COP20: sztuka unikania konkretów

Paulina Szabat
18 grudnia 2014

Co udało się wynegocjować w Limie, i czemu tak niewiele? Ostatnia część relacji Pauliny Szabat z COP20 specjalnie dla „Zielonych Wiadomości”.

COP20 był dla mnie wyjątkowym wyzwaniem. Przez dwa tygodnie śledziłam negocjacje ramię w ramię z moim międzynarodowym i pełnym energii zespołem Adopt a Negotiator. Po serii warsztatów (lekcje stepowania czy nauki gry na tradycyjnych peruwiańskich instrumentach muzycznych), które ułatwiły nam integrację, znaleźliśmy się w samym środku międzynarodowych rozmów. Negocjacje klimatyczne to swoisty mikro-świat. Z racji tego, że centrum konferencyjne położone na terenie bazy wojskowej Pentagonito znajdowało się godzinę drogi od naszego hotelu, pracowaliśmy od świtu do świtu.

Codziennie śledziliśmy negocjacje, raportowaliśmy o ich postępach, prezentowaliśmy wiadomości na naszym blogu, twittowaliśmy najgorętsze newsy, spotykaliśmy się z krajowymi delegacjami i braliśmy udział w akcjach klimatycznych, lub konferencjach prasowych. Wszystko po to, aby podzielić się z naszymi czytelnikami najświeższymi informacjami i w pozytywny sposób wpłynąć na postęp w negocjacjach. Przez cały czas musieliśmy być maksymalnie skoncentrowani i czujni, by w trakcie często bardzo technicznych i niekiedy nudnych negocjacji nie przegapić ważnych informacji. Każdy z nas śledził negocjacje swojego kraju lub regionu. Nasza wspólna prace można zobaczyć tutaj: adoptanegotiator.org.

W martwym punkcie?

Negocjacje klimatyczne w Limie tradycyjnie, jak co roku, przedłużyły się. Przemęczeni i niewyspani negocjatorzy oraz ministrowie długo dyskutowali na temat spornych kwestii. Po pewnym czasie wszyscy mieli poczucie, że rozmowy utkwiły w martwym punkcie.

Państwa podzieliły się standardowo na dwie grupy. Państwa wysoko rozwinięte były gotowe przyjąć tekst porozumienia, a państwa słabiej rozwinięte i bardziej narażone na zmiany klimatyczne sprzeciwiały się mu, punktując, że brakuje im jasnych zapisów dotyczących kosztów zniszczeń i strat powodowanych przez zmiany klimatu (Loss and Damage), finansów, mitygacji czy tzw. wspólnej, lecz zróżnicowanej odpowiedzialności za zmiany klimatyczne (CBDR).

Mało konkretne decyzje podjęte w ramach COP20 pokazują, że politycy nie słuchają swoich obywateli, którzy żądają jasnych i ambitnych decyzji w kwestii walki ze zmianami klimatu. Politykom nie udało się wykorzystać sprzyjającej atmosfery wywołanej przez takie bezprecedensowe wydarzenia, jak nowa polityka klimatyczna Unii Europejskiej, umowa USA-Chiny dotycząca redukcji emisji CO2, marsz klimatyczny w Nowym Jorku czy raport końcowy IPCC.

Oczekiwania wobec negocjacji w Limie były bardzo duże, a rozczarowanie środowiska międzynarodowego brakiem tego sukcesu oznacza, że o sukces w Paryżu będzie dużo trudniej. Brak ambitnych i szczegółowych decyzji wynikał z faktu, że politycy mieli świadomość, że przed ostatecznymi negocjacjami zaplanowanymi na koniec przyszłego roku czekają ich dwie sesje robocze w pierwszej połowie nowego roku, gdzie będą mieli jeszcze szanse ponegocjować.

Zobowiązania bez konkretów

W Limie podjęto ważne, ale mało konkretne decyzje. W większości zapisów brakuje szczegółów dotyczących realizacji lub egzekwowania zobowiązań.

W kwestii przyszłych zamierzonych zobowiązań redukcyjnych (INDCs) negocjatorzy potwierdzili, że państwa maja przedstawić swoje zobowiązania w pierwszym kwartale nowego roku, jednak nie są one zobowiązane przed konferencją klimatyczną w Paryżu przedstawić efektów tzw. oceny ex ante, która wykazałaby czy ich zobowiązania są dostateczne. Jedynie ONZ przedstawi zbiorczy raport, w którym pokaże czy kolektywne zobowiązania państw są wystarczające do utrzymania wzrostu średniej globalnej temperatury poniżej 2 st. Celsjusza.

Pozytywnym ustaleniem jest natomiast fakt, że państwa nie mogą wycofać się ze swoich zobowiązań ani ich zmniejszyć.

Brakujące dolary

W ciągu ostatnich pięciu miesięcy 28 państw przekazało do Zielonego Funduszu Klimatycznego 10,2 mld dol. To wciąż za mało, bo docelowo ma się w nim znaleźć 100 mld dol. Państwa nie ustaliły jednak planu, jak uzupełnić tę lukę. Polski rząd podjął już decyzję dotyczącą kwoty, jaką przekaże do tego funduszu, ma czas do końca tego roku, aby ją ogłosić.

W trakcie pobytu w Limie miałam przyjemność spotkać się z przewodniczącą polskiej delegacji Katarzyną Snyder, która powiedziała, że niełatwo było wynegocjować w naszym Sejmie zgodę na przekazanie jakichkolwiek pieniędzy do tego funduszu, dlatego zgodę uznała za przełom.

Mimo że w trakcie trwania negocjacji tajfun pustoszył Filipiny, państwa nie podjęły decyzji, co do naprawiania zniszczeń i strat (Loss and Damage). Jest to bardzo ważną kwestia, która budzi obawy państw słabo rozwiniętych i tych szczególnie dotkniętych przez zmiany klimatu. Te kraje chcą mieć pewność, że państwa wysoko rozwinięte dotrzymają swoich zobowiązań zebrania określonej sumy w Zielonym Funduszu Klimatycznym i określą szczegóły zapisów dotyczących kosztów zniszczeń i strat powodowanych przez zmiany klimatu w osobnym paragrafie w nowym porozumieniu klimatycznym.

Luka emisyjna

Politycy nie zgodzili się co do szczegółów ograniczenia emisji do roku 2020. To ważny element negocjacji, ponieważ nowe porozumienie klimatyczne, które zostanie podpisane w Paryżu, wejdzie w życie dopiero w 2020 r.

W rezultacie pomiędzy 2015 a 2020 będzie tzw. luka emisyjna i istnieje obawa, że jeżeli państwa nie ustalą poziomu redukcji szkodliwych gazów, to w ciągu tych pięciu lat będziemy mieli do czynienia z ich wzrostem. Państwa nie zdecydowały jeszcze również, czy nowe zobowiązania redukcyjne będą podpisywane na 5 czy na 10 lat.

Za to paradoksalnie wszystkie państwa zgodziły się co do potrzeby całkowitej redukcji emisji CO2 do 2050 r. celem transformacji w kierunku gospodarki nisko emisyjnej.

Niewysłuchany głos

Nie zawiodło natomiast społeczeństwo. W środę 10 grudnia ulicami Limy w pokojowej manifestacji przeszło ponad 15 tysięcy ludzi. Zademonstrowali oni swoje poparcie dla transformacji w kierunku niskoemisyjnej gospodarki oraz rozwoju energii z odnawialnych źródeł. Jasno zażądali od negocjujących tego, aby nowe porozumienie było ambitne i zaapelowali o to by nie powtórzył się scenariusz z Kopenhagi.

Dodatkowo biskupi katoliccy z całego świata ogłosili apel, skierowany do polityków, w którym nawoływali do dekarbonizacji światowej gospodarki i ochrony ludzi mieszkających w tych częściach świata, które są najbardziej narażone na skutki zmian klimatu. 11 grudnia papież Franciszek zaapelował do światowych przywódców o wzięcie etycznej i moralnej odpowiedzialności za obecne i przyszłe pokolenia.

Zmiany klimatu to największe wyzwanie naszych czasów. Z powodu dwóch dekad bezczynności wszystkie państwa muszą podjąć ambitne zobowiązania redukcyjne. Jeżeli nam się nie uda, to doprowadzi to do katastrofy, a jeżeli jakimś cudem nam się uda, to będziemy żyć w bardziej przyjaznym i spokojnym świecie.

Politycy będą mieli bezprecedensową szansę wykazać się w trakcie przyszłorocznej konferencji w Paryżu. Niestety w Limie mimo oczekiwań się nie udało podjąć ambitnych decyzji. Jeszcze długa droga przed nami, zanim doprowadzimy do zmian, ale jeżeli będziemy dalej kontynuować nasza ciężką pracę na rzecz klimatu, z każdym dniem będziemy bliżej sukcesu.

Czuje się wyróżniona, że jako jedyna Polka mogłam wziąć udział w negocjacjach klimatycznych w Limie. Czuje się również wyróżniona, że mogłam pracować i uczyć się od tych utalentowanych i doświadczonych ludzi. COP20 był moim osobistym sukcesem, ale jestem pewna, że bez pomocy i wsparcia mojego teamu byłoby to niemożliwe. Mam nadzieje, że w przyszłym roku w Paryżu wraz z moim zespołem będziemy mogli relacjonować sukces podpisania nowego, globalnego porozumienia klimatycznego.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.