Europa w poszukiwaniu bezpieczeństwa

Meyrem Almaci , Franziska Brantner , Rosa Rodríguez , Amelia Womack
10 maja 2017

Ktokolwiek dziś już u władzy lub do niej aspirujący nie może pozwolić sobie na zignorowanie poczucia niepewności, które zdaje się coraz mocniej ogarniać obywatelki i obywateli Europy.

Zieloni nie są tu wyjątkiem – muszą zatem przedstawić przekonujące postulaty i opowieści odpowiadające na aktualne lęki. Zgromadziliśmy zielone liderki by porozmawiać z nimi o tym, w jaki sposób odebrać dyskusję na ten temat populistycznym formacjom, wykorzystującym poczucie braku bezpieczeństwa do własnych celów oraz jak siły ekopolityczne mogą przyczynić się do opartej na faktach, pozytywnej debaty wokół kwestii bezpieczeństwa.

Zielony Magazyn Europejski: O czym dziś myślimy, rozmawiając publicznie na temat bezpieczeństwa? Czy wyobrażenie to odzwierciedla waszym zdaniem realne źródła niepewności?

Meyrem Almaci: Żyjemy w niespokojnych czasach. Dwa główne tematy dzisiejszych dyskusji to globalizacja i imigracja. Jeśli wiąże się je z dowolnymi aktami przemocy i terroru, z którymi napotykamy się w naszym otoczeniu, wówczas poczucie bezpieczeństwa ulega zachwianiu i ustępuje pola realnemu lękowi.

Zaniepokojenie aktami terrorystycznymi jest czymś realnym – nie można go zbywać stwierdzeniami, że bardziej prawdopodobna jest śmierć z powodu bycia potrąconym przez samochód.

To żadna odpowiedź. Należy uznać istnienie rzeczywistego lęku spowodowanego przemocą tego typu – i jednocześnie udzielać na niego realne odpowiedzi. Próbujemy tak właśnie robić. Musimy nazywać terrorystów terrorystami, ale nie możemy zrównywać z nimi całych grup społecznych czy każdego członka społeczności muzułmańskiej.

Widzimy jednak, że wspomniany lęk nie otrzymuje wiarygodnych odpowiedzi co do powodów niepokojów, lecz jest raczej pobudzany przez siły prawicowo-populistyczne. Koniec końców jedyną posiadaną przez nich receptą jest powrót do nigdy nieistniejącej przeszłości – Europy nowych granic, w której Brexitowi towarzyszy Frexit czy Nexit.

Możliwa jest inna odpowiedź. Taka, że każdy z nas – niezależnie od tego, czy jest muzułmaninem czy nie – jest na równi zagrożony tymi atakami. Terroryści nie stosują ulg ze względu na wiek czy religię, atakują przypadkowych ludzi. Powinniśmy zatem trzymać się razem i wzmacniać wzajemne powiązania by być zdolnymi do stawienia czoła zagrożeniom. Oznacza to też korzystanie z narzędzi represji i prewencji, jako że stanowią one w tej sytuacji jedyne wyjście.

Potrzebujemy zatem dobrze sprofilowanych działań na rzecz bezpieczeństwa oraz spójności społecznej. W naszym parlamencie zaproponowaliśmy zintegrowany plan na rzecz bezpieczeństwa i solidarności. Zapewnienie bezpieczeństwa wiąże się z silnymi służbami wywiadowczymi oraz dobrze zorganizowaną policją.

Drugi filar – spójność społeczna – oznacza łączenie ze sobą naszych obywatelek i obywateli. Zapobieganie ich izolacji, szczególnie zaś wykluczeniu osób młodych. Naszym celem powinno być obywatelskie zaangażowanie każdej osoby w naszym kraju. Do osiągnięcia tego celu potrzeba nam silniejszych zobowiązań ze strony naszych rządów.

Franziska Brantner: Zgadzam się z tym, że zagrożenia bezpieczeństwa są realnym problemem również w Niemczech. Musimy usprawnić komunikację i koordynację pomiędzy służbami wywiadowczymi, policją oraz służbami krajów związkowych z władzami federalnymi. Wiemy, że to konieczne, bowiem współtworzymy rząd w 11 z 16 landów – nie dlatego, że ulegamy naciskom populistów.

Potrzebujemy więcej funkcjonariuszek i funkcjonariuszy policji, jak również poprawy jakości i dalszego rozwijania działań prewencyjnych.

Wiemy, że młodzi Niemcy zaciągają się na wojnę w Syrii i Iraku. By zapobiegać temu zjawisku musimy dojść do tego, w jaki sposób ulegli oni radykalizacji do tego stopnia, że są gotowi walczyć i umrzeć. Mamy tu do czynienia z realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Musimy jednak unikać stygmatyzacji całej religii czy grupy ludzi. Terrorystom może się zdarzać korzystać z tras uchodźczych do swych niecnych celów, ale nie oznacza to iż uchodźczy są terrorystami.

Potrzebujemy również lepszej współpracy europejskiej w kwestiach wymiany informacji oraz koordynacji niezbędnych operacji z dziedziny bezpieczeństwa – nie zapominając jednak o tym, że wymagać to będzie również lepszej współpracy w kwestii obrony praw człowieka. Musimy zinternalizować i w praktyce realizować wizję J.P. Currana, według którego „ceną wolności jest wieczna czujność”.

Amelia Womack: W jaki sposób zastępować kulturę strachu szacunkiem dla zaangażowania, czujności oraz solidarności? W wypadku bezpieczeństwa nie ma łatwych odpowiedzi. Choć musimy uczynić je naszym priorytetem to używanie działań zbrojnych do jego osiągnięcia musi pozostać ostatnim rozwiązaniem.

W Zjednoczonym Królestwie wydawaliśmy miliardy na system rakietowy Trident, mający być naszym niezależnym systemem odstraszania nuklearnego. Miliardy te byłoby lepiej zainwestować w walkę z rosnącymi nierównościami i zapewnienie, że ludzie mogą na poważnie angażować się w swe lokalne społeczności – oszczędności naszego wdrażającego politykę cięć rządu mocno się na nich odbijają.

W Wielkiej Brytanii działa realizowana jest obecnie polityka nazywana „prewencyjną”. Brzmi ona bardzo postępowo patrząc się przez pryzmat myślenia o źródłach radykalizacji. W rzeczywistości jednak zmienia ona nasze szkoły, szpitale czy właścicieli mieszkań na wynajem w strażników granicznych wymagając np. od tych ostatnich sprawdzanie paszportów i innych dokumentów.

Tak rozumiane działania prewencyjne przeciwko ekstremizmowi – choć brzmią na próby ograniczenia źródeł problemu – w praktyce wbijają klin między różne grupy, w szczególności muzułmanów, a resztę społeczeństwa.

Rosa Martinez Rodriguez: Nie sądzę by temat bezpieczeństwa był dziś w centrum hiszpańskiej debaty publicznej – choć oczywiście gdy serwisy informacyjne donoszą o atakach niepokój rośnie. Poszerza się sama koncepcja braku bezpieczeństwa – ludzie wyczuwają je w swym codziennym życiu na przykład z powodu bezrobocia, biedy, prekaryjnego zatrudnienia oraz ryzyka utraty dostępu do sieci zabezpieczeń społecznych.

W niektórych wypadkach widzimy wyraźnie, w jaki sposób przemoc oraz ekonomiczne i społeczne skutki obecnego stanu rzeczy idą ze sobą ramię w ramię. Kiedy w Hiszpanii ma miejsce eksmisja często towarzyszy jej przemoc ze strony władz. Potrzebna jest nam równowaga społeczna – jeśli jej zabraknie dojdzie do wzrostu poziomów ksenofobii oraz częstotliwości obwiniania o brak poczucia bezpieczeństwa migracji i uchodźców.

Chcę jednak zwrócić uwagę na tym przemocy o rosnącej w moim kraju tendencji – przemocy wobec kobiet, w tym tej seksualnej. Mam wrażenie, że kobiety czują się dziś mniej bezpiecznie niż dziesięć lat temu. Jako Zieloni musimy zwracać uwagę na fakt, że w Europie nadal mamy do czynienia z problemem, o którym nikt nie mówi. Kobiety są znacznie bardziej zagrożone morderstwem, przemocą, molestowaniem czy zgwałceniem niż atakiem dżihadystów.

Skupienie się na tym problemie pozwoliłoby nam na rozbrojenie populistycznej wizji bezpieczeństwa powiązanej z obcokrajowcami i poszerzenie jej na wszelkie formy przemocy i niepewności. Zjawisko to jest bez wątpienia przemocą – tyle że nie przychodzi ona do nas z zewnątrz, więc nie myślimy o niej dokładnie w ten sam sposób.

Franziska Brantner: To ważna kwestia również w Niemczech, gdzie łączy się ją z kryzysem uchodźczym. Ciężko jest nam jako Zielonym przyznać, że nowi przybysze często nie podzielają naszych wniosków z 40 lat debaty feministycznej i sposobów, na jakie zmieniła ona społeczeństwo.

Wyzwaniem staje się znalezienie dobrych odpowiedzi bez trywializowania nadal istniejącej i szeroko rozpowszechnionej przemocy, jaką doświadczają kobiety w Niemczech.

Elektorat domaga się od nas postulatów i działań na rzecz efektywnej ochrony ich praw, jednocześnie chcąc od nas obrony uchodźczyń, imigrantów i mniejszości. Musimy udzielać realistycznych, zrozumiałych odpowiedzi na ludzkie lęki i oczekiwania. Jeśli sztuka ta się nam nie uda oddamy pole populistom.

Meyrem Almaci: Myślę że jako Zieloni mamy odpowiedź na to wyzwanie. Emancypacja kobiet i mniejszości nie stoją ze sobą w sprzeczności. Stojąc twardo na stanowisku, że przemoc czy ograniczenie praw kobiet nigdy nie może być akceptowane otwierasz się na dyskusję o sposobach, na które kobiety mogą osiągać swe cele życiowe i jakie różne ścieżki możemy obrać, by odnieść w tej materii sukces.

Musimy zapewnić większą różnorodność w ruchu kobiecym. Jeśli jednak nie nazwiemy problemu zrobi to ktoś inny i dokona wygodnych dla niego generalizacji. Nie uciekając od trudnych kwestii możliwe będzie wprowadzenie wielu nowych wątków do debaty. Jeśli nie powiesz, że coś jest nie do zaakceptowania, nikt nie będzie się czuł bezpiecznie i nikt nie będzie chciał posłuchać, co jeszcze masz do powiedzenia.

W jaki sposób powinniśmy dziś odpowiadać na przemocową retorykę oraz dyskurs na temat bezpieczeństwa, który stosują i legitymizują partię populistycznej prawicy?

Meyrem Almaci: Ludzie tacy jak Trump, Le Pen czy Wilders to fałszywi prorocy. Sposobem na poradzenie sobie z nimi jest próba stworzenia nowej spójności na szczeblu europejskim. Musimy jasno mówić o tym, kto może być naszym przyszłym sojusznikiem, z którym wspólnie będzie można odpowiadać na wyzwania.

Wiemy, że w Belgii rosną wpływy salafizmu i różnego rodzaju radykalizmy, jednak polityka zagraniczna państwa wobec sponsorującej te grupy Arabii Saudyjskiej ignoruje ten fakt. To dobrze, że inwestujemy w systemy bezpieczeństwa, jeśli jednak myślimy o prewencji to wielkiemu gadaniu nie towarzyszą czyny – właściwie nie ma na nią pieniędzy.

Musimy chronić ofiary wojny przed stawaniem się ofiarami nowego ustawodawstwa w kwestiach bezpieczeństwa.

Tak w Belgii, jak i w wielu innych krajach Europy władze wiedzą kim byli terroryści – te igły w stogu siana. Mieli ich na oku, ale nie robili nic z informacjami na ich temat. Odpowiedzią nie jest powiększanie stogu siana, ale wyjęcie z niego igieł.

Potrzebujemy do tego emocjonalnej odpowiedzi na lęk. Musimy zapewnić, że wszyscy współpracujemy w tej kwestii. Wiemy, że informacje o potencjalnych zamachowcach dostarczają często reprezentanci społeczności, z której się wywodzą.

Jeśli będziemy w stanie wejść w dialog z ludźmi o prodemokratycznym nastawieniu – niezależnie od ich wyznania czy pochodzenia – to będzie to bardzo silny, emocjonalny fundament tworzenia pozytywnej wspólnoty, będącej odpowiedzią na negatywne opowieści populistów.

Rosa Martínez Rodríguez: To prawda, że musimy zadzierzgać więzi z ludźmi. Zielonym często nie za dobrze idzie odpowiadanie na ludzkie emocje, lęki czy oczekiwania. Patrzymy się na politykę jako na przestrzeń racjonalności. Musimy jednak zauważyć, że decyzje polityczne nie zawsze podejmowane są na jej bazie.

W ostatnich latach formacje ekopolityczne starały się być bardziej związane z ludźmi. W kwestiach związanych z bezpieczeństwem musimy przyznać, że ludzie odczuwają niepokój. Uważam, że jesteśmy dobrzy w pokazywaniu całościowego kontekstu wielu spraw. Nasze rozwiązania są kompleksowe, dotykają wiele wątków i wymiarów danej kwestii i skupiają się na eliminacji (a nie załagodzeniu) problemów.

W taki też sposób powinniśmy podchodzić do terroryzmu – nie tylko w Europie, ale i na świecie. To nie tylko pytanie o uprawnienia policji czy narzędzia kontroli, ale o ogólną strategię polityczną skupiającą się na walce z biedą, edukacji, polityce zagranicznej tak na tym kontynencie, jak i w innych rejonach świata.

Amelia Womack: W Wielkiej Brytanii byliśmy świadkami wzrostu znaczenia populistycznej prawicy, a nawet skrajnie prawicowej Brytyjskiej Partii Narodowej, której udawało się zdobyć miejsca na szczeblu lokalnym mimo braku dowodów na potwierdzenie stawianych przez nią tez. Twierdzą, że mają rozwiązanie na wszystkie ludzkie bolączki.

Nasze podejście jest bardziej analityczne.

Musimy bardzo jasno mówić o problemach, doświadczanych w kwestiach takich jak budownictwo mieszkaniowe, wysokość płac, poziomy biedy czy dostęp do opieki zdrowotnej – i zdać sobie sprawę z ich wagi dla ludzi.

Musimy jasno mówić o tym że nie pozwolimy, by porażki naszego rządu były zwalane na imigrację albo na grupy, które w najmniejszym stopniu odpowiadają za nasze problemy. To przekaz, który zawsze trudno się prezentuje.

Franziska Brantner: Od terrorystów odróżnia nas nasza obrona otwartego społeczeństwa i wolności. Nie chcemy być tacy jak oni. Mamy odpowiedzialność walczyć w obronie naszych wartości. Jesteśmy dumni z naszych pluralistycznych społeczeństw, cieszymy się z naszego europejskiego stylu życia i nie pozwolimy zniszczyć go ani terrorystom, ani próbującym sprzedawać nacjonalizm, dyskryminację i nienawiść jako magiczny lek na obecne niepokoje.

Musimy odpowiedzieć na wyzwania takie jak nierówności, edukacja, inkluzja społeczna czy emancypacja społeczna i – owszem – kwestie związane z bezpieczeństwem. W Niemczech oznacza to konieczność znaczącej poprawy relacji między naszymi 16 siłami policyjnymi oraz służbami wywiadowczymi.

Co wyróżniałoby ekopolityczne podejście do kwestii bezpieczeństwa? Co robiłby inaczej zielony minister spraw wewnętrznych czy obrony? W jaki sposób działania te byłyby sfinansowane?

Franziska Brantner: Zieloni – gdy dojdzie do czegoś niepokojącego – nie idą tropem populistycznych domysłów. Zadajemy wówczas trudne pytania. Mamy ambicję poprawy stanu bezpieczeństwa poprzez zapewnienie odpowiedniej ilości osób zajmujących się pilnowaniem przestrzegania prawa zamiast bez powodu je zaostrzać. Chcemy, by wszyscy czuli się u siebie i ufali instytucjom niezależnie od tego, do którego boga się modlą i skądkolwiek pochodzą.

Jeśli chodzi o kwestie obronne to mamy tu europejskie podejście. Opracowujemy kontynentalne koncepcje obrony, poszukują synergii na rzecz poprawy efektywności naszych wydatków zbrojeniowych. To nasze wyjątkowe spojrzenie. Gdybym była ministrą obrony pracowałabym nad takimi właśnie, europejskimi odpowiedziami.

Jeśli chodzi o politykę wewnętrzną mamy się w Niemczech czym pochwalić na poziomie landów. Kiedy tylko byliśmy częścią koalicji rządzących skupialiśmy się w kwestiach sprawiedliwości i spraw wewnętrznych na inkluzji, prawach człowieka, wzmacnianiu obsady odpowiednich służb tam, gdzie było ono potrzebne.

Zwiększyliśmy ilość policjantów, inwestowaliśmy w ich lokalne placówki, poprawiliśmy lokale działania prewencyjne, nakierowane na wzrost bezpieczeństwa.

Przez większość czasu potrzebujemy nie tyle cotygodniowej aktualizacji legislacji dotyczącej bezpieczeństwa, co lepszego wdrażania i przestrzegania już istniejących przepisów.

Do tego potrzeba nam ludzi. Być może w Niemczech jest to prostsze z powodu dobrej sytuacji finansowej kraju. Nie musimy wybierać między np. edukacją a policją, stać nas na inwestycje w obie te dziedziny.

Co do prewencji zapewniamy inkluzywne systemy edukacyjne oraz dostęp do możliwości dla ludzi ze zróżnicowanych środowisk. To oczywiście część odpowiedzi na wyzwania a nie cała panorama. Doświadczenie uczy nas, że jeśli ludzie nie ufają reprezentującym ich instytucjom to nie przychodzą i nie mówią o niepokojących zjawiskach. Wiara w instytucje ma zatem kluczowe znaczenie. Zapobiega aktom terroru i ratuje życia.

Rosa Martínez Rodríguez: Nie jestem pewna czy Zieloni powinni obejmować takie stanowiska! A teraz na serio. Myślę, że wśród sił ekopolitycznych trwa dyskusja nad tym, czy powinny wchodzić w rewiry, w których nie jest tak łatwo dokonywać zmian, co zwiększa ryzyko dokonywania kompromisów programowych.

W kwestii polityki bezpieczeństwa – tak obronnej, jak i wewnętrznej – powinniśmy zawsze stawiać na wcielanie zasad przejrzystości i odpowiedzialności za podejmowane decyzje, które są kluczowe z demokratycznego punktu widzenia. Policja i armia pojawiają się w Hiszpanii często tam, gdzie brak demokracji i równości szans.

Powinniśmy również uczynić prawa człowieka fundamentem podejmowanych działań, takich jak szukanie odpowiedzi na problem specyficznych form przemocy wobec określonych grup, np. kobiet. Jeśli nie będziemy tego brali pod uwagę będziemy zaprzeczać rzeczywistości rożnego rodzaju przemocy, istniejącej w naszym społeczeństwie.

Meyrem Almaci: Jeśli chodzi o kwestie finansowe to działaniem, które mogłoby wiele zmienić jest zatrzymanie przepływów finansowych przeznaczonych dla radykałów. Jest to możliwe na szczeblu europejskim, jednak wiele w tej sprawie nie idzie do przodu, jako że oznaczałoby to również zmierzenie się z tematem rajów podatkowych. To kwestia woli politycznej.

Wiemy, że moglibyśmy oszczędzić sporo pieniędzy dzięki zmierzeniu się ze źródłami problemu. Charakter naszych systemów politycznych sprawia jednak, że trudno decydentom mieć perspektywę długoterminową. Z tego też powodu próbujemy szukać łatwych, możliwych do szybkiego wdrożenia rozwiązań – nawet jeśli długofalowo będą one bardziej kosztowne.

Uważam, że przesadzamy z wydatkami na bezpieczeństwo z powodu stawiania na symboliczne (niekoniecznie efektywne) działania, za mało zaś inwestujemy w prewencję.

Wspomniana debata na temat efektywności działań powinna być w centrum podejmowania decyzji politycznych przez Zielonych.

Franziska Brantner: Jako przewodnicząca podkomisji dotyczącej prewencji kryzysowej w Bundestagu będziemy wkrótce dyskutować o kwestii finansowania grup terrorystycznych. To w Niemczech bardzo ważny temat.

Amelia Womack: Jakiekolwiek realne działania na rzecz bezpieczeństwa muszą uwzględniać wpływ działań sektora zbrojeniowego na relacje władzy w najbardziej niestabilnych rejonach świata.

Zjednoczone Królestwo produkuje sprzęt wojskowy wart 30 miliardów funtów który następnie sprzedaje do opresyjnych reżimów takich jak Arabia Saudyjska, Izrael, Kazachstan czy Chiny. Udziela również szkoleń w Jordanii, Kuwejcie, Omanie i (znów) w Arabii Saudyjskiej.

Mówiliśmy już o społecznym wymiarze bezpieczeństwa w Wielkiej Brytanii oraz w Europie oraz o fakcie, że więcej kobiet ginie z rąk swoich partnerów niż terrorystów. W Stanach Zjednoczonych więcej osób zginęło przez dziecięce zabawy bronią niż z powodu terroru.

W naszych dyskusjach najwięcej miejsca powinny zajmować realne problemy krajowe i zagraniczne. To prawda, że nie patrzymy się wyłącznie na służby zbrojne, ale również na społeczne skutki ich funkcjonowania. Kwestie związane ze zmianami klimatu będą wpływać na zmniejszenie poziomów globalnego bezpieczeństwa.

Fakt, że 33 kraje będą w roku 2040 mieć poważne niedobory wody wskazuje na to, że przyszłe wojny będą toczyć się o nią, a nie o ropę.

Mówienie o bezpieczeństwie z perspektywą sytuacji w przyszłości to jeden z ważnych elementów zielonego myślenia. Historia Wielkiej Brytanii splamiona jest naszym uczestnictwem w interwencjach zbrojnych, które przyczyniły się do pogorszenia bezpieczeństwa kraju i całego świata. Nasz sprzeciw wobec tych interwencji oraz dążenie do poszukiwania zarówno oddolnych, jak i europejskich rozwiązań odróżnia nas od innych sił politycznych.

Artykuł ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłum. Bartłomiej Kozek

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *