronach ekonomiczno-społecznych upraw GMO: Lappe i Bailey Against the Grain (1999), S. Więckowski Genetycznie modyfikowane organizmy – obietnice i fakty (2008). Jest też strona internetowa mówiąca o skutkach tego typu upraw (www.gmwatch.org).

Tylko dzięki niezależnym badaczom wiemy, że niektóre GMO mają gorszą jakość pokarmową. Żywność taka może powodować alergie u człowieka i zwierząt, zaś wykorzystana jako pasza niejednokrotnie wywołuje zmiany chorobowe w układzie pokarmowym lub zaburzenia rozwojowe u potomstwa. Należy też dodać, że uprawy takie sprzyjają ryzyku rozprzestrzenienia się danej zmiany genetycznej  nie tylko na uprawy tradycyjne, ale i przeniknięcia transgenów do fauny glebowej, co z czasem może zagrozić naturalnym ekosystemom na łąkach, polach, w rezerwatach przyrody i w parkach narodowych.

Nie tylko bankructwa
Przekonuje się rolników, jakoby rolnictwo tradycyjne już nie wystarczało i tylko biotechnologia zapewniała wysokie, zdrowe i wolne od szkodników plony. Dodatkowo ignoruje się fakt, że nawet najtańsza żywność z GMO nie likwiduje głodu na świecie, a przeciwnie, nasila go wypierając produkcję drobnych rolników z rynku i prowadząc do masowych bankructw. Tak było w Indiach, i tak może być w Polsce, jeśli pozwolimy na zalanie kraju uprawami i produktami albo też ziarnem importowanym, np. z USA. Ignoruje się też zasadę rozwoju zrównoważonego. Tymczasem okazuje się, że plony z GMO nie są trwale wyższe, produkty nie są smaczniejsze, zaś uprawy nie na zawsze są uwolnione od szkodników, bowiem wykryto już owady odporne na toksyny z GMO. Przed skutkami przedwczesnego wprowadzania upraw GMO do środowiska naturalnego ostrzegała już w roku 1999 noblistka-genetyk, prof. Ch. Nuesslein-Volhard z Tübingen. Z kolei biochemik, prof. J. B. Neilands z Uniwersytetu Berkeley twierdzi, że pyłek z GMO zanieczyści wszelkie uprawy eliminując rolnictwo tradycyjne i ekologiczne. Mimo tych sygnałów krajowe instytucje naukowe nie rozpoczęły, póki co, odpowiednich badań.

Za i przeciw
Obecne unijne regulacje prawne są tymczasowe, bo dobra legislacja nie jest możliwa kiedy nauka (ekologia) nie wypowiedziała się jeszcze o skutkach ubocznych tej technologii. Niezbędne są badania interdyscyplinarne (zdrowotne, ekologiczne i ekonomiczne), bowiem np. wprowadzanie toksycznego genu Bt, co prawda podwyższa na pewien czas plony kukurydzy, ale nie wiemy czy nie zaburzy on różnorodności biologicznej polnego ekosystemu. Pełną odpowiedź poznamy nie wcześniej niż za 20-30 lat, i to pod warunkiem podjęcia odpowiednich badań. Mająca dość żywności UE mogłaby zatem pozwolić sobie na moratorium na wprowadzanie tej innowacji, stosując tu własną zasadę przezorności. Mogłaby, gdyby nie znajdowała się pod silnym handlowym naciskiem USA, WTO i koncernów biotechnologicznych.

Mimo poważnych zastrzeżeń Zieloni nie są całkowicie przeciwni uprawom GMO. Dostrzegamy pozytywy, zwłaszcza w wykorzystaniu ich do produkcji leków, w oczyszczaniu środowiska ze skażeń i w niejednym ulepszaniu roślin uprawnych pod warunkiem niewprowadzania niebezpiecznych transgenów. Nie zgadzamy się jednak na rozprzestrzenienie upraw GMO przed wnikliwym poznaniem ich skutków, gdyż może to poważnie zachwiać równowagą ekologiczną i spowodować negatywne skutki ekonomiczne w naszym kraju.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *