Pułapka skrajności

Sylwia Chutnik
6 marca 2011

Mama w Polsce nie ma lekko. Bardzo często musi wybierać między wizją niekończącej się opieki nad ogniskiem domowym a przymusem niekończącej się pracy zawodowej i terrorem „dyspozycyjności”.

W istocie kobieta zawieszona jest między dwiema skrajnościami: postromantyczny mit Matki Polki i nowoczesnej Super Woman to jedyne proponowane scenariusze. Co roku badania potwierdzają niski przyrost naturalny, ale nikt nie łączy tych wyników z sytuacją, która nie sprzyja podjęciu decyzji o urodzeniu dziecka. Wystarczy przyjrzeć się językowi, który pojawia się w debacie publicznej dotyczącej konkretnych ustaw czy zmian prawnych. Często argumentuje się, że praca zawodowa matek wywiera szkodliwy wpływ na dzieci. Przy okazji debaty sejmowej o tzw. ustawie żłobkowej część posłów proponowała, aby płacić kobietom za opiekę nad dziećmi do trzeciego roku życia, a nie budować szkodliwe placówki. Po pierwsze, zakładano więc, że dziećmi zajmują się tylko matki, a po drugie, kryła się w tym chęć zamknięcia ich w domach, aby za smętną „pensję” od państwa zrezygnowały z pracy zawodowej.

Oczywiście, sytuacja na rynku pracy nie jest najlepsza: pytania o plany reprodukcyjne w czasie rozmów kwalifikacyjnych, zwalnianie kobiet wracających do pracy po urlopach macierzyńskich i wychowawczych, niższe zarobki i śmieciowe umowy to powszechne zjawiska. Ale rodzice muszą mieć realną możliwość korzystania z opieki nad dziećmi finansowanej przez państwo. Muszą mieć też stabilność ekonomiczną, ponieważ coraz częściej świadomie planują dzieci. Niestety, szumnie zapowiadanej od lat „polityki rodzinnej” nie da się zrealizować bez nakładów finansowych. Tymczasem powszechnie straszy się nas „państwem opiekuńczym” generującym duże wydatki.

Rozwiązanie problemów ekonomicznych, m.in. brak rozbudowanej pomocy socjalnej i wysoki stopień ubóstwa wśród rodzin, a także opieka zdrowotna są warunkiem poprawy sytuacji matek i udzielenia rzetelnej pomocy ludziom, którzy decydują się na dziecko. Nie pomagają im nielegalne opłaty za porody rodzinne, brak darmowych szkół rodzenia i znieczuleń w czasie porodu, zamykanie oddziałów położniczych i szpitali dziecięcych czy VAT na zabiegi rehabilitacyjne.

Problemem jest jednak nie tylko ideologizacja dyskursu o macierzyństwie i niskie nakłady na odpowiednią politykę społeczną, lecz także zaniedbania na poziomie lokalnym. Nieprzystosowanie miast i wsi do potrzeb rodziców i nieprzyjazna architektura, a także niejasne przepisy dotyczące mieszkań socjalnych to kolejne sprawy do załatwienia. Nowa ustawa nie zmieni od razu problemu braku miejsc w żłobkach i przedszkolach czy chaosu w reformie szkolnictwa. Zaniedbania w tej sferze są wieloletnie. Wiele z proponowanych rozwiązań musi dokonać się na szczeblu gmin czy powiatów, ale czy w ogólnym budżecie tych jednostek znajdą się pieniądze na lekceważone „sprawy społeczne”?

Mama w Polsce powinna czuć, że jest zauważana nie tylko w ciąży, ale i po porodzie dziecka. Tysiące z nich, które są w trudnej sytuacji życiowej: z niepełnosprawnymi dziećmi, matki samodzielnie wychowujące dziecko, matki-lesbijki, ubogie, na wózkach inwalidzkich, bez prawa do zasiłku, bezrobotne czy nielegalne imigrantki nie mają odpowiednich warunków do godnego życia, a ustawy regulujące ich status nie tworzą jednolitej struktury. Dlatego potrzebna jest spójna polityka. Nad nią jednak muszą pracować osoby o otwartym umyśle, a przede wszystkim mające wgląd w realną sytuację rodziców.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *