Mobilność – ale jaka?

Delfina Rossi
13 maja 2014

Jedną z podstawowych zasad Unii Europejskiej jest swobodny przepływ osób. Jakie są blaski i cienie mobilności z perspektywy pokolenia młodych Europejczyków i Europejek?

Gdy bezrobocie młodych sięga w niektórych krajach na południu Europy 50% i brak nadziei na lepszą przyszłość, młodzi ludzie opuszczają swoje kraje, by zdobyć pracę, by studiować, lub po prostu by przeżyć. Ferran jest jednym nich, pochodzi z Barcelony, a obecnie pracuje w Edynburgu. Przyznaje, że „nigdy by się nie spodziewał, że będzie zmuszony migrować do Europy, by rozpocząć samodzielne życie”. Wspomina, że „zawsze marzył o nauczeniu się innych języków niż kataloński i hiszpański, ale nie spodziewał się, że aby zdobyć pracę będzie musiał się nauczyć angielskiego tak szybko.

Jak podkreśla Ferran, stał się „częścią straconego pokolenia, całego pokolenia z dyplomem ukończenia studiów i bez żadnych ofert pracy, z marzeniami o przyszłości, ale bez żadnych szans na ich spełnienie. Rzeczywiście, na świecie jest obecnie 75 milionów bezrobotnych młodych ludzi (12,6% całej populacji). Choć bezrobocie młodych jest najwyższe w Afryce Północnej (27, 9%), a najniższe w Azji Wschodniej (9%), to także w niektórych europejskich krajach jak Hiszpania, Portugalia, Włochy, Irlandia czy Grecja bezrobotny jest niemal co drugi młody człowiek (Global Employment Trends for Youth 2012, ILO 2011).

Hiszpańska nauczka

Zwłaszcza w Hiszpanii mamy dziś do czynienia z jednej strony ze zjawiskiem młodych bezrobotnych, którzy ukończyli edukację wcześnie, głównie ze względu na problemy społeczne i zachęty z rynku budowlanego, który potrzebował taniej i niewykwalifikowanej siły roboczej. Z drugiej strony istnieje też inna grupa młodych pracowników, którzy uchodzą za nadmiernie wykwalifikowanych. Dziś spotkać można więc absolwentów ekonomii pracujących za barem i fizyków na kasie w supermarkecie. W 2012 r. odpowiedzialny za szkolnictwo wyższe minister przedsiębiorczości i zatrudnienia Francesc Xavier Mena radził bezrobotnym z dyplomami wyższych uczelni, żeby „złapali pierwszy samolot do Londynu, by podawać tam kawę”. Rzeczywiście, młode pokolenie nigdy nie było tak dobrze wykształcone, jak obecnie, a tymczasem politycy forsują zwiększanie prekaryjnych warunków zatrudnienia w Europie, sprzedając to jako receptę na bezrobocie.

Problem w tym, że mimo przemian społecznych nie mieliśmy „dobrej” strukturalnej reformy przemysłu czy rynku pracy. Hiszpańskie rządy, władze regionalne i samorządy wraz z Unią Europejską świętowały „hiszpański cud”, boom wywołany przez bańkę budowlaną i finansową. Podczas gdy PKB wzrastał, nie rosły ani podatki dla najbogatszych, ani inwestycje w badania i rozwój, a potrzeba transformacji energetycznej ledwie była zasygnalizowana.

Co prawda duże hiszpańskie firmy jak Telefonica, Repsol czy Inditex radziły sobie dobrze, ale nie miało to wpływu na sytuację grup o niższych czy nawet średnich dochodach. Inaczej mówiąc, Hiszpania nie rozpoczęła zielonej rewolucji w gospodarce, stawiając na starą branżę budowlaną i bańkę spekulacji finansowych.

Kryzys jest więc rezultatem zastosowania modelu skrajnie niezrównoważonego, gdzie przywileje 1% najbogatszych utrzymują się kosztem pozostałych 99%. Co gorsza, dzisiaj europejska recepta na tworzenie miejsc pracy nie ma nic wspólnego z realnym zapotrzebowaniem ze strony rynku pracy. Strukturalne reformy oparte są na elastyczności zatrudniania i zwalniania, bez zapewnienia komukolwiek bezpieczeństwa, i na wzroście opłat za studia. Najgorsze jest zaś, że przywódcy opowiadający się za taką polityką dysponują orężem w postaci kontroli społecznej i kontroli nad mediami. Potrafią więc sprawić, że ludzie czują się winni tego, że są bezrobotni i nie mogą nawet sprawować władzy nad własnym życiem, i muszą prosić o pomoc. Jak mówi Ferran, „oddajemy pole w walce z establishmentem”.

To w takim kontekście 70% młodych Hiszpanów deklaruje, że chcą wyjechać na studia lub emigrować zarobkowo, podczas gdy podobne deklaracje składa przeciętnie 53% młodych Europejczyków (według Eurobarometru z 2011 r.).

W raporcie pod tytułem „Młodzi emigranci są więcej niż wysoko wykwalifikowani”, młodzieżówka katalońskich związków zawodowych Avalot wskazuje, że wzrost bezrobocia młodych z dyplomem uniwersyteckim w Katalonii w 2012 r. wyniósł 15,1%. W tym samy czasie roczny przyrost emigracji młodych Katalończyków wyniósł 9,26%. W porównaniu z 2009 r. o 30% więcej Katalończyków mieszka dziś za granicą. W Katalonii i Hiszpanii, tak jak w Portugalii czy Grecji, mamy do czynienia z drenażem mózgów w czystej postaci. Na szczęście dla reszty Europy, 42% młodych Katalończyków mieszka we Francji, Niemczech, Andorze i Szwajcarii, ale 36% wyemigrowało do Ameryki Południowej.

Z perspektywy globalnego Południa trudno zrozumieć, dlaczego ktoś opuszcza Europę. Ale dla młodych Europejczyków emigracja jest coraz częściej odpowiedzią na pytanie „Co dalej?”. Przez ostatnich kilka lat południe Europy doświadczyło ogromnej fali migracji z Ameryki Południowej, Afryki i Azji – dziś to młodzi wykształceni Europejczycy przekraczają Atlantyk, by znaleźć pracę. Tysiące bezrobotnych specjalistów opuszcza też Portugalię, migrując do jej dawnych kolonii jak Angola, Mozambik czy Brazylia. Także Grecja, Irlandia i Włochy masowo tracą młodych z wyższym wykształceniem.

Iluzoryczna wolność?

Swobodny przepływ osób się w UE uważa się za ważną społeczną wartość, ale analiza przepływów migracji dowodzi, że tylko ludzie z wyższym wykształceniem są w stanie migrować i zdobyć pracę w innych europejskich krajach, kosztem innych pracowników, lub przyczyniając się do ogólnego spadku płac. Gigantyczny problem długoterminowego bezrobocia i braku kwalifikacji wśród młodych w południowej Europie nie zostaje więc bynajmniej rozwiązany przez mobilność wewnątrz Unii Europejskiej. UE jest unią dla elit, gdzie trzeba „mieć magistra” i znać języki, zanim się wyjedzie, a i tak wciąż natykasz się na bariery w dostępie do praw socjalnych, jak emerytura czy zasiłek dla bezrobotnych.

Problem bezrobocia młodych mieszkańców południowej Europy wymaga europejskich rozwiązań, i muszą one obejmować zmiany w sferze produkcji i gospodarki, tak by wysoko wykwalifikowani pracownicy mogli znaleźć pracę, a niewykwalifikowani szanse na godne warunki życia. Europa musi otworzyć swe granice, ułatwić respektowanie naszych praw, uczyć języków, poprawić połączenia komunikacyjne, zwiększyć współpracę między uniwersytetami i szkołami i ułatwić powroty.

Emancypacja oznacza także wolność wyboru miejsca do życia. Katalonia i Hiszpania doświadczą wkrótce exodusu wykwalifikowanych pracowników, co przyniesie fatalne skutki dla ich gospodarek, zwłaszcza w zakresie opieki zdrowotnej i badań. W dodatku wymuszona migracja ekonomiczna jest totalnie niesprawiedliwa: południe i Europa dysponują przecież środkami, by redystrybucja bogactwa odbywała się w sposób pozwalający każdemu na wolny wybór, czy chce wyjechać. I to do tego właśnie trzeba dążyć.

Artykuł Brain drain or just mobility? ukazał się w Green European Journal (Zielonym Magazynie Europejskim). Przeł. Iza Desperak.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.