„Chciałam zmieniać świat od siebie”

Ewa Charkiewicz
12 listopada 2012

Od 23 lat w każdą środę Yvonne przyjeżdża na rynek biodynamicznych produktów w Hadze, pod parlamentem, a w każdą sobotę jest na Noordemaarkt w Amsterdamie, gdzie ekorynek powstał dwa lata wcześniej. W lipcowe popołudnie 2012 r., kiedy rozmawiamy, na straganie oprócz Yvonne produkty sprzedają trzy osoby.

Z Yvonne Bos, rolniczką biodynamiczną z Beemster, rozmawiam na ekorynku pod holenderskim parlamentem. Yvonne jest rolniczką i pastorką kościoła luterańskiego w Alkmaar. Od 1980 r. wraz z przyjacielem prowadzi małe biodynamiczne gospodarstwo: 5 hektarów, z czego 3 ha ziemi przeznaczone jest na uprawy. Skąd się wzięły jej zainteresowania rolnictwem biodynamicznym? „Byłam zaangażowana w ruch na rzecz pokoju”, odpowiada Yvonne. W latach 80. ruch na rzecz pokoju był jednym z najpotężniejszych ruchów społecznych w Europie. Także w Holandii miały miejsce masowe protesty przeciwko eskalacji zimnej wojny i rozmieszczaniu amerykańskich rakiet Cruise. Brały w nich udział ruchy ekologiczne, feministyczne, solidarności z krajami Trzeciego Świata i związki zawodowe. W Holandii w ruch pokojowy i solidarności z krajami Trzeciego Świata bardzo mocno zaangażowane były kościoły. W tym samym czasie w Polsce ludzie związani ze środowiskiem nieformalnego ruchu ekologiczno-pokojowego Wolę być oraz Wolność i Pokój protestowali przeciw rozmieszczaniu u nas amerykańskich Cruise i radzieckich rakiet SS 20. – „Jest tyle problemów na świecie”, kontynuuje Yvonne. „Chciałam zacząć zmieniać świat od siebie i pokazać, że można żyć inaczej”. Podobnie jak Yvonne, także Wolę być kierowało się etyką odpowiedzialności i zaczynania od siebie. Uczestnicy zakładali zielone szkoły i pracowali w gospodarstwach biodynamicznych. Niektórzy zajmują się tym do dziś. Nie miało to jednak wpływu na zmiany w Polsce.

Rynek w Hadze

Od 23 lat w każdą środę Yvonne przyjeżdża na rynek biodynamicznych produktów w Hadze, pod parlamentem, a w każdą sobotę jest na Noordemaarkt w Amsterdamie, gdzie ekorynek powstał dwa lata wcześniej. W lipcowe popołudnie 2012 r., kiedy rozmawiamy, na straganie oprócz Yvonne produkty sprzedają trzy osoby. Kolejka była wcześniej, w czasie przerwy na lunch. Teraz kilka osób wybiera sałatę, młodą marchew, buraki czy pomidory ze szklarni, morele i truskawki, a także pomarańcze. Dzień wcześniej do małego białego samochodu dostawczego Yvonne załadowała produkty, zarówno własne, jak i zaprzyjaźnionego gospodarstwa, które prowadzi produkcję w szklarniach. W Hadze pierwszy biodynamiczny rynek powstał na początku lat 80., wzdłuż kanału na Hoefkade. Utworzyli go farmerzy specjalizujący się w produktach mleczarskich, przekonani, że poszerzenie oferty także im przyniesie więcej klientów.

Rolnicy rozkładali wówczas skrzynki na chodniku i sprzedawali lokalne sezonowe produkty uprawiane zgodnie z kalendarzem przyrody. – „Ta forma sprzedaży szybko okazała się nieopłacalna. Nie było wówczas wielu klientów”, mówi Yvonne. Po paru latach rynek przeniesiono na plac w handlowym centrum Hagi, przy Grote Kirk. Farmerzy przywozili nabiał i mięso w samochodach-chłodniach. Pojawiły się wówczas produkty z innych krajów. Yvonne mówi, że po tych zmianach przyjazdy na rynek zaczęły się opłacać, ale to także dlatego, że zwiększyła się liczba klientów. Pod koniec lat 90. po raz pierwszy zobaczyłam na ekorynku w Hadze miód z Nowej Zelandii.

Obecnie ma rynku pod haskim parlamentem co tydzień są trzy stragany z produktami rolnymi, dwa z nabiałem, jeden z pieczywem, dwa z produktami takimi jak oliwa, kawa, herbata, suszone zioła i owoce, a także jeden stragan z kwiatami. Dzięki sprzedaży na rynku małe gospodarstwa czy mikroprzedsiębiorstwa specjalizujące się w sprzedaży produktów biodynamicznych mogą przetrwać. Yvonne mówi, że sprzedaż na rynku daje jej satysfakcję. – „Produkt zawsze trafi na czyjś stół. Sprawa mi przyjemność, że wiem, do kogo trafia moja praca i produkty z gospodarstwa. Mogę opowiedzieć klientom, jaka była pogoda, kiedy kwitły kwiaty czy rosła marchewka. A klienci powtarzają, że nasze produkty są zdrowe, smaczne i sprawiają przyjemność”. Takie same małe rynki z biodynamicznymi produktami są Nowym Jorku, pod siedzibą ONZ czy w Warszawie, gdzie w każdą sobotę na Żelaznej funkcjonuje biobazar.

Ekorynek i Ekoplaza

W latach 90. w podobnej trudnej sytuacji jak ekorynek znalazły się małe sklepy z produktami ekologicznymi. Na początku wieku z pięciu sklepów, które znałam, trzy zostały zamknięte. Przetrwały tylko te w zamożniejszych dzielnicach. Kilka lat temu na rynek produktów ekologicznych weszło nowe przedsiębiorstwo, Biologiczny Supermarket Ekoplaza, które przejmowało istniejące sklepy i otwierało nowe placówki. Zmiany wymusiła ekonomia skali, gdzie więcej równa się taniej. Ekoplaza zwiększała asortyment i prowadziła akcje promocyjne podobnie jak inne supermarkety. Ale, jak można przypuszczać, kosztem presji na dostawców i globalizacji rynków, skąd pozyskiwano produkty. Supermarkety Ekoplaza konkurują także na godziny otwarcia: można w nich robić zakupy od 8.00 rano do 19.00 i w niedzielę Z wyjątkiem supermarketów i firm tureckich większość sklepów w Hadze zamykana jest o 17.30 albo o 18.00.

Konkurencją dla Ekoplazy były pozostałe supermarkety, w tym te ze średniej półki, które mniej więcej od 2000 r. oferowały coraz szerszy zestaw podstawowych produktów w wersji eko, w tym mleko, jogurt, ryż, pieczywo po przystępnych cenach. Dostawcy musieli zapewnić regularne dostawy przez cały rok. Sprzedaż produktów lokalnych według kalendarza przyrody przegrała z konkurencją na rynku i z handlową kulturą głównego nurtu. Ceny produktów ekologicznych, w tym mleka, chleba, podstawowych jarzyn są w Holandii niższe w porównaniu z Polską, gdzie dużo niższe są średnie zarobki. W Polsce zdrowa żywność jest dostępna tylko dla elit. W wielkich miastach w Holandii lub w pobliżu eko-farm, jeśli przestrzega się kalendarza przyrody, można mieć skromne dochody i kupować zdrową żywność. Ale nie dotyczy to grupy osób najuboższych, a tych w Holandii jest coraz więcej.

Dalej od trwałego rozwoju

Czy małe biodynamiczne gospodarstwo wystarcza na godne życie? Yvonne waha się przez chwilę, po czym odpowiada, że owszem wystarcza na skromne życie dla dwóch osób. Oprócz nich w gospodarstwie i przy sprzedaży produktów na bazarach zatrudniani są tymczasowi pracownicy, zależnie od sezonu. Nie jest to więc dla nich stały dochód, który dawałby podstawy egzystencji. Obydwoje z przyjacielem mają prywatne ubezpieczenie zdrowotne (obowiązkowe w Holandii), gwarancję minimalnej państwowej emerytury po 65. roku życia, a Yvonne będzie miała nieco wyższą emeryturę, ponieważ pracuje również jako pastorka w niepełnym wymiarze godzin.

Wzrost cen energii specjalnie ich nie dotknął. Oprócz samochodu dostawczego mają mały traktor, ale koszty ich utrzymania są w ramach ich możliwości. Yvonne mówi, że małych gospodarstw biodynamicznych jest w Holandii niewiele. Gdyby nie sprzedaż na rynku i dostawy pakietów do pobliskiego ekosklepu, który prowadzi jeden z ich sąsiadów, nie mogliby się z gospodarstwa utrzymać. Powstają za to nowe duże ekologiczne gospodarstwa, które specjalizują się w wąskim zakresie produkcji. Gospodarstwa, które obecnie przechodzą na produkcję biodynamiczna, mogą otrzymać dotacje. Yvonne i jej przyjaciela to już nie dotyczy.

Gdy pytam Yvonne, co się najbardziej zmieniło w ciągu 30 lat, mówi, że bardzo wzrosła świadomość ekologiczna konsumentów oraz zainteresowanie ekologią wśród polityków. Ruch ekologiczny w Holandii trwa nadal, a internet pozwala się lepiej komunikować. Przetrwało kilka małych spółdzielni, których członkowie bezpośrednio robią zakupy u producentów. W miastach rozwija się zainteresowanie permakulturą. Wiele starych problemów nie zostało rozwiązanych, ale pojawiło się też dużo nowych: kryzys klimatyczny, GMO, biopaliwa, które wypierają produkcję żywności. Yvonne nie ma ma czasu chodzić na kursy czy spotkania, ale wie, że ruch jest i przetrwał, podobnie jak jej małe gospodarstwo. Ale zmiany społeczne nie nastąpiły, a proekologiczne wzory pracy zaledwie osiągnęły status niszowy, podczas gdy produkcja i dystrybucja biodynamicznej żywności dostosowała się do głównego nurtu kapitalistycznej gospodarki. Holandia jest dzisiaj dalej od trwałego rozwoju niż 30 lat temu. W Holandii, tak samo jak w Polsce, potrzebna jest ekokrytyka społeczna i ruch na rzecz odzyskania wpływu obywatelek i obywateli na państwo i na rzecz pro-społecznego i pro-ekologicznego rozwoju.

Fot. Ewa Charkiewicz

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *