Pokolenie samotnych wysp

SailaNaomi Stausholm
16 czerwca 2014

„Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą… Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie” (John Donne, 1572-1631).

Czy jesteśmy straconym pokoleniem? Twierdzenie to pojawia się w wypowiedziach polityków i naukowców, gdy opisują problemy, jakich doświadczają dziś młode Europejki i Europejczycy. Bezrobocie, coraz bardziej asymetryczna globalizacja, presja na konkurencyjność, niestabilność na rynku pracy, rosnące koszty kształcenia. Nasza przyszłość wydaje się beznadziejna.

Nikt nie jest samotną wyspą?

Poczucie beznadziei istotnie towarzyszy wielu z nas. Dekady indywidualizmu oraz rosnącej konkurencji – zarówno o miejsca pracy, jak i wykształcenie – wywierają dramatyczny wpływ na kondycję psychiczną naszego pokolenia. Znaczny wzrost zapotrzebowania na pomoc psychologiczną oraz rosnące zużycie leków antydepresyjnych każą zapytać, czy nasze pokolenie zostało pozostawione samemu sobie. Rosnąca liczba przypadków zaburzeń odżywiania, stresu oraz depresji skłania do udzielenia odpowiedzi twierdzącej.

Dorastaliśmy w czasach boomu gospodarczego, kiedy to roztaczano przed nami obraz nieograniczonych możliwości, stojących przed tymi, którzy chcieli z nich skorzystać, wykazywali inicjatywę i ciężko pracowali. Zapewniano nas, że wszystkie nasze sny oraz nieskończone pragnienia i potrzeby mogą się spełnić dzięki nowemu światu, jaki stanął przed nami – młodymi, bystrymi głowami – otworem w wyniku globalizacji oraz wzrostu gospodarczego. Gdy uderzył kryzys, deklaracje te okazały się iluzją. Wielu z nas jest dziś NINJA – nie mamy dochodów, pracy ani nagromadzonego majątku (No Income, No Jobs and No Assets). Naszą izolację, upodabniającą nas do samotnych wysp, pogłębia niemożność wbicia się na rynek pracy.

Dla pokolenia wychowanego w wierze, że sukces jest kwestią indywidualną, nadejście kryzysu oznaczało spore problemy psychologiczne. Za niepowodzenie w poszukiwaniu pracy obwinia się samych siebie, a wraz ze wzrostem niepewności i samotności pogłębiają się negatywne psychologiczne skutki życia na bezrobociu. Kształcenie się tylko po to, by przekonać się na własnej skórze o braku zapotrzebowania na umiejętności, które się zdobywało, może wytrącić z równowagi nawet największego twardziela.

Depresja w gospodarce i w naszych głowach

Kryzys 2008 roku to największe załamanie gospodarcze od czasów Wielkiego Kryzysu – i oba spowodowane zostały przez spekulacje na rynkach finansowych. Konsekwencją obu były również koszty społeczne, dotykające grupę znacznie szerszą niż jedynie osoby dokonujące ryzykownych inwestycji. Wiedza o tym, w jaki sposób kryzysy wpływają na zdrowie psychiczne, nie jest niczym nowym. Już w latach 30. XX w. badano skutki, jakie dla młodych ludzi miało pozostawanie na bezrobociu. Tak jak zapomnieliśmy jednak o tym, w jaki sposób zderegulowane rynki finansowe mogą spowodować kryzys, tak samo z naszej pamięci zbiorowej zniknęła wiedza o skutkach, jakie taki kryzys powoduje w umysłach młodych ludzi.

Zarówno dorośli jak i młodzi mają takie samo doświadczenie bezrobocia – poczucie zbędności oraz obniżenie ambicji. Ponieważ jednak osoby młode dotyka ono w czasie wchodzenia w dorosłość oraz prób znalezienia sobie miejsca na ziemi, jego skutki są dla nich trwalsze.

Kryzys finansowy szczególnie uderzył w osoby młode. Osoby z najmniejszym doświadczeniem na rynku pracy najciężej doświadczają bezrobocia, polityka cięć i zaciskania pasa przyczyniła się do wzrostu opłat za studiowanie oraz zmniejszenia nakładów na edukację. Brak dostępu do rynku pracy ogranicza nasze możliwości wchodzenia w samodzielne, dorosłe życie. Nie pozostaje to bez wpływu na nasze relacje społeczne i kondycję psychiczną.

Koło ratunkowe

Jednym ze sposobów na wsparcie osób młodych może być danie im gwarancji, że w ciągu 4 miesięcy od rejestracji na bezrobociu otrzymają ofertę pracy, dalszego kształcenia bądź szkolenia zawodowego. Działania na rzecz tworzenia nowych miejsc pracy mogą ruszyć z kopyta dzięki wydatkom publicznym – część z nich może uzyskać wsparcie z funduszy unijnych. Unia Europejska powinna również zwiększyć swoje inwestycje w infrastrukturę, energetykę oraz badania i rozwój, przyczyniając się do wzrostu zatrudnienia w tych sektorach.

Tego typu wsparcie dla europejskiej młodzieży jest ważne nie tylko dla osób doświadczających skutków kryzysu. przyniosłoby również korzyści ekonomiczne pożądane z punktu widzenia polityków niezależnie od barw partyjnych. Koszt bezrobocia wśród osób młodych w Unii Europejskiej szacuje się dziś na olbrzymią kwotę 100 mld euro rocznie – to 1% unijnego PKB. Musimy pamiętać, że doświadczenie bezrobocia w tej grupie wpływa na to, że później jest ona bardziej oddalona od rynku pracy, co zwiększa ryzyko przyszłego bezrobocia oraz zmniejsza poziom osiąganych dochodów. Dla myślących polityków fakt ten powinien dostatecznie mocno uzasadniać podjęcie działań w tej materii.

Stworzenie bezpiecznych ram finansowych, umożliwiających młodym wejście na rynek pracy oraz zakorzenienie się w swej lokalnej społeczności, stanowiłoby pierwszy krok w tworzeniu świadomych obywatelek i obywateli, którymi możemy i chcemy być. Musimy jednak sprzeciwić się panującemu w ostatnich latach indywidualizmowi, który kształtował nasze wyobrażenia o świecie i zachęcał do mierzenia się z problemami w swojej głowie, zamiast liczyć na wsparcie społeczne.

Musimy również zbudować system edukacyjny, który sprzyjać będzie integracji społecznej oraz temu, by wszystkie uczennice i uczniowie mogli liczyć na wsparcie ze strony nauczycielek i nauczycieli. Powinien on ograniczyć konkurencję wewnątrz klas i zwiększyć poczucie bycia częścią większej społeczności. Musimy również skończyć z traktowaniem tematu zdrowia psychicznego w szkołach jako tabu i zapewnić każdej osobie z takimi problemami dostęp do pomocy.

Nikt nie jest samotną wyspą – my, młodzi, potrzebujemy pomocy w przejściu przez ten kryzys. Wzajemne powiązania sprawiają, że nie da się wyjść z niego poprzez działania w pojedynczym kraju czy tym bardziej indywidualne starania. Potrzebujemy Europejskiej Gwarancji dla Młodych, która odsunie ryzyko stworzenia straconego pokolenia. Wspólnie musimy stawić czoło bezrobociu wśród młodych.

Przyznanie, że kwestie ekonomiczne oraz zdrowie psychiczne są ze sobą powiązane, stanowi pierwszy krok na drodze do znalezienia odpowiednich rozwiązań. Przyznać musimy, że problemów tych nie da się rozwiązywać jednostkowo, lecz wymagają zainteresowania polityków, naszych szkół oraz społeczności, w których żyjemy.

Dzisiejsza młodzież ma siłę i inicjatywę – chce iść do przodu. Kwestia odejścia od polityki cięć i zaciskania pasa i od dominacji indywidualizmu jest kluczowa dla przyszłości naszego pokolenia. Czy staniemy się pokoleniem samotnych wysp, czy może w aktywny sposób będziemy mogły i mogli kształtować przyszłość społeczeństw, w których żyjemy? Obyśmy poszli w tym drugim kierunku!

Artykuł „No young person is an island” ukazał się w publikacji Federacji Młodych Europejskich Zielonych „Reclaim the Future!”. Przeł. Bartłomiej Kozek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Pokolenie samotnych wysp

  • 16 czerwca 2014 at 13:22
    Permalink

    Przydałaba by się również regulacja rynku, który teraz jest ścianą nie do przebicia ze względu na często zachłanne działania pracodawców. Społeczeństwo rozwarstwiło się już po 89′ tak, że teraz, albo Cię stać na mieszkanie, albo nigdy go za własne pieniądze nie kupisz i skazany jesteś, jako młody człowiek, na emigrację zarobkową czy kredyt mieszkaniowy. Oczywiście z tą różnicą, że kredytu już nie dostaniesz, bo nie masz stałej umowy o pracę. Jeśli ktoś stara się wystarczająco mocno, to pracę dostanie (pomijając już jaką), ale czy będzie w stanie utrzymać się samotnie w wynajmowanym mieszkaniu i jednocześnie odkładać na mieszkanie? Sytuacja w Polsce, nie ważne jak bardzo rewitalizacja rynku przyniosła by efekty, będzie dla młodych zła conajmniej przez najbliższą dekadę (gdyby zmiany nastąpiły teraz). Nasza pensja minimalna, to żart dla kraju tworzącego Unię Europejską, to raz. Politycy dowalają nam podatkami z każdej możliwej strony, to dwa. Ceny mieszkań są sztucznie wykreowane przez i dla developerów, to trzy. Rodzime przedsiębiorstwa są przez rząd tłamszone, już przez samo niejasne prawo podatkowe, a zagraniczne firmy, nie płacąc podatków, odprowadzają kapitał poza granice (my oczywiście mamy bić oklaski za to, że dają pracę z wynagrodzeniem minimalnym, często bez świadczeń), to pięć. Można byłoby, niestety, wyliczać bez końca. Nie sama praca się liczy, a poziom zadowolenia z życia obywateli. A ten, miejmy nadzieję, dopiero dla naszych wnuków będzie wyższy.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *