ISSN 2657-9596
Azyl dla świń Chrumkowo – Fot. Anna Lipińska

Czy ekofeminizm uratuje świat?

Magdalena Gałkiewicz
11 października 2019
Jestem ekofeministką. Byłam nią od zawsze, chociaż jeszcze kilka lat temu nie umiałam tego nazwać. Z równością i sprawiedliwością w dzisiejszym świecie bywa trudno. Lubimy dzielić, wartościować, oceniać. Lubimy być w opozycji do innych.

Pragniemy wpływu, kontroli, ulegamy sugestiom. Te egoistyczne potrzeby ludzi wykształciły opresyjne, hierarchiczne systemy, które wpychają nas dzisiaj w różne role. Role, które sankcjonują nierówne traktowanie wynikające z płci, rasy, pochodzenia, wyznania/bezwyznaniowości, niepełnosprawności, czy gatunku. Tak powstał patriarchat,  który szczęśliwie zaczyna się chwiać w posadach. Dokładnie w ten sam sposób powstał antropocentryzm. To, czym tak naprawdę jest i za co jest odpowiedzialny trudno jest zauważyć i zrozumieć. Trudno, ponieważ trzeba wyjść z uprzywilejowanej pozycji bycia człowiekiem i spojrzeć szerzej. Nagle zobaczymy lustrzane odbicie tego, co kobietom robił i robi świat kształtowany przez mężczyzn. Zobaczymy także, że sprawiedliwość, równość i prawo do szczęścia, czy dobrobytu to wartości, których nie wolno nam ograniczać do świata ludzkiego.

W tym rozumieniu istotą ekofeminizmu staje się piękna, spójna, szeroka perspektywa, która widzi nie tylko dyskryminację kobiet czy mniejszości, ale również przyszłych pokoleń, zwierząt i natury. To wizja świata harmonijnego, wolnego od dyskryminacji – płciowej, rasowej, społecznej, czy właśnie gatunkowej. To właśnie moja wizja świata.

Ale od początku. Jaka jest aktualna sytuacja kobiet? Trudna. Oburzyłyśmy się – słusznie – gdy religijni fundamentaliści chcieli jeszcze bardziej ograniczyć, już i tak absurdalnie ograniczone, prawa reprodukcyjne. Znalazłyśmy wówczas wsparcie pewnej męskiej części społeczeństwa, która zrobiła wtedy „mały krok do tyłu”, by spojrzeć nieco szerszej niż z perspektywy uprzywilejowanego mężczyzny. Ale czy na tyle szeroko, żeby zobaczyć w całości system opresji, w którym my kobiety musimy funkcjonować? Opresyjny podział ról i wpychanie nas w stereotypy już jako małe dziewczynki w procesie wychowania i socjalizacji? Przemoc, z którą musimy się mierzyć na każdym etapie naszego życia – fizyczną, systemową, słowną, ekonomiczną, seksualną itd.?  Podwójne standardy? Szklane sufity? Niższe wynagrodzenie za taką samą pracę, często ze znacznie lepszym wykształceniem? I w końcu brak prawa do decydowania o własnym ciele? Nie! Cała władza – polityczna, ekonomiczna, prawna i medialna jest niezmiennie w męskich rękach, co powoduje, że koszty społeczne oraz gospodarcze są ogromne. Dlaczego? Dlatego, że ponad połowa społecznego potencjału się marnuje. Moje pytanie brzmi, jaka jest nasza reakcja na to, gdy okazuje się, że wbrew logice wciąż wielu uważa, że to właśnie płeć powinna determinować szanse na szczęśliwe życie? Że to właśnie płeć powinna uprawniać jednych do władania innymi?

Skoro zatem uznajemy, że to kim się urodziliśmy, nie daje nikomu prawa do dyskryminacji i przemocy wobec nas, to jak możemy godzić się na niesprawiedliwość wobec innych istot? Jeżeli oczekujemy zrozumienia naszej feministycznej perspektywy, to jak możemy godzić się na utrwalanie antropocentrycznego porządku, który używa tych samych mechanizmów co patriarchat. Który daje pełne prawo do instrumentalnego traktowania zwierząt i przyrody? Jak możemy zamykać oczy na ból i cierpienie w hodowlach przemysłowych, gdzie płeć determinuje czas trwania i skalę przemocy, gdzie najbardziej eksploatowane są zwierzęta płci żeńskiej – krowy na mleko, kury na jajka? Gdzie cielęta i kurczaki płci męskiej to odpad produkcyjny, który ląduje w rzeźni lub w mielarce, do której jest wrzucany żywcem?  Jak możemy zgadzać się na wyzysk naszej planety, nieograniczone wydobycie jej zasobów, spalanie paliw kopalnych, wyspy plastiku dryfujące po morzach, zatruwanie wody, powietrza i gleby? Załamanie się klimatu oraz gospodarki, masowe migracje i wojny, przemoc i gwałty, które będą bezpośrednim następstwem katastrofy ekologicznej, dotkną właśnie nas – kobiety, nasze dzieci i wnuki.

Zastany świat, którego nas nauczono, który nam wdrukowano, i który większość społeczeństwa przyjmuje bezkrytycznie, to świat, który odbiera podmiotowość zarówno kobietom, jak i zwierzętom, czy szerzej, przyrodzie. Uprzedmiotowienie, umniejszanie czy wręcz zaprzeczenie krzywdy mają służyć jednemu – utrzymaniu status quo obowiązującej hierarchii stworzonej przez i dla białego mężczyzny, który kiedyś siłą fizyczną, a dzisiaj siłą rozpędu kapitalizmu i wszelkich religii, widzi się w centrum świata.  Przykłady można mnożyć. Sprowadzanie kobiet do obiektów seksualnych w reklamach, filmach, w przestrzeni publicznej to dokładnie ten sam mechanizm, który odpowiada za przedstawianie zwierząt jako produkty. Z jednej strony mamy fragmenty kobiecego ciała użyte do reklam narzędzi, opon czy firm energetycznych, z drugiej – fragmenty ciał zwierząt reklamowane jako kiełbasy, szynki, buty czy paski. Również język jest tak skonstruowany, by odcinać naszą świadomość od rzeczywistości. Nie nazywamy rzeczy po imieniu, nie mówimy, że jemy zwłoki zwierzęcia, fragment mięśni świni lub krowy, lecz mięso, wieprzowinę albo wołowinę – jakby to było całkowicie oderwane od istoty, którą zabiliśmy. Wycinkę lasu czy puszczy nazywamy pozyskiwaniem drewna, systemowe lub wręcz dla rozrywki strzelanie do zwierząt – regulacją gatunku. Usprawiedliwiamy sobie masowe i niewyobrażalnie okrutne mordowanie zwierząt, nazywając je humanitarnym ubojem. Co jest humanitarnego w rażeniu prądem, w strzelaniu między oczy czy wrzucaniu żywcem do oparzarki wycieńczonego, sparaliżowanego strachem zwierzęcia, które chce żyć?  Obozy zagłady miliardów zwierząt nazywamy hodowlą. Ta zbiorowa halucynacja jest tak powszechna, tak powszednia, tak oswojona, że każda próba jej zburzenia musi napotkać na paniczny opór. Podobny do tego, z jakim spotkały się sufrażystki w końcu XIX żądające praw wyborczych. Podobny, bo nadchodząca zmiana uderza w zastany, patriarchalny porządek.

Dlatego ekofeminizm musi być i jest praktyczny. To szeroki wachlarz konkretnych wartości, zachowań i postaw, praktyk, które, jeżeli zostaną przejęte przez większość społeczeństwa, doprowadzą do przebudowy świata, jaki znamy, na świat bardziej sprawiedliwy i równościowy. I może, jeżeli będziemy dostatecznie mądrzy jako społeczeństwo i poddamy się tej transformacji bez opierania –  ekofeminizm uratuje nas przed czołowym zderzeniem, w kierunku którego pędzimy?

W skali mikro ważne są nasze codzienne wybory konsumenckie, wybory , które są dobre dla planety, dla środowiska, dla innych ale i dla nas samych, bo przecież od tego, jak urządzimy sobie świat, zależy to, jak będzie nam się na tym świecie żyło.  Stąd rezygnacja z jedzenia zwierząt oraz produktów pochodzenia zwierzęcego, czasem od razu, czasem stopniowo eliminując kolejne produkty pozyskiwane na drodze eksploatacji. Gatunkowizm, czy też szowinizm gatunkowy, nie różni się bowiem niczym od szowinizmu płciowego, genderowego, od rasizmu, homofobii oraz wszystkich innych form dyskryminacji, wykluczeń i -izmów. Nie możemy też zapominać, jaki wpływ na naszą planetę ma hodowla zwierząt – zwłaszcza ta przemysłowa. 77% powierzchni ziem uprawnych wykorzystywanych jest pod produkcję paszy dla zwierząt, ziem głównie w krajach globalnego południa, gdzie najwyższą cenę płacą najbiedniejsi i najsłabsi, bardzo często kobiety i dzieci. Również dlatego płonie Amazonia, a w niej setki tysięcy zwierząt. Rdzennym ludom odbierane są prawa do ziem ich przodków.  Ziemia traci swoje płuca, bo mała grupka zamożnych i wpływowych mężczyzn daje sobie prawo do rozporządzania i dewastowania dla własnego zarobku dobra wspólnego wszystkich ziemian, tych ludzkich i tych nieludzkich. Hodowla przemysłowa to także problem wody, zużywa ona bowiem 1/3 wody pitnej na planecie. Dla zobrazowania skali – do wyprodukowania 1 kg wołowiny potrzeba 14.500 litrów wody. To również zabójstwo dla bioróżnorodności. Dzisiaj zwierzęta hodowlane  stanowią 67 % wszystkich kręgowców na Ziemi. Zwierząt dzikich jest zaledwie 3%, a ich liczba gwałtownie spada. Emisje gazów cieplarnianych z rolnictwa i leśnictwa to według najnowszego raportu IPCC około 23% wszystkich emisji. Do tego trzeba doliczyć kolejne kilkanaście procent pochodzących ze zmarnowanego jedzenia. Obniżenie emisji z tych sektorów jest równie kluczowe jak transformacja energetyczna.

Te wybory to też ograniczenie konsumpcji w ogóle. Postwzrost, który jest historią o tym, że nie możemy na ograniczonej planecie mieć nieograniczonego wzrostu. O tym, że aktualny model wytwarzania, zużywania i wyrzucania, model, w którym, koncerny i ich interesy są stawiane ponad interesem dobra wspólnego, i  którego tak broni patriarchat, to wycieczka wprost w przepaść, w której zginiemy wszyscy. Dlatego kupujmy lokalnie, od lokalnych producentów, w warzywniakach i na targach, minimalizując ślad węglowy wynikający z transportu żywności. Nie marnujemy! Jeśli już decydujemy się na jakiś produkt egzotyczny, niech to będzie fair trade i bez plastiku, można sprawdzić na etykiecie. Na zakupy chodźmy z własnymi torbami i woreczkami, kupujmy na wagę. Jest coraz więcej sklepów, które nam to umożliwiają. Unikajmy kupowania produktów wysoko przetworzonych, pakowanych w plastik. Czytajmy etykiety, sprawdzajmy kosmetyki, czy nie są testowane na zwierzętach, wybierajmy takie, które są zero waste albo chociaż less waste.  Butelki tylko szklane, i jeśli jest możliwość to zwrotne. Woda z kranu, nigdy z plastiku. Ciuchy z second handów. Meble używane, odrestaurowane, z upcyclingu. Sprzęty – o ile to możliwe naprawiajmy, a nie wymieniajmy na nowe. Zamiast samochodu własne nogi, rower lub komunikacja publiczna. Zamiast samolotu – pociąg. Oszczędzajmy prąd. Oszczędzajmy wodę, która jest dobrem deficytowym. Nie odwracajmy głowy od praw zwierząt, od troski o środowisko i planetę. Pamiętajmy, że oddziałujemy na siebie, a skutki katastrofy ekologicznej uderzą najsilniej właśnie w w nas – kobiety, dzieci i zwierzęta. Równość, sprawiedliwość i potrzeba świata wolnego od cierpienia, o który walczymy jako feministki, musi być włączająca na wszystkich możliwych polach. Jeśli to nie nastąpi, to żadna to będzie  równość i żadna sprawiedliwość. A kiedy już to wszystko ułoży się w kompletny, spójny obraz, pamiętajmy, że mamy moc kształtowania tej rzeczywistości nie tylko przez nasze codziennie wybory konsumenckie, lecz także poprzez kształtowanie polityki, biernie i czynnie w niej uczestnicząc.


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

4 thoughts on “Czy ekofeminizm uratuje świat?

  • 17 października 2019 o 00:30
    Permalink

    Bzdura sama w sobie, już samo założenie „ekofeminizmu”, czy jak to zwał, jest czystą hipokryzją.
    Mowa i jest o tworzeniu świata wolnego od m.in dyskryminacji płciowej, ale już na samym początku wprowadza politykę inną od męskiej ( w ich wyobrażeniu oczywoście ).
    W rzeczywistości harmonię i wzajemne poszanowanie zastępuje serią nakazów, zakazów, norm społecznych i ingerencję w prawo. Wynik takiego zabiegu raczej tworzy uprzywilejowaną grupę społeczną, która stoi wyżej WŁAŚNIE ZE WZGLĘDU NA PŁEĆ.
    Wiele argumentów w artykule jest dalekie od prawdy, lub mija się z prawdą. Jak np, to że mężczyzni ma wyższą emeryturę, od kobiet, które, często mają wyższe wykształcenie.
    Brak konkretnych przykładów i statystyk, które by mogły potwierdzić taką tezę, która w mojej ocenie jest zbyt pobieżna i jednostronna. Trzeba zauważyć, że mężczyźni często zaczynają pracę swieżo po szkole, a często jeszcze w jej trakcie, dzięki czemu w wieku 60 lat, mają już ponad 40 lat wypracowanych. U kobiet wygląda to inaczej, bo wiele z nich zostaje w domu ( z wyboru, nie z przymusu) do tego dochodzą urlopy macierzyńskie. Kobiety często po 60 roku życia mają znacznie mniej niż 30 przepracowanych lat. Stąd może sie wydawać, że jest różnica w emeryturach. Choć i tak dostają pieniądze, których mężczyzna o tym samym stażu by nie dostał.
    Zastanawiam się, czy „ekofeministki” skoro tak mówią o zatarciu różnic płci, czy chciały by zruwnano wiek emerytalny, tak by mężczyźni nie byli dyskryminowani i szli na emerytury w tym samym wieku co kobiety. Zastanawiam się czy „ekofeministki” walczyły by o równe prawa obojga rodziców w sądach, gdy chodzi o potomstwo.

    Zakładam, że nie. Pomimo ideologicznej poświaty i szczytnych celów, jeśli się dobrze przyjrzeć, to chodzi o jedno i to samo. Wprowadzić uprzywilejowaną grupę społeczną kobiet, bez względu na koszt jaki będzie musiało ponieść społeczeństwo, nie tylko finansowe i gospodarcze, ale także olbrzymi regres w status quo i równości obywatelskiej.

    Zresztą jak inteligentny rozumny człowiek, mógłby traktowac poważnie deklarację typu: „Grupa zamożnych mężczyzn dewastuje świat, a kobiety i dzieci cierpią”… .

    Jeżeli chcecie tworzyć swiat bez uprzedzeń, świat tolerancji, zrozumienia i otwartości, to zacznijcie od SIEBIE. Skończcie z tym „samiec twój wróg”, skończcie winić mężczyznę za wszystko i wszędzie, bo to nie płeć jest winna, że świat jest jaki jest. Na czele koncernów nie stoją wyłącznie mężczyźni, na czele państw nie stoją wyłącznie mężczyźni, prawa głosu nie mają wyłącznie mężczyźni. Jeżeli chcecie tolerancji, to zacznijcie od siebie.

    Odpowiedz
  • 20 października 2019 o 14:16
    Permalink

    Tylko w ekofeminizmie jest nadzieja!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.