Ekonomia strachu – gra Orbana z (nie)bezpieczeństwem

Zoltan Lakner , Krisztian Simon
2 sierpnia 2017

Na retorykę węgierskiego premiera Viktora Orbana składa się mieszanka lęków związanych z brakiem bezpieczeństwa socjalnego, utratą narodowej tożsamości oraz zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju. Wszystkie one odgrywają ważną rolę dla jego ustawiania się w charakterze jedynego obrońcy Węgier.

Krisztian Simon: Orban buduje swoją politykę na bazie występujących już wcześniej w kraju lęków – nie ma jednak oporów przed tworzeniem nowych zagrożeń i wrogów. Gdzie tkwią korzenie prowadzonej przez niego strategii?

Zoltán Lakner: Orban znalazł swoją drogę do istniejącej od dawna węgierskiej tradycji konserwatywnej (tak zwanej „tradycji narodowej”, roszczącej sobie wyłączność do tego tytułu) w drugiej połowie lat 90. XX wieku. Wiązało się to po części ze zmianami ideowymi, po części zaś kalkulacjami politycznymi. W tym czasie krajem rządziła koalicja socjalistów i liberałów. Zdał sobie sprawę z tego, że w celu osiągnięcia sukcesu politycznego musi odwrócić się plecami od liberalizmu i zmienić swą partię w siłę nacjonalistyczną i antyliberalną.

Już to tłumaczy część z lęków, które pojawiają się w jego retoryce – wspomniana tradycja patrzy się podejrzliwie na kosmopolityzm, uniwersalne prawa człowieka i cokolwiek, co uzna za sprzeczne z interesem narodowym i co wiąże z jakimś zewnętrznym spiskiem przeciw Węgrom.

Prawicowe myślenie bardzo mocno ukształtowane jest przez doświadczenie podpisanego po zakończeniu I wojny światowej traktatu z Trianon, którzy przyczynił się do utraty 2/3 dawnego terytorium kraju. Ta narodowa trauma widziana jest jako najbardziej namacalny dowód na to, że Węgry są nieustannie poniżane, a samo istnienie narodu – zagrożone. W wypadku, gdy coś dzieje się tu nie tak obwiniane są o to najczęściej obce siły – i ich poplecznicy w postaci liberałów oraz socjalistów.

Na początku XXI wieku doszło do socjalno-populistycznego zwrotu politycznego Orbana – po wyborczej przegranej w roku 2002 zdał sobie sprawę z tego, że jego dawna, skierowana do dobrze zarabiających i klasy średniej retoryka nie porywa dostatecznie szerokiej grupy wyborców. Istniała potrzeba zwrócenia się również do zmarginalizowanej części społeczeństwa.

Choć nie doprowadziło to do zmiany realnych celów jego polityki (nadal nie chce on redukować nierówności albo walczyć z segregacją uczniów w szkołach) zdał sobie sprawę z tego, że musi on włączyć w w swą orbitę szerokie grono ludzi – przegranych postkomunistycznej transformacji – i odpowiedzieć na ich lęki (co połączył z narodowymi aspektami przekazu). 4 miliony Węgrów żyje dziś poniżej progu egzystencji. Nawet przed kryzysem ekonomicznym z czasów poprzedzających Orbana liczba ta sięgała grubo powyżej 3 milionów. Nie brakowało zatem adresatów przekazów zbudowanych wokół kwestii bezpieczeństwa socjalnego.

Jeszcze zanim Orban został w roku 2010 premierem jego opowieść zbudowana była wokół trzech zagrożeń: tak zwanej „śmierci narodu” (jego zaniku albo rozpłynięcia się tożsamości narodowej), lęków socjalnych oraz strachu przed tym, co obce i nieznane.

KS: Wszystkie trzy wspomniane zagrożenia da się odnaleźć w jego retoryce antyuchodźczej. Mówi on, że obcokrajowcy i potencjalni terroryści przekraczają granice kraju – jako tania siła robocza mają kraść lokalnej ludności miejsca pracy, a ich niechęć do integracji niszczy naszą kulturę. Czy wspomniana trójca lęków widoczna jest za każdym razem, kiedy mówi o nowym wrogu?

ZL: Główną cechą charakterystyczną politycznej machiny Orbana jest zdolność do mistrzowskiego łączenia różnych lęków. Liczba ich kombinacji jest niemal nieskończona. Dzięki rządowej propagandzie niemal każdy temat dyskutowany jest na Węgrzech z pozycji lęków i zagrożeń.

Nie oznacza to, że wszystkie trzy muszą być zawsze poruszane jednocześnie, choć zdarza się i tak – jak chociażby w wypadku jego „walki” przeciwko Brukseli. Jako że Unii Europejskiej nie podoba się sztandarowe posunięcie z zakresu polityki społecznej, tak zwane „rezsicsökkentés” (narzucone przez rząd obniżki cen mediów) i wymusiłaby na kraju politykę cięć i zaciskania pasa Orban może się prezentować jako zbawca Węgier który trzyma obcych (UE) z dala od spraw wewnętrznych, chroni narodową suwerenność oraz – co równie ważne – ludzi przed polityką oszczędności (nawet jeśli jego rząd w rzeczywistości tnie wydatki na opiekę zdrowotną, edukację i świadczenia socjalne).

Jako że rząd prezentuje się jako jedyny reprezentant ludu oraz jedyny obrońca jego interesów (zarówno „lud”, jak i „jego interes” definiowane są przez władzę) polityczni oponenci piętnowani są jako jego wrogowie, tak jak w wypadku aktywistów zbierających podpisy przeciwko planom igrzysk olimpijskich w Budapeszcie czy pomagających uchodźcom organizacji broniących praw człowieka.

KS: Dlaczego – tak na Węgrzech, jak i w innych krajach europejskich – tak dużą rolę w dyskusjach wokół kwestii bezpieczeństwa odgrywa lęk przed utratą tożsamości?

ZL: Skupiłbym się na dwóch kwestiach, choć powiązany z tym tematem jest również szereg innych.

Pierwszą z nich jest globalizacja, która wpływa na nasze kultury, style życia czy relacje polityczne i gospodarcze. Fenomen ten zmusza do zadania sobie pytania o znaczenie suwerenności w dzisiejszym świecie, na które politycy udzielają szeregu zróżnicowanych odpowiedzi. Jej prawicowi krytycy twierdzą, że zanik punktu odniesienia w postaci państwa narodowego doprowadzi do uwiądu definiujących jego tożsamość tradycji. Lewicowi krytycy neoliberalnej globalizacji skupiają się z kolei na braku ponadnarodowych mechanizmów rządzenia, umożliwiających kontrolę przepływów kapitału. Zwolennicy suwerenności narodowej kontrują, że ich stworzenie doprowadziłoby do wzmocnienia już istniejących zagrożeń ze strony globalizacji.

Drugą grupą problemów są te związane z nierównościami. Problematyczne są dziś nie tylko różnice w poziomie rozwoju między różnymi krajami i rejonami świata, ale również rosnące różnice wewnątrz krajów rozwiniętych – zarówno jeśli chodzi o majątki, jak i dochody. Coraz bardziej wątpliwa jest kwestia wspólnoty między ludźmi, którzy mogą żyć w tym samym kraju, lecz doświadczać trudności zupełnie innego typu.

Jedną z odpowiedzi ze strony rządów może stawać się ponowne odkrywanie mobilizacyjnej potęgi uczuć narodowych, pozwalających rozgrzeszać je z braku działań na rzecz walki z nierównościami – mogą one powiązać niesprawiedliwość społeczną z narodowymi resentymentami i obwinić o nią działania obcych potęg.

Z sytuacją tą wiąże się nieuchronne niebezpieczeństwo. Rządy, które usiłują odpowiadać na doświadczaną przez ludzi niepewność odwołując się do idei narodowej tak naprawdę przebierają swe autorytarne eksperymenty w płaszczyk „woli narodu”, wymuszając na elektoracie akceptację koncentrowania władzy w swoich rękach.

KS: Nie tak dawno temu Orban jako swoich nowych wrogów obrał fundację urodzonego na Węgrzech amerykańskiego miliardera, George’a Sorosa oraz otrzymujące od niej finansowanie organizacje pozarządowe. Wiceprzewodniczący rządzącego Fideszu, Szilárd Németh stwierdził wręcz, że organizacje te powinny zostać wyrzucone z kraju. Jakie znaczenie miało uznanie Sorosa za wroga?

ZL: Atak na niego zaczął się już wcześniej. Jego korzenie tkwią z okresu jeszcze przed kryzysem uchodźczym, kiedy to zaraz po wyborach w roku 2014 rząd rozpoczął atak na NGO-sy otrzymujące pieniądze z Funduszy Norweskich(1).

Część opinii publicznej spodziewała się wówczas, że po dynamicznej (i aroganckiej) pierwszej kadencji ta druga skupiona będzie na uspokojeniu nastrojów. Zamiast tego postanowił on uderzyć w społeczeństwo obywatelskie – nawet kosztem konfliktu dyplomatycznego.

Najprawdopodobniej było to spowodowane chęcią pozbawienia niezależnego „trzeciego sektora” funkcji kontrolnych, tak jak wcześniej osłabiono trójpodział władz i przejęto media. Jako że organizacje społeczne otrzymują większość środków ze strony państwa – a decyzje co do ich przyznawania leżą w gestii osób lojalnych wobec Fideszu – niezależne NGO-sy są coraz bardziej zależne od zagranicznego finansowania (głównie z Funduszy Norweskich oraz środków Open Society Foundations Sorosa).

Jeśli odbierze się im te środki nie będą w stanie działać, jako że fundraising nadal nie jest realną alternatywą. Węgierski rząd przedstawia je jako agenturę zagranicznego wpływu, mającą stanowić zagrożenie dla suwerenności narodowej.

Demonizowanie Sorosa nie jest rzecz jasna wyłącznie węgierskim fenomenem – amerykańska prawica często oskarża go o manipulowanie polityką z tylnego siedzenia, Rosja zakazała działania Open Society Foundations. Orban jest w tej kwestii utalentowanym politykiem, przynajmniej jeśli zdefiniujemy talent polityczny jako zdolność do zdobycia i utrzymania władzy. Jest on zdolny do myślenia w kontekście globalnej polityki i używa tej zdolności do tworzenia zagrożeń i wrogów pasujących do globalnych trendów.

KS: Dlaczego progresywne siły polityczne nie są w stanie wytłumaczyć wyborcom, że rozsiewane przez rząd lęki są nieracjonalne?

ZL: Po części dlatego, że niełatwo dotrzeć do ludzi. Moje doświadczenie z wielu małych i średnich miast jest takie, że niechętnie przychodzą oni na wydarzenia organizowane przez opozycję. Nawet jeśli w nich uczestniczą to często proszą, by nie robić zdjęć, nie chcą bowiem by inni dowiedzieli się o tym fakcie. Boją się, że mogą stracić pracę albo mieć ciężej w życiu. To bardzo niepokojące. Nie sądziłem, że w trakcie mojego dorosłego życia zaobserwuję powrót tego typu zjawiska na Węgrzech.

Lęk utrudnia rozruszanie inicjatyw politycznych. Już istniejąca oferta nie jest uznawana za satysfakcjonującą. Konkurencja między wiarygodnymi wizjami i politykami jest ważna, umożliwia bowiem trafienie przekazu do elektoratu. Nie możemy spodziewać się, że ludzie wyjdą na ulice, będą dołączać do kampanii, rozdawać ulotki i walczyć o sprawę po której widać, że jest przegrana.

Wiele zmieniłaby sytuacja, w której istniałaby opozycja łącząca polityczną wizję, kompetencję oraz mająca chociaż minimalną szansę na stanie się realnym oponentem dla Fideszu. Wówczas wyborcy byliby bardziej skłonni do podejmowania ryzyka.

KS: Chcesz powiedzieć, że ludzie odczuwają realnie istniejące lęki (spowodowane po części polityką oraz zaniedbaniami rządu) i że w tym samym czasie rząd – dla odwrócenia uwagi – wzbudza w nich inne lęki?

ZL: W węgierskim społeczeństwie obserwować można ekonomię leku, wyznaczającą kierunki i cele istniejących lub rosnących niepokojów elektoratu. Jako że istnieją w nim już lęki oraz związana z nimi potrzeba obrony przed nimi rząd zapewniać będzie dodatkową ich podaż by móc decydować, wobec których z nich zapewni ludziom ochronę.

Mam wrażenie, że doradcy Orbana sporo wiedzą na temat psychologii społecznej, co znajduje wyraz w jego przemówieniach. Fidesz zauważył, że wśród ludzi nie ma dostatecznej świadomości co do ich interesów, słabo ma się rzecznictwo i brakuje zaufania. Pragnienie egalitaryzmu nie jest tu powiązane z solidarnością, lecz zazdrością. Nawet jeśli obserwujemy niezadowolenie nie ma komu organizować oporu. Jedynym bojownikiem ruchu oporu jest sam Orban, walczący z zagrożeniami które sam stworzył.

(1) Program grantowy rządów Norwegii, Islandii i Lichtensteinu, mający na celu wspieranie 13 państw członkowskich UE, które wstąpiły do Unii w roku 2004 lub później. Jego część skupiona na wspieraniu społeczeństwa obywatelskiego finansowała szereg organizacji społecznych na Węgrzech (podobnie jak i w innych krajach regionu) – węgierski rząd chciał jednak mieć głos co do tego, do kogo trafiają przeznaczone dla NGO-sów środki. Władze rozpoczęły śledztwa w organizacjach mających dokonywać ewaluacji propozycji projektowych, wkraczając nawet do biur części z nich i powodując napięcia między Węgrami a krajami-donatorami.

Artykuł „The Economics of Fear. How OrbanProfits from Insecurities” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek.

Zdj. P. Tracz/KPRM w domenie publicznej

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *