COP20: zegar tyka, czas na działanie

Paulina Szabat
2 grudnia 2014

Jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko porozumienia. Prosto z Limy, specjalnie dla „Zielonych Wiadomości” – Paulina Szabat.

Jako jedyna Polka na żywo śledzę negocjacje w Limie w ramach projektu Adopt A Negotiator Tracker. Moim priorytetem jest śledzenie poczynań unijnych, a szczególnie polskich negocjatorów oraz zgłębianie synergii pomiędzy biznesem a zmianami klimatu.

Gospodarzem 20. Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Klimatu (COP20) jest Lima. COP odbywa się w tym roku w regionie, który daje przykład innym państwom, jak zwalczać negatywne skutki zmian klimatu. Peru do 2021 r. chce powstrzymać wylesianie, Kostaryka za cel stawia sobie całkowitą eliminację CO2 do 2021 r., Brazylia planuje ograniczyć emisje CO2 przez ograniczenie wylesiania, Meksyk wprowadził bardzo ambitne przepisy dotyczące ochrony klimatu, a Nikaragua do 2017 r. chce produkować 94% elektryczności z odnawialnych źródeł energii.

Społeczność międzynarodowa ma duże oczekiwania wobec COP20. Wynika to z faktu, ze została ona poprzedzona bezprecedensowymi wydarzeniami, które przełamały wieloletni impas w negocjacjach.

We wrześniu 2014 r. w Nowym Jorku ponad 310 tysięcy osób przemaszerowało ulicami miast. Była to największa pokojowa demonstracja klimatyczna w historii.

W październiku 2014 r. przywódcy państw członkowskich Unii Europejskiej doszli do porozumienia w zakresie nowej polityki klimatycznej do roku 2030. Unia ograniczy emisje CO2 o co najmniej 40%, zwiększy udział energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii elektrycznej o co najmniej 27%, a efektywność energetyczna wzrośnie o co najmniej 27%.

W listopadzie 2014 r. Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) przedstawił kolejny raport podsumowujący aktualny stan badań naukowych. Wciąż możemy powstrzymać najgorsze, ale czasu jest coraz mniej.

Ponadto dwaj najwięksi emitenci CO2 na świecie – USA i Chiny – podjęły przełomowe działania w celu redukcji emisji CO2. Zaś kraje wysoko rozwinięte zobowiązały się do zasilenia zielonego funduszu klimatycznego kwotą 10 mld dol.

Unijni delegaci oczekują, że w Peru zostaną przygotowane podwaliny pod nowe porozumienie, które ma zostać podpisane w Paryżu w przyszłym roku. Chcieliby, żeby poszczególne państwa zadeklarowały swoje przyszłe zobowiązania redukcyjne oraz sposoby ich realizacji. tzw. zamierzone wkłady krajowe. Unijni negocjatorzy będą również rekomendować wzmocnienie działań redukcyjnych do 2020 r. celem uniknięcia tzw. luki emisyjnej. Przewiduje się, że Unia Europejska potwierdzi w Limie swoje zobowiązanie do wsparcia kwotą 9,5 mln euro państw najbardziej narażonych na negatywne skutki zmian klimatu.

Sukces negocjacyjny w Limie będzie oznaczał sukces w Paryżu w 2015 r. Aby konferencja w Limie zakończyła się ambitnym rezultatem, państwa powinny wykazać szczególną determinacje do rozwiązania najbardziej kontrowersyjnych aspektów. Presja jest duża i negocjatorów czekają pracowite dwa tygodnie, ale jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko zgody na podpisanie nowego światowego porozumienia na rzecz zwalczania zmian klimatu.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “COP20: zegar tyka, czas na działanie

  • 2 grudnia 2014 at 20:15
    Permalink

    Dziękujemy za tę optymistyczną relację. Drobna uwaga, gwoli lepszego zrozumienia tematu:
    autorka pisze „COP odbywa się w tym roku w regionie, który daje przykład innym państwom, jak zwalczać negatywne skutki zmian klimatu.” podając jako przykład działań krajów Ameryki Południowej powstrzymanie wylesiania tudzież całkowitą eliminację emisji CO2.
    Otóż te działania są skierowane na obniżkę emisji CO2 bądź pochłanianie CO2 – obydwa działania dotyczą tzw. „mitygacji” czyli działań na rzecz spowolnienia czy ograniczenia zmian klimatu, a nie zwalczania negatywnych ich skutków (wylesianie jest w końcu dziełem człowieka a nie zmian klimatu). Działania z zakresu zwalczania skutków zmian klimatu to np. lepsze wyposażenie w sprzęt służb ewakuujących ludność w razie powodzi czy usuwających szkody po cyklonie. U nas jest to jedyna dziedzina strategiczna dotycząca zmian klimatu, bo publiczne mówienie o konieczności redukcji emisji CO2 uważane jest za tabu i wymaga nie lada odwagi. Z partii politycznych już tylko Partia Zieloni śmie jeszcze od czasu do czasu coś napomknąć, głównie jej ekologiczna „frakcja”.
    Tak więc walczymy nie ze zmianami klimatu tylko z ich skutkami, w ten sposób z czystym sumieniem i w łatwy sposób „przerobimy” istotną część funduszy unijnych 2014-2020 na budowę wałów przeciwpowodziowych, które nie zapobiegają powodziom tylko je wzmacniają, ale je przesuwają w dół rzeki, a tam niech już sąsiednia gmina się martwi i też sobie za unijne pieniądze „pozwalcza skutki zmian klimatu”.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *