Zawodny system. (Nie)Bezpieczeństwo społeczne i ekonomiczne w Europie

Guillaume Duval , Philippe Lamberts
23 sierpnia 2017

Czym, biorąc pod uwagę uwarunkowania polityczne i gospodarcze, jest bezpieczeństwo społeczno-ekonomiczne Europy w XXI wieku?

Zielony europoseł Philippe Lamberts wraz z redaktorem naczelnym magazynu Alternatives Économiques, Guillaumem Duvalem, tłumaczą przyczyny rosnącego poczucia braku stabilności zatrudnienia, odczuwanego pomimo bezprecedensowego poziomu zamożności na kontynencie.

Dlaczego rządy państw członkowskich oraz Unia Europejska postrzegane są jako coraz mniej zdolne do zapewnienia bezpieczeństwa socjalnego oraz ekonomicznego – i w jaki sposób brak bezpieczeństwa w tych dziedzinach łączy się z innymi?

Zielony Magazyn Europejski: Jakie poczynilibyście obserwacje w kwestii wagi bezpieczeństwa społeczno-ekonomicznego w aktualnej debacie publicznej?

Guillaume Duval: Kwestia braku bezpieczeństwa ekonomicznego znajduje się dziś w centrum uwagi Francuzek i Francuzów – tak jak i w wypadku innych Europejek i Europejczyków. Przyjmuje ona formę bezrobocia i ryzyka utraty pracy, ale również jej niestabilnego charakteru i biedy – duża część klas średnich, słusznie lub nie, obawia się dziś bowiem osunięcia się w ubóstwo. Stanowi ona szczególnie istotne zmartwienie w kontekście przyszłości, szczególnie zaś długofalowej stabilności europejskich systemów zabezpieczeń społecznych, która nie wydaje się obywatelkom i obywatelom czymś pewnym, a także możliwości komfortowego życia dla ich dzieci.

Wszystko to w dużej mierze efekt decyzji podejmowanych przez ostatnie trzydzieści lat, a więc po wcieleniu w życie w roku 1986 Jednolitego Aktu Europejskiego. Decyzje te skutkowały systematycznym podważaniem narodowych sieci bezpieczeństwa socjalnego poprzez dumping społeczny i podatkowy, zachodzący w traktowanej przede wszystkim jako rynek Europie. Sytuację pogorszyło na początku XXI wieku szerokie (ale płytkie) poszerzenie Unii, które poszerzyło skalę nierówności ekonomicznych w przestrzeni, której brakowało regulacji społecznych i podatkowych.

Negatywne efekty tych decyzji politycznych pogłębiał w kolejnych latach kryzys w strefie euro oraz w gruncie rzeczy deflacyjna odpowiedź ze strony przede wszystkim niemieckiego rządu.

W efekcie tego stanu rzeczy kolejne projekty, mogące stanowić zagrożenie dla systemów zabezpieczeń socjalnych budzą silne opory społeczne.

Philippe Lamberts: Jeśli spojrzymy na przyjmowane w Europie prawo – takie jak układ o wolnym handlu z Kanadą (CETA), który został przyjęty przez Parlament Europejski – to kwestie bezpieczeństwa odgrywają w nim istotną rolę. Przynajmniej jeśli chodzi o bezpieczeństwo inwestorów i ich decyzji, umożliwiając przerzucanie ryzyka na ich klientów. Pytanie o bezpieczeństwa staje zatem w centrum debaty, przyjmuje się w niej jednak głównie perspektywę inwestorów czy funduszy emerytalnych, a więc właścicieli kapitału.

Bezpieczeństwo pracowników nie jest traktowane równie priorytetowo. Kiedy na przykład słyszę Emmanuela Macrona mówiącego we Francji, że pierwszym „przywilejem” do zniesienia powinny być umowy o pracę na czas nieokreślony mam wrażenie, że zabieramy się za rozwiązywanie problemów zupełnie nie od tej strony co trzeba. Przez ostatnie 30 lat zwrotu w stronę neoliberalizmu następowało ciągłe osłabianie praw pracowniczych za pośrednictwem nastawionej na konkurencję logiki wolnorynkowej. Sieci zabezpieczeń społecznych państw należących do UE znalazły się pod presją. Jednostki zostawia się samym sobie, wzmacnia się zaś wielki biznes.

Nie wiem co myśleć, kiedy słyszę szefa Europejskiego Banku Centralnego (EBC), Mario Draghiego, deklarującego, że „europejski model społeczny nie żyje”.

Jak to możliwe, że gdy średni dochód na mieszkańca sięgał 10 tysięcy euro na głowę w latach 60. XX wieku było nas na niego stać, a gdy w roku 2015 ten sam wskaźnik sięga 35 tysięcy (a więc jest 3,5 razy wyższy) – już nie?

Rzeczywistym pytaniem jest to o wartość dodaną – znacząco wzrosła stopa zysku z kapitału. Z czysto finansowego punktu widzenia nieprawdziwe są twierdzenia, że nie dałoby się sfinansować powszechnego dochodu podstawowego. Wbrew temu, co często słyszymy nie jest to kwestia możliwości, lecz woli politycznej. Unia Europejska nigdy jeszcze nie była tak bogata jak dziś.

Jedynym realnym pytaniem jest to o redystrybucję tego bogactwa. Dobrze pokazują to dzieła Thomasa Piketty’ego – kapitał dzielony jest coraz bardziej nierównomiernie, zaś sektor prywatny jest skoncentrowany w coraz mniejszej ilości rąk. Jasno widać, kto jest beneficjentem tego układu. Niektórzy wciąż mogą wątpić, że zmiany klimatu spowodowane są działaniami człowieka. W wypadku nierówności nie ma takiej opcji.

W jaki sposób pytania o brak poczucia bezpieczeństwa wiążą się dziś czy to z sytuacją ekonomiczną jednostek (rosnącej niestabilności rynku pracy, lęku przed bezrobociem, wykluczeniem społecznym, postępującą automatyzacją miejsc pracy), czy to z realnym, fizycznym wręcz zagrożeniem (np. atakami terrorystycznymi)?

GD: Poza pewnymi specyficznymi sytuacjami czy niektórymi obszarami miejskimi realne ryzyko fizycznej przemocy, tak we Francji jak i w reszcie Europy, pozostaje obecnie ograniczone – szereg kategorii przestępstw ma obecnie tendencję spadkową. Jeśli chodzi o ryzyko bycia ofiarą aktu terroru pozostaje ono wysoce mało prawdopodobne.

Jest jednak prawdą że ten typ zdarzeń, mocno omawiany w przez media i sieci społecznościowe, kończy się wzmocnieniem spowodowanego przez brak stabilności ekonomicznej poczucia niepewności. Wszystko to ma miejsce w kontekście geopolitycznym, w którym na obrzeżach Europy rozkwitają zagrożenia podsycające strach przed „inwazją” uchodźców na Stary Kontynent, mających być gwoździem do trumny europejskiego modelu społecznego.

Zróżnicowane, wzajemnie się napędzające formy niepewności nieuchronnie prowadzą do pragnienia ucieczki przed rzeczywistością poprzez szukanie pozornych rozwiązań – wracanie do wyidealizowanej przeszłości, nigdy nieistniejącego „złotego wieku”.

Tak rodzi się pokusa faszyzmu.

PL: Im bardziej rosną nierówności tym większe ryzyko, że przemoc ekonomiczna zmieni się w fizyczną. Ataki terrorystyczne nie mogą być wytłumaczone wyłącznie za pomocą nierówności dochodowych, jest jednak jasne, że społeczeństwo z widocznymi nierównościami tworzy podatny grunt dla różnego rodzaju szaleństw, włącznie z erupcjami przemocy.

Jeśli ktoś myśli, że świat nierówności dochodowych rzędu 1 do 400 będzie mógł być światem bez przemocy to żyje złudzeniami. Wbudowana w system przemoc zrobi wszystko by utrzymać – jeśli trzeba siłowo – prawo bogatych do ich bezpieczeństwa. Musimy zatem działać przeciwko nierównościom, choćby w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa, jako że rosnąca koncentracja bogactwa wiąże się również z wpływaniem przez posiadające je grupy na władze publiczne.

Widzimy to każdego dnia. Nadal dziwi nas to, że obecnie rządzący europejscy politycy – tak jak to robili od dawna – wcielają w życie posunięcia przynoszące korzyści przede wszystkim osobom bogatym. Jednemu procentowi.

Jeśli „demokracja to rząd ludzi i dla ludzi” to dziś ten ostatni człon nie jest aktualny, jako że realizowana dziś w Europie polityka służy niewielkiej mniejszości.

Biorąc pod lupę definicję Lincolna okazuje się, że nie jesteśmy już demokracją. Drapieżny kapitalizm z którym mamy dziś do czynienia zagraża fizycznemu bezpieczeństwu, niszcząc ramy społeczne oraz środowisko naturalne, w obrębie których funkcjonuje. Jego przemoc widoczna jest dziś najwyraźniej na półkuli południowej, ale nadal się rozprzestrzenia.

Biorąc pod uwagę fenomen „uberyzacji” i postępującej automatyzacji, stanowiącej w wielu sektorach zagrożenie dla ludzkiej siły roboczej, w jaki sposób wyobrażacie sobie przyszłe modele pracy i zabezpieczenia społecznego?

GD: W ogóle nie wierzę w to, że automatyzacja oznaczać będzie koniec pracy. Trudności, jakie powoduje we Francji oraz reszcie Europy w ciągu ostatnich kilku lat związane są głównie ze spadającym, a nie przyspieszającym wzrostem produktywności. Trudności wiążą się przede wszystkim z dumpingiem socjalnym i podatkowym – zarówno globalnym, jak i na poziomie europejskim – a także z polityką gospodarczą na terenie UE, która szczególnie od czasu kryzysu lat 2008-2009 jest kompletnie nieodpowiednia.

Rewolucja cyfrowa zniszczy w przyszłości wiele miejsce pracy, a nawet całe sektory (na przykład prasę drukowaną), co rzecz jasna przyczyni się do szeregu istotnych problemów społecznych. Posunięcia polityczne będą musiały odpowiedzieć na nie tak pilnie i całościowo, jak to tylko możliwe. Tak jak jednak w wypadku krosna tkackiego w XIX wieku czy taśm produkcyjnych dla samochodów nie musi ona automatycznie prowadzić do zmniejszenia ogólnej ilości miejsc pracy w naszych społeczeństwach.

Nadal konieczne będzie odpowiadanie na olbrzymie potrzeby społeczne, zaś ludzka zdolność do wynajdywania nowych prac i zajęć jest nieograniczona.

Natura oraz status prawny zatrudnienia może jednak ulec dzięki rewolucji cyfrowej zmianie. Redukcja „kosztów transakcyjnych”, jak określają je ekonomiści, może być wyzwaniem dla aktualnego modelu działania przedsiębiorstw oraz wzorców zatrudnienia, kierując nas w stronę powrotu do bardziej niezależnych, prekapitalistycznych wzorców pracy.

Aby ochronić się przed negatywnymi skutkami tych zmian musimy dbać o to, by systemy zabezpieczeń społecznych ewoluowały w stronę zapewniania tego samego typu ochrony dla pracowników oraz osób samozatrudnionych. Musimy również zapewnić niezależnym zleceniobiorcom możliwość zrzeszania się w celu wspólnego negocjowania z tak zwanymi „platformami ekonomii (współ)dzielenia”.

Czy Waszym zdaniem instytucje publiczne dają prawidłowe odpowiedzi na lęki związane z kwestiami bezpieczeństwa ekonomicznego?

GD: Nie – to zresztą problem całej francuskiej lewicy. W trakcie rządów poprzedniej ekipy politycy lewicy byli aktywnie zaangażowani w zmniejszanie poczucia bezpieczeństwa klas pracujących poprzez wspieranie tezy o konieczności reformy siatki bezpieczeństwa socjalnego oraz praw pracowniczych w celu zmniejszenia kosztów pracy i wydatków publicznych.

Nie da się również uciec od argumentu, jakoby należało zwiększyć elastyczność rynku pracy. Widoczne to było w wypadku katastrofalnej reformy kodeksu pracy, nad którą debatowano w roku 2016 po tym, jak w 2013 i 2015 dokonywano już innych zmian zmierzających w stronę poluzowania regulacji. Reforma ta była kroplą, która ostatecznie przelała czarę goryczy, zmuszając François Hollande do rezygnacji z udziału w wyścigu o prezydenturę.

To jednak zjawisko spotykane również w innych krajach Europy – szczególnie zaś w tych, które najmocniej ucierpiały przy kryzysie strefy euro. Niektórzy zaczynają być świadomi tego problemu, czego przykładem może być pomysł na „europejski filar praw społecznych”, zaproponowany przez Jean-Claude Junckera.

W obliczu braku wyraźnych postępów w zakresie integracji podatkowej czy gospodarczej wspomniane przed chwilą pomysły socjalne mogą jednak pozostać na dużym stopniu ogólności.

PL: Wszystko zależy od tego, z jakiego punktu widzenia spojrzymy na problem. Z punktu widzenia inwestorów zjawiska ta mogą budzić niepokój. Mówię tu o tych posiadaczach kapitału, którzy decydują się na długofalowe inwestycje w celu osiągnięcia zysków w dłuższej perspektywie. Stanowią oni jednak ginący gatunek. W dzisiejszych czasach dominują ci wykorzystujący planetę oraz zamieszkujących ją ludzi w celu osiągnięcia natychmiastowego zysku, bez myślenia w średnim czy dłuższym okresie.

Papież Franciszek w swej encyklice „Laudato si” odsłania ograniczenia współczesnej ekonomii. Rządzący dziś politycy zagrażają bezpieczeństwu większości z nas. Po brexitowym referendum w Wielkiej Brytanii oraz zwycięstwie Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych widać, że nie braliśmy na poważnie otaczających nas zagrożeń. Nadal podmywamy regulacje sektora finansowego, gratulujemy sobie sfinalizowania porozumienia handlowego z Kanadą (CETA), naciskamy na Grecję.

Nie zmieniamy właściwie niczego. W efekcie bezpieczeństwo, które chcemy nadal gwarantować, dotyczy przede wszystkim posiadaczy kapitału kosztem całej reszty.

Jakie, waszym zdaniem, byłyby prawidłowe odpowiedzi polityczne, socjalne czy gospodarcze, na poczucie braku bezpieczeństwa ekonomicznego – zarówno tego bezpośrednio przeżywanego, jak i subiektywnie odczuwanego, szczególnie przez młode Europejki i Europejczyków? Lęk ten staje się paliwem napędowym dla populizmu oraz reakcyjnych wizji tożsamości, których znaczenie we Francji oraz reszcie Europy nadal rośnie?

GD: Głównym wyzwaniem jest zmiana kierunku polityki ekonomicznej niemieckiego rządu. Dziś jest ona absurdalna. Według Komisji Europejskiej strefa euro odnotowała w roku 2016 dodatni bilans rachunków bieżących (towarów i usług) rzędu 384 miliardów euro. To 3,6% PKB strefy wspólnej waluty. Oznacza to, że mogliśmy w tym czasie wydać 384 miliardów więcej bez tworzenia jakiegokolwiek deficytu, konieczności błagania o cokolwiek Kataru czy Chin.

Sami wygenerowaliśmy tę wartość – i to pomimo bezrobocia, wzrostu poziomów ubóstwa od czasów kryzysu oraz opóźnień w przechodzeniu na odnawialne źródła energii. Nie wydaliśmy jej dlatego, że powstrzymywały nas przed tym nasze własne posunięcia polityczne.

Biorąc ten kontekst pod uwagę nie da się zaakceptować, że europejska polityka monetarna dąży do dewaluacji euro. To Angela Merkel – mimo iż twierdzi inaczej – trzyma klucze do rozwiązania tego problemu. Biorąc pod uwagę obecny stan europejskiej gospodarki Europejski Bank Centralny może wdrażać nieco mniej luźną politykę monetarną jeśli państwa członkowskie mogą z kolei prowadzić mniej jastrzębią (nakierowaną na zbijanie deficytów) politykę budżetową oraz mniej deflacyjną politykę rynku pracy. Tymczasem niemiecki rząd nalega na trzymanie się przez swych sąsiadów dotychczasowego kursu.

Jeśli tamtejsza opinia publiczna oraz klasy rządzące nie zmienią szybko swojego podejścia dojdzie do załamania konstrukcji europejskiej oraz przejęcia władzy przez skrajną prawicę, na przykład we Francji.

PL: Europa potrzebuje zmiany kursu. Nasze cele powinny brać pod uwagę wpływ, jaki wywieramy na środowisko, a także walkę z nierównościami, które razem mogą przestawić w końcu kontynent na tory integracji fiskalnej i socjalnej wcielającej w życie transformację ekologiczną. Wszyscy nasi główni globalni partnerzy handlowi, w szczególności zaś Chiny i Stany Zjednoczone, kierują się protekcjonizmem. Jeśli chcemy zachować możliwe do przekraczania granice nasze demokracje muszą tworzyć dobre otoczenie regulacyjne przepływu dóbr, usług i przede wszystkim kapitału.

Europa ma w swych rękach ważną kartę przetargową – dostęp do dużego rynku wewnętrznego. To mocny argument, jako że żaden wielki biznes ponadnarodowy nie może tego rynku zignorować. Fakt ten wykorzystać można do wcielenia w życie (nie tylko na kontynencie) ambitnych reguł społecznych i ekologicznych.

Odpowiedzią populistycznej prawicy na brak poczucia bezpieczeństwa jest obietnica jego zapewnienie poprzez zamknięcie się na świat zewnętrzny.

To strategia „twierdzy” albo „parasola”, charakteryzująca się dzieleniem na „nas i ich” – gdzie „my” oznacza najczęściej „białego mężczyznę”. To wspólna cecha wszystkich dzisiejszych populistów – nawet jeśli części z nich przewodzą kobiety.

To mylna diagnoza, także z powodu neoliberalnego charakteru niektórych formacji tego typu. Przykładem może być belgijska Niew-Vlaamse Alliantie czy holenderska Partia Wolności. Istotnym pytaniem jest nie to o poziom, na którym zapadają decyzje (np. europejski, nielubiany przez populistów), lecz ich charakter.

Skrajna prawica kłamie mówiąc ludziom, że będzie w stanie wybudować mury odgradzające ich od ryzyk dotykających resztę świata, takich jak migracje czy zmiany klimatu. W roku 2050 Europejki i Europejczycy stanowić będą 5% ogółu globalnej populacji, zajmując 2,2% powierzchni lądowej ziemi. Nie mamy innego wyjścia, jak tylko ze sobą współpracować.

Artykuł 1 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka głosi, że „wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw”. Nie jest to niestety opis rzeczywistości lecz obietnica. Rządzący obecnie politycy nie robią dostatecznie dużo, by tę obietnicę zrealizować. Celem jest zatem stworzenie większości politycznych, umożliwiających jej wcielenie w życie.

Artykuł „System Failure: Social and Economic (In)Security in Europe” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek

Zdj. fotogoocom na licencji CC BY 3.0

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *