Kto zarabia na śmieciach

Marcin Wrzos
5 grudnia 2010

Gospodarka odpadami jest jednym z najistotniejszych wyzwań jakie stoją przed współczesnymi społeczeństwami. Lawinowo wzrasta poziom konsumpcji i proporcjonalnie do tego rośnie również ilość produkowanych odpadów. Potrzeba zdecydowanych działań i nowych rozwiązań, dzięki którym ilość śmieci składowanych na wysypiskach byłaby mniejsza i nie niosłaby zagrożeń dla środowiska naturalnego.

Bez właściwego zagospodarowanie odpadów jakość życia nas wszystkich ulegnie gwałtownemu pogorszeniu. Dane dotyczące gospodarki odpadami w Polsce nie napawają jednak optymizmem. Na wysypiska trafia aż 86% wszystkich odpadów komunalnych. Niecałe 9% jest segregowane, 4% poddane obróbce mechaniczno-biologicznej i tylko niecały 1% obróbce termicznej. Kiedy zestawimy te dane z europejskimi normami, przyszłość zaczyna rysować się w czarnych barwach. Do 2010 r. Polska zmniejszyła ilość wywożonych na wysypiska śmieci o 8%, chociaż zobowiązała się do 25%. Już od 16 lipca Komisja Europejska nalicza dziennie 40 tys. euro kary z tytułu łamania przez Polskę zobowiązań. Może to oznaczać, że już w przyszłym roku będziemy musieli zapłacić z naszych podatków 7 mln euro.
Tymczasem zbliża się rok 2013. Zobowiązaliśmy się, że do tej pory jeszcze bardziej zredukujemy ilość odpadów wywożonych na wysypiskach, a zarazem zwiększymy poziom recyklingu. Realnie grożą nam kary w wysokości nawet 260 tysięcy euro dziennie. Można tego uniknąć, jeśli przekonamy Komisję Europejską, że zrealizujemy nasze zobowiązania z opóźnieniem. Patrząc jednak na niefrasobliwość polskich władz, trudno uwierzyć, że może nam się upiec.

Wysypisko odpadów komunalnych, fot. Marcin WrzosInwestycje są powolnie i nieliczne. Samo ich przeprowadzenie budzi wiele wątpliwości. Doskonale obrazuje to przykład jedynej funkcjonującej w Polsce spalarni odpadów na warszawskim Targówku. Władze zdecydowały się ją wybudować w granicach miasta, mimo, że może mieć to negatywne skutki dla zdrowia mieszkańców. Rządząca PO uważa spalanie odpadów za panaceum. Tymczasem w Europie już dawno zaczęto odchodzić od tego sposobu utylizacji odpadów. Dostrzeżono, że spalanie prowadzi do produkcji milionów związków, które mogą mieć negatywny wpływ na człowieka i środowisko naturalne.

Przykładem niewykorzystanej w pełni inwestycji jest kompostownia w Radiowie. W 2009 r. przewieziono tam 80 tys. ton śmieci, z czego poddano sortowaniu tylko 10 tys. Uzyskano w ten sposób zaledwie 8 ton kompostu używanego jako podsypka na wysypiska. Z racji jego niskiej jakości nie nadaje się on bowiem do wykorzystania jako nawóz w rolnictwie. Kompostownia pełni więc głównie funkcje propagandowe. Jest przykładem, że „coś” się robi, ale nie rozwiązuje realnie problemu.

Dlaczego tak trudno zmienić prawo
Dotąd kolejne ekipy rządzące ignorowały problem gospodarki odpadami. Na szczeblu centralnym jest jeszcze gorzej. Rząd Donalda Tuska wydaje się wierzyć, że wystarczy sprywatyzować problem, by sam się cudownie rozwiązał. Na dodatek odpady są mało medialne. Nowa kompostownia nie może się równać z nowym stadionem czy mostem. Dlatego działania rządu zdają się koncentrować nie wokół rozwiązywania realnych problemów, jakimi jest dostosowywanie gospodarki odpadami do standardów unijnych, ale załatwianie kolejnych etapów przejściowych.

Nadal pozostaje nierozwiązany kluczowy dla gospodarki odpadami problem komunalizacji odpadów. Istniejący system wywozu śmieci oparty na przyznaniu prawa do własności tym, którzy je wytworzyli, uniemożliwia gminom  kształtowanie samodzielnej polityki odpadami. Potrzebę zmian zdaje się dostrzegać również Ministerstwo Środowiska, które pracuje nad stosowną ustawą. Robi to jednak  chyba bez determinacji, by sprawę doprowadzić do końca. Organizacje pozarządowe uczestniczące w posiedzeniach sejmowych komisji pracujących nad ustawą alarmują: w sejmowych korytarzach trwa lobbing za utrzymaniem własności odpadów w takim kształcie, aby sektor prywatny nadal czerpał z tego ogromne korzyści. Niestety kary za obecny stan rzeczy zapłacą podatnicy-obywatele, zyski natomiast są prywatne i pozostają w kieszeniach koncernów (głównie zagranicznych). Dotychczasowy system ma niedobre skutki dla środowiska naturalnego. Zarówno mieszkańcom, jak i firmom odbierającym śmieci nie zależy na recyklingu. Odzyskuje się tylko te rzeczy, które gwarantują zysk. Pozostałe najczęściej po prostu wywozi się na wysypiska. Kompleksowa segregacja śmieci, czyli nieodzowny warunkiem skutecznego recyklingu i właściwej utylizacji, jest dla firm – odbiorców odpadów nieopłacalna.

Na wysypiska trafia wszystko, czy jest to szkodliwe dla środowiska naturalnego czy też nie. Skala nieprawidłowości jest bardzo duża. Z danych zawartych w raporcie NIK z czerwca br. wynika, że większość samorządów nie prowadziła żadnej kontroli przedsiębiorstw odbierających odpady. W połowie kontrolowanych gmin wydawano zezwolenia na wywóz odpadów firmom, które nie spełniały wymaganych prawem kryteriów. Ochrona mieszkańców przed nadmiernym wzrostem cen wywozu śmieci była iluzoryczna. Połowa gmin nie uchwaliła nawet maksymalnych stawek, a tylko w jednej z nich kontrolowano, czy są one zgodne z uchwałą. Okazało się, że formalna konkurencja nie tylko nie podnosi jakości usług, ale też nie obniża kosztów.

Co mogą zrobić samorządy?
Na dziś jedynym rozwiązaniem wydaje się przeprowadzanie lokalnych referendów, w których mieszkańcy opowiedzieliby się za przekazaniem prawa własności do odpadów swoim gminom. Doświadczenia gmin, które zdecydowały się przeprowadzić referendum i przejąć władztwo nad śmieciami, są bardzo pozytywne. Przykład Legionowa czy Pszczyny pokazuje, że dzięki komunalizacji odpadów udało się obniżyć ceny wywozu. Mieszkańcy płacą stałą opłatę, niezależnie od ilości wyprodukowanych śmieci. Wprowadzenie tego rozwiązania spowodowało, że z dnia na dzień liczba wywożonych śmieci znacznie wzrosła. Mieszkańcom nie opłacało się już wywozić ich na dzikie wysypiska. Co więcej, odpady zaczęły trafiać tylko do legalnych zakładów.

Oczywiście komunalizacja nie rozwiązuje wszystkich problemów. Jednak dzięki wprowadzeniu tej kluczowej zmiany gminy będą mogły wreszcie zacząć prowadzić aktywną i skuteczną politykę odpadową. System segregacji pomógłby w osiągnięciu norm, jakie nakłada na nas UE. Przetworzone śmieci nie tylko nie zalegałby na wysypiskach, ale mogłyby być wykorzystywane do produkcji nawozów lub energii, z korzyścią dla ludzi i środowiska.

****************************************************************
Marcin Wrzos – politolog, miłośnik przyrody, fotoamator

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *