Moja lekcja przedsiębiorczości

Tomasz Goliński
22 stycznia 2013

W którymś momencie mojego życia przyszedł czas, w którym zacząłem patrzeć na otaczającą rzeczywistość trochę szerzej. Przestało wystarczać szkolne boisko, filmy w telewizji czy inne dziecięce rozrywki. Nastąpił moment na wyzbycie się tego, co dziecięce (poza słodyczami), czyli na rozważania i stawianie sobie prawdziwych problemów: w jaki sposób powinny wyglądać finanse państwa, które przedmioty powinny być uczone w szkole itp.

Kilka lat później poszedłem do ogólniaka. Nastolatka i nastolatek wiedzą bardzo dobrze, które przedmioty mogłyby zostać (jeśli którekolwiek), a które z całą pewnością powinny zostać usunięte. Niektórzy są nawet w stanie wskazać, jakich przedmiotów im brakuje. Spoglądając na zarys programu, rad byłem wielce, iż znalazły się w nim Wiedza o kulturze i Podstawy przedsiębiorczości. Nie można w końcu wychowywać ludzi na dojrzałych i świadomych obywateli stale rozwijającego się świata jedynie w oparciu o umiejętność rozpisywania estrów (żeby nie było – to akurat szło mi bardzo dobrze) i budowania jakichś abstrakcyjnych geometrycznych figur.

Wreszcie coś dotykającego rzeczywistości! Ekonomia, podatki, praca, bezrobocie, inflacja! Och, ach, ojej! A że krocząca, a że galopująca, a że hiper (taki już byłem mądry i pewny siebie, że znałem różne rodzaje inflacji)! Już słyszałem uszami swej wyobraźni te gorące klasowe dyskusje: Państwo! Nie, rynek! Komunista jesteś! A ty burżuj!

Cóż… Praktyka, jak to w życiu bywa, mieniła się nieco innymi barwami niż to, co obiecywała mi wyobraźnia. Pierwszym błędem, który popełniłem, myśląc, o czym będzie traktować ów przedmiot, było pominięcie istoty samej jego nazwy. Prowadziła go pani mająca własną firmę. Wiadomo, że ten, kto uczciwie robi pieniądz, nerwicę ma i wrzody, jak mówi poeta. Nerwy te objawiały się w iście dywanowych nalotach na nasze zeszyty w poszukiwaniu nieodrobionych prac domowych i przykładnym karaniu jedynką tych, którzy zadania nie wykonali. Żeby wiedzieli, z kim mają do czynienia. W końcu mowa miała być o przedsiębiorczości, o zapoznawaniu się z punktem widzenia tych ludzi, którzy ciągną tę planetę do przodu, którzy dają innym pracę. Nie wiem, ilu ludzi zatrudniała prowadząca zajęcia. Ale to nieistotne.

Rozpoczęło się od zapoznania z głównymi typami osobowości Junga. Próbowaliśmy zaklasyfikować siebie, kto z nas jest raczej intro-, a kto ekstrawertykiem. Dosyć symptomatyczne było pierwsze zadanie domowe – podanie przykładu znanej osoby przedsiębiorczej, z krótkim opisem. W gospodarce wolnorynkowej większość stanowią w końcu pracodawcy.

Co jest nam potrzebne, aby stworzyć „człowieka przedsiębiorczego”? Rozpoczęliśmy od zapoznania się z typami psychologicznymi Junga. Bardziej predestynowane do sukcesu (czytaj: do założenia dobrze prosperującej firmy, okupowania wysokiego stanowiska) są osoby często się odzywające, akceptujące swoją autonomię, śmiałe i otwarte. Oczywiście rodzaj temperamentu nie wpływa na wartość człowieka, piszą autorzy, gdyż introwertyk może się przecież świetnie spisywać w roli np. informatyka. Autorzy nie przytaczają innego, bardzo dobrego przykładu szeregowej pracownicy fabryki chipsów, czy też przekładającego towary w markecie, dorabiającego do świadczenia emeryta. No bo jakie korzyści odnosi pracodawca z zatrudniania osoby posiadającej wyraźne cechy lidera (z nimi też się zapoznajemy), takie jak odwaga, zaangażowanie i szacunek w grupie? Pyskującego o łamaniu kodeksu pracy, mającego jakieś nie wiadomo czym motywowane pretensje o brak wynagrodzenia za nadgodziny?

Nie dotarliśmy niestety do debaty o modelu transformacji. Debat w ogóle nie było. Pod koniec zajęć ostatnia osoba recytowała podstawowe informacje dotyczące planu Balcerowicza.

W samym podręczniku (Małgorzata Biernacka, Jarosław Korba, Zbigniew Smutek, Podstawy przedsiębiorczości, Gdynia 2004) reforma Balcerowicza określana jest jako plan „szybkiej stabilizacji”. Podaje się oczywiście negatywne jej skutki, takie jak gwałtowny wzrost bezrobocia, ale sam model reformy przedstawia się jako nieunikniony. Gdy mowa o przyczynach inflacji, wskazuje się m.in. na wzrost płac przy niezmieniającym się poziomie produkcji. Zjawisko niesprawiedliwe i niemoralne. Szkoda, że patologie występujące w tym systemie nie występują jako jego skutki, a sposoby ich likwidacji kwituje się jedynie podrozdziałem o etyce biznesu.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *